Dodaj do ulubionych

Cele naukowe Państwa (długie)

03.01.21, 23:23
Pozwoliłem sobie niejako przedłużyć ten wątek o polityce naukowej Państwa.
Nie jestem jakimś wybitnym naukowcem, ot za wcześnie pokazałem, że szybko liczę i potrafię coś w praktyce wykonać (jak to absolwent technikum starej daty o specjalności Aparatura Kontrolno Pomiarowa i Automatyka;)) i wpadłem w taki wir wiecznego robienia czegoś dla kogoś – symulacji numerycznych, nowych modeli matematycznych procesów, stanowisk badawczych a potem nowych urządzeń i instalacji. Ale dzięki temu obecnie biorę udział w kompletnych, kompleksowych realizacjach instalacji przemysłowych – a przez kontakty naukowe i naukowych prototypów.

Właściwie nie powinienem już udzielać się na forum naukowym, bo już od nauki odszedłem. Aczkolwiek aparat naukowy, modele numeryczne urządzeń, metody optymalizacji, analizy i statystyki oraz analizy przepływów, czy reakcji chemicznych stosuję na poziomie naukowym. Zwykle, to, co policzę „na szybko” w celu zoptymalizowania urządzenia, czy części większej instalacji partnerzy naukowi realizują nie w kilka dni, ale w pół roku w wieloosobowych zespołach. A jako inżynier potrafię jeszcze sobie to urządzenie czy instalację w CADzie czy w programie 3D narysować, armaturę dobrać i sterownik zaprogramować. Dlatego mam doświadczenie z obu placów boju, materiał na kilka habilitacji skopiowano z moich sprawozdań i badań. Jako współautor kilku patentów mogę powiedzieć, ze jakieś pojęcie mam.

Oto tu na początek , żeby nie było, ze nie wiem, o czym piszę - typowy życiorys gościa z ADHD, który nudzi się szybko tematem, jak już dojdzie do rozwiązania i który pracuje po 18 h/dobę.

Udzielam się w tym wątku, bo jestem swoimi doświadczeniami przerażony. Przerażony tym, jak trwonione są państwowe pieniądze, jak Państwo jest oszukiwane, jaka jest skala nierzetelności i niesłowności pracowników naukowych. Jestem przerażony jak różne są grupy interesów. Jak nawet w jednym Zakładzie Badawczym tego samego instytutu potrafią być w 2 pokojach zupełnie sprzeczne grupy interesów. Jak często wyniki lat pracy naukowców, którzy do czegoś doszli są wyrzucane na śmietnik i wyrywane z korzeniami tylko dlatego, bo ktoś był rzetelny, bo nie dopuszczał do przekrętów albo, dlatego, bo młoda kadra chce zaorać stare i buduje nowe, często od zera.

We wcześniejszym wątku użyty został argument o naukowcach i nauce w Polsce w okresie miedzy wojennym i po II WŚ. Moim zdaniem powody różnic pomiędzy tamtymi czasami i dzisiaj to :
1. Znaczna anonimowość (dzisiaj),
2. Niska etyka zawodu.
3. Wszechobecne kłamstwo.
4. Przerost kadr profesorskich.
5. Przerost kadr urzędniczych.
6. Patologie są dla większości pracowników nauki nie naroślą na zdrowym organizmie, ale jego częścią.
7. Punktoza i grantoza (trywialne).
8. Prawo Zamówień Publicznych.

W niemal każdym projekcie z którym miałem do czynienia partner naukowy czy zleceniodawca nie miał zielonego pojęcia na temat metod, sposobu realizacji, strony analitycznej czy optymalizacji (piszę celowo o tym , co dotyczy naukowej części realizacji). Dostęp do wiedzy, jaki daje internet spowodował, że wielu badaczy potrafi napisać wniosek o finansowanie na poziomie abstrakcji, który przeciętny recenzent traktuje, jako wystarczający do udowodnienia, ze dany badacz ma odpowiednią wiedzę, żeby się danym tematem zajmować.

Niestety w praktyce poza grafomanią badacz nie jest w stanie uczestniczyć w toku realizacji, optymalizacji czy symulacji nowego urządzenia. Zwykle jakiś anonimowy doradca pisał rękami autorów widmo wnioski, budował się zespół i partnerzy naukowi przede wszystkim naginali swoje możliwości do realizacji badań. Zawsze były to badania realizowane rękami doktorantów lub doktorów, którzy dopiero zaczynali się danym tematem zajmować. Paradoksalne kilka razy już jako ten wykonawca – inżynier w odróżnieniu od oficjalnych – naukowych realizatorów miałem gruntowne przygotowanie naukowe i wiem, że jako badacz nie dostałbym grantu.

Ale – żeby nie tylko narzekać - jakieś określenie celów – poniżej

Nie wierzę, ze pracownicy ministerstwa nie analizują realnych efektów finansowania badań w Polsce. Oczywiście dotyczy to nauk technicznych. Przecież nawet prostymi metodami brzegowymi widać, ze to są synekury, które nie wytwarzają żadnej wartości dodanej. Zwykle duże państwowe koncerny, lub korporacje z siedzibami w Polsce realizują swoje potrzeby inwestycyjne i inwestują w urządzenia, które są i tak sprowadzane z zagranicy z tą różnicą, że koszt jest np. 2 krotnie większy. Nie wierzę w to, że urzędnicy tego nie widzą i, że Państwo ma zamiar nadal w to inwestować. Jeżeli nawet to było wcześniej działanie na pokaz i pudrowanie trupa to obecnie krucho z budżetem i jakieś działania optymalizacyjne i efektywnościowe powinny być prowadzone.
Mało tego, przy obecnych środkach wystarczyłoby wzmocnić kontrolę wydawanych środków i nagle okazałoby się, że rzetelny pracownik nauki ma dostęp do finasowania, bo wtedy obecnie funkcjonujący wieniec wzajemnej adoracji się rozpadnie i coś tam na dół skapnie.

Dlatego moim zdaniem wystarczy wdrożyć prosty i klarowny system szacowania kosztów realizacji wdrożenia danej technologii i rozliczać wykonawców grantów z efektów nakierowanych na konkretne osiągnięcia. Konkretnym osiągnięciem nie jest przegląd literatury, czy skopiowana instalacja, która została już przetestowana w podobnych warunkach na „zachodzie”. Konkretnym osiągnięciem nie może być zlecenie całości realizacji instalacji do podwykonawcy.

Włączanie w gremia nadzorcze instytucji naukowych ludzi z tzw. przemysłu w założeniu miało jakiś sens, ale nie mogą to być wieloletni prezesi firm. Wiedzę adekwatną w danej dziedzinie ma dyrektor techniczny czy inżynier ruchu zakładu a nie prezes. W moim własnym doświadczeniu były prezes dużej państwowej firmy jest zatrudniony w kilku instytucjach naukowych. Prace naukowe piszą mu sekretarki a jego rola w praktyce sprowadziła się do zniszczenia kilku jednostek naukowych – realizował własne polityczne interesiki.

Profesor powinien mieć prawo i obowiązek do zatrudnienia ludzi i wytworzenia własnej szkoły naukowej. Prosty system powinien oceniać profesora z jego wyników. A profesor powinien oceniać pracowników merytorycznych. Brak wyników powinien skutkować zmniejszeniem finasowania. Słaby profesor nie będzie miał środków na prowadzenie szkoły naukowej / jednostki naukowej. W chwili objęcia posady zarządzającej profesor z automatu powinien być menagerem nauki i sprawować pieczę nad badaczami. Taki profesor nie może być głównym autorem publikacji, bo te publikacje siłą rzeczy nie powinny być pisane przez niego (już swoje w tym zakresie pokazał). Taki schemat IMHO spowoduje, że cenne staną się prace dla przemysłu i z przemysłem.

Jednostki naukowe, w których zatrudnionych jest 500 osób z czego 90 to osoby z tytułem naukowym powinny zostać poważnie zredukowane. Bo to są właśnie miejsca synekur.
Jeszcze raz zwrócę uwagę na konieczność weryfikacji tego na co idą państwowe środki. JA np na swoje oczy widziałem 8 "innowacyjnych" instalacji pirolizy opon. Wiem, że wciąż budowane są nowe. Każdy z grantobiorców uważa, ze jego są superduper nowoczesne. W praktyce tam są graty importowane z zagranicy a naszemu urzędnikowi wmawia się, ze to jest krajowa innowacja.


Obserwuj wątek
      • piotrek786 Re: Cele naukowe Państwa (długie) 04.01.21, 00:29
        Tutaj niestety musi działać żelazna ręka rynku i konkurencji
        Nie każdy musi być hetmanem nauki (cały czas piszę o naukach technicznych).
        W przeciwnym przypadku jak my mamy skierować nauki techniczne w kierunku pożytecznym dla gospodarki?
        Inflacja zasiadających co to już nic nie muszą to strata dla PAństwa...
    • trzy.14 Re: Cele naukowe Państwa (długie) 04.01.21, 00:28
      Nie wierzę, ze pracownicy ministerstwa nie analizują realnych efektów finansowania badań w Polsce.

      Ja wręcz przeciwnie. jestem całkowicie pewnie, że ani w NCN, ani w NCBiR nikt na poważnie takiej analizy nie robi. Byłoby to sprzeczne z zasadą dupochronu i optymalizacji (minimalizacji) volumenu działań niezbędnych na swoim stanowisku pracy.
        • dobrycy Re: Cele naukowe Państwa (długie) 04.01.21, 10:48
          piotrek786 napisał(a):

          > No to w takim razie po co nasze kochane Państwo w ogóle wydaje środki na naukę?
          > Może lepiej od razu
          > zrobić z uczelni i instytutów przybudówki ośrodków władzy i finansować swoich z
          > najomych oraz grupy interesów .. ;)
          Przed refromą Gowina, po to aby profesorowie mieli gdzie przychodzić do pracy
          (jak żona w domu zrzędzi). Po reformie (co zostało napisane w preambule ustawy
          2.0 jako zasada dziedziczenia prestiżu) - dla prestiżu.
          Nasze Państwo widzi naukowców tak jak niektórzy rodzice dzieci uczące się grać na pianinie,
          czy też manie fortepianu albo pułki z książkami. Od razu widać, że jak sie je ma to sie należy
          do wyższych sfer.
    • dobrycy Re: Cele naukowe Państwa (długie) 04.01.21, 11:14
      > 1. Znaczna anonimowość (dzisiaj),
      Co jest skutkiem ilości, i tego że rozlicznym się jest za ilość
      a jakość mierzy jedynie okładka żurnala.
      System wymusza publikowanie na akord gniotów (chociaż
      to akurat ustawa 2.0 trochę poprawiła wprowadzając
      limit 4 slotów, wcześniej było gorzej). I tak jednak opłaca się
      mieć duża spółdzielnie która klepie takie same
      prace na akord.

      > 2. Niska etyka zawodu.
      Etyka szkodzi skuteczności, a to skuteczność jest kluczem
      w awansach i zdobywaniu grantów i punktów

      > 3. Wszechobecne kłamstwo.
      No i bajeranctwo. No ale to nie wina uczonków, tylko systemu który
      na nich wymusza ściemnianie.

      > 4. Przerost kadr profesorskich.
      Przecież do było - `by design`. Co innego miała na celu obowiązkowa
      habilitacja?

      > 5. Przerost kadr urzędniczych.
      Gdzieś trzeba upchnąć pociotów.

      > 6. Patologie są dla większości pracowników nauki nie naroślą na zdrowym organiz
      > mie, ale jego częścią.
      No tak. To tak jakbyś miał pretensje do radzieckich bezprizornych że kradli
      i nie trzymali standardów etycznych. Zewnętrzne realia kształtują zachowania
      ludzi którzy chcą w systemie przetrwać.


      > 7. Punktoza i grantoza (trywialne).
      Warto sobie przypomnieć co było przed punktozą i grantozą - leśne dziadostwo.
      Najpierw rolą nauki i szkolnictwa wyższego (w czasach powojennych)
      było kształcenie kadr, potrzebnych rozwijającemu się przemysłowi i rozwój nauki
      jako takiej. Ponieważ instalacji/urządzeń nie można było sobie kupić ot tak
      (bo były za drogie lub były embarga jawne i niejawne) trzeba je było samemu zbudować.
      Do tego potrzebni byli ludzie, którzy naprawdę coś wiedzieli, umieli i rozumieli.
      Jak linie produkcyjne czy urządzenia można po prostu kupić (po 89) dzięki
      obcemu kapitałowi, to jedyną rolą uczelni zaczęło być kanalizowanie bezrobocia
      i nastrojów młodych ludzi (dyplom dla każdego). Dla takiego celu nie potrzeba wysokich
      standardów intelektualnych czy etycznych. Jak zaczął się względny dobrobyt
      (po latach spływania pieniędzy z unii bezpośrednio i pośrednio) a studentów zaczęło
      ubywać - to postawiono na prestiż. Kto bogatemu zabroni?
      A że na zachodzie granty i punkty to prestiż, to i u nas w ramach kultu cargo jest tak
      samo. W końcu tubylcom wydaje się że jak będą budować pasy
      startowe to samoloty same sie zjawią (jak będą robić to co USA to i będzie tu jak w USA).
      Koronawirus na pewno zwiększy bezrobocie i niepokoje społeczne - więc myślę że
      w najbliższej przyszłości prestiż pójdzie w odstawkę i wrócimy do przechowalni dla
      wkurzonych studentów, być może z elementami reedukacyjnymi. A jak się obecna linia
      utrzyma, to może nawet wrócimy do pierwszego etapu (jak zagraniczny kapitał
      zacznie się zwijać, bo wygodniej będzie mu zatrudniać na miejscu, swoich obywateli) .

      > 8. Prawo Zamówień Publicznych.
      Dzięki któremu o żadnych prawdziwych i innowacyjnych badaniach nie może być mowy
      (chociaż moim zdaniem, tutaj szkodzi o wiele bardziej przerost i dysfunkcjonalność
      uczelnianych administracji)
      • trzy.14 Re: Cele naukowe Państwa (długie) 04.01.21, 13:11
        dobrycy napisał:

        > > 8. Prawo Zamówień Publicznych.
        > Dzięki któremu o żadnych prawdziwych i innowacyjnych badaniach nie może być mow
        > y
        > (chociaż moim zdaniem, tutaj szkodzi o wiele bardziej przerost i dysfunkcjonaln
        > ość
        > uczelnianych administracji)

        Wg moich informacji PZP jest dość elastyczne. Problem w tym, że administracja zawsze wybiera to najbardziej (dla niej) bezpieczne. No i teraz pytanie, czy to wina administracji, czy pies pogrzebany gdzie indziej.

        Administracja na moim wydziale szoruje po pensji minimalnej i trudno od niej wymagać czegoś ponad minimum.
    • dystansownik Re: Cele naukowe Państwa (długie) 05.01.21, 10:46
      piotrek786 napisał(a):
      > Zwykle, to, co policzę „na szybko” w celu zoptymal
      > izowania urządzenia, czy części większej instalacji partnerzy naukowi realizują
      > nie w kilka dni, ale w pół roku w wieloosobowych zespołach.

      To mi właśnie przypomniało pewną śmieszną sytuację, jak w moim instytucie pisaliśmy pewną instrukcję/wytyczne dotyczące pewnego zagadnienia dla klienta komercyjnego. Zajęło nam to z 3 miesiące i kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych (prywatnie dałoby się to zrobić nawet za kilkanaście). Podobne (pod względem realnego nakładu pracy) opracowanie dotyczące trochę innego zagadnienia, ale finansowane z państwowego garnuszka robiliśmy już dwa lata za kilkaset tysięcy złotych. Ale i tak przebili nas koledzy z innego instytutu, którzy na coś podobnego dostali grant z NCBiRu: kilka mln zł na 3 lata.

      > Udzielam się w tym wątku, bo jestem swoimi doświadczeniami przerażony. Przerażo
      > ny tym, jak trwonione są państwowe pieniądze, jak Państwo jest oszukiwane, jaka
      > jest skala nierzetelności i niesłowności pracowników naukowych. Jestem przeraż
      > ony jak różne są grupy interesów.

      Kiedyś też byłem aż sobie uświadomiłem, że Państwo tak naprawdę chce byś oszukiwane, żyć w iluzji, że jesteśmy w czołówce innowacyjności. Chcą tego urzędnicy w NCN i NCBiR, chcą tego kolejni ministrowie nauki, premierzy, decydenci, chcą tego obywatele, nierozumiejący że idą na to ich podatki i czym tak naprawdę te "innowacje" są. Skoro wszyscy oni tego chcę, jest popyt na usługi iluzjonistów, to znajdują się iluzjoniści (naukowcy) gotowi ten popyt zaspokoić.

      Można to porównać do telewizji. Ludzie nie widzą problemu z wydawaniem dziesiątek czy setek tysięcy złotych na celebrytów nie wnoszących realnej wartości dodanej w ich życie, a jednocześnie nie widzą problemu w płaceniu groszy pielęgniarkom, itp., których prędzej czy później mogą potrzebować.
      Tak samo w nauce, ludzie wolą płacić za iluzję innowacji, niż za rzetelne badania, które jednak nie będą tak widoczne. Lepiej brzmi:
      "przekazaliśmy 100 mln zł na realizację 5 giga-uber-grantów, które zmienią oblicze Polski przez swoje super-duper innowacyjne rewolucje"
      niż "przekazaliśmy 100 mln zł na kilkadziesiąt programów badawczych, z których połowa przyniesie realne, ale pewnie nie aż tak duże efekty, może 1 czy 2 będą rzeczywiście innowacyjne, a za połowę będziemy musieli ścigać ich odbiorców o defraudację pieniędzy, bo na końcu okaże się, że nic nie zrealizowali a pieniądze przejedli".

      > Nie wierzę, ze pracownicy ministerstwa nie analizują realnych efektów finansowa
      > nia badań w Polsce. Oczywiście dotyczy to nauk technicznych. Przecież nawet pro
      > stymi metodami brzegowymi widać, ze to są synekury, które nie wytwarzają żadnej
      > wartości dodanej.

      Realne efekty często nie jest łatwo ocenić i jakimi kryteriami się kierować przy ich ocenie. Za dużo tłustych kotów obrosło wokół systemu, żeby ktoś chciał to ruszyć.

      > Mało tego, przy obecnych środkach wystarczyłoby wzmocnić kontrolę wydawanych śr
      > odków i nagle okazałoby się, że rzetelny pracownik nauki ma dostęp do finasowan
      > ia, bo wtedy obecnie funkcjonujący wieniec wzajemnej adoracji się rozpadnie i c
      > oś tam na dół skapnie.

      Sam uważam, że jednym z kryteriów oceny powinna być jednak "cena" czy stosunek "jakość/cena". Dziś panuje filozofia, że jeśli oczekujemy jakości, to pieniądze nie powinny być kryterium oceny. Efekt jest taki, że większość grantów w NCN i NCBiR jest pisana "pod kurek" a koszty sztucznie pompowane niepotrzebnymi (a czasem nieistniejącymi) badaniami.
      Z moich obserwacji, dla realizacji wielu grantów 50% zaplanowanych w nich badań dałoby się wywalić bez szkody dla osiągnięcia zamierzonego celu. Wiele badań planuje się tylko dla rozpisania roboczogodzin kadry. Potem są realizowane bez celu, dublowane z badaniami komercyjnymi (komercyjne za które już jakiś klient zapłacił są brane jako wyniki badań za które płaci się też z grantu), albo omijane w jakiś sposób. Najciekawsza ostatnio taktyka to "badania wirtualne" przez symulacje numeryczne.

      > Dlatego moim zdaniem wystarczy wdrożyć prosty i klarowny system szacowania kosz
      > tów realizacji wdrożenia danej technologii i rozliczać wykonawców grantów z efe
      > któw nakierowanych na konkretne osiągnięcia.

      Tylko że wtedy wykażesz, że 90% obecnie realizowanych badań to pic na wodę z którego nic nie wyniknie. Długoterminowo byłoby to najlepsze wyjście. Krótkoterminowo, żaden polityk czegoś takiego nie zrobi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka