zmitologizowana lista filadelfijska

10.02.09, 09:49
Na doktorantach była już dyskusja o punktacji KBN za publikacje, w tym za
publikacje w czasopismach na LF. Ostatnio też była miła niespodzianka -
Argumenta Oeconomica trafiła na tą elitarną listę.

Mam jednak pytanie - jakie macie doświadczenia z czasopismami z tej listy?
Odnoszę bowiem wrażenie, że do niektórych elitarnych czasopism dostać się po
prostu nie sposób.

Jasne, wiem jaki poziom prezentuję. I wiem, że pewnie poziomu dającego pewność
publikacji w American Economic Review nigdy nie osiągnę. Ale mam już pewne
doświadczenie z aplikowaniem na konferencje - odnoszę wrażenie że część tych
prestiżowych to zamknięte kółka wzajemnej adoracji.

W czasopismach topowych może być trochę podobnie. W mojej dziedzinie (ekonomia
rozwoju) ciągle widzę te same nazwiska, które cytują znowu tych samych. Po
części wynika to faktycznie z tego, że jest to ścisła elita i najlepsi w
swojej dziedzinie. Ale czy tylko to?

Przecież publikowanie w najlepszych journalach daje dostęp do prawdziwych
pieniędzy, możliwość realizowania dużych ambitnych projektów. Czy najlepsi
naukowcy będą krystalicznie uczciwi, cytując młodych zdolnych, dając im
możliwość publikowania w swoich journalach i występowania na swoich
konferencjach - wiedząc, że to potencjalna konkurencja?

Podkreślam - ja jestem jeszcze zielony w temacie, te tezy które stawiam są
mocno prowokacyjne;) Mam po prostu nadzieję na ciekawą dyskusję i dowiedzenie
się czegoś więcej. No więc - jak jest u Was?
    • tocqueville ad rem 10.02.09, 09:54
      Forum akademickie: "
      Przyjęcie filadelfijskich ekspertów jako wyroczni oceniającej polskie placówki
      naukowe trąci nieco prowincjonalizmem i stwarza fałszywy obraz rzeczywistego
      poziomu naukowego uczelni, katedr i instytutów". Całość:
      www.forumakad.pl/archiwum/2009/01/24_lista_filadelfijska_to_nie_wyrocznia.html
      • flamengista tak, znam ten tekst 10.02.09, 09:59
        Szkoda że całość nie jest dostępna w necie.

        Ze swojej strony muszę dodać, że bardzo podoba mi się, jak nauka jest wolna,
        tzn. dostęp do niej nie jest ograniczany finansowo.

        Dlatego lubię takie portale jak SSRN, gdzie można przeczytać bardzo interesujące
        artykuły, często jeszcze będące w fazie opracowywania (working paper'y). Tam nie
        ma ściemy - artykuł jest interesujący, to ludzie go ściągają.

        Dałem tam swoje teksty i mam satysfakcję, bo widzę że ktoś je czyta. Problem w
        tym, że po za satysfakcją nic z tego nie mam - bo punktów z KBN za to się nie
        dostanie, do dorobku też tego się nie liczy.
    • charioteer1 Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 10:21
      flamengista napisał:

      > doświadczenie z aplikowaniem na konferencje - odnoszę wrażenie że część tych
      > prestiżowych to zamknięte kółka wzajemnej adoracji.

      Nie mam pojecia jak jest w ekonomii, ale zupelnie nie wiem, o czym mowisz.
      Przeciez na konferencje i do czasopism aplikujesz anonimowo, trzeba tylko dobrze
      napisac.
      • flamengista żartujesz chyba 10.02.09, 16:34
        do czasopism - owszem, aplikujesz anonimowo i jest blind review. Choć w praktyce
        różnie z tym bywa. Przecież zanim artykuł zostanie wysłany do recenzenta, może
        zostać odwalony przez redaktora. A tu My z Polski mamy na to spore szanse -
        natomiast ktoś z dobrej uczelni dokładnie na odwrót.

        Natomiast w przypadku konferencji najpierw liczy się instytucja i kraj, a
        dopiero potem abstrakt/artykuł. Oznacza to tyle, że często twój abstrakt nie
        zostanie przeczytany. Widzą: Polska, Uniwersytet Jagielloński - out. Widzą:
        Harvard - a, to czytamy abstrakt.

        W każdym razie nie spotkałem się z konferencją gdzie zgłoszenie było anonimowe i
        był konkurs paperów. No, może jedna taka była. Na ogół możesz sprawdzić nawet,
        kto się zgłosił!
        • dala.tata Re: żartujesz chyba 10.02.09, 16:43
          flamengisto, z tymi afiliacjami na konferencji to jest swietne pocieszenie, ale
          to po prostu nieprawda. zarowno jako organizator jaki i jako recenzent nigdy nie
          zwracam uwagi na afiliacje. liczy sie abstrakt. natomiast powiem ci szczerze ze
          wspolorganizowalem 2 konferencje w Polsce. i tak fatalnie napisanych abstraktow
          nigdy nigdzie nie widzialem. to byly katastrofy (w duzej wiekszosci) a nie
          abstrakty.
          • flamengista ok 10.02.09, 22:52
            tyle że ja zawsze abstrakt wysyłam do wygładzenia znajomym pracującym na
            zachodnich uczelniach;) I nie jestem jedynym wyjątkiem, jeśli chodzi o Polskę.

            Prawda jest niestety taka, że na konferencjach dobra afiliacja BARDZO pomaga.
            Przynajmniej w ekonomii.

            Natomiast co do czasopism, to chciałbym wierzyć że faktycznie jest inaczej.
          • dr.niekoszerny Re: żartujesz chyba 13.02.09, 10:17
            Wierzysz w te anonimowosc? Jesli znasz redaktora, to on przeciez
            wie, o czym napisales swoj referat czy artykul. Anonimowosc to
            mozesz sobie w takich przypadkach miedzy bajki wlozyc. Praktycznie
            to kazdy zurnal naukowy podaje dzis, ze jest "refereed" i to
            anonimowo, ale jak sprawdzisz, czy oni mowia prawde? Nijak...
        • charioteer1 Re: żartujesz chyba 10.02.09, 16:46
          No way, no nie zartuje i juz. Na zagranicznych konferencjach tylko i wylacznie
          anonymous peer review. Czesto wysyla sie dwie kopie abstraktu - jedna anonimowa
          i jedna podpisana. W Polsce roznie.

          Fajnie raz zrobili organizatorzy kongresu, bo przekazywali wszystkim kopie
          recenzji. Dwie recenzje, jezeli byla duza rozbieznosc miedzy recenzentami, to
          powolywali trzeciego, ocena w skali punktowej, kilka kryteriow + ewentualne
          uwagi recenzentow, ale to nie bylo obowiazkowe. Wszystko dostepne w sieci po
          zalogowaniu na indywidualne konto.
          • adept44_ltd Re: żartujesz chyba 10.02.09, 17:04
            eee, różnie to bywa...
            • charioteer1 Re: żartujesz chyba 10.02.09, 17:07
              Rozne sa konferencje, no, i tyle... Za granica tez sa rozne... To nie znaczy, ze
              na wszystkie warto jezdzic, bo zagranica...
              • adept44_ltd Re: żartujesz chyba 10.02.09, 17:11
                święte słowa!
              • prawdziwamm2009 Re: żartujesz chyba 10.02.09, 18:10
                W swojej branży i w swoim temacie wiesz, co się liczy w świecie,
                masz rozeznanie, które konferencje i kongresy są ważne. Moim
                zdaniem, nabycie takiego rozeznania jest niezwykle ważne i od
                pierwszych dni kariery naukowej należałoby sie tym zajmować. Obecnie
                to niezwykle łatwe (dostęp do sieci).
          • flamengista no, w mojej dziedzinie tego nie spotkałem 10.02.09, 22:55
            ale młody jestem - wszystko przede mną;)

            Powtarzam - przypominam sobie jedną konferencję, gdzie odwalili mi referat po
            recenzji (niestety nie przesłali jej). BTW: odwalili ok. 4950 referatów z 5000
            nadesłanych - więc w tym roku sobie daruję to zgłoszenie. Nie wiedziałem, że
            przyszło mi "rywalizować" z Aghionem i Alesiną.

            Ale to był jeden jedyny raz. Normalnie to często jest cała lista ze zgłoszeniami
            i afiliacją. Skład sesji ustalają wcześniej ustaleni, często znani naukowcy. I
            to od nich wszystko zależy.
          • dr.niekoszerny Re: żartujesz chyba 13.02.09, 10:20
            Moj artykul do prestizowego zurnalu z zakresu ekonomii odwalili w
            ten sposb, ze poniewaz dwie pierwsze recenzje byly w
            zasadzie "przyjac po pewnych drobnych poprawkach", to powolano
            trzeciego recenzenta, ktory nie zostawil na mym dziele suchej nitki.
            A to dla tego, ze aplikowalem z Polski. Stad tez m. in. ma decyzja o
            ponownej emigracji na Zachod, tym razem Europy...
    • niewyspany77 Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 10:22
      ja mam mozliwosc publikowania na LF w 3 pismach, w tym jedno jedyne jako
      pokrywajace sie z tym, co mnie rajcuje. czytam je regularnie, na ile tylko
      mozna. takze mam wrazenie, ze o publikacji decyduje afiliacja oraz kraj badan,
      bo np. jakos nie widze wynikow badan na np. populacjach uczniow francuskich czy
      niemieckich, a nie watpie, ze takowe sa robione i publikowane. troche mnie to
      drazni, bo widze ze poza jedynymi slusznymi narodowosciami jest caly zafajdany
      swiat, ktory eeee, no wicie, rozumicie, ni umie...
      • charioteer1 Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 10:32
        U mnie Niemcy i Francuzi tez niewiele publikuja, za to bardzo dobrze widoczni sa
        np. Holendrzy i Daleki Wschod, Hiszpanie, Izrael... Moze to jest jakas
        specjalnosc twojej dyscypliny...
      • dala.tata Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 15:12
        bardzo w to watpie drogi niewyspany.

        jesli juz to jest to kwestia umiejetnosci poslugiwania sie akceptowanym
        dyskursem naukowym oraz odpowiednia literatura. musze sie przyznac do tego, ze
        jesli dostaje tekst do recenzji np. z Albanii czy Estonii (akurat tej drugiej
        mialem niedawno) i tekst ten zawiera glwonie literature estonska, to ja to
        odwale z komentarzem, zeby autor doczytal. jesli chcecsz publikowac
        miedzynarodowo, musisz miec miedzynarodowa bibliografie. nie da sie inaczej.

        pomysl sobie, ze ty masz internet. ja jeszcze piswyalem do ludzi po swiecie zeby
        mi swoje ksiazki przysylali, bo potrzebowalem do pracy mgr. i przysylali :-)
    • skrzydelkowiec Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 12:25
      no wiec ja nie zauwazyłam tego, o czym piszesz. co do cytowań, to rzadko sprawdzam skad i kim są autorzy, jednak poza klasykami nie zauwazylam zadnych regularnosci.

      co do doświadczen, to tez jestem prawie zielona. publikowałam na LF z promotorem i jak juz znalezlismy odpowiednie czasopismo to poszło bez problemu, jednak on ma w publikowaniu duze doświadczenie. rok temu napisałam sama tekst na podstawie jednego z rozdziałów doktoratu i wysłałam do jednego z najlepszych czasopism w obszarze podejmowanych zagadnień. tekst poszedł do recezji, z czego juz sie cieszyłam, bo okazalo sie ze maja wysoki wskaznik odzruconych tekstów juz na etapie ich przyjmowania. recenzje były bardzo wspierajace. niestety potraktowałam zagadnienie zbyt wasko i to co w doktoracie jest w pozostałych rozdzialach i daje kontekst, w tekscie znikło. odrzucili. poprawiłam i wysłalam do kolejnego czasopisma, równie dobrego, tez 24 pkt. tym razem kontekst był bez uwag, jednak to, co z powodu braku miejsca wyrzucilam z pierwszej wersji, wytknieto. poza tym metoda analizy danych sie nie spodobala jednemu z recenzentów. to juz zabolało. no ale dzielnie poprawiłam jeszcze raz i wysłalam do kolejnego czasopisma. własnie od 3 miesiecy czekam na recenzje.

      To czego mnie te moje przygody nauczyły, to sprawdzać dokładnie czasopismo nie tylko pod wzgledem misji, ale też pod katem tego jakie zainteresowania maja redaktorzy i z jakimi naukowacami współpracują. no i o czywiscie przegladam opublikowane teksty. czy publikuja na podobne tematy, czy pojawia sie wykorzystywana przez mnie metoda etc. procedura składania tekstów jest, przynajmniej w tym czasopismach, z którymi miałam kontakt, abolutnie zanonimizowana. i jesli autor sam nie złamie jej, cytujac nieudolnie własne teksty, to recenzenci nie maja prawa znać danych autora.

      daleka byłabym od tego, że nie ma szans na publikacje w najlepszych czasopismach LF. pewnie niektóre tematy sa bardziej interesujace dla redakcji inne mniej, jednak najwazniejsze jest to, czy tekst jest dobry. a to nie tylko ciekawy pomysł, ale równiez dobrze napisany tekst. mysle ze bez pomocy kogoś doświadczonego w pisaniu artykułów, starsznie trudno jest taki tekst napisać. ja mam to szczescie, że mam promotora, który widzi recenzowanie moich wypocin jako czesc swojej pracy promotorskiej. bez jego pomocy, mogłabym co najwyzej marzyć o LF.

      Takich promotorów jest jednak, z tego co widze raczej malo. Czesć może i by pomogła, ale jako ze sama nie publikuje na LF, to może pomóc jedynie w oranicozny sposób.
      • dala.tata Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 15:06
        no prosze, skrzydelko publikuje na LF.

        do tego co napisala skrzydelko dodam jeszcze to: po jednym odrzuceniu, nalezy
        wykorzystac co sie da z recenzji i wyslac do nastepnego czasopisma. jak tam
        odruzca, to do nastepnego. jak tam, to do nastepnego. mam taki tekst napisany
        wspolnie, ktory odwalono juz 4 razy. wedlug mnie bez dorbychg powodow, ale
        odwlaono. no to zaraz bedziemy go wysylac do nastepnego czasopisma.
        • skrzydelkowiec Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:27
          bo skrzydelko to mały nielot bez polotu, ale czasem coś tam wydziobie..

          4 razy?! wytrwali jestescie. ale tak serio, to w takim razie gdy tekst jest 4 razy odwalany, to o co chodzi?
          • dala.tata Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:37
            a jaki przesadnie skromny.

            najprawdopodobniej o to ze to tekst kontrowersyjny, podwaza ustalone tory jakimi
            robi sie nauke. a takich tekstow nikt nie lubi.

            sam mialem podobny, opublikowano mi go za trzecim razem - i to dlatego odbilem
            sie od tamtego i zmodyfikowalem nieco metodologie, nie bylo sie czego czepic.

            mysle ze ten tekst polegnie, no ale czasem i tak bywa.
      • dr.niekoszerny Re: zmitologizowana lista filadelfijska 13.02.09, 10:25
        Wciaz nie wiecie, jak sie publikuje na LF? Robi sie doktorat na
        Zachodzie, na dobrej uczelni, a wiec twoj supervisor (promotor) jest
        w odpowiednich ukladach, a wiec zapewnia ci od poczatku publikacje w
        pismach na LF. A pozniej juz jestes w ukladach...
        Polecam Lee Smolin "Klopoty z fizyka", sczegolnie ostatnia czesc
        tejze ksiazki...
    • eeela Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 12:45
      Ani ja, ani inni akademicy w mojej dziedzinie nie mają z listą filadelfijską nic
      do czynienia, więc czytam Wasze wypowiedzi z czysto teoretycznym
      zainteresowaniem, a bez osobistego zaangażowania.

      Jedno mnie w tym wszystkim się nie podoba - a 'to wszystko', które mam na myśli,
      to właśnie lista kalifornijska, zasada 'publish or perish' i wszystkie te głośne
      objawy coraz mocniejszych tendencji do kontrolowania, czy naukowcy tak naprawdę
      coś robią, czy nie.

      Oczywiście zgadzam się, że należy monitorować, czy coś robią, ale wydaje mi się,
      że ścisłowcy zaczynają popadać w przesadę. Jak się walczy o ilość cytowań, ilość
      publikacji, ilość zaliczonych punktów z listy kalifornijskiej... no własnie,
      ilość, ilość, ilość. Nikt mi nie wmówi, że na tym nie ucierpi jakość. Praca
      badawcza wymaga CZASU, jeśli zaś ktoś opycha sześć artykułów rocznie, to albo
      popełnia autoplagiaty, albo sprzedaje coś wtórnego, albo tak naprawdę o
      kiepskiej jakości, używając różnych tricków albo po prostu nazwiska.
      • dala.tata Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 15:08
        eeeee tam, eeeeela, teraz to sadzisz. my tu w UK po prostu tego nie nazywamy
        lista filadelfijska i nikt nie wiedzialeby o co chodzi. ale i u ciebie publikuje
        sie na niej, tylko o tym nie wiesz. :-)

        zagladnij na web of knowledge, do kotrego na penwo ma dostep Queen i to jest
        wlasnie lista filadelfijska.
        • eeela Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:14
          Ależ ja serio mówię, przynajmniej w zakresie historii nie ma czasopism
          punktowanych (chociaż są rankingi), ani też nikt nie domaga się od nikogo
          jakiegos zawrotnego tempa przedstawiania coraz to nowych publikacji -
          przedstawiasz plan badawczy, który zajmuje tyle a tyle czasu, i koniec, nie ma
          przyspieszania dla ilości publikacji, bo to się odbija na jakości. Wręcz o wiele
          lepiej widziany jest jeden artykuł rocznie, jeśli jest w dobrym piśmie albo
          książce, niż zbyt wiele 'komunikatów' albo artykułów porozwalanych po różnych
          'proceedings', nawet jeśli są to proceedings z Leeds, które wśród
          średniowieczników są wysoko cenione.
          • dala.tata Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:16
            w Polsce czy w UK? nawet historie obowiazuje RAE w UK i nie chce mis ie tam
            zagladnac ale jestem peweine ze na Web of knowledge znajdziemy czasopisma
            historyczne.

            polityka deprtamentalna to zupelnie co innego.
            • eeela Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:34
              W Polsce to już trochę straciłam kontakt i nie wiem dokładnie, jak jest. Ale w
              UK publikacje w czasopismach historyczych nie mają odgórnego przełożenia na
              punkty. Trzeba też pamiętać o wąskich specjalizacjach - a pisma historyczne
              lubią się wąsko specjalizować. Taka 'Peritia' jest małym pisemkiem wydawanym w
              Dublinie i trudno ją nazwać międzynarodową (chociaż ludzie z różnych krajów tam
              czasem publikują), a uznawana jest za najlepsze i najbardziej prestiżowe
              istniejące pismo dla tych, którzy specjalizują się w historii średniowiecza w
              Irlandii. Tak samo w Polsce 'Przegląd historyczny' czy 'Kwartalnik historyczny'
              są zapewne najlepszymi na świecie jeśli chodzi o historię Polski, ale kto o nich
              wie na jakichś 'webs of knowledge'? Tak że to wszystko takie dosyć uznaniowe
              jest. Może to niedobrze, nie wiem, chociaż uważam, że w przypadku małych
              środowisk badawczych (jak historia irlandzkiego średniowiecza) wprowadzanie
              jakiejś odgórnej punktacji nie ma sensu, bo i tak każdy doskonale się orientuje
              w hierarchii pism.
              • tocqueville Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:39
                kurczę fajna tematyka, mam sentyment i do Celtów i do kultury średniowiecznej,
                choć nigdy nie prowadziłem żadnych badań w tym obszarze :)
                • eeela Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:55
                  Eeee, to tylko tak romantycznie brzmi, a kończy czlowiek utopiony w rocznikach i
                  kalendarzach liturgicznych, gdzie wyliczają który opat kiedy umarł, a od święta
                  można przeczytać, że urodziło się cielę z dwiema głowami ;-) Ewentualnie można
                  poczytać sobie traktaty prawne: za tego i tego cena honoru wynosi dwie
                  niewolnice i beczułkę masła, a za tamtego i owego trzy niewolnice i osiem
                  beczułek masła - i tak w kółko ;-)

                  Nie, no, jest to czasami fajne, zabawne i interesujące, ale jak się człek
                  zaplącze w czystych liczbach i tabelkach porównawczych manuskryptów, to to się
                  staje po prostu żmudne. Lata temu miałam zupełnie inne oraz o wiele bardziej
                  romantyczne i porywające wyobrażenie pracy historyka :-)
                  • tocqueville Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 17:02
                    i właśnie dlatego nigdy nie miałem zamiaru badać średniowiecza - wolę sobie
                    poczytać efekty żmudnej pracy innych :)
              • dala.tata Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:39
                oczywiscie ze nie maja, bo w UK RAE polega na ocenie kazdego artykulu osobno i
                to ma sens. punkty sa zbyt grubo ciosane, ale w UK zaczynamy odchodzic od tego.

                jednak jak skladaliscie rae to panele ocenialy was rowniez pod wzgledem tego
                gdzie publikujecie o tych swoich zywotach swietych :-)
                • eeela Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 16:56
                  Ależ oczywiście, ja z tym się nie spieram ani nie podważam słuszności. Podważam
                  słuszność sztywnego punktowania właśnie, oraz owczego pędu za tym, żeby nastukać
                  jak najwięcej publikacji, bo inaczej 'perish'.
      • adept44_ltd Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 15:28
        zgadzam się, tylko że w PL trzeba od czegoś zacząć... i tylko dlatego jestem za
        takim punktowym kryterium... acz w wielu dziedzinach nie musi to być LF (bo np.
        nie ma pism z danej branży na niej), i rzeczywiście pytanie, dlaczego 1
        komunikat ścisłego na LF to więcej niż kilka książek humanisty...
    • tocqueville Re: zmitologizowana lista filadelfijska 10.02.09, 12:49
      Wywodzę się z dyscypliny, której przedstawiciele w Polsce mają ograniczoną
      styczność z listą filadelfijską. Nie spotkałem się z tym, aby ktoś w moim
      środowisku wymagał jakiegokolwiek tekstu na LF :)
      Zatem mam podobne podejście jak eeela :)
    • flamengista jeszcze jedno pytanie 10.02.09, 23:26
      Mam podstawowy problem: wiem, dobre czasopisma nie robią jaj, jak odwalą to
      odwalą - ale nikt nie kradnie pomysłów.

      Ale... zawsze lepiej mieć pewność. Tzn. najlepiej móc wrzucić paper jako working
      paper, np. w SSRN. Tylko jak się to ma do polityki journali, które wymagają, by
      tekst nie był publikowany nigdzie indziej?
      • dala.tata bez jaj! 11.02.09, 00:10
        flamengisto, nikt nie kradnie pomyslow. i nie przyszloby mi do glowy
        publlikowanie 'working papers', wlasnie dlatego ze nie masz zadnej kontroli -
        tam to musza krasc. mowie powaznie.
        • flamengista Re: bez jaj! 11.02.09, 09:22
          Co do pierwszego (że nie kradną) to mnie dala.tato dodatkowo uspokoiłeś.

          Co do drugiego - cóż, ale dając working paper automatycznie zapewniasz sobie
          dowód, że pierwszy na to wpadłeś... A że ktoś ten pomysł skopiuje... Kopiują
          również i z tych topowych czasopism, albo twórczo przetwarzają - na tym m.in.
          polega postęp w nauce;)
      • carnivore69 Re: jeszcze jedno pytanie 11.02.09, 10:52
        SSRN to nie publikacja. Wiec najlepiej rownoczesnie zamieszczac tam i wysylac do
        pierwszego journala.

        Co do anonimowosci itp - nie zgadzam sie jakoby sklad/zestaw uczestnikow sesji
        konferencyjnych byl ustalany z gory przez chairmanow. Przynajmniej na
        mainstreamowych imprezach typu EEA czy ESEM.

        Pzdr.
        • flamengista Re: jeszcze jedno pytanie 11.02.09, 11:45
          Akurat z EEA sytuacja jest prosta. Dostać się na ta konferencję z referatem jest
          niemal tak samo trudno, jak opublikować artykuł w AER.

          Pisałem już - w zeszłym roku było blisko 5 tys. zgłoszeń, a referaty wygłosiło
          jakieś 40. Wszystkie opublikowano w JEEA.

          Poważnie zastanawiam się nad sensownością członkostwa w tym szacownym gronie.
          Owszem, łechce próżność być kolegą Stiglitza i Alesiny - ale płacę kilkaset
          złotych za nic.

          Gdyby chociaż zrobili sesje posterowe na kongresie. Ale nie, po co. A przecież
          nie pojadę na naukową wycieczkę za 5 tys. złotych - od razu ktoś z KBN się
          przyczepi, że zmarnowałem pieniądze z grantu.
          • carnivore69 Stary, trzymajmy sie faktow 11.02.09, 13:27
            Az zerknalem na program zeszlorocznej EEA:

            www.eea-esem2008.org/documenti/allegati/20080807104659programme_7_august.pdf

            I co mamy? Prawie pol tysiaca sesji, kazda z najczesciej 3-4 prezentacjami. Wiec
            machnales sie o jakies 2 rzedy wielkosci. Porownywanie prawdopodobienstwa
            znalezienia sie wsrod autorow 2000 najbardziej sensownych artykulow
            ekonomicznych na kontynencie z mozliwoscia publikacji w AER uwazam wiec za
            wyjatkowo nietrafione. Az tak ciezko byc nie moze.

            (Stwierdzenie o opublikowaniu wszystkich paperow z EEA w
            JEEA jest rownie nieprawdziwe.)

            Pzdr.
            • carnivore69 Re: Stary, trzymajmy sie faktow 11.02.09, 13:32
              PS. Podane przeze mnie liczby dotycza EEA+ESEM (czyli wlaczajac zjazd
              ekonometrykow odbywajacy sie rownoczesnie), niemniej przedstawionych przeze
              wnioskow to nie zmienia.
              • flamengista no chyba jednak zmienia 11.02.09, 14:02
                Nie chcę się spierać, ale komunikat był taki że każdy przyjęty referat na
                konferencję jest publikowany. I wydawane jest to w podwójnym numerze JEEA w
                lecie. Jest tam ok. 40 paperów, stąd moje szacunki.

                A że jest to z ekonometrykami, to fakt. Tyle że ich zgłoszenia to inna inszość.
                Nie wiem, jaki % to ekonometrycy, a jaki członkowie EEA. Możliwe, że faktycznie
                przyjmują więcej.

                Ale na pewno nie 2000. To by dawało 40% przyjętych referatów, nawet więcej niż w
                megakonferencjach jak ta:
                www.iussp.org/marrakech2009/index.php
                W każdym razie dzięki za info, jednak szanse nie są zerowe. Za rok może jednak
                spróbuję znowu:)
                • carnivore69 Zmiana jest jednak wylacznie kosmetyczna 11.02.09, 14:49
                  > Nie chcę się spierać, ale komunikat był taki że każdy przyjęty
                  > referat na konferencję jest publikowany.

                  Stawiam butelke dobrej whisky, ze nie bylo takiego komunikatu. W przeciwnym
                  razie numer EEA musialby ponaddwudziestokrotnie wiecej artykulow niz wymienione
                  przez Ciebie 40.

                  > Ale na pewno nie 2000. To by dawało 40% przyjętych referatów

                  Jak juz sie poprawilem, 2000 to EEA+ESEM. Wiec sama EEA to 500-1500. Tozez
                  przynajmniej w kwestii:

                  > jednak szanse nie są zerowe.

                  sie zgadzamy ;-)

                  NB, deadline juz w niedziele 15.02.

                  Pzdr.
                  • flamengista Re: Zmiana jest jednak wylacznie kosmetyczna 12.02.09, 22:01
                    Tak, wysłałem. Ale g. z tego będzie, bo zamiast cyzelować coś nowego posłałem
                    stary artykuł. I wiem, że to jest prawdopodobnie za słabe.

                    Ale i tak teraz nie mam czasu na pisanie kolejnych artykułów. Kończę właśnie
                    DZIEŁO.
          • prawdziwamm2009 Re: jeszcze jedno pytanie 12.02.09, 22:06
            Nie przyczepi:) Jak jedziesz na kwerendę, konsultacje naukowe i
            jeszcze uczestniczysz w tak prestiżowej konferencji.
            • flamengista ale tu chodzi jeszcze o własne sumienie 13.02.09, 09:53
              Jak jadę na konferencję z referatem, choćby w formie posteru - to czuje się
              pełnoprawnym uczestnikiem.

              Jak bym pojechał na zagraniczną konferencję w roli obserwatora, czułbym się jak
              intruz. Albo jeszcze gorzej - jak jeden z tych naukowców-lesserów, którzy jeżdżą
              na "tańczące kongresy", by zamiast siedzieć na sali wylegiwać się na plaży.

              Po prostu źle bym się z tym czuł. Owszem, konferencja krajowa - mogę pójść
              posłuchać. Ale wyjazd do Barcelony w charakterze obserwatora, do tego w środku
              lata - wygląda nie najlepiej w tym kontekście.
    • dr.niekoszerny Lee Smolina "Klopoty z fizyka" 13.02.09, 10:14
      Dopiero teraz to odkryles? Czytales moze Lee Smolina "Klopoty z
      fizyka"? Jesli w USA na fizyce, i to na Harvard, Yale, Caltech czy
      MIT rzadza uklady i ukladziki, to co tu mowic o innych, mniej
      scislych naukach i o Polsce...
      Pozdr. :)
    • dala.tata polecam tekst! 14.02.09, 21:01
      tinyurl.com/bbqqcm
      Godacre donosi o badaniach impact factoru publikacji z badan nad lekarstwami.
      okazuje sie, ze czesciej publikowane i cytowane sa te sponsorowane przez firmy
      farmaceutyczne. poza stwierdzeniem, ze idize o interesy i forse, nie ma innego
      wyjasnienia.
    • luxe.calme.volupte Re: zmitologizowana lista filadelfijska 15.02.09, 01:07
      Witam wszystkich
      Dodam od siebie tylko to co usłyszałem od byłego prezesa FNP - sami autorzy
      koncepcji LF złapali się za głowy, jak zobaczyli co z tego wyszło. To miała być
      tylko wskazówka dla bibliotek, co zamawiać.

      Spokojnej nocy
Inne wątki na temat:
Pełna wersja