Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło?

22.03.09, 19:42
Porozmawiałem ostatnio z moim nieco młodszym kolegom zatrudnionym na
stanowisku lektora (mamy takie, bo dydaktyki sporo, a doktoranci nie
nastarczą), który wytłumaczył mi, dlaczego nie zamierza pisać
doktoratu. Bo razem z żoną odkładają na mieszkanie i za dwa lata
powinni mieć już na wkład własny, a doktorat by to skutecznie
uniemożliwił. Nie mógłby uczyć prywatnie, bo jednak czytanie,
pisanie itd zajmuje czas i środki (lingwista, więc przynajmniej
eksperymentów za wiele nie robi, ale sprzęt, oprogramowanie i trochę
drogich książek potrzebuje), a może zarobić, bo uczy języka i robi
tłumaczenia, potencjalne korzysci z osiągnięcia doktoratu są zaś
śmieszne.
Wydało mi się to dość skrajne, ale popytałem dalej i dowiedziałem
się, że takie podejście jest powszechne. Kwestia mieszkania okazała
się zasadnicza w większej ilości przypadków - kto odziedziczył lub
dostał mieszkanie (a przynajmniej może mieć na to nadzieję), może
rozpatrywać karierę naukową, reszta nie. Mówimy o Warszawie,
zaznaczam, gdzie pensje są najniższe a ceny mieszkań najwyższe.
A potem poszedlem do szefa i dowiedziałem się, że może jednak
dostanę pieniądze na konferencję, bo na około sto (100)
osób "niesamodzielnych" w jednostce należę do czworga (4), które
cokolwiek robią. Nie LF, IF czy jakieś inne F - COKOLWIEK. Reszta
dała sobie spokój.
I tak dotarło do mnie, że możemy sobie dyskutować o reformie, bronić
habilitacji (a nikt tak pięknie nie pogrąża habilitacji jak jej
obrońcy vide prof. Tazbir, więc nawet atakować nie warto) ale już
jest po herbacie. Przyszło pokolenie, które żyje na wolnym rynku,
gdzie satysfakcję można kłaść na tej samej szali co dochód. Oni
przyglądają się nam w czasie studiów i mogą nawet przezimować kryzys
na studiach doktoranckich, ale nic więcej, bo to nie ma sensu. Tam
gdzie da się żyć poza nauką, żyje się poza nauką, uczelnia ma sens
głównie dlatego, że płaci ZUS, jeśli jeszcze płaci. Godziny pracy są
elastyczne, co cenią sobie młode matki. Innych zalet brak. Być może
nie dotyczy tych, dla których trwanie w nauce jest jedynym sposobem
na życie, bo poza nauką mogą zatrudnić się jako kasjerki w Tesco
czyli filologów klasycznych czy fizyków jądrowych.
Moment kiedy, pracując w nauce, osiąga się poziom minimum dorosłego
człowieka(można założyć rodzinę, kupić mieszkanie, spłacać kredyt,
płacić rachunki i zostaje na jedzenie - w DUŻYM MIEŚCIE, bo tylko w
takich są uniwersytety) jest odsunięty w czasie tak daleko, że
faktycznie nie istnieje z punktu widzenia dwudziestokilkulatka.
Habilitacja przed czterdziestką? I wtedy już będzie można wyjechać z
dziećmi na wakacje albo wymienić okna? A nie, bo trzeba będzie
jeszcze dwa lata poczekać na etat profesora, a i wtedy dostaje się
nieco większą zapomogę. Co więcej warunki jego osiągnięcia są tak
niejasne i niekonkretne, że normalnie myślący człowiek w ogóle nie
będzie w to wchodził. Bo i po co?
Od ponad roku trwa debata nad zlikwidowaniem habilitacji. Jak to
zwykle w Polsce po jednej stronie mamy dinozaury broniące świętej
sowieckiej tradycji, po drugiej nieudolnych adiunktów, którzy chcą
jeszcze bardziej nic nie robić, bo tak się postrzegają obie strony.
A ja się zastanawiam już tylko nad tym, kiedy będzie można zgasić
światło i zamknąć cały ten kramik.
Tak mi przyszło do głowy, bo siedzę sobie wśród stosów ciekawych
książek w zielonym UK i w końcu mogę myśleć i pisać, a nie biegać z
kąta w kąt, i dotarło do mnie, że moi młodsi koledzy tu nigdy nie
przyjadą. Nie dlatego, że nie potrzebują. Nie dlatego, że nie
potrafią jak ja się zaprzeć i wyprodukować dorobek, który pozwala na
zdobycie stypendium. Bo ja z dwóch etatów adiunkta mogłem uskrobać
tyle, żeby płacić za mieszkanie i tu i tam (stypendium na takie
fanaberie nie pozwala, a przecież mieszkania na trzy miesiące nie
sprzedam), bo ja mam etaty i mam dokąd wrócić, a oni kiedy
zrezygnują ze swoich kursów, mogą ich nie odzyskać. Zresztą i tak
jest to stan przejściowy, bo pani minister chce mi właśnie ten drugi
etat odebrać, ale nie wspomniała nawet słowem o tym, że spłaci mój
kredyt. "To są moje prywatne sprawy, prywatne zobowiązania",
nieprawdaż?
To ja już przepraszam i znikam.
    • sendivigius Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 20:55
      ford.ka napisał:

      "... Innych zalet brak. Być może nie dotyczy tych, dla których
      trwanie w nauce jest jedynym sposobem na życie, bo poza nauką mogą
      zatrudnić się jako kasjerki w Tesco czyli filologów klasycznych czy
      fizyków jądrowych."

      I to jest najbardziej przykre w tej sprawie. Tak obecna sytuacja jak
      i proby jej reformy uderza najsilniej w twarda nauke czyli tam gdzie
      sie jeszcze cos dzieje; "europeistyka" i "gender studies" maja sie
      dobrze.

      "... Bo ja z dwóch etatów adiunkta mogłem uskrobać
      > tyle, żeby płacić za mieszkanie i tu i tam (stypendium na takie
      > fanaberie nie pozwala, a przecież mieszkania na trzy miesiące nie
      > sprzedam), bo ja mam etaty i mam dokąd wrócić, a oni kiedy
      > zrezygnują ze swoich kursów, mogą ich nie odzyskać. Zresztą i tak
      > jest to stan przejściowy, bo pani minister chce mi właśnie ten
      drugi
      > etat odebrać, ale nie wspomniała nawet słowem o tym, że spłaci mój
      > kredyt. "To są moje prywatne sprawy, prywatne zobowiązania",
      > nieprawdaż?..."

      Widzisz, ford, ty masz bo oni nie maja. Wieloetatowosc ma wlasnie
      tez i taka strone.
      • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 21:10
        Sendi, pozwol, ze zapytam. Czy ty dokladasz z wlasnych poborow do wykonywanej
        pracy? Bo ja i wiele innych osob wypowiadajacych sie na forum - tak. Bez
        prywatnych nakladow na literature i wyjazdy konferencyjne nie bylibysmy tam,
        gdzie jestesmy teraz. Wiec nie mow mi laskawie, ze ja mam cos, czego inni nie
        maja, bo moze mnie trafic szlag i za skutki nie recze...
        • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 22:04
          a co ma piernik do wiatraka? chario, nie doplacaj!! nie mecz sie!
          • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 22:15
            a ja jakoś inaczej popatrzyłem na wypowiedź forda, i nie narzekam, jak wiesz, i
            nie bumeluję, jakoś tak wyszło, ani przed hab., ani po... ale stwierdzenie - nie
            męcz się, zwolnij się - z jednej strony rozsądne, tylko widzisz, jak się
            pozwalniają ci, którzy coś robią (a raczej tacy tu debatują), to będzie
            kompletna kicha...
            I wiesz, ja sobie tak zdałem sprawę, że my tu trochę się zachowujemy jak cyborgi
            (skądinąd w dobrej sprawie), a punkt wyjścia jest jednak taki, że człowiek po
            studiach potrzebuje gdzieś mieszkać i za coś żyć i realia są takie, że
            przynajmniej do profesury jest z tym średnio. Domagamy się standardów, to niech
            one będą we wszystkim - w płacy i pracy.
            • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 22:20
              adept44_ltd napisał:

              > Domagamy się standardów, to niech
              > one będą we wszystkim - w płacy i pracy.

              To jeszcze dodam tylko - niech bedzie za co pracowac, zeby nie trzeba bylo do
              tego interesu dokladac.
              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 23:37
                wszedzie sie doklada. nie masz pojecia jak wielu naukowcow 'z zachodu' jezdzi na
                knferencje za wlasna forse (w tym ja rowniez). nie na wszystkie,nie zawsze. i
                nie, nie na wszystkie nas stac.
                • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 23:48
                  OK. Ja nie mam powodu, zeby narzekac na swoja uczelnie, ale pamietam czasy, kiedy cala literature do prac magisterskich trzeba bylo magistrantom skserowac, bo inaczej oni nie mieliby z czego tych prac magisterskich napisac. Na wielu wydzialach dalej tak jest, albo produkuje sie prace, ktore tematycznie i metodologicznie tkwia gleboko w XX wieku. I to juz mi sie nie podoba, bo to jest kwestia nakladow na dzialalnosc dydaktyczna uczelni.

                  I jezeli Sendi mi mowi, ze ja cos mam, bo ktos inny nie ma, to mnie szlag trafia, bo mnie to bardzo duzo kosztowalo, zeby to miec.
                • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 00:20
                  no to ciężko jest... ;-)

                  ale jest i jedna różnica: w PL adiunkt ze swojej jednej pensji nie dołoży do
                  niczego... profesor nadzw. będzie odkładał na jeden wyjazd zagraniczny itd...
                  proporcja, proporcja...
                  • herrkagan Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 25.03.09, 11:35
                    Jestem polskim adiunktem i jakos mam z czego dokladac do mych
                    wyjazdow na zagraniczne (i nie tylko) konferencje naukowe czy na
                    zakup literatury. Tyle, za jestem ekonomista, i oprcz jezykow obcych
                    znam rowniez cos wiecej, co moge zaprezentowac na owych
                    konferencjach...
            • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 23:33
              adept, ty dobrze wiesz, caj mysle o tobie, wiec sie ciesz ;-)

              natomiast, ja akceptuje, ze jak wsszyscy odejda....ale moze jak wszyscy odejda
              to przyjda innni. nie wiem. natomiast, mnie drazni ciagle narzzekanie.
              habilitacja zla, publikacje zle, pieniedzy za malo. i ciagle zle. i mnie to
              wkurza, szczegolnie ze jak przyjezdzam do PL, to ja tych adiunktow nie widuje na
              uczelni poza swoimi zajeciami.i jakos zawsze maja czas na dodatkowa fuche, na
              drugi etat itd itd. wiem, ze trzeba zyc, wiem, ze nie jest latwo. ale
              przynajmniej do ciezkiej cholery niech nie udaja ze ciezko pracuja za te psie
              grosze. i nie, nie uwazam ze ppdwojenie wszystkim pensji rozwiazaloby cokowliek.
              • dala.tata PS 22.03.09, 23:35
                a co do tych standardow: kurde, na te standardy zgodziles sie podpisujac z
                wlasnej i nieprzymuszonej woli kontrakt. nie podoba sie, spadaj na etat
                dydaktyczny z podwojnym pensum.
                • adept44_ltd Re: PS 23.03.09, 00:17
                  no tak, ale takie gadanie nas nigdzie nie zaprowadzi. Bo przecież chodzi o to,
                  żeby ludzie pracowali i mieli wyniki, nie? a nie żeby wypełniali kontrakty,
                  prawda? Bo w nienormalnych warunkach to nie jest to samo..., a w skrajnej
                  sytuacji po prostu się nie da wypełniać tego kontraktu uczciwie...
              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 23:36
                mialo byc 'co ja', cos mi klawiatura bezprzewodowa szwankuje.
              • adept44_ltd cieszę się... ;-) 23.03.09, 00:14
                ale
                1.myślę, że przyjdą gorsi... bo to ci lepsi sobie znajdą miejsce gdzie indziej...
                2.ja wprowadzam tylko jedno narzekanie... i w poście forda też było tylko jedna:
                z czegoś trzeba żyć,
                3.ale wiesz, my tu mówimy o systemie, a nie o tych adiunktach co się opieprzają.
                Ja jestem optymistą jednak trochę - może to daleka analogia, ale zobacz w 89
                zmieniono Polakom system i nagle okazało się, że potrafią pracować, więc trzeba
                go zmienić i oczywiście z narzędziami kontroli,
                4. ja też nie uważam, że podwojenie pensji wszystko zmieni i wiele razy o tym
                mówiliśmy - podwojenie plus wymogi... ale wtedy ci którzy potrafią pracować,
                będą pracować, a tych, którzy nie potrafią - wywali się,
                5. ford pisał o bardzo prostej sprawie - uprawianie nauki to w PL albo
                bumelanctwo albo hobby ludzi, którzy mają jakiś sponsoring, no i pewnie jest
                jeszcze trzecia grupa - harujących ponad miarę i w pewien sposób, jak pisze
                Chario, dokładających do interesu - no ale wszystkie te trzy rozwiązania są
                nienormalne i nie sprzyjają rozwojowi... nie?
                • dala.tata Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 00:31
                  moze gorsi, moze nie. ford jak dla mnie glwonie narzeka i pokazuje gorke.

                  ja niestety nie jestem optymista. ale mam nadzieje ze to ty masz racje.
                  • adept44_ltd Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 00:39
                    bo ta górka jest... i można jej nie widzieć, ale to nas nigdzie nie doprowadzi...
                    • dala.tata Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 00:58
                      adepcie, alez jasne ze jest. tyle ze ja mam ciagle wrazenie ze rozmawiamy o tym
                      ze jest gorka, a w ogole nie chcemy rozmawiac o tym, jak na nia wejsc, nie
                      mowiac juz o tym, zeby ja zniwelowac.

                      postulat 'dajcie nam wiecej forsy' jest powszechny i kretynski. ja pierwszy jako
                      podatnik bym zaprotestowal przeciw temu. to byloby wyrzucanie forsy w bloto.

                      adept44_ltd napisał:

                      > bo ta górka jest... i można jej nie widzieć, ale to nas nigdzie nie doprowadzi.
                      > ..
                      • adept44_ltd Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 01:05
                        ale bo ty traktujesz każdą wypowiedź o górce jako jojczenie, a ja uwzględniam
                        górkę jako fragment rzeczywistości, którego nie można prześlepiać, bo inaczej
                        się na nią nie wejdzie tak naprawdę.
                        I po przeczytaniu posta Forda zobaczyłem, że my tu od roku tak naprawdę mówimy
                        (przynajmniej w gronie które zostało na tym forum) o tym, jak mają wyglądać
                        standardy uprawiania nauki, a nie mówimy o związanych z tym standardach życia.
                        Nie wchodzę w resztę, bo, jak kiedyś pisałem, rozpędziłbym to towarzycho jakimś
                        tępym narzędziem..., interesuje mnie system i to, o czym tutaj mówimy.
                        • dala.tata Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 01:14
                          bo my nie jestesmy od standardow zycia. to inne ministerstwo. i tak, dl amnie
                          kazda wypwoiedz o tym ze jest zle, bez programu jak zrobic zeby towarzycho
                          ropirzyc, nie ma sensu. jest jojczeniem.

                          ide poczytac. dobranoc.
                          • herrkagan Przestancie narzekac! 25.03.09, 11:39
                            Zamiast narzekac na brak kasy, poszukajcie sobie dodatkowej roboty
                            poza uczelnia... Etat adiunkta to w moim przypadku gora jakies 8
                            godzin zajec na tydzien i 3 miesieczne wakacje, wiec macie 4, jak
                            nie 5 wolnych dni w tygodniu na inne zajecia!
                            • adept44_ltd Re: Przestancie narzekac! 25.03.09, 11:50
                              Lesio, nie jesteś w składzie pracowników żadnej uczelni, którą podajesz za
                              swoją, nie masz doktoratu, nie jesteś żadnym adiunktem, pracujesz na uz jako
                              dydaktyk i możesz sobie robić co chcesz, poza pracą... my tu zajmujemy się
                              nauką, chłopcze, więc już nie truj.
                      • charioteer1 Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 01:05
                        Postulaty nie sa kretynskie. Kretynskie moze byc co najwyzej uzasadnienie. Mnie
                        wkurza na przyklad to, ze szukajac oszczednosci w budzecie, tnie sie
                        bezsensownie wydatki na komputeryzacje uczelni. To oznacza rowniez, ze nie
                        bedzie zakupu baz danych, a to jest najtanszy sposob zwiekszenia dostepu do
                        literatury praktycznie dla wszystkich zatrudnionych.
                        • dala.tata Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 01:19
                          nie chario: postulat jest kretynski. bo oznacza, albo podniesienie podatkow,
                          albo, na przyklad, rozpieprzenie ZUSu i KRUSu, co akurat by sie bardzo przydalo,
                          ale poki co jest nierealistyczne.

                          a zeby nawiazac do sasiedniego watku: to miedzy innymi dzielna dzialalonosc IPN
                          powoduje, ze przecietny obyuwatel ma alergie na slowo 'uniwersytet', po
                          uslyszeniu, ze mialby placic wiecej, zeby dac lepsza forse, poplulby sie z
                          wszcieklosci.

                          jest taka forsa jaka jest. sprobujcie do cholery zrobic cos sensownego z nia. na
                          przyklad wypeiprzyc polowe leserow, leni, opierdalaczy, a drugiej polowie
                          dowalic pensum dydaktyczne po zboju. ot spowowduje ze tym produktywnym
                          zwiekszycie pensje i obnizycie pensum dydaktyczne. proste? proste jak drut! czy
                          ktos to zrobi? za chiny nie zrobi. wiec przestancie biadolic ze jest malo pieniedzy.

                          jest, ale trzeba z tym zyc. i to jest mozliwe, tylko trzeba chciec.
                          • charioteer1 Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 01:27
                            Przecietny obywatel nie bardzo rozroznia miedzy nauka a nauczaniem. Ja akurat
                            uwazam, ze powinno byc wiecej na nauke, ale, jak zauwaza tez Zyczkowski w
                            tekscie, do ktorego linkuje w innym watku, w Polsce nie zawsze sa one efektywnie
                            wydawane, przynajmniej w porownaniu z innymi krajami o podobnej wysokosci nakladow.
                            • dala.tata Re: cieszę się... ;-) 23.03.09, 10:21
                              toz wlasnie o tym mowie.zamist pieprzyc nie ustannie ze malo forsy, wolalbym
                              uslyszec, jak sprobowac zorbic cos sensownego z tym, co jest.
                              • ford.ka konkrety 23.03.09, 13:02
                                miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34941,6408602,Naukowcy_z_US__taka_dotacja_to_dyskryminacja.html
                                A teraz kilka przypadkowych cyfr rzucanych z kapelusza.
                                567 milionów funtów na wszystkie uniwersytety w Polsce.
                                Wg wikipedii (na forum chyba wolno cytowac) budżet Cambridge 4,1
                                miliarda, Oxford 3,9 miliarda funtów - dane za rok 2006. Szacuje
                                sie,ze 1/3 z tego to finansowanie bezposrednio od rzadu UK, 1/3 to
                                granty od tegoz rzadu, z czesnego i dofinansowania ze źródeł
                                prywatnych ok. 1/4. W sumie finansowanie państwowe to minimum po
                                ok. 2,7 miliarda funtów na każdy czyli na te dwa uniwersytety
                                państwo daje dziesięć razy więcej niz idzie na całą edukację wyższą
                                w Polsce.
                                W roku akademickim 2006/2007 Cambridge mialo 11,824 studentów.
                                Szczecin twierdzi, ze bylby szczesliwy, gdyby na 31 tysięcy
                                studentów miał 30 milionów funtów, a dostał 19 milionów.
                                Rozumiem, ze Cambridge jest najbogatszym uniwersytetem w UK (bo na
                                swiecie to koncowka pierwszej dziesiatki, w US maja bogatsze), ale
                                jeśli całe szkolnictwo wyższe sporego europejskiego kraju ma się
                                utrzymać za 1/7 tego, co wydaje jeden uniwersytet w sumie niewielki
                                choć niewątpliwie należący do najlepszych na świecie, to chyba jest
                                to trochę mało. Ale oczywiście wszelkie uwagi na temat, że forsy w
                                Polsce jest mało to pieprzenie.
                                Gdybyś data-lato potrzebował szczegółowych objaśnień - rozumiem, że
                                Cambridge i Szczecin to inna liga, ale jest tak również dlatego, że
                                Cambridge ma na jednego studenta 0,35 miliona funtów, a Szczecin nie
                                może się doprosić tysiąca i musi mu wystarczy 700 (czyli równo 500
                                razy mniej). Bo te zależności działają w obie strony n.p. tak że
                                najlepsi studenci i pracownicy idą tam, gdzie jest kasa.
                                U nas coraz bardziej wygląda na to, że państwo działa jak ów słynny
                                Cygan, który odzwyczajał swojego konia od jedzenia. Z tą jedną
                                różnicą, że nam się dodatkowo wmawia, że jesteśmy darmozjady i
                                obżartuchy. Przypominam, że Cygan był bliski sukcesu, niestety tuż
                                przed zakończeniem eksperymentu inkryminowany koń zdechł.
                                • dala.tata Re: konkrety 23.03.09, 14:23
                                  niespecjalnie wiem o co chodzi w tym poscie. porownywanie Oxbridge
                                  ze szczecinem to nieporozumienie, te uniwerstytety roznia sie
                                  wszystkim (podobnie zreszta Oxbridge rozni sie od reszty uni w UK,
                                  ma zupelnie inny system nauczania i organizacji, nie mowiac o
                                  posiadlosciach). porownaj szczecin z Bradford i zobacz co ci wtedy
                                  wyjdzie.

                                  zajzyj sobie rowniez na storny HEFCE i zobaczysz ze rzad zminil
                                  formy rozliczania uniwersytetow i kilkadziesiat uczelni jest obecnie
                                  w dlugach i to powaznych. moj uni rowniez i sprawy sa bardzo dalekie
                                  od zabawnych, bo bedziemy mieli zwolnienia grupowe. przestan wiec mi
                                  ciagle pieprzyc, jak to w Polsce jest zle. powiedz mi, kiedy
                                  ostatnio polski uniwersytet zwalnial grupowo pracwonikow
                                  akademickich.

                                  gdybys jednak wyciagnal wnioski z tego co przeczytales, to zamiast
                                  narzekac, pytalbys rektora co konkrentnie robi w tej sprawie. ile to
                                  podan o fundusze napisal do UE, ile partnerstw z biznesem podjal,
                                  jakie srodki podjal, zeby sobie poradzic z tym co sie dzieje. a pan
                                  rektor potrafi glownie wypowiadac sie i marudzic ze bidusia nie
                                  dostal tyle, co rzeszow, a jemu sie przynalezy.
                                  • ford.ka Re: konkrety 23.03.09, 14:40
                                    Poczytaj coś kiedyś o retoryce. Daje się takie przykłady, które
                                    robią wrażenie na czytelniku ;)
                                    Jak porównam Szczecin z Bradford to co mi wyjdzie? Że różnica nie
                                    jest 500 razy tylko 50? 25? Czyli że jesteśmy bogaci?
                                    • dala.tata Re: konkrety 23.03.09, 14:49
                                      drogi fordzie.ka, nie mialem wielu watpliwosci, ze jak zwykle nie
                                      odniesiesz sie do tego, co mowie. wiem, wiem, ja analfabeta, ty
                                      stosujjesz 'retoryke milczenia'.

                                      rozumiem tez ze twoje zestawienie US z Cambridzge bylo retorycznie
                                      udatne :-). no, ale skoro gadasz z analfabeta, to moze kupi, nie?

                                      no juz wiem, masz najgorzej, w Polsce nic sie nie da, a za pisanie
                                      ksiazek i artykulow, adepta nalezy zamknac.
                                      • adept44_ltd Re: konkrety 23.03.09, 15:02
                                        ja tu nie jestem dobrym przykładem, bo ja to lubię robić nałogowo, ale żeby mieć
                                        na życie (normalne i z dużą ilością książek), to to była praca k...ska i to nie
                                        jest normalne, że tak to musi wyglądać... no i w pewnym sensie klasztor (w
                                        pewnym...), a ja myślę, że naukowiec powinien spokojnie sobie żyć (z rodziną) i
                                        spokojnie pracować.
                                        • dala.tata Re: konkrety 23.03.09, 15:13
                                          nie dosc ze pracus, to jeszcze skromny. jeszcze dodaj ze zawyzasz
                                          poziom i sie naprawde wkurze.


                                          adept44_ltd napisał:

                                          > ja tu nie jestem dobrym przykładem, bo ja to lubię robić nałogowo,
                                          ale żeby mie
                                          > ć
                                          > na życie (normalne i z dużą ilością książek), to to była praca
                                          k...ska i to nie
                                          > jest normalne, że tak to musi wyglądać... no i w pewnym sensie
                                          klasztor (w
                                          > pewnym...), a ja myślę, że naukowiec powinien spokojnie sobie żyć
                                          (z rodziną) i
                                          > spokojnie pracować.
                                          • adept44_ltd Re: konkrety 23.03.09, 18:57
                                            kurde, klasyka misreading...jak już ustaliliśmy onegdaj skromności nie można mi
                                            zarzucić, chodziło mi o to, że nauka w Polsce, jak się chce ją dobrze robić, to
                                            obóz przetrwania...
                                      • ford.ka Re: konkrety 23.03.09, 15:05
                                        Tylko nie zamykać! Bo i ja się nie obronię...
                                        A co mam komentować? Że takie cudowne brytyjskie uniwersytety nie są
                                        w stanie zrobić tego, do czego się zobowiązały? Że jak ktoś daje
                                        prawdziwą kasę to może wymagać? Od pani rektor dzieli mnie coś ze
                                        dwa tysiące km, wiec chwilowo nie mogę do niej wpaść na herbatkę.
                                        Ale jak się spotkamy, nie omieszkam zapytać!
                                        • dala.tata Re: konkrety 23.03.09, 15:16
                                          Fordzie.ka, ja nie mowie o tym, zebys ty poszedl i zapytal. ja mowie
                                          o pewnym porzadku dyskursnym. o tym jak sie mowi o takich rzeczach.

                                          a co do brytyjskich uniwersytetow, to ja po prostu proponuje zebys
                                          zachowal proporcje i umiar.


                                          ford.ka napisał:

                                          > Tylko nie zamykać! Bo i ja się nie obronię...
                                          > A co mam komentować? Że takie cudowne brytyjskie uniwersytety nie

                                          > w stanie zrobić tego, do czego się zobowiązały? Że jak ktoś daje
                                          > prawdziwą kasę to może wymagać? Od pani rektor dzieli mnie coś ze
                                          > dwa tysiące km, wiec chwilowo nie mogę do niej wpaść na herbatkę.
                                          > Ale jak się spotkamy, nie omieszkam zapytać!
                                          • ford.ka Re: konkrety 23.03.09, 16:20
                                            Jak stale jedziesz off topic, to ja też mam prawo.
                                            Na zasadniczy temat wiele nie masz do powiedzenia, głównie skupiasz
                                            się na tym, że ja nie pisze habilitacji, co z tej stronu ekranu jest
                                            całkiem zabawne. Jestem tu Twoim strawmanem, bo prawdziwi wieczni
                                            adiunkci mają wiele ciekawszych rzeczy w życiu od wypowiadania się
                                            na forach internetowych o nauce. No to gram z Tobą w odbijanie
                                            piłeczki, ale ze świadomością, że żaden tenis to nie jest. Nawet
                                            ping-pong nie.
                                            Zresztą niewielu tu ma coś do powiedzenia, bo to jest dyskusja panów
                                            na etapie mid-life crisis, a nie ludzi świeżo po studiach, o których
                                            napisałem na początku i o których chciałem pisać. Bo swoje problemy
                                            jakoś rozwiązuje, a ich nie jestem w stanie i trochę mnie to męczy.
                                            • dala.tata Re: konkrety 23.03.09, 16:30
                                              fordzie.ka, nigdy przenigdy nie napisalem o tym czy pisesz czy nie
                                              pisesz habilitcji. mysle sobie, ze gdyby wszyscy mieli taki dorobek
                                              jak ty, nauka polska bylaby lepsza.

                                              napisalem jednak wielokrotnie o tym, ze marudzisz i ze cala twoja
                                              reformatorska idea polega na tym, zeby dac duzo forsy, bo jest
                                              ciezko. i z tym sie fundamentalnie nie zgadzam. a jelsi ci tak
                                              ciezko, to powienienes zrezygnowac z pracy i poszukac innej.
                                              • ford.ka Re: konkrety 23.03.09, 17:07
                                                Nie, nic takiego nie napisałem. Napisałem, że na początku jest
                                                ciężko (nie mnie i jasno to napisałem) i zapytałem, jak można to
                                                zmienić. Nie dowiedziałem się, a dyskusja przeszła w przekomarzanki
                                                o wyższości/niższości habilitacji i jakości mojego miejsca pracy.
                                                Parę osób dowiedziało się przy okazji o przywróceniu docentur, więc
                                                dyskusja miała charakter edukacyjny.
                                                Napisałem też, że pieniędzy w systemie jest za mało. Nie pisałem, że
                                                trzeba je ładować w pensje, ale że trzeba stworzyć system, w którym
                                                pojawi się realna marchewka, nagroda za pracę i to w realnym czasie
                                                a nie na starość, bo tak jak jest tylko odstraszamy potencjalnych
                                                młodych naukowców. Biorąc pod uwagę, że jednym z podstawowych zadań
                                                uniwersytetu jest przygotowywanie młodej kadry, znaczy to że się nie
                                                sprawdzamy w swojej robocie, choćbyśmy mieli po milion publikacji na
                                                głowę.
                                                Jestem marnym naukowcem, potrafię jednak zbierać fakty i
                                                przedstawiać je do analizy innym. Cambridge ma do dyspozycji 500
                                                razy wiecej pieniedzy na studenta niz Szczecin. Oxbridge razem
                                                zgarnia panstwowych funduszy na kwote 10 razy wieksza niz wszystkie
                                                uniwersytety w Polsce. To nie sa moje prywatne opinie, to wyniki
                                                dzielenia. Moja prywatna opinia jest taka, ze po uwzglednieniu
                                                wszelkich uwarunkowac wynika z tego, ze polska nauka jest
                                                niedofinansowana. Z tym mozesz sie nie zgodzic, ale podaj jakieś
                                                argumenty wykraczające poza tym, że się wszyscy tutaj opierdalamy.
                                                Serio uważasz, że jeśli jest mi ciężko, bo nie potrafię pomóc swoim
                                                młodszym kolegom, to powinienem zmienić pracę? Przecież wystarczy,
                                                że przestanę próbować, jak większość dookoła. Zaraz mi będzie lżej.
                                                A na zmianę posady jest już za późno - moja koleżanka dr psycholog
                                                dawno już stwierdziła, że zmiany w mózgu nauczyciela po siedmiu
                                                latach pracy są nieodwracalne.
                                                • dala.tata Re: konkrety 23.03.09, 19:00
                                                  mysle ze nie masz zadnych dowodow na to ze pieniedzy jest malo.jak bys
                                                  zaprowadzil porzadki w finansowaniu uczelni i ludzi, to moglibysmy pogadac. poki
                                                  co, polskie uczelnie to dziury bez dna, a o value for money nie mozna nawet marzyc.

                                                  to ze nie mozesz pomoc swoim kolegom i ze cie to dotyka jest chwalebne. czy
                                                  rzeczywisicie nie mozesz pomoc, bo jest za malo pieniedzy, jest czyms, czego
                                                  niestety nie wykazales.

                                                  a Cambridge ma neiporonywalnie wiecej pieniedzy niz Huddersfield, Thames Valley
                                                  czy Worcester UC.
                                                  • dala.tata PS 23.03.09, 19:02
                                                    naotmiast w pelni sie zgadzam z tym, ze mloda kadre tak ogolnie zawodzimy i to
                                                    na calego. jednak zupelnie nie jestem przekonany ze to przez forse.
                                                  • pr0fes0r Ale z czym do klienta? 24.03.09, 12:59
                                                    Jak najbardziej na temat - właśnie się dowiedziałem, że ministerstwo ścięło nam
                                                    tegoroczny budżet na badania własne o 60%.

                                                    To o czym my tu mówimy? O jakiejś konkurencyjności i porównywalności do krajów
                                                    Europy Zachodniej i USA?
                                                  • adept44_ltd Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 13:20
                                                    przy czym temu ścięciu nie towarzyszy żadna racjonalizacja wydatków... (zresztą
                                                    co tu racjonalizować przy tych kwotach...)

                                                    i jeszcze z własnych obserwacji - podstawą demoralizacji jest system. Jak
                                                    zacząłem pracować w obecnym miejscu BW dostawało się na ryja (czyli ryj
                                                    funkcyjny i stopniowy dostaje więcej niż inne), te pieniądze dostawali wszyscy w
                                                    jakiś śmiesznych kwotach, ja jako nowy z zewnątrz dostawałem 200 zł więcej niż
                                                    miejscowi... i dawało to z 900 zł... (profesor dostawał 1500); wówczas w całym
                                                    instytucie publikowałem ja i jeszcze dwie osoby.... Po dwóch latach zmieniono
                                                    to, pieniądze dostaje się za wypracowane punkty, na początku była awantura
                                                    (wyszło np., że w instytucie kasę dostaję ja i te dwie osoby, ja koło 10
                                                    tys...), po dwóch latach ludzie widząc, że jest, o co walczyć, zaczęli pracować.
                                                    Nie jest to sielanka, bo w większości produkują po jakiś konferencyjniakach, no
                                                    ale system im to dotuje. Mnie chodzi o to, że wystarczy wprowadzić zasady (teraz
                                                    dodać, że za byle co, byle gdzie - się nie płaci) i finansować pracujących i to
                                                    wszystko zacznie działać; a opierdalacze nie będą się już mogli chować za
                                                    narzekania, że nie mają pieniędzy...
                                                  • adept44_ltd Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 13:24
                                                    Dodam jeszcze, że świat nauki nie jest tu ekstra fenomenem pod tym względem...
                                                    Może brutalna analogia, ale chyba adekwatna. Liga piłkarska: w świecie w drużynę
                                                    wkłada się kupę kasy i zarabia się na tym kupę kasy; u nas nie wkłada się tych
                                                    pieniędzy i wszyscy kombinują; a z zachodnimi drużynami nie mamy szans... No ale
                                                    gdyby tak np. BMW obcięło o 60% budżet na bolid Kubicy, to co by z tego było???
                                                  • dala.tata Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 13:59
                                                    drogi pr0fes0rze, nie rozumiem. to tu chodzi o konkurowanie budzetem z takim UK?
                                                    ja myslalem ze chodzi o powazna rozmowe, jak zrobic, zeby zaczac stosowac choc w
                                                    jakims stopniu standardy, ktore stosuje sie na swiecie.wiesz, zeby recenzje
                                                    pisac porzadnie, na zajecia chodzic przygotowanym, zeby leserow wywalac na zbity
                                                    pysk, zeby dawac ludziom motywacje do tego, zeby chcialo im sie byc dobrym
                                                    naukowcem.

                                                    powtarzam: co z tego, ze bedziesz mial o te 60 proc. wwiecej, jesli - mowie
                                                    ogolnie, rzecz jasna, a nie o tobie - jesli zostana rozparcelowane bez
                                                    sensownego i rzetelnego konkursu, bez rzetelnego rozliczenia sie itd itd. jako
                                                    podatnik, wole zeby tych pieniedzy bylo mniej, mniej zostanie zmarnowanych.


                                                    pr0fes0r napisał:

                                                    > Jak najbardziej na temat - właśnie się dowiedziałem, że ministerstwo ścięło nam
                                                    > tegoroczny budżet na badania własne o 60%.
                                                    >
                                                    > To o czym my tu mówimy? O jakiejś konkurencyjności i porównywalności do krajów
                                                    > Europy Zachodniej i USA?
                                                  • pr0fes0r Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 14:50
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > drogi pr0fes0rze, nie rozumiem. to tu chodzi o konkurowanie budzetem z takim UK
                                                    > ?
                                                    > ja myslalem ze chodzi o powazna rozmowe, jak zrobic, zeby zaczac stosowac choc
                                                    > w
                                                    > jakims stopniu standardy, ktore stosuje sie na swiecie.

                                                    Bez finansów o stosowaniu standardów możesz zapomnieć. Właśnie siedzę trzecią
                                                    godzinę nad planami swojego zakładu na 2009, kasując ludziom wyjazdy na
                                                    konferencje (i owszem, jak najbardziej prestiżowe, zagramaniczne, z referatami)
                                                    oraz skracając o połowę listę zamówień dla biblioteki. Sorry, ale w bandyckich
                                                    czasach trudno wymagać dżentelmeńskiej postawy.

                                                    Poza tym, i o tym pisze ford_ka, jeżeli tak drastycznie chlaśniemy po finansach,
                                                    to nawet jeśli zastosujemy standardy i wywalimy 80% obiboków i bumelantów, to na
                                                    ich miejsce chyba będziemy ludzi z łapanek ulicznych i z psychiatryków
                                                    rekrutować, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się chciał w takie żebracze
                                                    bagno pchać.

                                                    Nawiasem mówiąc, teraz już rozumiem, czemu drugi miesiąc nie ma ostatecznej
                                                    decyzji i umowy do podpisania na moje granty z RN, tylko ciekaw jestem, jaki
                                                    ochłap z pierwotnej sumy zostanie mi ostatecznie rzucony, żebym się zamknął.

                                                    I nawiasem mówiąc po raz drugi, już widzę za rok dumne opowieści ministerstwa,
                                                    jak to nakłady na naukę w 2010 wzrastają o rekordowe 12%, tylko że bez
                                                    wspomnienia o tym, że w porównaniu z poziomem ściętym rok wcześniej o jakieś
                                                    75%, bo jest to już druga redukcja dotacji na BW w tym roku.
                                                  • dala.tata Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 17:16
                                                    pr0fes0rze, ale ty rowniez wszystko co powiedziales, to cieciu wyjazdow na
                                                    konferencje. ja sie spoedziewalem ze jzu po badaniach, juz po publikacjach, juz
                                                    po sprzecie, po projektach. budzet na pensje tna na potege, zwalniac beda! a tu
                                                    sie okazuje ze nie ma wyjazdow. Wow!!!!!!!!! rzeczywiscie czarne chumry zebraly
                                                    sie na Polska. prosze wybaczyc, drogi Pr0f, wiesci hiobowe to nie sa.

                                                    a co do obibokow, to najpierw trzeba by bylo to przeliczyc, bo poki co,
                                                    pr0fes0rze, zapewniasz i niewiele wiecej. ja bym bardzo chcial zobaczyc
                                                    konkretne wyliczenia: co by sie stalo z budzetem, gdybysmy wywlili X, Y, Z.
                                                    dowalili zajecia A,B, C. za dlugo zyje w systemie, w ktorym ciagle 'brak
                                                    pieniedzy' (tak, brak ze studia w UK sa platne juz) i ciagle jakos udaje sie z
                                                    tym kryzyssow wyjsc.
                                                  • pr0fes0r Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 21:38
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > pr0fes0rze, ale ty rowniez wszystko co powiedziales, to cieciu wyjazdow na
                                                    > konferencje. ja sie spoedziewalem ze jzu po badaniach, juz po publikacjach, juz
                                                    > po sprzecie, po projektach. budzet na pensje tna na potege, zwalniac beda! a tu
                                                    > sie okazuje ze nie ma wyjazdow. Wow!!!!!!!!! rzeczywiscie czarne chumry zebraly
                                                    > sie na Polska. prosze wybaczyc, drogi Pr0f, wiesci hiobowe to nie sa.

                                                    Wybacz, ale ta wypowiedź to zasługuje w zależności od preferowanego dyskursu na
                                                    picarda albo baranka, nic więcej.

                                                    Po pierwsze, jakże zgrabnie pominąłeś część mojej wypowiedzi o równoległej
                                                    redukcji wydatków na książki i czasopisma.

                                                    Po drugie, wnioski aparaturowe składane są w okolicy czerwca, o czym z
                                                    angielskiej perspektywy możesz nie wiedzieć, ale ignorance is no excuse - to
                                                    inny portfel, który zapewne czeka dokładnie takie samo odchudzanie.

                                                    Po trzecie, nie mówię o konferencjach dla starych pryków, tylko dla doktorantów
                                                    i ludzi 1-2 lata po doktoracie, których staramy się właśnie w celach naukowych
                                                    jak i towarzyskich wysyłać na najważniejsze w skali GLOBALNEJ (nie wiem, jak
                                                    inaczej to podkreślić, żeby do Ciebie dotarło, że nie mówię o popołudniówce w
                                                    Pcimiu Mniejszym) konferencje z ich dziedziny. Jak według Ciebie bez tych
                                                    wyjazdów mają te kontakty naukowe nawiązywać, przez Second Life?

                                                    I przepraszam, że teraz będzie tak bardziej a'la kagan i osobiście, ale skoro
                                                    przedstawiasz mnie jako takiego pomniejszego kretyna, co to płacze, że sobie
                                                    towarzysko po świecie nie pojeździ z kumplami, to też sobie pozwolę. Coś mi się
                                                    wydaje, że albo za rzadko bywasz w Polsce, albo obracasz się po bardzo
                                                    specyficznych zakątkach polskiego świata nauki, bo odnoszę wrażenie, że nie
                                                    bardzo masz pojęcie, o czym mówisz.
                                                  • dala.tata Re: Ale z czym do klienta? 25.03.09, 00:04
                                                    moze nie mam. ksiazki i czasopisma mi umknely, choc pewnie dlatego ze nie
                                                    rozumiem, co zaklad twoj, pr0fes0rze, ma do zakupow bibliotecznych. ale sypie
                                                    glowe popiolem. syp syp.

                                                    natomiast co do konferencji dla dokotrantow i mlodych prac.naukowych, to akurat
                                                    sie zgadzam. to jest jedyna kategoria pracownika ktorego warto wysylac na
                                                    kofnerencje w celach naukowych.

                                                    no wiec sypie dalej popiol i chyle czola.
                                                  • adept44_ltd Re: Ale z czym do klienta? 25.03.09, 00:08
                                                    1. zupełnie jak w ustawie Rywina,
                                                    2. trzeba znów szykować szuflę do odkopywania Dalataty...
                                                  • herrkagan Re: Ale z czym do klienta? 25.03.09, 11:47
                                                    Chyba im nie zabraniasz jechac na te konferencje za ich wlasne
                                                    pieniadze? Ja na wiekszosc konferencji jezdze za swoje, a nie cudze
                                                    pieniadze albo jako zaproszopny gosc ktorego koszta pokrywa
                                                    organizator... Czesto zawiadam ma alma mater o takim wyjedzie
                                                    dopiero post factum, i tylko po to, aby sobie dopisali do
                                                    sprawozdan...
                                                    Przyklad:
                                                    LECH KELLER presented a paper entitled ‘The Decline of Stanislaw
                                                    Lem’ at the BASEES Contemporary Literature Study Group meeting that
                                                    held at Mansfield College, Oxford on 17-18 September 2008.
                                                    See www.basees.org.uk/sg20.shtml
                                                    lech.keller@gmail.com
                                                  • charioteer1 Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 15:31
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > powtarzam: co z tego, ze bedziesz mial o te 60 proc. wwiecej, jesli - mowie
                                                    > ogolnie, rzecz jasna, a nie o tobie - jesli zostana rozparcelowane bez
                                                    > sensownego i rzetelnego konkursu, bez rzetelnego rozliczenia sie itd itd. jako
                                                    > podatnik, wole zeby tych pieniedzy bylo mniej, mniej zostanie zmarnowanych.

                                                    Dalatata, na NFA jest gosc, ktory sie podpisuje Podatnik i zazwyczaj pieprzy bez sensu. Robisz wszystko, zeby mu dorownac.

                                                    Nie o 60% wiecej, ale o 60% mniej niz w zeszlym roku. Radio Erewan?

                                                    Dla mnie to oznacza, ze na absolutnie konieczne wydatki konferencyjne bede potrzebowac w tym roku rownowartosc dwoch pensji i pewnie te dwie pensje wydam z wlasnej kieszeni. Pewnie, moge nie jechac. Moge sie odizolowac od swiata i uprawiac "nauke polska" w swoim zacisznym zakatku. Co mi tam jakas reszta swiata bedzie bruzdzic i przeszkadzac w uprawianiu powaznych badan?
                                                  • dala.tata Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 17:04
                                                    drogi chario, skoro sie cepiasz, czytaj uwazniej. rozumiem ze MNIEJ. ja pytam co
                                                    by bylo, gdyby je mial, czyli gdyby mial o 60 proc WIECEJ niz teraz. rozumiesz?

                                                    Pr0fes0r napisal to samo: o konferencjach. nie mam watpliwosci ze to bardzo
                                                    wazna czesc dzialanosci naukowej (i mowie bez przekasu), jednak ograncziajaca
                                                    sie do sfery towarzyskiej (juz o tym bylo).

                                                    jesli konsekwencje obnizki o 60 proc. oznaczaja ze chario nie pojedzie na
                                                    konferencje, to z calym szacunkiem, ale nie sa to hiobowe wiesci dla nauki polskiej.

                                                    i prosze nie chrzan o izolacji. publikuj, to sie liczy. konferencje ci do tego
                                                    sa niepotrzebne.
                                                  • charioteer1 Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 17:34
                                                    Temat konferencji juz przerabialismy. Mniej pieniedzy na konferencje to rowniez
                                                    mniej pieniedzy na ksiazki. Dociera, czy nie bardzo? Z ksiazkami jestem w tej
                                                    chwili na biezaco, wiec na nowosci z 2009 moge odrobine poczekac. Doktorant nie
                                                    poczeka, bo nie ma czasu na czekanie.

                                                    Co do konferencji, to na te istotne dla mnie ze wzgledow towarzysko-naukowych i
                                                    tak pojade - za swoje. To sa, drogi dalatato, konferencje, na ktore po prostu
                                                    musze jechac w tym roku i basta. Te bardziej turystyczno-naukowe juz spadly z
                                                    planu wydatkow.

                                                    Zebysmy sie dobrze zrozumieli. Jak sie nie ma nazwiska, ale za to ma sie polska
                                                    afiliacje, to sie w pewnych miejscach nalezy pokazac.
                                                  • dala.tata Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 18:20
                                                    ale nie denerwuj sie. na pewno nie dociera, ale o ksiazkach w czesciej nie bylo.
                                                    nie widze zwiazku konferencje i ksiazki, ale z pewnoscia jakis jest.

                                                    wybacz chario, ale budzet nauki oparty na tym, gdzie ci sie 'wypada' pokazac
                                                    mnie bardzo nie odpowiada.

                                                    i jeszcze dam darmo jedna rade: wyrob sobie nazwisko.
                                                  • charioteer1 Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 18:41
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > nie widze zwiazku konferencje i ksiazki, ale z pewnoscia jakis jest.

                                                    Przeczytaj post pr0fes0ra, to zrozumiesz. Tutaj to bylo:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=87574&w=93067024&a=93159702

                                                    > wybacz chario, ale budzet nauki oparty na tym, gdzie ci sie 'wypada' pokazac
                                                    > mnie bardzo nie odpowiada.

                                                    Nie 'wypada', tylko 'trzeba'. Drobna semantyczna roznica. Moze w twojej
                                                    dziedzinie nie ma takich konferencji, na ktorych spotyka sie cale srodowisko
                                                    zajmujace sie dana tematyka. W mojej sa.

                                                    > i jeszcze dam darmo jedna rade: wyrob sobie nazwisko.

                                                    Staram sie. Wiesz, i konferencje to jest swojego rodzaju marketing, bo tu nie
                                                    chodzi o publikacje, tylko o cytowania. Nie mamy takiego Nature czy Science,
                                                    ktore wszyscy czytaja. Moje ostatnie prezentacje konferencyjne oparte byly na
                                                    rzeczach, ktore juz sa w druku. Skoro juz proszono mnie o ppt tych prezentacji,
                                                    to mam skromna nadzieje, ze kiedys sie uda.
                                                  • dala.tata Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 20:06
                                                    chario, chrzanisz na potege. to czy pojedziesz na konferencje czy nie, nie
                                                    bedzie mialo zadnego przelozenia na to czy publikujesz. nie wiem po co ci ten
                                                    marketing. co do ksiazek, akceptuje, ty jednak piszesz o konferencjach, a nie o
                                                    ksiazkach. i o tym ze te turystyczne juz zarzucone.
                                                  • charioteer1 Re: Ale z czym do klienta? 24.03.09, 20:10
                                                    Zauwaz, ze ja nie pisze ani slowa o zwiazku miedzy jezdzeniem na konferencje a
                                                    publikowaniem. Zupelnie o co innego chodzilo.
                                    • adept44_ltd Re: konkrety 23.03.09, 14:57
                                      trochę się gryzłem ze sobą przed napisaniem tego posta... bo mój obraz nauki
                                      polskiej jest inny, ale z danych przytoczonych przez forda wynika, że mamy
                                      najlepszą naukę, i że gdyby zrobić ranking uniwersytetów, uwzględniając input i
                                      output, to zdystansujemy cały świat...
                                • herrkagan Re: konkrety 25.03.09, 11:41
                                  Oxbridge to olbrzymie kombinaty, z pelna politechnika i naukami
                                  scislymi oraz medycyna, a te, jak wiadomo, sporo kosztuja...
                                  I pomysl lepiej, jak SAMEMU zarobic na swa dzialnosc naukowa...
        • sendivigius Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 04:00
          charioteer1 napisał:

          > Sendi, pozwol, ze zapytam. Czy ty dokladasz z wlasnych poborow do
          wykonywanej
          > pracy?

          Owszem, pare stowek rocznie deficytu zawsze jest bo sa limity tego
          co mozna rozliczyc.

          Nauka, chariot, to jest zakon. Nalezy zlozyc sluby czystosci i
          ubostwa. Choc sa i tacy ktorzy twierdza ze jest to sekta. I chyba
          maja racje.

          Nowe pokolenie narzuci inne, nowe standardy. Ja to widze, krok po
          kroku, rok za rokiem. NIe wypada juz zadawac na egzaminach
          publicznych trudnych pytan. Odpowiedzia jest na ogol wzrok "co sie
          ten staruch czepia". To juz jest nowy paradygmat. Ja tez nie
          wszystko wiedzialem w swoim czasie ale przynajmniej wiedzialem co
          wiedziec powinienem i jak mnie na niewiedzy przylapali to bylo mi
          wstyd. Dzis wstydzic sie ma ten kto pyta. Jola Rutowicz rulez.
          • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 04:10
            sendivigius napisał:

            > Owszem, pare stowek rocznie deficytu zawsze jest bo sa limity tego
            > co mozna rozliczyc.

            Limity tego, co mozna rozliczyc? Z wielkim wysilkiem udalo mi sie zrozumiec, co
            masz na mysli. W PL juz chyba malo kto o takich ekstrawagancjach pamieta.

            Koncze prace, bo jutro musze jeszcze wpasc do pracy na chwile...
            • bumcykcyk2 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 02:24
              Przebrnąłem przez cały wątek - jest niezły zarówno ze względu na
              trafną diagnozę rzeczywistości forda.ka, jak i zabawne wypowiedzi
              dalataty, który święcie wierzy - podobnie jak jeden tłusty profesor
              ode mnie z wydziału- że mięsa armatniego na uczelniach nigdy nie
              zabraknie. I można płacić nawet 800 zł netto, albo zgoła nic, a
              chętni się i tak znajdą, bo to mocium
              panie, "prestiż", "samorealizacja" i ch.. wie co jeszcze.

              Ford.ka zauważył smutną prawdę, że młodzieży naukowej na uczelniach
              już nie ma. Być moze na części wydziałów inaczej to wygląda, ale u
              mnie jest dokładnie tak jak u niego czyli ZERO MŁODYCH ADEPTÓW
              NAUKI. Ten tłusty profesor straszy nas więc ściąganiem jakiś ludzi z
              prowincji, którzy chcieliby się przenieść do dużego miasta, być może
              zacznie wkrótce straszyć Ukraińcami, a potem Hindusami z
              Bangladeszu...

              Ja się zgadzam z Dalatatą, że obecnie nikt nic nie robi, to jest
              absolutna prawda, zgadzam się też, że pompowanie środków w obecny
              system nigdy nic nie da, ale NIE ZGADZAM się z Jego tradycyjnym
              gromkim pokrzykiwaniem "róbcie, róbcie, a jak nie, to wypierdalać" ,
              bo ford.ka metodycznie udowodnił, że tak się nie da. To idealizm
              niemożliwy do realizacji, no chyba że mamy zamknąć całą humanistykę
              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:23
                no pieknie pokazales moje poglady bumcykcyku, bede zyl w uludzie, ze sa nieco
                barddziej skomplikowane, a dumania forda.ka sa glebokim namyslem nad stanem
                polskiej nauki (i dajcie wiecej forsy).

                tak, czy owak, wszystko co chce powiedziec to to, ze narzekajacy moga odejsc, bo
                nich nie trzyma. a sypniecie forsa niczego nie zmieni. i moze zamkniecie, a
                przynajmniej resetowanie, calej humanistyki nie byloby w ostatecznym rachunku
                takie zle.

                dla mnie pewna idea jest wypelnianie tego, co jest napisane w kontrakcie, ale,
                jak rozumiem, to sa kolejne banialuki tradycyjnego dalataty.

                PS. nie jestem tlusty.
                • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:43
                  jak odpowiesz na jedno pytanie, to mogę publicznie zaświadczyć, że nie jesteś
                  tłusty ;-)

                  1. czy obecnie uważasz, że nauka może funkcjonować bez pieniędzy???

                  Bo ja rozumiem wypowiedź forda w ten sposób - za takie pieniądze nie da się tego
                  robić - sensownie i w perspektywie całości nauki, bo się nie da... i możesz
                  tutaj mnie powoływać na przykład (ciesząc moje narcystyczne ego), ale gdyby nie
                  fuchy (zazwyczaj było to pisanie sprzedających się książek), 2 etat (a
                  zgodziliśmy się, że to nie są dobre rozwiązania dla nauki...), to ja bym nie
                  miał gdzie mieszkać i nie miał swojej biblioteki, a to dwie podstawy, które
                  umożliwiają mi pracę. To w sprawie pensji (nie będę dalej rozwijał, ale chyba
                  jest oczywiste, że pracownik, który ma na życie, a asystent nie ma, adiunkt ma
                  średnio) lepiej pracuje?
                  W sprawie badań - wróć do danych Forda, jak dla mnie są porażające... i tak jak
                  napisałem, w perspektywie ekonomii wyjdzie, że nasze uniwersytety biją inne na
                  głowę... i Oxford z budżetem UJ wylądowałby poza rankingiem... I chyba jest
                  oczywiste, że bez pieniędzy UJ nie będzie Oxfordem.

                  Odnoszę natomiast wrażenie, że ty u wszystkich widzisz intencję
                  narzekalno-proszalną. Ale na tym forum ja nie widzę twojego zabielacza nauki
                  polskiej, tylko ludzi, którzy coś robią, myślą, czegoś chcą i zdają sobie
                  sprawę, że trzeba zmienić system - od wynagrodzeń po granty i to jest taka
                  oczywistość.

                  A porady - zwolnij się, jak pisałem gdzie indziej - rozsądne, ale gdzie nas
                  zaprowadzą???
                • bumcykcyk2 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 14:04
                  dala.tata napisał:

                  > moze zamkniecie, a przynajmniej resetowanie, calej humanistyki nie
                  > byloby w ostatecznym rachunku takie zle.

                  Myśl światła, tylko kto ją wykona? :-)

                  > dla mnie pewna idea jest wypelnianie tego, co jest napisane w
                  > kontrakcie, ale, jak rozumiem, to sa kolejne banialuki
                  > tradycyjnego dalataty.

                  Nie są to banialuki, ale Polska pełna jest osób -przynajmniej w budżetówce-,
                  które co prawda żadnych kontraktów nie wypełniają a wręcz zgoła nie pracują, ale
                  za to trwają na z góry upatrzonych pozycjach. Dając świadectwo tego że są. ;-)

                  Tradycyjnie powiem, że z Twoimi poglądami co do meritum się zgadzam, natomiast w
                  kategoriach środków naprawczych do praktycznej realizacji uważam je niestety za
                  idealistyczną fantasmagorię. No chyba, że popadniemy wszyscy w kolejny zabór i
                  jacyś importowani "oni" zrobią to za nas.

                  > PS. nie jestem tlusty.

                  Tego nie sugerowałem ;-) Zważywszy na temperament polemiczny w dyskusji sądzę,
                  że jest wręcz odwrotnie ;-)
          • ford.ka Zakon? 23.03.09, 10:23
            W zakonie masz zagwarantowany wikt i opierunek. Chyba że masz na
            myśli zakony żebracze. Ale tam też masz pewny dach nad głową.
            • dala.tata Re: Zakon? 23.03.09, 10:32
              dokladnie jak na polkisch uczelniach. czy sie robi, czy sie lezy, niezla pensja
              sie nalezy.

              ford.ka napisał:

              > W zakonie masz zagwarantowany wikt i opierunek. Chyba że masz na
              > myśli zakony żebracze. Ale tam też masz pewny dach nad głową.
            • herrkagan Re: Zakon? 25.03.09, 11:49
              Do zakonu czesto wstepowali calkiem zamozni ludzie...
          • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 10:27
            parę stówek? (nawet jeśli to dobra waluta) - niewiele...
            no ale teraz to ja rozumiem twój resentyment i żółć, ci w zakonie tak mają...
        • herrkagan Ja oplacam me wyjazdy na konferencje... 25.03.09, 11:32
          Ja zawsze dokladalem do tego interesu, np. ostatnio bylem na
          konferencji w Oxfordzie na swoj koszt 9w 100%):
          LECH KELLER presented a paper entitled ‘The Decline of Stanislaw
          Lem’ at the BASEES Contemporary Literature Study Group meeting that
          held at Mansfield College, Oxford on 17-18 September 2008.
          See www.basees.org.uk/sg20.shtml
          A zakupy ksiazek, komputerow czy oprogramowania z wlasnej kasy to
          dla mnie normalka. Ja jestem szczesliwy, gdy uczelnia zwraca mi za
          dojazdy na zajecia i jakies 50% za hotel... Ale ja pracuje na
          uczelni dla przyjemnosci, a nie dla kasy - prawdziwa kasa jest
          bowiem zupelnie gdzie indziej... Jesli ktos pracuje na uczelni dla
          kasy, to znaczy, ze zabiera miejsce komus, kto sie lepiej do tej
          pracy nadaje!
          • adept44_ltd Re: Ja oplacam me wyjazdy na konferencje... 25.03.09, 11:36
            w kieszeni australijskiego podatnika??? ;-) przestań chłopie pieprzyć te
            farmazony...
            • herrkagan Re: Ja oplacam me wyjazdy na konferencje... 25.03.09, 12:22
              Pamietaj, ze ja przez ponad 20 lat placilem w Australii spore
              podatki, po 20 i wiecej tys. AUD na rok... Szacuje, ze do kasy CoA
              wplacilem conajmniej jakies pol miliona AUD (ponad milion PLN)...
              Tax Returns z Oz do dzis przechowuje!
      • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 21:15
        gratuluję zdolności wyrozumienia z tekstu Forda, iż to gender, europeistyka i
        drugoetatowcy są przyczyną zła w kosmosie, przyznam, że nie mogę wyjść ze zdumienia,
        twarda, nauka, zaiste...
      • ford.ka Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 22.03.09, 21:23
        Nie mają, bo doktoratów nie mają. Przechodzimy do dyskusji o
        minimach czy o likwidacji asystentur?
        Moja "drugoetatowa" szkoła potrzebuje jeszcze kilku doktorów
        (habilitowani też mogą być!) - na mnie co jakiś czas
        spada "przyjemność" ich szukania w ramach mojej działki. Kandydatów
        brak i na etat i na godziny. Za oferowane pieniądze nie ma
        zainteresowanych. Ostatnio potrzebny był chociaż magister, byle się
        zgodził (i może lepiej potrafił) do uczenia literatury i historii.
        Nie było łatwo takiego znaleźć.
        Znani mi "genderysci" albo zabawiaja sie "genderowaniem" w chwilach
        wolnych od innych obowiazkow zawodowych, albo w najlepszym razie
        uczą na godziny (o doktorach mówię) bo na zatrudnienie nie mają co
        liczyć. Nie słyszałem o żadnym miejscu w Polsce, gdzie gender
        studies miałyby się dobrze. O takim gdzie miałyby się przeciętnie
        też nie. Czasem trafią się im jakieś pieniądze z obcych fundacji ale
        wyłącznie na konferencje czy publikacje. To mit, czcigodny kolego. O
        europeistykach wypowiadać się nie będę, bo nic o nich nie wiem.
    • dala.tata a ja nie pochyle sie nad losem.... 22.03.09, 22:02
      szczerze powiedziawszy, to troche nie wiem co nam chce poweidziec ford.ka. no
      rzeczywiscie jest ciezko. i ja wirtualnie forda.ka trzymam za reke, szczegolnie
      ze nam blizej do siebie, skoro on we wiosennym UK. co wiecej, ostatnim hipokryta
      bym byl, gdybym nie przyznal mu racji, ze jest ciezko - wszak sam za skibka wina
      wyjechalem do UK.

      ale mam taki jeden maly problem. skoro jest tak zle, skoro tak zle placa i tak
      sie meczysz na dwoch etatach. skoro robienie doktoratu to taka absolutny maks,
      na ktory stac tych mlodych wolnorynkowych to.... zrezygnujcie wszyscy z pracy.
      NIE MECZCIE SIE!!!! idzcie to tych swietnie platnych, wolnorynkowo
      uwarunkowanych prac, ktore wam pozwola zyc fantastycznie, nie dosc ze
      mieszkanie, to jeszcze i beema sie wam trafi.

      pomyslcie o tym sobie: nie dosc, ze wam bedzie lepiej, to jeszcze na wasze
      miejsce przyjda te wszystkie jelenie, ktore chca zrobic habilitacje przed 40tka
      (debile, rzecz jasna, ale pozwolmy im byc debilami). powiem wprost: fordzie.ka
      drogi, nie mecz sie! na pewno na ciebie czekaja z otwartymi rekami i porzadnym
      garniturem intytucje globalne, swiatowe i fantastyczne ogolnie.

      na wypadek gdyby tak nie bylo i nie ma gdzie pojsc i dwie cieple posadki jednak
      sa swietnym rozwiazaniem, nie smedz fordzie.ka o problemach mlodych wilczkow,
      tylko zacznij sie martwic o hablilitacje. i modl sie, zeby twoj dziekan wreszcie
      nie wkur.wil sie raz a porzadnie i was wszystkich biednych z rozetrkami typu
      habilitacja czy okna, za wszarz nie wyrzucil z roboty. moze wtedy, gdyby sie
      wlasnie tak stalo (wiem, szanse zerowe, bo dziekan pewnie robi dokladnie tyle
      samo, tylko za wiecej pieniedzy, bo ma hablitacje), docenilibyscie, jak bardzo
      wam dobrze bylo na tych cieplych posadkach, ktore toleruja inne cieple posadki.

      i wiem, w Polsce jak zwykle jest pod gorke. zawsze zle. ale ty naprawde mozesz
      zmienic prace! mozesz tez pojechac do UK, to Nigerii lub do Emiratow Arabskich i
      sobie zarobic wiecej.

      i ja i moze i habiltacja to komunistyczny przezytek (glupi Szwajcarzy o tym nie
      wiedza), ale zniesienie habilitacji, fordzie.ka, nie ma polegac na tym, zeby
      adiunkt po dokotracie niedosc ze mogl nic nie robic, to na dodatek mogl sie tym
      nie stresowac. a to przeciez o to chodzi nie? zniesienie hablitacji to przeciez
      usuniecie stresora, usuniecie ostatniej szansy, zeby doktor mogl sobie spokojnie
      jak panisko ogladnac telewizje. i tylko bardzo prosze mi nie mowic o
      obciazeniach dydaktycznych. ja jestem za satry zeby myslec, ze to jest dla
      zdolnego adiunkta jakikowliek problem.

      poklocimy sie, nie?
      • charioteer1 Re: a ja nie pochyle sie nad losem.... 22.03.09, 22:14
        Mnie sie nawet nie chce tego tematu rozwijac, bo to, co ford pisze o swoim
        wydziale renomowanego, bylo nie bylo, uniwersytetu, to mi sie w glowie nie miesci.
        • dala.tata ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 22.03.09, 23:28

          • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 22.03.09, 23:37
            Przede wszystkim nie miesci mi sie, ze maja 4 na 100 niesamodzielnych, ktorzy
            robia cokolwiek. Nawet jezeli 95% niesamodzielnych jest na stanowiskach
            dydaktycznych, to to jest szkolka, a nie uniwersytet.

            Wladze wydzialu uwazaja prace naukowa za dobra wole zatrudnionych?
            • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 22.03.09, 23:39
              mnie sie to zupelnie miesci w glowie. i na penwo wszyscy sa wolnorynkowi,
              pokrzywdzeni i w ogole nie moga zrobic habilitacji.
              • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 22.03.09, 23:50
                Habilitacja to zawracanie glowy, ale z zupelnie innych powodow, niz wymienione.
                • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 00:33
                  nei chce mi ie o tym gadac. jednak, na moj rozum i wyczucie, za zniesieniem
                  habiltacji optuja glownie ci, ktorzy nie potrafia, nie chca czy nie chce im sie
                  jej zrobic. i ich to uwiera, bo wola ogladac tv bez wyrzutow sumienia.

                  charioteer1 napisał:

                  > Habilitacja to zawracanie glowy, ale z zupelnie innych powodow, niz wymienione.
                  >
                  • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 00:37
                    Znam kilku profesorow (tytularnych, z Polski), ktorzy rowniez sa za zniesieniem,
                    ale jezeli taka opinie sobie wyrobiles na podstawie belkotu na NFA, to wypada
                    sie z toba zgodzic.
                    • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 00:56
                      i jak ci tytularni sa zniesieniem, to juz jest dobrze? a niech se beda za czym
                      chca. ja znam pare osob, w tym magistrow, ktorzy sa za utrzymaniem habilitacji.
                      i w tym wypadku mysle ze to jest duzo bardziej relewantne.

                      charioteer1 napisał:

                      > Znam kilku profesorow (tytularnych, z Polski), ktorzy rowniez sa za zniesieniem
                      > ,
                      > ale jezeli taka opinie sobie wyrobiles na podstawie belkotu na NFA, to wypada
                      > sie z toba zgodzic.
                      >
                      • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 01:02
                        No super, a ciekawe, na czym owi magistrowie opieraja swoje przekonanie?
                        • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 01:12
                          moze maja swoje dobre powody, nie? czy uwazasz ze jak magister jest za
                          utrzymaniem habilitacji, to znaczy ze go popieprzylo?

                          moze tez patrza na swoich starszych kolegow i nie chca korzystac z ukladow,
                          ukladzikow, tylko wierza w swoje sily: jak sie ma dorobek na wysokim poziomie,
                          habilitacja nikomu niestraszna.
                          • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 01:22
                            Jak magister jest za utrzymaniem habilitacji, to znaczy, ze nie wie, o czym
                            mowi. Niech najpierw zrobi doktorat, a potem popracuje wystarczajaco dlugo, by
                            sie przekonac, ile ten doktorat byl wart.

                            Odpowiednia wysokosc poziomu zawsze zalezy od oceniajacego.

                            Czy habilitacja straszna, czy nie, to nie ma nic do rzeczy. Raczej wytlumacz mi:
                            (a) po co ona jest i (b) czy tego samego celu nie mozna osiagnac w
                            efektywniejszy sposob?
                            • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 10:19
                              nie mam waptliwosci ze tylko wieczny adiunkt naprawde wie co mowi, gdy wypowiada
                              sie przeciwko habilitacji. nikt inny tak nie docenia tego wielkiego bolu
                              zwiazanego z napisaniem czegokowliek.

                              badania? precz poczwaro przebrzydla.....by strawestowac bertrade....

                              mowilem o tym ze 100 razy. habilitacja nie jest niezebdna do niczego. jednak
                              zlikwidowanie jej dzisiaj spowoduje ze nowy system zostanie skompromitowany
                              jeszcze szybciej niz stary. i znajdziemy sie z reka w baaaaardzo glebokim
                              nocniku. zanim bedzie mozna pomyslec o zniesieniu habilitacji, najpierw trzeba
                              wymusic rzetelne recenzje i uczciwe konkursy. a jak juz one pohulaja przez 10
                              lat, bedize mozna pomyslec o zniesieniu habilitacji. tyle ze wtedy nikomu nie
                              bedzie sie chcialo. bo to bedize nierelewantne.

                              myslac optywnistycznie, zniesc habilitacje bedzie mozna za 20 lat.
                              • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 11:09
                                dala.tata napisał:

                                > tyle ze wtedy nikomu nie
                                > bedzie sie chcialo. bo to bedize nierelewantne.
                                >
                                > myslac optywnistycznie, zniesc habilitacje bedzie mozna za 20 lat.

                                Czyli jednak model szwajcarski w dluzszej perspektywie? Mnie sie na pewno za 20
                                lat nie bedzie chcialo.
                                • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 11:27
                                  no ale jeśli system działa dobrze, to kwestia habilitacji to rybka... nie?
                                  • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 11:38
                                    Co by ci na to powiedziec? Jakos malo znam tych habilitowanych Szwajcarow i
                                    Austriakow, ale to w koncu male kraje...
                                    • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 11:41
                                      konfundujesz mnie... bo ja nic o Szwajcarach i Austriakach nie mówiłem... tylko
                                      tyle, że jak system będzie działał ok, to habilitacja sobie może być albo nie
                                      bądź - może sobie być i nie być...
                                      • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:00
                                        Bo uzywasz magicznego slowa - system. Jaki system? Habilitacja to podstawa
                                        dzialania systemu - minima kadrowe i takie tam inne. Jakby ja dzisiaj zniesc, to
                                        by sie caly system posypal jak domek z kart. Zeby zniesc habilitacje, to trzeba
                                        system zmienic od fundamentow.
                                        • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:07
                                          jak to magicznego, nie mówimy o systemie fonologicznym scs, ani o systemie
                                          znaków drogowych w Albanii, ani o systemie podatkowym w UK, ani o systemie
                                          wymiany symbolicznej w świecie nowoczesnym, ani o systemie społecznym w
                                          Argentynie, ani o systemie kulinarnym wg L.-S., ani o systemie mody w latach 50
                                          w USA, ani... ;-)))
                                          • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:10
                                            Ale moze byc system z habilitacja albo bez habilitacji. A to sa zupelnie rozne
                                            systemy ;-)
                                            • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:14
                                              do diaska! przecież napisałem, że jak system będzie dobrze działał - to rybka,
                                              pikuś, chrabąszczyk, makrela - czy będzie hab., czy nie...
                                              - bo jak będzie, no to po prostu będzie się wiązać z klasą naukową delikwenta i
                                              tyle - ma klasę w wieku 30 lat - ma hab. (proszę mnie tylko nie ciągać za
                                              słówka, klasa to nie tyle obyczaje, ile dorobek),
                                              - a jak nie będzie - to będą inne mechanizmy, dobrze działające...

                                              amen czyż nie tak?
                                              • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:22
                                                adept44_ltd napisał:

                                                > - a jak nie będzie - to będą inne mechanizmy, dobrze działające...
                                                >
                                                > amen czyż nie tak?

                                                No nie amen, bo my o tych mechanizmach wlasciwie nie rozmawiamy...
                                                • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:26
                                                  aproksymując, około miliarda postów wygenerowaliśmy w ciągu ostatniego roku na
                                                  ten temat ;-)
                                                  • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:27
                                                    kurde, muszę już skończyć ten referat, bo piszę niegramotnie na forum...
                                                  • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 12:31
                                                    To ja ide do pracy ;-)
                                      • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 14:01
                                        ja tak wlasnie mysle. bo habilitacja nie jest celem w sobie. jesli
                                        habilitacja bedzie rzetelna ocena dorobku badawczego delikwenta,
                                        podparta rzetelnymi konkursami na stanowisko, to co za roznica czy
                                        ona bedzie. mozemy sobie zrobic polska tenure. mozemy tez nie miec
                                        nic, bo konkurs zalatwi nam to, tak jak i i wewnetrzna orpcdure
                                        promocyjna. i juz.

                                        adept44_ltd napisał:

                                        > konfundujesz mnie... bo ja nic o Szwajcarach i Austriakach nie
                                        mówiłem... tylko
                                        > tyle, że jak system będzie działał ok, to habilitacja sobie może
                                        być albo nie
                                        > bądź - może sobie być i nie być...
                                        • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 14:07
                                          orpcdura mi się podoba, może jednak:
                                          1. trwać za długo,
                                          2. wyłaniać mądrych inaczej ;-)
                                          • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 14:24
                                            no wiec jesli bedzie rztelnie, nie powinno sie tak zdarzac. ale do
                                            tego nam daleko.

                                            adept44_ltd napisał:

                                            > orpcdura mi się podoba, może jednak:
                                            > 1. trwać za długo,
                                            > 2. wyłaniać mądrych inaczej ;-)
                                    • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 13:58
                                      patrze, jak to sie znajomi rozkladaja. bo u mnie jest odwrotnie.i
                                      nie narzekaja.

                                      charioteer1 napisał:

                                      > Co by ci na to powiedziec? Jakos malo znam tych habilitowanych
                                      Szwajcarow i
                                      > Austriakow, ale to w koncu male kraje...
                                      >
                                • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 13:48
                                  mam w nosie, chario, czy ci sie bedzie chcialo czy nie. pytasz o
                                  zniseienie habilitacji, to ci odpowieadam co mysle. dowolna reforma
                                  dzisiaj w wprowadzona w polsce padnie, legnie w gruzach. a to
                                  oznacza ze wiara w to, ze warto cos robic, ze warto opublikowac, a
                                  nie tylko narzekac i trzaska 400 godzin nadliczbowych, bedzie
                                  jeszcze mneijsza. i bedziecie sie coraz bardziej kurczyc. a ford. ka
                                  bedzie opowiadac nam jak to strasznie ciezko jest i dlaczego pod
                                  zadnym pozroem nie da sie zrobic habilitacji.
                                  • ford.ka Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 14:34
                                    Oświadczam uroczyście, że w tej chwili w zrobieniu habilitacji
                                    najbardziej przeszkadza mi niejaki dala-tata, wypisujac bzdury i
                                    odrywajac mnie od lektury artykulow z bazy uniwersyteckiej.
                                    • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 14:37
                                      nie mam watplwiosci, ze CK uzna to zazalenie i da ci czas
                                      nieograniczony na jej zrobienie. i juz wreszcie bedizesz mogl sie
                                      zaangazowac w 'czyste narzekanie'. :-)

                                      ford.ka napisał:

                                      > Oświadczam uroczyście, że w tej chwili w zrobieniu habilitacji
                                      > najbardziej przeszkadza mi niejaki dala-tata, wypisujac bzdury i
                                      > odrywajac mnie od lektury artykulow z bazy uniwersyteckiej.
                    • herrkagan Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 25.03.09, 11:54
                      NFA to dzis tragedia: dr Wieczorek z jednej strony wiesza psy na UJ,
                      a z drugiej pragnie byc tam znow zatrudniony... :(
            • ford.ka Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 00:43
              Poprawka - "niesamodzielni" uzylem w znaczeniu "wszyscy, ktorzy nie
              maja habilitacji" a nie "doktorzy na etacie adiunkta czyli naukowo-
              dydaktycznym". W tej setce jest wiekszosc lektorow, doktorantow,
              wykładowców, starszych wykładowców i docentow. Adiunktow jest
              poniżej 20 (to i tak żenujące, wiem....)
              • charioteer1 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 00:52
                Macie docentow bez habilitacji? Tak tylko z ciekawosci pytam.
                • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 00:57
                  nowa ustawa - docent to jeszcze starszy wykładowca...
              • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 01:00
                i myslisz fordzie,ka, ze odpoweidzia jest wiecej forsy? a drugie, wazniejsze
                pytanie, to jak zrobic zeby oni zaczeli pracowac? a moze warto by bylo 30 proc
                wywalic i forse podzielic miedzy tych, ktorzy pracuja?
                • ford.ka Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 02:03
                  Nie i nic takiego nie pisałem.
                  Pisałem, że moi młodsi koledzy nie mają żadnej nadziei na to, że
                  zajmowanie się nauką kiedykolwiek pozwoli im na w miarę normalne
                  życie. I mają rację, bo takiej nadziei nie ma a wszelkie toczące się
                  dyskusje tylko ten wniosek potwierdzają.
                  Dla Ciebie dojście do profesury oznaczało zmianę statusu
                  materialnego i społecznego, dla mnie będzie to podwyżka w granicach
                  800-1000 złotych na rękę i od cholery roboty, przed którą chroni
                  mnie brak habilitacji. Łapiesz?
                  Ale dyskusja oczywiście zjechała w stronę sensowności habilitacji,
                  bo to jest najważniejsza kwestia, która decyduje o tym, kto się
                  zaczepia na uczelni po studiach. Więc idę spać.
                  • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 10:24
                    z calym szacunkiem fordzie.ka, jezdze na wyklady do Polski na uczelnie, ktora
                    dobremu doktorowi habilitowanemu daje od reki 8000 zlotych. nie chrzan wiec o
                    800 zlotych podwyzki, bo zal sie robi na te bzdury.nie, nie wszyscy tak maja,
                    jendak jesli ty si eupierasz pracowac na uczelni, ktora ci po habilitacji da 800
                    zlotych, to jest twoja sprawa. masz dokladnie to, co chcesz.

                    a co do tego kto ma racje. no jasne: bo przeciez dyskusja ma polegac na tym, ile
                    wiecej forsy podatnik ma dac na, oszczednie liczac, 60-70 proc polskich
                    uczonych, ktorym nie przyszloby nawet do glowy napisac cokowliek.
                    • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 10:31
                      to niezupełnie tak - idiotyzm polega, że dwie najlepsze uczelnie dają właśnie po
                      500 -800 podwyżki... i to po odczekaniu na profesury... ta, o której piszesz,
                      płaci w skali kraju wyjątkowo, ale wszyscy tam nie będą pracować (choćby z braku
                      wielu kierunków...).
                      • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 10:34
                        adept, to niech te dwie najlepsze uczelnie te podwyzki sobie wsadza w swoje
                        najlepszouczelniane dupy. im szybciej ludzie przestana chceic tam pracowac, tym
                        lepiej.

                        ja wiem ze nie wszyscy tam beda pracowac, jednak to jest mozliwe. trzeba byc
                        lepszym niz inni. tyle ze lepszy niz inni u forda.ka to anatema: przeciez
                        wszysyc powinni dostac po rowno, najlepiej po duzo.

                        spadam do pracy :-)
                        • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 10:40
                          co do pierwszego - jestem podobnego zdania...tylko co z tego???
                          co do drugiego - w pełni się zgadzam - trzeba,
                          co do trzeciego - nie zauważyłem takiej myśli u forda,


                          nie spadam, bo siedzę przy pracy.... ;-)
                          • ford.ka Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 11:29
                            Potwierdzam, że oskarżenia o propagowanie urawniłowki rzucane w moją
                            stronę nie opierają się na prawdzie ;)
                            Dala-tata ma ten problem, że wszystko widzi jednostkowo. Jemu jest
                            dobrze, jemu się udało, więc reszta to debile, bo im nie wychodzi.
                            Przecież na jego przykładzie widać jak na dłoni, że można. No i jako
                            pół-Anglik odczuwa estetyczne obrzydzenie, że ktoś może się na
                            cokolwiek skarżyć zamiast carry on regardless.
                            Dla systemu nic nie wynika z tego, że jedna uczelnia w Polsce daje
                            dobrym dr habom 8000. Nic zupełnie, bo zatrudnia tych dr habów tylu,
                            ile musi mieć w minimum kadrowym. Ani jednego więcej, bo to przecież
                            byłoby marnotrawstwo.
                            Jeśli to uczelnia, którą mam na myśli, to realną dydaktykę prowadzi
                            się tam siłami UW na godziny za umiarkowane stawki, ostatnio
                            obniżone, bo płacenie dala-tacie i innym równie dobrym (oraz ich
                            żonom i przyjaciołom) najwyraźniej rozwaliło im budżet wyskalowany
                            na większą ilość studentów, którzy nie raczyli się pojawić mimo
                            zatrudnienia licznych dobrych dr habów.
                            Jest to także uczelnia, w której wypłata wynagrodzenia za
                            prowadzenie seminarium licencjackiego uzależniona została (po jego
                            zakończeniu) od ilości wypromowanych absolwentów. Nie mówię o
                            dodatkowych pieniądzach za promocje, mówię o stawce za przepracowane
                            zajęcia. W umowie tego nie było, dziekan raczył podjąć taką decyzję
                            (pewnie w chwilach wolnych od szukania srajtaśmy). Miodzio, po
                            prostu.
                            • dala.tata Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 13:57
                              no wiec oderzucam zupelnie kalumnie forda na temat mojej
                              krotkowzrocznosci. mnei sie udalo to reszta debile - pokaz fordzie
                              gdzie to widac. jest cala masa ludzi ktorym sie w Polsce udaje
                              (adept tego dobrym przykladem - zaraz mnie opieprzy za to).

                              co do samej szkly, jest bzdura na kolkach ze zatrudnia tylko tyle
                              ile bezwzglednie musi. wlasnie prowadzilem negocjacje z 2
                              profesorami, ktorych szkola nie 'potrzebuje'. ale ich chce, bo maja
                              swietne cv.

                              i powiedialem ci juz kilkukrotnie: ja wcale nie chce zebys ty robil
                              dalej w nauce bez wzgledu na warunki. zwolnij sie do chlery z pracy!
                              nikt cie nie zmusza do tego zebys byl adiunktem, mial 5 lt do
                              habilitacji i sie meczyl, bidusia, na tych 2 ettach. to jest zeszta
                              to, do czego ty sie uparcie nie odniesiesz. nie podoba ci sie, idz
                              pracowac gdzie indziej.

                              i nie, nie cuzje zadnego obrzydzenia. powiedialem to juz wiele razy:
                              mnie bawi to, ze wszystko co potrafisz powiedziec to to, ze nauka
                              jest niedoinwestowana. nie to, ze pieniadze sa marnotrwaione, nie to
                              ze pieniadze sa wydawane na posozytow, ale to ze pieniedzy jest
                              malo.

                              i po raz kolejny: po co sie skarzyc? skoro nie odpowiadaja ci
                              warunki pracy, zrezygnuj z niej. a jesli nie chcesz, to musisz z tym
                              zyc i nie marudzic.
                              • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 14:03
                                gdybyś dokładniej sprecyzował, za co mam cię opieprzyć, to zaraz się postaram...
                    • adept44_ltd Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 23.03.09, 10:36
                      dodam, że pomimo rozkręcającej się kłótni, wcale nie musicie mieć sprzecznych
                      stanowisk...
                      bo rzeczywiście, Dalatata, kupa kasy jest marnowana i można by ja podzielić
                      (zabrać nierobom, dać pracujący, o co zresztą już przestałem walczyć u siebie,
                      bo mnie i mojego kolegę głoszącego podobne poglądy, zaczęto traktować jak
                      debili, a skutek był żaden...), ale wtedy -
                      1) jeśli wszyscy zaczną pracować - i tak trzeba dorzucić dużo,
                      2) jeśli część odejdzie, to na wielu kierunkach nie będzie miał kto uczyć...
                      3) pointa jest i tak jedna - sensowny system wydawania pieniędzy i sporo ich
                      zainwestowanych...
            • bumcykcyk2 Re: ale ze dokladnie co sie nie miesci? n/t 24.03.09, 01:36
              charioteer1 napisał:

              > Przede wszystkim nie miesci mi sie, ze maja 4 na 100
              > niesamodzielnych, ktorzy robia cokolwiek. Nawet jezeli 95%
              > niesamodzielnych jest na stanowiskach dydaktycznych, to to jest
              > szkolka, a nie uniwersytet.

              To akurat jest szczera prawda najprawdziwsza. A ford.ka dotknął
              istoty sprawy. Tak na marginesie, ja mam ten komfort, że u mnie już
              nie ma żadnych 'młodych wilków', bo nikogo młodego się na cały etat
              nie zatrudnia. Ci nieszczęśnicy którzy kiedyś uwierzyli w karierę
              naukową, po paru latach corocznie odnawianej połówki etatu za 1200
              zł netto, idą sobie w pizdu głośno złorzecząc, niezależnie od tego
              czy zrobili doktorat czy nie. Nikt nic nie robi i nikogo nie
              wywalają. Mniemam, że jedynie ewentualnie pogłębiony niż
              demograficzny w okolicy 2013 roku może to zmienić.
      • ford.ka A kto Cie prosi, zebys sie pochylal? 23.03.09, 00:30
        A o co się mamy kłócić? Twoja wypowiedź nie ma żadnego związku z
        niczym, co do tej pory napisałem. Jak zwykle.
        Zaczynamy?
        Ja się nie skarżę na swój los - resztę sam sobie dośpiewaj. Jestem
        dumny jak cholera, ze wszyscy udalo mi sie tak poukladac, zeby
        najpierw dostac porzadne stypendium, a potem móc na nie wyjechac bez
        katastrofy finansowej. Pewnie tego nie łapiesz, bo tutaj nie wypada
        być z niczego dumnym.
        Może Twój uniwersytet zaprasza sierotki Marysie z Polski, tu gdzie
        jestem, musiałem się pochwalić sporą bibliografią i projektem, ktory
        pasuje do miejscowych dzialan artystycznych. Ale to taka wioskowa
        Sorbona z pierwszej 25 na swiecie.
        Na habilitacje mam jeszcze minimum piec lat, wiec nigdzie mi sie nie
        spieszy, a dorobek mi sie pieknie z roku na rok powieksza, wiec
        pozwole sobie na interdyscyplinarna. Materialy zrodlowe juz wydalem
        w UK rok temu, teraz trzeba dokonczyc krytyke.
        Nie spieszy mi sie jakos szczegolnie też z tego powodu, ze chcialbym
        sie najpierw dowiedziec, jakie mnie obowiazuja reguly. Taka
        fanaberia, chcialbym wiedziec, czy gram w bierki czy w rugby.
        Jak mnie za niewyparzona gebe wywalili z poprzedniej roboty, to w
        ramach przestoju przygotowalem do druku doktorat (wydalem u Langa,
        syf, nie? nawet bys do reki nie wzial) i napisalem i wydalem druga
        ksiazke za pieniadze, wiec pewnie bez cieplych posadek tez bym sobie
        jakos poradzil. Teraz mam rozdlubane cztery nastepne, bo mam takie
        naukowe ADHD.
        Nie mecze sie na dwoch etatach, z roznych opcji zarabiania na
        chlebek ta mi akurat najbardziej odpowiada. Mam tez inne opcje i
        czasem z nich korzystam, ale bez przesady bo jestem leniem i
        potrafie sobie powiedziec dosc. Tyle ze naleze do ostatniego rzutu,
        ktory mial mozliwosc tak wygodnie sie ustawic i pisalem nie o sobie
        ale o tych, ktorzy powinni przyjsc po mnie.
        Jedziemy dalej.
        Wiekszosc tych, ktorzy maja szanse na wolnorynkowe posady
        blyskawicznie na nie uderza i sympatycznie czesto dostaje. Chcesz
        przyklad? Jak Ci sie w oyczyznie naszej zachce nagle szkockiej
        whisky, a nie masz zapasu z UK, to o to, zebys znalazl ja w sklepie,
        stara sie moj magistrant. Az mi chwilami zal, ze nie cierpie tego
        kartonu moczonego w wodce ;)Ma bardzo fajny garnitur, wiem, bo sie w
        nim zaprezentowal na obronie. Ostatnio mi doniósł, że jest
        współautorem słownika, w którym wykorzystał kawałki magisterki.
        Te jelenie, ktore niby przebieraja nozkami, zeby zajac miejsca,
        ktore blokujemy ja i niektorzy moi mlodsi koledzy, nie istnieją. To
        my jestesmy tymi jeleniami, ktore wciaz udaja, ze wierza, ze zrobia
        do czterdziestki habilitacje i wtedy zaczna normalnie zyc. Innych
        kandydatow nie ma. I nie opowiadaj, ze ich przyslesz z UK.
        Ludzi, o ktorych pisalem, dziekan bedzie po rekach calowac, jak ich
        spotka, zeby tylko dalej prowadzili zajecia, kiedy nie jest im w
        stanie zaplacic. Bo nie zauwazyles, ze pisze o tym, ze te mlode
        wilczki w ogole nie podejmuja zadnej kariery naukowej. Oni sie
        zatrudniaja (albo zakladaja firmy i co miesiac przynosza rachunki
        dla wydzialu) jako pracownicy dydaktyczni, bo ich na zabawe w nauke
        nie stac - w znaczeniu "to afford" a nie "to be able to". I
        zapierdalaja po 20-30 godzin w tygodniu (n.p. tlumaczenia pisemne -
        to trzeba jeszcze potem sprawdzic i to raczej nie w piec minut).
        Takich ktorzy by sie pchali na studia doktoranckie nie ma, wiec
        instytucja nie ma wyboru, zreszta moze to i lepiej, bo ci co sa do
        badan sie nie pchaja, ale przynajmniej znaja sie na tym, czego ucza.
        O czym wiem od studentow, bo u nas ocene ankietowa przeprowadza
        niezaleznie od uczelni samorzad i dostajemy tylko wyniki do wgladu.
        No a skoro robia za dydaktykow, to tylko dydaktyke mozna oceniac.
        A teraz mi wytlumacz, ze nic nie rozumiem, bo wszystko jest zupelnie
        inaczej. Zawsze Ci to super wychodzi ;)
        • dala.tata Re: A kto Cie prosi, zebys sie pochylal? 23.03.09, 00:54
          fordzie.ka najdorzszy, ales spersonalizowal. ja ci serdecznie gratuluje ze ci
          sie udalo poukladac. czy pter Lang to syf? nie publikowalem i pewnie nie
          opublikuje tam, ale ja sie na powiesciach nie znam, wiec sie nie wypowiadam,
          szczegolnie ze akurat bym ci tego ruchu pogratulowal. wiec sie nie ma co jezyc.

          powiem ci teraz cos: otoz tu rowniez mlode wilki nie ida na uniwersytet. bo na
          etacie mlodego wykladowcy jest naprawde ciezko zyc. wiem cos o tym z
          doswiadczenia. pierwszych pare lat tu bylo tak ciezkie ze mnie nie bylo stac na
          gazety, nie mowiac o winie. kupowalem sobie raz w miesiacu butelke i saczylem.
          szlag mnie trafia, jak slysze o tym, jak nam jest tu dobrze. mnie jest tu dobrze
          teraz, na pensji profesorskiej, na ktora zapierdalem jak maly samochodzik.

          czy nic nie rozumiesz? a bo ja wiem. ja mysle ze zaczynasz rozmowe od zlej
          strony. bo jak juz powiedzialem, ja bym zaczal rozmowe nie od tego jak strasznie
          jest ciezko i jak malo pieniedzy zarabiamy, ale od tego, jak malo robimy.
          szczerze powiedziawszy, gdybym zostal ministrem nigdy przenigdy nie zaczynalbym
          od tego, ze nauce polskiej nalezy dac wiecej forsy. tak, nalezy, ale tym, ktorzy
          zaczna pracowac, a nie udawac, ze pracuja. tylko niestety nikt sie nie odwazy i
          nie zdecyduje na to, zeby wywalic 30 proc. magistorw, ktorzy przez 10 lat
          doktratu nie moga zrobic, adiunktow z kilkunastoletnim stazem i publikacjami w
          postaci swego blogu.

          szkoda ze o tym nie mowisz. szkoda ze nie widzisz tego, o czym chario pisze, ze
          nie ubolewasz. ja jako podatnik bardzo nie chce placic forsy na tych ludzi.

          i ja nie wiem co to znaczy znac sie natym czego uczysz na uniwersytecie, jesli
          nie robisz badan. to jest dla mnie nieporozumienie zupelne. to jest liceum, a
          nie uniwersytet. nie mylmy moze tych instytucji co?

          i na koniec, na mnie naprawde nie robi wrazenia jeczenie o tym, jak jest zle. bo
          ja to mam za soba - tu w UK, nie w PL. dla mnie jednak odpoweidzia bylo to, zeby
          zostac profesorem. i bylem najmlodzszy w historii mego uni.
          • ford.ka Mitologia Data-laty - wywalanie nierobów 23.03.09, 10:08
            U mnie (ani nigdzie indziej na neofilologiach) nikt nikogo nie
            wywali za naukowe nieróbstwo, bo jakby wywalić tych
            niepublikujących, to na pozostałych przypadałoby nie podwójne pensum
            ale poczwórne (dzienne, zaoczne i wieczorowe są do obrobienia -
            zajęcia na dwóch ostatnich płatne oddzielnie) i mogliby nie tylko
            przestać publikować, ale jeszcze zrobić jaką rewolucję.
            Wyciągasz jakieś wnioski z tego, że liczba studentów wzrosła
            czterokrotnie a kadry nie? Jakieś wnioski z tego, że dotacja
            ministerialna pokrywa w porywach 90% kosztów stałych, a na resztę
            trzeba sobie dorobić płatnymi studiami, na których ktoś musi uczyć i
            nie da się wszystkiego przerobić na wykłady, jak to zrobili
            prawnicy? Zadanie domowe - co ma zrobić dziekan, który dostaje
            środki na pensje do września włącznie, a resztę ma sobie znaleźć?
            Rozwiązania prosimy przesyłać do dowolnego dziekanatu na terenie RP.
            W przychodach dla uczelni najważniejsza w obecnym systemie jest
            dydaktyka, bo pieniądze idą za studenta, nie za jakieś tam śmieszne
            publikacje. Jak ktoś na serio mówi o publikacjach swojej jednostki i
            ich znaczeniu, to nie znaczy, że jest nowoczesny i światowy, tylko
            że nie ma kandydatów na studia w ilości pozwalającej na obsadzenie
            wszystkich wolnych miejsc i przepchnięcie ich na drugi rok (bo
            dopiero wtedy dostaje się za nich kasę) czyli ma problemy z
            domknięciem budżetu większe niż średnia krajowa.
            • dala.tata Re: Mitologia Data-laty - wywalanie nierobów 23.03.09, 10:31
              witamy w prawdziwym swiecie! w najlepszych uczelniach w UK, prawie polowa
              pracownikow jest na etatach tymczasowych zwiazanych z grantami. co roku, dwa,
              rzadko trzy, oni wszscy trzesa dupa czy znajda sie nastepne pieniadze na ich
              zatrudnienie. sa ludzie, wcale nie tak malo, ktorzy tak pracuja kilkanascie lat.
              niedawno byl artykul o kobiecie ktora pracowala tak prawie 30 lat. prosze, nie
              mow mi o biednych dzikanach, ktorzy maja sobie cos znalezc. oni nie sa wstanie
              znalezc srajtasmy w toalecie.

              co do nierobow, gdybys choc raz przeczytal uwaznie to co pisze to zauwazylbys ze
              mowie o wywaleniu polowy i podwojeniu pensum drugiej polowie nerobow. nie maja
              ochoty? to na zielona trawke? nie mam zadnych watplwiosci, ze cala masa tych
              pasozytow, pardon, uczonych, skwapliwie bedize uczyc dalej. bo ma stala posadke,
              czas na robienie wszystkiego innego na co tylko maja ochote, brak stresu w pracy.

              ja wiem, to jest moja mitologia. przeciez trzeab dac wiecej forsy! koniecznie
              duzo i jeszcze zniesc habilitacje, zeby sie nikt nie stresowal
              • ford.ka Re: Mitologia Data-laty - wywalanie nierobów 23.03.09, 11:04
                Wspominałem już, że analfabeta?
                Jakie granty? O czym Ty w ogóle mówisz? Tutaj forsa jest za
                dydaktykę, granty to bardzo mała wisienka na wielkim placku z
                zakalcem. I to cholernie wysoko umieszczona.
                Zatrudniają za pieniądze z grantów, żeby prowadzili zajęcia??? To
                jest wszystko prawda, co piszesz o UK, ale statystycznie. Weź
                poprawkę, że to nie dotyczy humanistyki tylko nauk ścisłych -
                rzeczywiście, zatrudniają ludzi, żeby dwa lata siedzieli w
                laboratorium i coś tam odkryli. Mogą mieć kontakt ze studentami,
                jeśli takowi biorą udział w badaniach.
                Moim nierobom chcesz podwoic? Zamiast 600 godzin rocznie mają mieć
                1200? No to na pewno się rzucą do publikowania...
                • dala.tata Re: Mitologia Data-laty - wywalanie nierobów 23.03.09, 13:45
                  drogi fordzie, ja z pewnoscia jestem analfabeta, nigdy w zyciu nie
                  dorownam tobie w pisaniu, czytaniu i wszystkim innym. pozwol mi
                  jeszcze tylko dwa slowa od analfabety.

                  otoz nie, cala masa wykladowcow (takich co ucza) rowniez ma kontakty
                  oparte na grantach - tak, tak, naprawde, wiem ze to sie w glowie
                  polskiej nie miesci. ich jest duuuuuzo mniej nizbadaczy na
                  kontaktach (ktorzy rowniez ucza zreszta), ale oni istnieja i maja
                  sie srednio.

                  pomijam juz ze im lepszy uniwersytet tym rzadziej sa stale kontrakty
                  i jak nie masz dorobku badawczego, to cie po prostu wywalaja na
                  zbity pysk, albo ci dwoalaja podwojne pensum.

                  jesli dla ciebie granty rzedu 1 mln euro to wisienka o kotra nie
                  warto sie wychylic, bo przeciez trudno, to jest twoja sprawa.wiem,
                  pod gorke jest, takie podanie o grant to trzeba nie dosc ze napisac,
                  to jezcze sie rozliczac z niego. a co rusz ktos mowi ze przeciez nie
                  da sie dostac tych grantow. usiadzmy i potrzymajmy za rece.

                  pensm w wysokosci 600 godzin? wolne zarty. to sa nadgodziny, inaczej
                  platne zreszta. no wiem. katatstrofalnie ciezko jest. i nie, oni nie
                  zaczna publikowac imam w nosie to.ja bym chcial dac szanse tym,
                  ktorzy maja jeszcze ambicje i chca miec dorobek. reszta powinna na
                  nich harowac.
                  • ford.ka Re: Mitologia Data-laty - wywalanie nierobów 23.03.09, 14:21
                    1. U nas takich grantów z których dałoby się zatrudniać ludzi do
                    dydaktyki wg mojej wiedzy nie ma. Nie słyszałem tez o pomysłach,
                    żeby je robić, więc dalsza dyskusja jest bez sensu. W UK jezdza po
                    lewej stronie i co z tego? U nas nie i to tez sie nie zmieni.
                    2. Nie ma tez u nas paru tysiecy ludzi z kwalifikacjami, ktorych by
                    mozna zatrudnic na miejsce tych nierobow. Jedyny znany mi bezrobotny
                    doktor to Józef Wieczorek, bo nawet Kagan-Keller sie gdzies
                    zaczepil. Teraz sobie zaszaleje, ale moim zdaniem jest tak - na 100%
                    ludzi ktorzy maja minimalne kwalifikacje (formalne i intelektualne)
                    i potencjalne zainteresowanie (w tym brak innego lepszego
                    satysfakcjonujacego miejsca pracy) do pracy akademickiej około 75%
                    już pracuje w szkolnictwie, 15% w zadnym wypadku nie powinno
                    pracowac w szkolnictwie (n.p. problemy psychiczne ale nieróbstwo
                    też - zwykle jeśli ktoś spełnia warunki formalne, a nie pracuje, to
                    znaczy, że ktoś go wywalił i to zwykle z poważnych powodów, bo
                    niełatwo jest u nas kogoś wywalić tak sobie), 5% nie jest w stanie z
                    przyczyn obiektywnych (bo zdrowie, bo rodzina, bo dzieci itd), a 5%
                    ewentualnie mogłoby i chciało - przy czym zwykle są to ludzie
                    niedługo po magisterium bez wyższych kwalifikacji, więc trudno
                    liczyć, że jak wkroczą na uniwersytety, to je z miejsca zmienią.
                    Pozniej czlowiek jakos sobie zycie organizuje i traci
                    zainteresowanie nauka.
                    3. Na co mi grant na milion euro? Mam kupowac oryginalne
                    sredniowieczne manuskrypty i inkunabuły? Czytać je potem w
                    specjalnie wynajętym penthousie? Latac prywatnym odrzutowcem co rano
                    do British Library? Czy moze z grantu sobie kupic mala wille w
                    Konstancinie z duzym ogrodem? Na ostatnia ksiazke (z badaniami w
                    Londynie) wystarczylo 15 tys. zlotych, a i to nie bylo latwo wyrwac.
                    4. Dowiedz się może w końcu kto to jest lektor i jakie ma pensum,
                    OK? Na wypadek gdybys nie umial znalezc: 540 godzin rocznie. W
                    przypadku takim jak moj, pensum to pensum a teaching load to
                    teaching load. Robiac tylko to co musze (czyli pensum na dziennych
                    plus tylko te zajecia na wieczorowych i zaocznych, ktorych nie mam
                    komu oddac, bo jestem jedynym specjalista) mam srednio 350-400
                    godzin rocznie (tylko na UW, nie licze tu drugiego etatu) i uchodze
                    za nieroba, bo malo ucze. W tym promuje do trzydziestki magistrantow.
                    5. Co Ty mnie tak ustawicznie chcesz trzymac za reke? Jakies
                    problemy emocjonalne?
                    • dala.tata Re: Mitologia Data-laty - wywalanie nierobów 23.03.09, 14:29
                      1. jeszcze nie ma. wymyslicie je. u nas tez nie bylo, az dpe ieda
                      scisla.
                      2. ja tez nie znam, bo wszyscy pracuja sobie na uczelniach
                      prywatnych. i tam sobie niech pracuja ile chca.
                      3. no to moze ci milion euro jest potrebne do tego, ze zrobic
                      wiekszy projekt, z wieksza iloscia osob i zebys mogl dac prace dwom
                      innym badaczom. ale to przeciez ja mysle indywidualnie i
                      personalnei. ty jestes za tym, zeby wspomagac wszystkich nie?
                      4. lektor to jest etat czysto dydaktyczny, czyz nie? nie rozumiem,
                      po co nich mowimy.
                      5. ja? projektujesz!
                    • sendivigius Nie mity ale rozne swiaty. 23.03.09, 18:08
                      "Nie ma tez u nas paru tysiecy ludzi z kwalifikacjami, ktorych by
                      mozna zatrudnic na miejsce tych nierobow. Jedyny znany mi bezrobotny
                      doktor to Józef Wieczorek, bo nawet Kagan-Keller sie gdzies
                      zaczepil. Teraz sobie zaszaleje, ale moim zdaniem jest tak - na 100%
                      ludzi ktorzy maja minimalne kwalifikacje (formalne i intelektualne)
                      i potencjalne zainteresowanie (w tym brak innego lepszego
                      satysfakcjonujacego miejsca pracy) do pracy akademickiej około 75%
                      już pracuje w szkolnictwie, 15% w zadnym wypadku nie powinno
                      pracowac w szkolnictwie (n.p. problemy psychiczne ale nieróbstwo
                      też"

                      Ja was moje dzieci pogodze ale pod warunkiem ze posluchacie co
                      nastepuje.

                      Uniwersytet probuje polaczyc ogien i wode i coraz bardziej widac ze
                      mu sie to nie udaje. Ten ogien i woda to diametralnie rozne
                      dziedziny aktywnosci - ich roznosc wynika z udzialu naukowosci w
                      calej dziedzinie, czyli ile jest cukru w cukrze. Wez wspomniana
                      fizyke jadrowa, w niej jest np. 90% nauki i 10% praktycznych
                      (=rynkowych) zastosowac. Wez prawo i masz 3% nauki a 97% rynku. Dla
                      prawnika kancelaria adwokacka to i zawodowo i finansowo lepszy deal,
                      dla fizyka jadrowego praktycznie poza systemem nauki nie ma pracy.

                      Jasne? No wiec.

                      Sa dzidziny, jak fizyka, w ktorych nacisk na posade na uczelni jest
                      gigantyczny i sa takie, jak prawo, gdzie jest prawie zaden. Pierwsze
                      opedzaja sie od potencjalnych kandydatow i stawiaja im
                      nierealistyczne wymagania, w tych drugich, ktora jak mysle ty
                      reprezentujesz - wszyscy co chca sa zatrudnieni i jakby wywalic
                      leniow to nie byloby komu uczyc.

                      Nie da sie was pogodzic, trzeba zreformowac system uniwersytetow,
                      trzeba rozroznic szkoly naukowe i dydaktyczne i adekwatnie do tego
                      limitowac nabory i ustalac obciazenia kadry. Ale to idzie wbrew
                      wszelkim reformom ktore sa wlasnie za "trzymaniem standardow".
                      Probujac utrzymac ten sam standard w Pcimiu co w Krakowe - efekty sa
                      jakie sa. c.b.d.o.
        • bumcykcyk2 Re: A kto Cie prosi, zebys sie pochylal? 24.03.09, 01:50
          ford.ka napisał:

          > Te jelenie, ktore niby przebieraja nozkami, zeby zajac miejsca,
          > ktore blokujemy ja i niektorzy moi mlodsi koledzy, nie istnieją.
          > To my jestesmy tymi jeleniami, ktore wciaz udaja, ze wierza, ze
          > zrobia do czterdziestki habilitacje i wtedy zaczna normalnie zyc.
          > Innych kandydatow nie ma.

          Tak właśnie jest :-(
          • jolix Re: A kto Cie prosi, zebys sie pochylal? 24.03.09, 09:00
            Pracuję w dziwnym miejscu ... u nas studenci na 4. roku krążą i
            roztaczają wizje swojej świetlanej przyszłości naukowej, epatują
            liczbami konferencji, w których już uczestniczyli (z referatem),
            wkurzają dociekaniem, czy w katedrze jest miejsce dla doktoranta-
            stypendysty, i oczywiście mają już ustalone (przez siebie) tematy
            doktoratów, habilitacji etc.

            A ja mam 33 lata, kredyt hipoteczny do emerytury, półtora etatu i
            długie polskie noce, żeby pisać artykuły. Do habilitacji 6 lat :D

            • dala.tata Re: A kto Cie prosi, zebys sie pochylal? 24.03.09, 10:25
              I to na dodatek w nudnym temacie historii jezyka :-)

              jolix napisał:

              > Pracuję w dziwnym miejscu ... u nas studenci na 4. roku krążą i
              > roztaczają wizje swojej świetlanej przyszłości naukowej, epatują
              > liczbami konferencji, w których już uczestniczyli (z referatem),
              > wkurzają dociekaniem, czy w katedrze jest miejsce dla doktoranta-
              > stypendysty, i oczywiście mają już ustalone (przez siebie) tematy
              > doktoratów, habilitacji etc.
              >
              > A ja mam 33 lata, kredyt hipoteczny do emerytury, półtora etatu i
              > długie polskie noce, żeby pisać artykuły. Do habilitacji 6 lat :D
              >
            • ford.ka Re: A kto Cie prosi, zebys sie pochylal? 24.03.09, 15:48
              Myślisz, że u mnie takich nie ma? Oczywiście, że są. Dlatego
              zapytałem publicznie, co mamy im do zaoferowania i dlaczego
              zajmujemy się wyłącznie sobą i swoimi przepychankami. I napisałem o
              takich, którym się udało zaczepić i teraz się zastanawiają co dalej.
    • charioteer1 O gaszeniu swiatla 23.03.09, 11:25
      "- Obecnie struktura zatrudnienia w uczelniach w Polsce pokazuje, że
      odnotowujemy stosunkowo małą grupę nauczycieli akademickich w przedziale
      wiekowym 35-45 lat, a grupa profesorów w wieku przedemerytalnym, czyli przed 65
      lub 70 rokiem życia, jest bardzo duża - mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu nauki."
      www.dziennik.krakow.pl/Artykul.100+M58baa8cbf5d.0.html

      Nie wiem, czy tak jest, ale skoro tak mowi rzecznik ministerstwa, to widocznie
      tak jest. Ktos sie zastanawial, gdzie sie ci 35-45-latkowie podziali?
      • niiikaa Re: O gaszeniu swiatla 23.03.09, 20:29
        Uciekli.

        I nie jest to żart.

        W naukach "doświadczalnych " - biologii, chemii etc. trzeba poświecić sporo czasu na wykonanie doświadczenia. Praktycznie niemożliwym jest aby w czasie doktoratu dorobić. Chyba, że na nocnej zmianie w TESCO albo na infolinii. Chociaż to pewnie też jest dużą sztuką po trzeba jeszcze poczytać i popisać a doba ma tylko 24 godziny.

        Wśród moich znajomych, którzy chcieli pracować naukowo zauważyłam generalnie dwie drogi kariery.
        Pierwsza: zaczęli doktorat w Polsce, znaleźli możliwość wyjazdu zagranicę na staż i zostali , i robią (zrobili) doktorat za granicą. Opcjonalnie - pojechali na postdoc'a i zostali. Nieliczni wrócili i chcą wyjechać znowu.
        Druga: zrobili doktorat w Polsce. Dopadła ich proza życia - chcą mieć własne mieszkanie, rozmnożyć się i do tego żyć na przyzwoitym poziomie. Z doktoratem w ręku odeszli do firm komercyjnych zajmujących się odczynnikami, badaniami medycznymi i.in. albo nie pracują w zawodzie.

        Czasem jakaś koleżanka ( kolega rzadziej) ma szczęście i mąż zarabia na tyle dobrze, że ona może robić doktorat i mogą spłacić kredyt na mieszkanie. Znam 1 sztukę :(

        Dla ludzi w wieku 35-45 lat zazwyczaj chęć bycia naukowcem rozbija się o chęć mienia przyzwoitych zarobków i w miarę stabilnej pracy. Mam 30 lat. I miałam ogromny dylemat czy rozpoczynać doktorat po raz drugi czy odpuścić. Mam tez ogromnego farta - odziedziczyłam mieszkanie (odpada problem kredytu), mama jest na emeryturze i zajmuje się moim dzieckiem (odpada problem niani), jestem jedynaczką i rodzice mogą mi pomóc.

        Zrobię wszystko by w 4 lata skończyć doktorat i ... chyba niestety wyjechać albo odejść do firmy komercyjnej. Z 2 podstawowych i prostych powodów. Po pierwsze - bo nie ma jasnych zasad przyjmowanie na stanowiska asystenta/adiunkta. Niby jest konkurs ale zazwyczaj nie wygrywa najlepszy tylko naj - szwagier pana docenta z sąsiedniego zakładu :( Po drugie - brak skutecznego mechanizmu weryfikacji - podania jasnych powodów dlaczego pani A może zostać a pani B ma odejść mimo, że obie nic nie robią.

        Pocieszam się , że może przez 4 lata coś się zmieni. Albo ten chory system się zawali albo się uzdrowi. I proszę mi tej nadziei nie odbierać! :)
      • niiikaa Re: O gaszeniu swiatla 23.03.09, 20:39
        I przypomniałam sobie paskudny dowcip o profesorach w wieku przedemerytalnym:

        Obrona pracy magisterskiej. Magistrant męczy się strasznie w krzyżowym ogniu pytań. Raz lepiej raz gorzej ale jakoś mu się udaje dobrnąć do końca. Komisja uznaje, że zdał. Jeden z profesorów mówi niezbyt dyskretnym szeptem " denerwują mnie magistranci są jak g..no, kiepsko pływa ale pływa". Nowo uzyskany magister już przy wyjściu zwraca się do owego profesora " a mnie denerwują profesorowie - są jak wielkie g..na , które osiadły na wyspie z tabliczka profesor i robią duże fale, żeby małe g..na z napisem magistrant nie mogły dopłynąć na ich wyspę".

        Od razu przepraszam wszystkich urażonych - wiem, że nie każdy profesor tak się zachowuje.
        • charioteer1 Re: O gaszeniu swiatla 23.03.09, 20:47
          Znamy, znamy, w troche innej wersji, ale znamy ;-)
    • oluuu Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 11:27
      Coś w tym jest.
      Widzę, jacy dziś kandydaci (jeśli w ogóle) przychodzą na uczelnie. Szkoda
      komentować.

      Problem w tym, że jeśli trzydziestoletni adiunkt z rodziną (dr lub dr inż.)
      zarabia połowę zasiłku dla bezrobotnych w Danii i niewiele więcej niż stypendium
      dla studentów w Portugalii, to czego oczekiwać.

      Nikt o normalnych potrzebach z jednej uczelni dziś nie wyżyje.

      • sendivigius Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 21:48
        oluuu napisał:

        > Coś w tym jest.
        > Widzę, jacy dziś kandydaci (jeśli w ogóle) przychodzą na uczelnie.
        Szkoda
        > komentować.
        >
        > Problem w tym, że jeśli trzydziestoletni adiunkt z rodziną (dr lub
        dr inż.)
        > zarabia połowę zasiłku dla bezrobotnych w Danii i niewiele więcej
        niż stypendiu
        > m
        > dla studentów w Portugalii, to czego oczekiwać.
        >
        > Nikt o normalnych potrzebach z jednej uczelni dziś nie wyżyje.
        >

        Niech wiec szanowny adiunkt pojedzie sobie do Danii i tam postara
        sie o posade. Wielce sie zdziwi ze nie wystarczy w tym celu byc
        zieciem dziekana ale jeszcze trzeba miec osiagniecia i plan naukowy.

        Prosze podaj mi ile wynosi stypendium dla studentow w Portugalii i
        co sie wymaga zeby je uzyskac, czy znajomosc portugalskiego jest
        konieczna? No i najwazniejsze czy od studenta sie wymaga
        przychodzenia do szkoly i jak czesto? Czy tez mozna byc studentem na
        czeterech roznych uczelniach, a jesli nie to dlaczego?

        Jedna z dobrych cech systemu amerykanskiego jest wzgleda uczciwosc
        konkursow w przycieciu nowych kandydatow. Proponuje aby wszyscy
        niedowartosciowani materialnie adjunkci sie zglaszali na konkursy w
        USA, zreszta w UK tez sa posady i tez przyjecia sa w miare uczciwe.
        Dla bardziej tradycyjnych posady oferuja panstwa Zatoki Perskiej,
        placa nawet lepiej niz w USA. Kazdy ma paszport w szufladzie. Droga
        wolna. Nauka nie zna granic.
        • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 23.03.09, 23:47
          sendivigius napisał:

          > Dla bardziej tradycyjnych posady oferuja panstwa Zatoki Perskiej,
          > placa nawet lepiej niz w USA.

          Wiec dlaczego nie siedzisz w panstwie Zatoki Perskiej?

          Wybacz Sendi, ale powiedziales wlasnie Olemu cos takiego:

          Gowno ta twoja nauka warta, wiec ciesz sie, ze w ogole ci jeszcze za nia placa.

          Byc moze pierwsza czesc tego zdania jest prawdziwa, ale ja tu widze przede
          wszystkim resentymenty emigranta, ktore wie, ze w Polsce jest zle i nie moze byc
          lepiej.

          I jeszcze raz powtorze, zeby nie bylo zadnych niejasnosci. Sprawe wynagrodzen
          uwazam za wazna, ale nie najwazniejsza. Ja po prostu chce miec za co pracowac.
          • sendivigius Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 03:32
            Mily chariot, ile jest warta nauka olema to nie jest tutaj tematem.
            To jest oddzielny temat.

            Tematem jest ile na polskim uniwersytecie mozna zarobic w kontekscie:

            1. innych zarobkow w budzetowce
            2. innych przywilejow pozaplacowych
            3. bezpieczenstwa zatrudnienia
            4. zaakumulowanych zarobkow przez caly okres kariery
            5. ilosci faktycznego wysilku wymaganego w pracy
            6. mozliwosci fuch, drugich etatow, zlecen etc.
            7. i tak dalej

            Biorac to wszystko pod uwage uniwersytety w Polsce placa dobrze.
            Trudno mi podac inne miejsce pracy gdzie stosunek praca/placa bylby
            rownie korzystny. Jak znasz to mnie oswiec.

            To ze placa mniej niz w Zatoce Perskiej to chyba jasne dlaczego,
            zwaz jednak ze placa mniej wszystkim. Jezeli chodzi zas o USA, to
            relacja placy w nauczyciela liceum do placy na uniwersytecie jest
            znacznie badziej na korzysc nauczyciela. Podobnie ma sie sytuacja z
            kierowca TIRa czy hydraulikiem.

            Jak sie pojawia wakaty to bedzie problem. Wakaty pozornie istnieja,
            ale wlasnie pozornie bo sa powodowane na przyklad slynna habilitacja
            ktora jest wymagana aby wykladac wstep do geografi polski albo cos
            rownie zaawansowanego naukowo. (to jest kolejny dowod na to ze
            habilitacja w dzisiejszych czasach i w dzisiejszych realiach
            masowego ksztalcenia nie ma sensu). I tyle.
            • jolix Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 09:05
              > Tematem jest ile na polskim uniwersytecie mozna zarobic w
              kontekscie:
              >
              > 1. innych zarobkow w budzetowce
              > 2. innych przywilejow pozaplacowych
              > 3. bezpieczenstwa zatrudnienia
              > 4. zaakumulowanych zarobkow przez caly okres kariery
              > 5. ilosci faktycznego wysilku wymaganego w pracy
              > 6. mozliwosci fuch, drugich etatow, zlecen etc.
              > 7. i tak dalej


              1. Administracja zarabia wiecej niż ja, nauczyciel w szkole zarabia
              więcej niż ja
              2. nie rozumiem - prezenty od studentów????? nie praktykuję
              3. ok, do wybicia czasu przewidzianego umową pracy
              4. nie rozumiem
              5. mnóstwo czasu i wysiłku - chyba że się nie publikuje, nie
              redaguje, na konferencje nie jeździ, do zajęć nie przygotowuje, prac
              nie sprawdza itd.
              6. w kontekście 5. - owszem
              7. tzn.???
              • niewyspany77 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:19
                jolix napisał:

                > 1. Administracja zarabia wiecej niż ja, nauczyciel w szkole zarabia
                > więcej niż ja

                no ale za to Ty masz o polowe mniej godzin i jakies perspektywy, ktore mozesz
                wykorzystac. typowy belfer po 10 latach pracy osiaga wszystko co moze osiagnac w
                zawodzie, Ty po 10 latach powinienes intensywnie pracowac nad habilitacja. no
                ale fakt, przez krotki czas zarabia nieco wiecej. jesli masz jakies nadgodziny
                to bez problemu powinienes tego przykladowego belfra finansowo dogonic.
                • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:28
                  o jaką połowę mniej godzin??? he, he ;-)
                  odkąd pracuję na uczelni - po studiach doktoranckich mój dzień pracy wynosi
                  kilkanaście godzin (i wiem, nauczyciel też przygotowuje się do lekcji, poprawia
                  kartkówki itd., ale jednak się regularnie pisze książki i dużo artykułów i
                  jeszcze przygotowuje do zajęć, to jest to NIEPORÓWNYWALNIE więcej...).
                  • niewyspany77 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:49
                    placone masz per godziny dydaktyczne, belfer podobnie. tak samo moze nie robic
                    nic, a moze pracowac po kilkanascie godzin dziennie.
                    • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:53
                      myślałem, że mówimy poważnie, a nie o opierdalaniu się... (a jeśli o nim, to
                      przy obecnych warunkach w wielu miejscach w PL wylecę po 4 latach, więc i tak
                      twoja konstrukcja pada...; a nauczyciel przetrwa), poza tym płacone mam za
                      dydaktykę i naukę, tak jest zapisane w przepisach, a to że ludzie się
                      opierdalają, to już inna sprawa i ja tego nie traktuję jako normalne...
                      • niewyspany77 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:59
                        no nie bardzo mi sie to widzi, akurat jesli chodzi o wylatywanie, to ja nie
                        widze roznicy miedzy szkola wyzsza a nizsza ;) i tu i tu nie da sie z
                        pracownikiem nic zrobic, choc akurat uczelnie maja bat czyli ocena po 4 latach,
                        tylko, jakby to powiedziec, czemu moich uczniow zaczynaja uczyc ci sami ludzie,
                        ktorzy uczyli mnie, ktorzy na adiunkcie pracuja juz co najmniej 15 lat? dorobek
                        zerowy, sledze uwaznie...
                        • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 11:03
                          patologia...
                          u mnie zaczyna się wylatywać - zatrudnienia są na 4 lata (oczywiście, zdarzają
                          się ciągle święte krowy, no ale patrz punkt 1.;-)
            • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 09:52
              1. piszesz cały czas o perspektywie bumelanta i zgoda taki zarabia za dużo i
              pieniądze na niego są marnowane, ale
              2. nie wszyscy są tacy (chario pisze np., że pracuje kilkanaście godzin dzień w
              dzień, ja mam podobnie i znam jeszcze trochę takich),
              3. my tu piszemy o perspektywie, o tym jak to powinno wyglądać (może to dotrze w
              końcu), nie wylewamy naszych gorzkich żali i frustracji z Polski - chodzi o to,
              że przy takiej płacy zawsze będzie syf i kilka pracujących jednostek, które
              wiosny nie uczynią i jeśli ciężko ci to zrozumieć, to zaczynam powątpiewać, czy
              kiedykolwiek miałeś cokolwiek wspólnego z nauką.
              Co do reszty - zarobków w budżetówce itd., to ja powiem, że to średnio wygląda i
              nie bierzesz podstawowej sprawy pod uwagę - naukowiec to wysoko wykwalifikowany,
              kształcący się całe życie pracownik i porównanie z resztą budżetówki trzeba by
              zacząć od tego - i po prostu państwa wg mnie nie stać na marnowanie tego
              potencjału, a jest on marnowany, m.in. przez niskie płace (ale jakbyś poczytał
              na forum, to zobaczysz, że wg trzeba zmienić cały system i dopiero dać kasę, nie
              domagam się wpompowania jej do tego, co jest teraz). Dalej: przywileje
              pozapłacowe - jakie?, bezpieczeństwo zatrudnienia - skończyło się, zakumulowane
              zarobki przez cały okres pracy - o co chodzi??? (może asystent z tysiakiem sobie
              akumuluje coś???), ilość faktycznego wysiłku wymaganego w pracy - miałeś wyżej
              napisane (a opierdalacze mnie nie interesują, ja bym ich zwolnił po prostu),
              możliwości fuch - no tak, ale ja bym wolał dostawać odpowiednią płacę na 1
              etacie niż robić fuchy (za które np. kupuję niezbędne mi do pracy książki, przez
              ostatnie lata wydając na to spore sumy, a więc dopłacając do etatu, gdyż tych
              książek nie ma w bibliotekach - i na tym korzystam ja pisząc i moi studenci,
              wiedząc co się dziej), itd.

              Zacznij w końcu czytać, co ludzie piszą, a nie brzęczeć jak dziecko autystyczne
              skrzywdzone w PL
              końcówka na temat słynnej hab. pokazuje, że swoje informacje czerpiesz z forów
              frustratów - doktorzy wykładają również...

              no to tyle i chciałbym przypomnieć, że dyskusja w stylu Leppera, powtarzającego
              swoje mantry jest skuteczna w przypadku dyskutantów na podobnym poziomie.
              miłego dnia!
              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:33
                adept: tyle ze wlasnie o to idzie, ze bumelanci i opierdalacze nie sa wywalani i
                dlugo nie beda. i cala nasza dyskusja na temat finansowego stanu nauki wlasnie
                od tego sie powinna zaczac:

                jak sensownie rozliczac pracownikow z ich obowiazkow, jakie to maja byc
                obciazenia (jeden tekst? dwa? w humanistyce ksiazka raz na 5 lat?). jakie
                procedury wprowadzic, zeby pracownikow rozliczac i zwalniac?

                bo ja wiem, ze jaka placa taka praca, tylko ze to latwo mozna obrocic na jaka
                praca taka placa. i problem polega ze ta niepracujaca wiekszsoc demoralizuje te
                pracujaca mniejszosc. i nagle sie okazuje, ze jak pracujesz to sam jestes tym
                kretynem ktory sie wysila. a przeciez po co?

                co do zarobkow, to ja bym nie odrzucal tego co mowi sendi. gdzie jeszcze poza
                praca na uczelni mozesz bezkarnie i bez wysilku miec drugi etat, ktory ci daje
                druga pensje? rzad nie placi, ale pozwala na dwuetatowosc, czyz to nie jest
                sposob na finansowanie nauki?
                • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:50
                  a tuś mi panie motylu... ;-)

                  pełna zgoda - na początku, ale myśmy to wszystko już przedyskutowali i ja myślę,
                  że dla nas na tym forum to jest oczywiste, a jeśli uważasz, że nie, to
                  doprecyzowuj w swoich wypowiedziach, tłumaczący je system założeń, inaczej
                  wychodzi młócka

                  ale - to,co zaproponowałeś w tym poście to jest w istocie KONSERWACJA obecnego
                  systemu, bo
                  1. zdajesz sobie sprawę z hasła - jaka płaca - tak praca... tak ludzie myślą i
                  mają rację, gdyż nie ma możliwości odwrócenia tego... i od tej możliwości trzeba
                  zacząć,
                  2. (zwłaszcza ważne) - trafiasz w sedno - to jest sposób rządu na finansowanie
                  nauki, ale ten sposób podtrzymuje patologie...ja naprawdę nie chcę 2 etatu,
                  jeśli na pierwszym będę zarabiał za swoją pracę (a jeśli z niej wychodzi prawie
                  połowa dorobku instytutu, to powinienem zarabiać około 12 więcej niż obecnie, nie?)

                  ergo

                  dopóki będzie takie finansowanie, to wszystko będzie trwało dokładnie w takim
                  stanie jak jest...
                  • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 11:03
                    skoro zgoda co do poczatku, to reszta nie ma znaczenia.

                    co do reszty - ja nie propobuje tego jako rozwiazania. ja uwazam ze dwuetatwosc
                    jest zla, wiec wolalbym zeby nie bylo jej. natomiast taki sposob finansowania
                    nauki jest patologia. mowie tylko, ze twierdzenie ze pracownicy naukowe slabo
                    zarabiaja jest problematyczne.

                    i wcale nie ma takiego ergo. finansowanie powinno byc wynikiem grunotwnych zmian
                    w kontraktach pracownikow naukowych. to jest poczatek. zaczynannie od
                    finansowanie nie ma najmniejszego sensu. ak nawiasem mowiac, powtarzam, o tym
                    nikt nie chce rozmawiac: lepiej pieprzyc o tym, ze nauka jest niedofinansowana,
                    a tego nikt jeszcze nie wykazal
                    • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 11:08
                      ech, bo nie zaświadczę o twej szczupłości... nie odpowiedziałeś...

                      co do początku zawsze była zgoda, tylko - powtarzam - zresztą sam widzisz, że
                      takie finansowanie to patologia, która - i tego już nie chcesz widzieć -
                      konserwuje inne patologie. Nie da się wprowadzić standardów bez wprowadzania
                      kasy... bo to będzie przemalowanie trabanta...

                      twierdzenie takie jest problematyczne, bo należałoby zapytać - którzy... ci,
                      którzy nic nie robią - mają za dużo, pozostali - za mało... no ale tych
                      pierwszych powinniśmy wyeliminować... tylko że z tego nie polepszy się
                      radykalnie drugim, bo na miejsce pierwszych najczęściej trzeba będzie kogoś
                      zatrudnić.
                      • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 14:01
                        drogi adpecie, nie czytasz co pisze. zanim wprowadzisz kase, musisz miec system
                        ktory umie ja sensownie przerobic. musisz miec struktury zarzadzania ta forsa,
                        struktury jej dystrybucji. jak to bedziesz mial, wtedy mozesz dac forse. dzisiaj
                        zostanie zmarnowana.
                        • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 14:07
                          ośmielę się czcigodny Dalatato stwierdzić, że to ty nie czytasz tego, co piszę,
                          w związku z czym przyjąłem to, co przyjąłem odnośnie twoich postów. Bo i ja
                          przecie zakładam i głoszę, iż bez zmiany systemu, nie warto inwestować... I nie
                          sądzę, by ktokolwiek szczycący się posiadaniem rozumu mógł twierdzić coś innego.
                          Nie sądzę w związku z tym, że np. Ford twierdzi coś innego, dlatego też
                          przyjąłem, iż zakładasz, że fundusze szkodzą nauce ;-)
                          I sporo tych nieporozumień wynika ze skrótowości komunikacji forumowej...
                          • pr0fes0r Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 14:54
                            adept44_ltd napisał:

                            > Bo i ja
                            > przecie zakładam i głoszę, iż bez zmiany systemu, nie warto inwestować...

                            To będę ten głupek wioskowy, bo powiem, że imo jest odwrotnie - bez inwestycji
                            nie ma sensu zmieniać systemu. Zagwarantujmy finansowanie i wtedy wymagajmy.
                            Narzucenie wymagań bez jednoczesnego dofinansowania to jakby budowlańca
                            rozliczać z długości wykopanego rowu, jednocześnie obiecując mu, że jak będzie
                            uczciwie pracował i odpowiednią ilość rowometrów wykopie, to się mu kupi łopatę,
                            a może nawet i nowoczesną koparkę od Waryńskiego.
                            • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 15:23
                              z całym szacunkiem pr0fes0rze, ale musisz spróbować raz jeszcze, by zasłużyć
                              sobie na miano głupka wioskowego, przecież w istocie mówisz to samo...:
                              wymagania i kasa... (a kolejność wydania dekretów jest obojętna, to musi iść w
                              parze...)
                            • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 15:41
                              pr0fes0r napisał:

                              > Narzucenie wymagań bez jednoczesnego dofinansowania to jakby budowlańca
                              > rozliczać z długości wykopanego rowu, jednocześnie obiecując mu, że jak będzie
                              > uczciwie pracował i odpowiednią ilość rowometrów wykopie, to się mu kupi łopatę

                              A poki co, niech przyniesie do pracy swoja. A jak mu sie nie podoba, to se moze
                              ryc te ziemie pazurami. To jest istota rozwiazania proponowanego przez Sendiego
                              i Dalatate.
                              • charioteer1 Nauka i lopata 24.03.09, 16:27
                                charioteer1 napisał:

                                > pr0fes0r napisał:
                                >
                                > > Narzucenie wymagań bez jednoczesnego dofinansowania to jakby budowlańca
                                > > rozliczać z długości wykopanego rowu, jednocześnie obiecując mu, że jak będzie
                                > > uczciwie pracował i odpowiednią ilość rowometrów wykopie, to się mu kupi
                                > łopatę
                                >
                                > A poki co, niech przyniesie do pracy swoja. A jak mu sie nie podoba, to se moze
                                > ryc te ziemie pazurami. To jest istota rozwiazania proponowanego przez Sendiego
                                > i Dalatate.

                                Jeszcze dodam tyle. Sa tacy, co probuja ryc pazurami, bo ich na wlasna lopate nie stac. Tylko po wykopaniu jednego metra daja sobie spokoj, a potem juz tylko grzebia w ziemi i udaja, ze cokolwiek robia. A pracodawcy to toleruja, bo na lopaty dla wszystkich i tak nie starczy. Ot, i caly sekret opierdalactwa w polskiej nauce.
                              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 17:18
                                do pr0fa i chario: bardzo prosze nie porownywac dzialalnosci lingwisty z tak
                                wazna i spolecznie przydatna funkcja, jak budowlanca kopiacego rowy. :-)
              • sendivigius Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 16:20
                Adepcie, jak ognia unikasz odpowiedzi - gdzie jest lepiej. No
                smialo, wal. Przyklady konkretne, czekam z utesknieniem.

                (i to adepcie ostatni twoj post na ktory odpowiadam, dopoki nie
                udowodnisz czynem pisanym ze umiesz dystkutowac bez wycieczek
                osobistych)
                • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 16:30
                  a cieszę się, ale żadnego pytania mi nie postawiłeś???
                  a jeśli ono brzmi - gdzie jest lepiej, to znaczy, w jakich warunkach ja bym
                  wolał pracować, to z moich postów możesz to wyczytać... jasne możesz mi w
                  związku z tym powiedzieć, żebym sobie wyjechał na Zachód, ale to rozwiązanie w
                  stylu Kononowicza, które skaże PL na getto intelektualne, poza tym tak wyszło,
                  że uprawiam dyscyplinę w zasadzie nie istniejącą na Zachodzie... Przede
                  wszystkim jednak nie dyskutujemy tu o moich czy jeszcze paru osób wyborach,
                  tylko o stanie nauki i jego przyczynach.
                  wycieczek osobistych, wybacz, ale nie podejmuj dictum kagana, nie znam cię i
                  mało mnie obchodzi twoja osobistość, piszę o tym, co czytam w twoich postach -
                  kompletnej twojej niezdolności do rozmowy i krańcowym ignorowaniu faktów, jeśli
                  cię to dotyka, to jedyne, co mogę zasugerować - pomyśl nad sobą...
            • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:24
              tak mnie aż dziw bierze, że nie przyszło ci do głowy (co byłoby naturalną
              konsekwencją twojego myślenia) zacząć przekonywać Angoli, że ich uniwersytety
              mogą działać za promil tych pieniędzy, za który działają obecnie i będzie
              wszystko ok... - a pomysł ten przecież - jak napisałem - wynika z twojego
              myślenia i jest również absurdalny jak to, co piszesz o działaniu uniwersytetów w PL
              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:36
                w warunkach, ktore pare razy widzialem w Polsce angielskie uniwersytety by
                umarly. z naszej perspektywy to jest partyzantka i to po wybuchu nuklearnym, w
                ktorym nie ma zadnej infrastruktury.

                z drugiej jednak strony, gdyby polskie uniwersytety byly obciazane takimi
                wymogami biurokracji jak w UK, blokady drog, wylewanie atramentow z kalamarzy na
                stacjach kolejowych bylyby tymi lagodnymi formami protestu. bo standardem byloby
                tworzenie uzbrojonych po zeby bojowek adiunkckich, komando profesorskich i
                plutonow asystenckich
                • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 15:45
                  dala.tata napisał:

                  > w warunkach, ktore pare razy widzialem w Polsce angielskie uniwersytety by
                  > umarly. z naszej perspektywy to jest partyzantka i to po wybuchu nuklearnym, w
                  > ktorym nie ma zadnej infrastruktury.

                  A polityka rzadu zmierza do tego, zeby wydusic tych, ktorzy zdolali zalazki tej
                  infrastruktury stworzyc. Niech se dorobia na drugim etacie, to im sie odechce
                  fanaberii i jakiejs tam nałuki.
            • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 10:27
              sendi: nie podales zadnego dowodu na to, ze habilitacja nie ma sensu.
            • oluuu Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 12:42
              Nie chce mi się przerzucać argumentami, gdzie nauka jest większa. Są dyscypliny,
              w których oczywiście mniejsza jest w Polsce, a są dyscypliny, gdzie jednak jest
              niezły poziom w porównaniu do bajek i badanek tworzonych na
              niby-to-dobrych-zagranicznych uniwersytetach.

              Nie to było treścią mojego postu powyżej.

              Chodziło mi o to, że za średnią pensję adiunkta w tym kraju trudno wyżyć. I
              naprawdę nie obchodzi mnie, ile zarabia urzędnik w Wydziale Komunikacji, czy
              referent w urzędzie miejskim. Im też, jak sobie, życzę dobrze, i nie cieszę się,
              że mam więcej, choć i tak za mało na 2 fakultety, doktorat, wykorzystywanie tej
              wiedzy na co dzień, pracę ze studentami, kształtowanie nie tylko
              encyklopedycznej wiedzy, ale i postaw itp. I wcale nie mam wyrzutów sumienia, że
              czasami może pracuję mniej intensywnie na uczelni, niż robiłbym to w normalnym
              kraju.

              A propo: stypendium w Portugalli 3 lata temu dla Polaka wynosiło 400-500Euro. I
              trzeba było tylko chcieć być studentem uczelni w Porto. Sam się nad tym
              zastanawiałem, bo zawsze lepiej się uczyć, niż uczyć innych.
            • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 16:03
              Jak was czytam, tzn. Sendiego z Dalatata, to mi sie noz w kieszeni otwiera.
              Niewatpliwie moim przywilejem socjalnym jest wydac 1/12, a moze nawet 1/6
              rocznych dochodow na sfinansowanie wlasnej dzialalnosci zawodowej. Z podatku
              sobie tego nie odlicze - nie ma takiej mozliwosci. Bezpieczenstwo socjalne mam
              jak jasna cholera.

              Z waszych wypowiedzi wynika, ze ja w ogole jestem jakas anomalia, bo wszyscy
              inni sie opierniczaja i przeciez nikt nic nie robi, tylko wszyscy ogladaja Mode
              na sukces w tv. Tylko moze wezcie kochani poprawke na to, ze instytuty i katedry
              sa bardzo rozne i nie wszedzie jest tak rozowo i mozna sobie Jole Rutowicz
              ogladac do woli na szklanym ekranie. Jezeli wy tylko takie instytuty znacie, to
              wasza strata, ale przestancie moze te swoje wizje projektowac na wszystkie
              uczelnie i wydzialy w kraju.
              • dala.tata Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 17:21
                nie mam pojecia chario czy ty jestes anomalia czy nie. natomiast jesli jestes ta
                pracujaca maszyna, to jestes ofiara systemu, ktorym a. nie docenia sie takich
                ludzi, b.traktuje sie ich jak popieprzonych c. nie robi sie nic z tymi, ktorzy
                sie opierdalaja na potege. bardzo mi przykro ze tak jest, jednak wszystko co
                potrafisz powiedziec to, ja inni zreszta: dajcie wiecej pieniedzy. ty dodajesz:
                bo na konferencje nie pojade.

                mnie rece opadaja jak to slysze.
                • adept44_ltd Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 17:29
                  z konferencjami to jest tak, że to jest plaga i ja się tu zgadzam, choć
                  częściowo, bo jest kilka takich, które coś tworzą naukowo (ale tam jest niewiele
                  osób...bo się nie łapią). Tylko to jest trend, który nam zapodało ministerstwo,
                  gdyż te pieniądze nie starczą na nic innego - jest ich za mało na sensowne duże
                  projekty i marnuje się je na turystykę (z wyjątkami). Podobnie było z
                  organizacją konferencji, na to była kasa, niewielka, bo niewielka, ale prawie z
                  automatu, na duże, kosztochłonne projekty nie było... I to też jest dowód na to,
                  że winny jest brak kasy... to góra zaczęła udawać, że finansuje, a ludzie się
                  dopasowali, tyle...
                • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 17:45
                  Mnie wszystko jedno, co tobie w tej chwili opada.

                  > potrafisz powiedziec to, ja inni zreszta: dajcie wiecej pieniedzy. ty dodajesz:
                  > bo na konferencje nie pojade.

                  Czytaj ze zrozumieniem. Pojade za swoje, poniewaz dla mojej pracy naukowej i dla
                  mojej obecnej wspolpracy z kolegami z innych osrodkow te konferencje (a
                  zwlaszcza jedna, ale droga) sa zbyt wazne, zeby je odpuscic. Nawet w
                  dzisiejszych czasach nie wszystkie sprawy zalatwia sie przez email.

                  Jak osobe popieprzona i anomalie systemowa traktujecie mnie ty i sendi.
                  • dala.tata konferencje o muerte! 24.03.09, 18:26
                    z calym szacunkiem, w dobie emaila twierdzenie ze ty MUSISZ sie spotkac jest
                    zartem. pamietaj, ze mozesz jeszcze zadzwonic. co wiecej, przed chwila bylo o
                    tym, ze towarzyskie konferencje odpadaja. a teraz znow sie okazuje ze jedziesz
                    sie spotkac. wez sie zdecyduj.

                    a ja sie postaram czytac ze zrzumieneim, bo na pewno mi to nie idzie. na razie
                    rozumiem, ze swiat sie zawali, jesli nie spotkasz sie z paroma osobami na
                    jakiejs konferencji, a jesli sie nawet nie zawali, to nauka polska poniesie
                    niepowetowane straty.

                    i moglibysmy sparafrazowac mistrza Jana:

                    jedna malutka konferencyja tak wiele ubylo....

                    zachecam forumowiczow do kontynuowania trenu na utrate funduszy konferencyjnych.
                    • charioteer1 Re: konferencje o muerte! 24.03.09, 18:51
                      To juz dyskutowalismy. Ty na konferencje jezdzisz nie po to, zeby siedziec na
                      nudnych referatach, tylko zeby w tym czasie pojsc z przyjaciolmi na piwo. U mnie
                      jest tak, ze mali i duzi siedza plackiem i sluchaja referatow, a po konferencji
                      jest wspolne spotkanie, a dopiero potem wspolne piwo.

                      > jedna malutka konferencyja tak wiele ubylo....

                      Nie dalatatku. Tym razem chodzi o ta jedna, najwazniejsza w Europie... Sa
                      Konferencje (wielka litera) i konferencyjki, na ktore szkoda czasu.
                      • dala.tata Re: konferencje o muerte! 24.03.09, 20:08
                        ona i moze byc najwieksza na swiecie. nie ma to najmniejszego znaczenia. zeszta
                        im wieksza konferencja, tym mniej warto na nia jechac, ale to co innego. jednak
                        z punktu widzenia i twej kariery inauki w ogole, to czy pojedziesz na nia czy
                        nie, nie ma najmniejszego znaczenia.

                        a to po co ja jezdze na konferencje nie jest teraz przedmiotem dyskusji.
                        • charioteer1 Re: konferencje o muerte! 24.03.09, 20:14
                          Nie, nie jest najwieksza. Jest najwazniejsza. Masz dzisiaj problemy z
                          rozumieniem slowa pisanego?

                          > a to po co ja jezdze na konferencje nie jest teraz przedmiotem dyskusji.

                          Widac jezdzisz po co innego niz ja. W takim razie nie tobie sadzic, czy mnie ta
                          konferencja potrzebna do szczescia i dalszej kariery, czy nie.
                          • dala.tata Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 00:01

                            rozumiem: charioteer zyje w swiecie rownoleglym i konferencje chario sa jakies
                            dramatycznie inne niz cala reszta. i kariera chario zalezy od jednej
                            konferencji. co prawda, na calym swiecie konferencje licza sie glownie do
                            obliczania budzetu konferencyjnego jednostki wysylajacyej na konferencje, ale
                            nie w wypadku chario. tu sprawy sa kluczowe. po co publikowac, najwazniejsze
                            pojechac na NAJWAZNIEJSZA KONFERENCJE EUROPEJSKA.

                            chario masz moj glos: piszemy do min. Kudryckiej, poziom finansowania jest nie
                            do zaakceptowania!
                            • charioteer1 Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 01:03
                              Pierniczysz na calego. Przeczytaj jeszcze raz wczesniejsze posty, moze
                              zrozumiesz, o czym byla dyskusja. Mnie sie tlumaczyc nie chce w kolko tego
                              samego, ale innymi slowami.

                              Moze tylko jedno dodam, choc juz boje sie, ze to ci bardziej zaciemni niz
                              rozjasni, ale trudno. Wsrod moich kolegow i kolezanek, a znam calkiem sporo osob
                              w kraju i za granica, tylko jedna osoba dobrze publikuje, choc na zadne
                              konferencje nie jezdzi z zasady.

                              No ale ty jestes juz na tym etapie, ze jak ci nie proponuja wykladu plenarnego,
                              to na konferencje nie jedziesz, wiec w ogole nie rozumiesz, o co mnie sie rozchodzi.

                              Dobranoc!
                              • dala.tata Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 10:34
                                moze i piernicze. jednak wlasnie takie podejscie do konferencji jest w UK.
                                referaty nie licza sie do niczego, a wyjazdy konferencyjne to 'academic tourism'
                                i networking. jesli chcesz miedzynarodowych standardow, to zacznij je stosowac.

                                a moze mi jeszcze wykazesz zaleznosc miedzy konferencjami i publikowaniem.
                                • charioteer1 Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 15:54
                                  Pierniczysz, bo caly czas zarzucasz mi, ze mowie cos, czego nie mowie.

                                  Nie, referaty na konferencjach nie licza mi sie do dorobku. Czasami na
                                  konferencjach prezentuje cos, co przed konferencja zostalo oddane do druku, albo
                                  cos co jest in progress, ale NIE zamierzam tego oddac do druku w tomie
                                  pokonferencyjnym, choc taki tom jest planowany. Usatysfakcjonowany?

                                  W Polsce, przynajmniej w mojej rzeczywistosci, konferencje to 'wspolpraca
                                  naukowa z zagranica' albo 'odbycie konsultacji naukowych'. Tak mi to ostatnio
                                  wychodzilo w sprawozdawczosci - autorstwo tych pieknych terminow NIE jest moje.
                                  • herrkagan Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 17:30
                                    Sam sobie strzelasz w noge. Ja na konferencji prezentuje
                                    czesto "work in progress", wiec z jednego tematu mam od razu dwie
                                    albo trzy publikacje: jako "working paper" przed konferencja,
                                    pozniej to samo, ale z poprawkami w tomie pokonferencyjnym i
                                    wreszcie na koniec wersja "ostateczna" jako samodzielny artykul badz
                                    rozdzial w ksiazce...
                                    • ford.ka Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 18:36
                                      Jesli to nie podpucha, to naprawde trudno sie dziwic, ze nie chca Ci
                                      tego doktoratu nostryfikowac. To jest smiecenie, a nie zadna
                                      publikacja. Az dziwne ze nie wpadles na to, zeby to pozniej
                                      przetlumaczyc na slowacki i ukrainski, i wydac u naszych kochanych
                                      sasiadow. Mialbys piec publikacji z jednej z tego co najmniej dwie
                                      zagraniczne.
                                  • dala.tata Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 18:44
                                    przeciez caly czas mowie, ze jedziesz sie spotykac z ludzmi. referaty sie nie
                                    licza, nie publikujesz w tomie pokonferencyjnym, to po co jedziesz na te
                                    konferencje? no to mowie dalej, ze jak nie pojedziesz, to sie nic waznego nie
                                    stanie. po prostu nie spotkasz sie z nimi osobiscie, ale tylko przez email.

                                    i rozdzieranie szat na obciecie budzetu nauki dlatego ze nie pojedziesz na
                                    'konsultacje....' (zdecyduj sie czy jedziesz na konsultacje czy na konferencje,
                                    co?) jest dla mnie bez sensu. a konferencja jako wspolpraca mnie przyprawia o
                                    wesolosc tylko.

                                    • charioteer1 Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 19:14
                                      Z emaila korzystam w pracy codziennie. Sa sprawy na email i sa sprawy, ktore
                                      lepiej zalatwiac osobiscie. To juz jest dyskusja o wyzszosci komunikacji
                                      elektronicznej nad bezposrednia wzglednie vice versa.

                                      Nie rozumiem, o co drzesz szaty. Przeciez juz ustalilismy, ze pojade za swoje.
                                      Tak cie martwi stan moich osobistych finansow?

                                      Co do 'wspolpracy' i 'konsultacji', polemizujesz z jezykiem sprawozdan, wiec nie
                                      podejmuje rekawicy.
                                    • herrkagan Re: konferencje o muerte! 25.03.09, 19:53
                                      PS: Nie oczekujcie, ze wam ktos da cos za nic - chcecie cos, to
                                      zapracujcie na to...
                                      • charioteer1 Re: konferencje o muerte! 26.03.09, 22:09
                                        Skoro moderacja tego nie wyciela, to na to odpowiem, bo mnie to oburza. Kagan w
                                        swoich bezmyslnie powtarzanych bredniach nie ma wcale na mysli wynikow
                                        naukowych, ale zarobienie na to, zeby swoje badania sfinansowac. W badaniach
                                        podstawowych zarobic mozna jedynie uczac na drugim etacie.

                                        Do dalataty: To ja decyduje, na co w jakim momencie potrzebne mi sa pieniadze -
                                        na literature, kwerende, aparature, oprogramowanie, konferencje, czy moze na
                                        wynagrodzenia. Wiem tylko jedno - przy takim finansowaniu przygotowanie nowego
                                        projektu badawczego zajmie mi nie rok, ale kilka lat. Jest jeszcze inna
                                        mozliwosc. Z kilku mozliwosci wybiore nie ten temat, ktory daje mozliwosc
                                        uzyskania lepszych wynikow, ale ten, ktory jest tanszy do realizacji.
                                        • dala.tata welcome to the real world. 27.03.09, 00:06
                                          to o tych projektach.

                                          na stronach NFA bylem moze ze 2-3 razy. raz po tym, jak jakis polski profesor
                                          mowil o tym, ze nauka prowadzona na podstawie konkurencji o granty jest
                                          idiotyczna, bo to uczony powinien decydowac o tym, co robi. no to mu na stornach
                                          NFA przywalono, ze jest zasciankowy itd itd., bo przeciez prawdziwa nauka to
                                          granty, grantami popychane. o tym sie dzieje w nauce decyduja grantodawcy, a nie
                                          uczeni.

                                          twoje narzekanie na projekty realizowalne, a nie ciekawe, z lepszymi wynikami
                                          (cokolwiek to oznacza) my tu przerabiamy od lat. welcome to the real world
                                          (prawie, bo ty mowisz o badaniach finansowanych przez departament, a nie przez
                                          granty, a o takie pieniadze tu trudno).
                                          • charioteer1 Re: welcome to the real world. 27.03.09, 00:37
                                            A ja nie do konca rozumiem, o czym ty wlasciwie mowisz. Mozna prosic jasniej?

                                            Mnie chodzilo o polskie realia. Zeby dostac grant zewnetrzny, musze przygotowac projekt. Zeby zwiekszyc swoje szanse na zewnetrzne finansowanie, najlepiej miec jakies wstepne wyniki. Zeby miec wstepne wyniki, trzeba zainwestowac. Przy drastycznych cieciach na badania wlasne (dla uczelni), caly ten proces mi sie wydluza.

                                            Mowiac o "lepszych" wynikach, mam na mysli tematyke, ktora jest w tej chwili aktualna, a nie badanie bedace przyczynkiem do przyczynku. Mowiac o projektach "realizowalnych" chodzilo mi glownie o projekty realizowalne przy minimalnych nakladach.

                                            Jak mowie o grantach, to mam na mysli projekty wlasne, w ktorych to ja decyduje o tematyce badania. Prawdopodobnie tu tkwi zrodlo nieporozumienia. Mnostwo europejskich pieniedzy jest marnowane przez sztywno okreslona tematyke, ale ten temat znam glownie z opowiadan znajomych.
                                            • dala.tata badania wlasne......in your dreams 27.03.09, 00:53
                                              ale co chcesz jasniej?

                                              twoje narzekanie znane jest na calym cywilizowanym swiecie. i dlatego mowie:
                                              welcome to the real world. u nas czegos takiego jak badania wlasne praktycznie
                                              (podkreslam: praktycznie, bo to zalezy od wielu rzeczy - na przyklad sa uczelnie
                                              kotre daja forse mlodym badaczom na maly rozruch) nie ma. rzadowe pieniadze na
                                              badania ida glownie na pensje, troche na konferencje i ewentualnie jakies drobne
                                              wydatki. mowie o naukach spolecznych, jak jest na fizyce nie wiem.

                                              dzis w UK nie ma czegos grantow na badania, ktore bys sobie chcial. w naukach
                                              splecznych wlasciwie jest jedna fundacja, ktora jeszcze daje forse dlatego bo
                                              jest fajny i intelektualnie stymulujacy projekt. reszta ma thematic priorities -
                                              niby nie maja wplywu, ale..... czy to jest marnowanie? kwestia dyskusji. mozna
                                              uznac, ze badania realizuja polityke badawcza panstwa i skoro to sa panstwoe
                                              pieniadze, to realizujemy. co wiecej, coraz rzadziej w naukach spolecznych
                                              (badan nie znam, mowie o tym, co sie mowi) sklada sie granty o projekty
                                              trzyletnie na przyklad. dominuja projekty roczne, dwuletnie. dlaczego? bo sa
                                              tansze. czy to ma wplyw na to, co sie da zrobic, co sie robi: no jasne. do tego
                                              jest jeszcze aspekt polityczny badan (co wypada robic: wiadomo ze badania wsrod
                                              kobiet sa lepsze niz wsrod mezczyzn itd itd).

                                              wiec jeszcze raz: narzekasz na rzeczy, ktore my w UK znamy od lat. wiec zacznij
                                              sie przyzwyczajac. bedzie tylko gorzej.
                                              • charioteer1 Re: badania wlasne......in your dreams 27.03.09, 01:07
                                                Widzisz, tylko roznica jest taka, ze w UK uczelnie maja jakas infrastrukture. W
                                                Polsce z ta infrastruktura jest ogolnie zle. U nas te rzadowe pieniadze ida
                                                glownie na konferencje i literature. Na nic wiecej praktycznie nie starcza. Jak
                                                bede miec taki kaprys, zeby sobie sprowadzic niepublikowana prace doktorska z
                                                Kalifornii, albo ksiazke wydana przez University of Iowa w malym nakladzie, to
                                                moge to sfinansowac jedynie z grantu. To samo dotyczy zakupow w Amazonie i
                                                kupowania artykulow w internecie, bo przepisy sa kretynskie. BTW artykulu w
                                                internecie do tej pory mi sie nie udalo kupic - jedynie prywatna karta kredytowa.
                                                • dala.tata Re: badania wlasne......in your dreams 27.03.09, 01:12
                                                  masz troche racji, ale tylko troche. bo uczelnie sa rozne: kwadratowe i
                                                  podluzne, jednak rzeczywiscie wiekszosc bedzie mialo wypozyczalnie
                                                  miedzybiblioteczna, ktora sprowadzi ci te ksiazke z U of Iowa Press, jesli sie
                                                  juz uprzesz (nie wiem troche po co, bo jako ktos publikuje w U of Iowa, to
                                                  najprawodopodobniej nie chciano mu opublikowac nigdzie indziej i zamiast do
                                                  vanity press, poszedl do Iowa).

                                                  a niepublikowanej pracy z Kalifornii to chyba mi tez nie sprowadza. dodam
                                                  jednak: i bardzo slusznie! sa granice sciagania badziewia nawet w UK. jesli
                                                  bedzie wystarczajaco dobra, to autor ja opublikuje.
                                                  • charioteer1 Re: badania wlasne......in your dreams 27.03.09, 01:22
                                                    Masz troche racji, ale tez nie do konca. TA konkretna praca doktorska byla
                                                    cytowana wiele razy, choc nigdy jej nie opublikowano. TA konkretna ksiazka z
                                                    University of Indiana to byl tez doktorat. Obie prace byly przelomowe i
                                                    pionierskie. Obie mam dzieki uprzejmosci kolegow pracujacych za granica.
                                        • herrkagan Re: konferencje o muerte! 27.03.09, 10:17
                                          A co zlego widzisz w tym, ze naukowiec sam finansuje swe badania,
                                          przynajmniej na poczatku. Taki np. Nicola Tesla, (ktory jest, i na
                                          100% slusznie, posiadaczem amerykanskiego patentu na radio, i
                                          ktoremu proponowano, i to nie raz, nagrode Nobla), na poczatku
                                          naprawial w USA silniki elektryczne (wowczas to byla nowosc), aby
                                          zarobic na swe badania nad pradem zmiennym wysokiego napiecia. Nie
                                          pytaj sie co Polska moze Ci dac, ale co TY mozesz dac dla Polski!
                                          Pozdr. :)
                                          • pr0fes0r Re: konferencje o muerte! 27.03.09, 10:37
                                            Pięknie powiedziane.
                                            A tak a propos tego dawania dla Polski - to kiedy wyjazd?
                                            • herrkagan Re: konferencje o muerte! 27.03.09, 10:49
                                              Wyjezdzam w lecie, gdyz niestety, ale nie ma dla mnie miejsca w
                                              mojej Ojczyznie. Wyjade jak kiedys wyjechal z Polski Jozef Schmidt -
                                              bez entuzjazmu, z koniecznosci... Boleje nad upadkiem polskiej
                                              nauki, ale sam jej przeciez nie naprawie, szczegolnie przy
                                              takiej "czestochowskiej" obronie habilitacji i profesur
                                              belwederskich...
                                              • dala.tata ciezko bedzie bez ciebie, ale damy rady! n/t 27.03.09, 13:02

                                                • petrucchio Re: ciezko bedzie bez ciebie, ale damy rady! 27.03.09, 13:58
                                                  Podwiniemy rękawy, zaciśniemy zęby i będziemy dalej pchać ten, panie dzieju,
                                                  kamień Syzyfa. I z daleka będziemy spoglądać z zawiścią na rozkwit nauki
                                                  cypryjskiej/australijskiej (niepotrzebne skreślić) pod energetyzującym wpływem
                                                  kaganowskich impulsów intelektualnych. Ale od czego Internet? Nasz pocieszny
                                                  mały troll przybędzie choćby z antypodów, żeby plątać się pod nogami
                                                  forumowiczów i zabawiać nas jękami.
                                                  • herrkagan Re: ciezko bedzie bez ciebie, ale damy rady! 27.03.09, 14:40
                                                    Uwazasz, ze krytyka habilitacji, belwederskiej profesury i
                                                    nieuznawania w Polsce zachodnich doktoratow to trollowanie? No coz,
                                                    mozna i tak...
                                                  • ford.ka Re: ciezko bedzie bez ciebie, ale damy rady! 27.03.09, 14:42
                                                    Z treścią się często zgadzamy, ale z formą nigdy nie. Tacy jesteśmy
                                                    esteci ;)
                                                  • herrkagan Re: ciezko bedzie bez ciebie, ale damy rady! 27.03.09, 23:23
                                                    No coz, mam wiodac inne poglady na estetyke niz wy... ;)
                                                    Pozdr. :)
                                                    ford.ka napisał(a/o): Z treścią się często zgadzamy, ale z formą
                                                    nigdy nie. Tacy jesteśmy esteci ;)
                                                • herrkagan Re: ciezko bedzie bez ciebie, ale damy rady! n/t 27.03.09, 14:39
                                                  Dawaliscie sobie rade dotad, to i pociagniecie dalej. Tyle, ze nikt
                                                  was za granica powaznie traktowac nie bedzie...
                                              • adept44_ltd Re: konferencje o muerte! 27.03.09, 20:16
                                                zbierać truskawki? ponoć nędzne rokowania na to lato... ;-)
                                                • herrkagan Re: konferencje o muerte! 27.03.09, 23:24
                                                  A czemu nie np. pomidory albo winogrona?
                                                  • adept44_ltd Re: konferencje o muerte! 28.03.09, 00:20
                                                    ależ proszę bardzo!
                                                  • petrucchio Re: konferencje o muerte! 28.03.09, 11:16
                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > ależ proszę bardzo!

                                                    Byle nie malinki. Od malinek wara.
                                                  • herrkagan Reforma nauki polskiej 28.03.09, 13:53
                                                    Jeszcze raz powtarzam, ze polska nauka potrzebuje przede wszystkim:
                                                    1) Prywatyzacji politechnik, akademii rolniczych i medycznych oraz
                                                    uczelni ekonomicznych.
                                                    2) Zniesienia dozywotniej, belwederskiej profesury.
                                                    3) Zniesienia habilitacji.
                                                    4) Uznawania dyplomow zagranicznych nie wedlug krajow, a wedlug
                                                    uczelni...
                                                    Pozdr. :)
                                                    lech.keller@gmail.com
                                                  • adept44_ltd Re: Reforma nauki polskiej 28.03.09, 14:21
                                                    demon repetycji...
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 28.03.09, 18:02
                                                    Powtarzam oczywiste postulaty, poniewaz tylko ta droga moge trafic
                                                    do zakutych lbow decydentow z rzadu (rozumianego szeroko - nie tylko
                                                    jako gabinet, czyli premier z ministrami, ale tez i wszyscy poslowie
                                                    rzadzacej koalicji)...
                                                  • ford.ka Re: Reforma nauki polskiej 28.03.09, 21:58
                                                    Powtarzasz oczywiste bzdury. Co ma znaczyć "sprywatyzować"? Oddać
                                                    udziały profesorom za darmo czy sprzedać za kasę?
                                                    Jeśli wybierasz sprzedaż za kasę, kto miałby ją wyłożyć? Myślisz, że
                                                    na szkolnictwie wyższym można zarobić tyle, żeby utrzymać najdroższe
                                                    możliwe studia, bo takie właśnie chcesz prywatyzować? Myślisz, że to
                                                    zbieg okoliczności, że wszystkie prywatne szkoły wyższe uczą
                                                    języków, politologii, zarządzania, europeistyki i innych pierdół, do
                                                    których wystarcza kreda i tablica?
                                                    Będą się utrzymywać za czesne? Jaki bank pożyczy przyszłemu
                                                    lekarzowi na czesne przy dzisiejszych płacach w ochronie zdrowia?
                                                    Mam jeszcze parę podobnych pytań w zanadrzu ;) Wszystkie są
                                                    oczywiste.
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 28.03.09, 22:21
                                                    Sprywatyzowac, czyli sprzedac na aukcji temu, kto da najwiecej,
                                                    oczywiscie ponad cene rezerwy (minimalna). Oczywiscie obecna
                                                    profesura z definicji nie mogla by brac udzialu w tej aukcji, gdyz
                                                    to ona doprowadzila polska nauke do stanu upadku.
                                                    Na szkolnictwie wyszym mozna zarobic, i to dobrze. Wystarczy, aby
                                                    kase dostawali od panstwa i sektora prywatnego studenci i badacze, a
                                                    nie uczelnie, jak to sie dzis dzieje.
                                                    Obecnie w Polsce nie ma dobrych wyszych szkol prywatnych, bo kasa
                                                    idzie na panstwowe dinozaury. Uczelnie prywatne beda sie zas
                                                    utrzymywac z pieniedzy wpalcanych za studia od studentow, a wiec z
                                                    czesnego, ktore studenci beda otrzymywac na ten cel od panstwa w
                                                    formie pozyczki oddawanej po rozpoczeciu pracy (np. podobnie jak
                                                    australijski HECS). I chetnie odpowiem bardziej szczegolowo i na
                                                    wiecej pytan,o ile moj post nie zniknie, ale w poniedzialek, bo
                                                    jutro mam zajecia ze studentami zaocznymi (studia inzynierskie, jak
                                                    bys sie pytal)... I lekarze zarabiaja dzis w PL krocie, oczywiscie
                                                    nie z panstwowych etacikow, ale z praktyki prywatnej...
                                                    Pozdr. :)
                                                  • ford.ka Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 00:25
                                                    > Sprywatyzowac, czyli sprzedac na aukcji temu, kto da najwiecej,
                                                    oczywiscie ponad cene rezerwy (minimalna). Oczywiscie obecna
                                                    profesura z definicji nie mogla by brac udzialu w tej aukcji, gdyz
                                                    to ona doprowadzila polska nauke do stanu upadku.
                                                    I kto wezmie udzial w tej aukcji? Oczywiscie, w innym celu niz
                                                    pozbycie sie gruntow w dobrym punkcie miasta.
                                                    > Na szkolnictwie wyszym mozna zarobic, i to dobrze. Wystarczy, aby
                                                    kase dostawali od panstwa i sektora prywatnego studenci i badacze, a
                                                    nie uczelnie, jak to sie dzis dzieje.
                                                    Jakies przyklady takich, co zarobili na inwestycjach w szkolnictwo
                                                    wyzsze? Takie z medycyna, polibuda, fizyka itd. czyli takimi, ktore
                                                    kosztuja.
                                                    > Obecnie w Polsce nie ma dobrych wyszych szkol prywatnych, bo kasa
                                                    idzie na panstwowe dinozaury. Uczelnie prywatne beda sie zas
                                                    utrzymywac z pieniedzy wpalcanych za studia od studentow, a wiec z
                                                    czesnego, ktore studenci beda otrzymywac na ten cel od panstwa w
                                                    formie pozyczki oddawanej po rozpoczeciu pracy (np. podobnie jak
                                                    australijski HECS).
                                                    W teorii sie zgadzam. Ale praktyce byloby tak - robimy skok na kase
                                                    panstwowa z dodatkowymi kosztami zorganizowania systemu
                                                    stypendialnego. W USA ludzie bankrutuja pod ciezarem kredytow
                                                    studenckich. Bedziemy mieli wreszcie USA u siebie.
                                                    > I lekarze zarabiaja dzis w PL krocie, oczywiscie nie z panstwowych
                                                    etacikow, ale z praktyki prywatnej...
                                                    W PL trafiaja sie lekarze, ktorzy bardzo dobrze zarabiaja. Zwykle w
                                                    duzych miastach i w dochodowych specjalnosciach. Niestety, nie
                                                    przeklada sie to na to ze "lekarze zarabiaja krocie". Dochodowa
                                                    praktyka prywatna to nie jest cos, co sie dostaje razem z dyplomem.
                                                    Wiekszosc nie dochodzi do tego nigdy n.p. anestezjolodzy moga sie
                                                    zalapac tam i sam ale nie ma ani jednego anatomopatologa z prywatna
                                                    praktyka ;)
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 19:17
                                                    1) Kto zarobil na szkolach wyzszych? A chocby wlasciciele
                                                    renomowanych amerykanskich uniwerytetow. Jesli pracodawcy sa gotowi
                                                    placic wiecej absolwentom dobrych uczelni (bowiem wtedy maja
                                                    gwarancje, ze przyjmuja do pracy kogos, kto ma nie tylko dyplom, ale
                                                    takze i wiedze, z ktorej potrafi korzystac), to taka dobra uczelnia
                                                    moze wymagac wyzszego czesnego, a banki dadza wtedy pozyczki
                                                    studentom takich dobrych uczelni.
                                                    2) Mowa byla o pozyczkach glownie z PANSTWOWYCH bankow, np. Banku
                                                    Gospodarstwa Krajowego, na rozsadny procent i o splatach takich, aby
                                                    bylo na nie stac tychze absolwentow.
                                                    3) Oczywiscie nie zyjemy na idealnym swiecie, i niektorzy
                                                    lekarze "naturalnie" zarabiaja lepiej niz inni. Ale sprawa reformy
                                                    sluzby zdrowia to osobna sprawa - w skrocie powiina byc ona
                                                    nastawiona glownie na profilaktyke i leczenie pacjentow, ktorzy
                                                    rokuja szanse na wyleczenie. Moim zdaniem bezsensowne jest np.
                                                    leczenie raka u nalogowych palaczy tytoniu (bardzo kosztowny
                                                    przypadek Religi) czy tez leczenie oczywiscie beznadziejnych
                                                    przypadkow, gdyz za pieniadze wyrzucone na nieskuteczne z gory
                                                    leczenie jednego takiego beznadziejnego przypadku typu Religi, mozna
                                                    by na 100% wyleczyc wiele osob, ktore obecnie nie maja szansy na
                                                    dostanie sie do porzadnego lekarza, bo nie sa znanymi profesorami
                                                    medycyny i nie maja na tyle ciekawej choroby, ze za jej leczenie
                                                    mozna by sie np. habilitowac...
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 19:20
                                                    PS: nabywca musialby podpisac cyrograf, ze nie sprzeda gruntow, nie
                                                    wynajmie budynkow i bedzie prowadzic uniwersytet, i to na dobrym
                                                    poziomie (ocena np. na podstawie bezrobocia i plac absolwentow)...
                                                    Firmy sie zas znajda, np. istniejace zachodnie dobre uniwersytety...
                                                    Jesli oddalismy Zachodowi nasze banki i nasz przemysl, to czemu
                                                    mielibysmy nie oddac uniwerytetow tym, ktorzy potrafia nimi lepiej
                                                    zarzadzac?
                                                  • giov-anni Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 00:39
                                                    znajac z linkow w AustLII twoja tam historie to raczej tego HECS-u nie
                                                    zdazyles splacic,tak ze nie pisz bzdur o oplacalnosci tego rodzaju businesu,
                                                    wiesz doskonale,ze uczelnie australijskie utrzymuja sie glownie z
                                                    pelnoplatnych studentow azjatyckich,znajdziesz u nas w Kraju takie liczne
                                                    zaplecze $$$$ platne z gory? Na HECS-e to oni tam wychodza jak Zablocki,
                                                    wlasnie ty o tym powinienes wiedziec najlepiej;),tym bardziej,ze zaczynasz ja
                                                    splacac bardzo niskimi ratami(bez %) dopiero kiedy osiagniesz zarobki powyzej
                                                    Au$41,595.Wytlumacz w warunkach polskich jak to zrobic,moze ty wylozysz ta
                                                    kase?Bo banki raczej nie.Wiem,ze twoja specialnosc to SF ale nie przesadzaj....

                                                    www.ato.gov.au/individuals/content.asp?doc=/content/8356.htm&pc=001/002/046/002/013&mnu=&mfp=&st=&cy=1
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 19:27
                                                    Znow ad personam? Ja placilem w Australii po kilkadziesiat tysiecy
                                                    dolarow podatku rocznie (marginalna stawka ponad 50%) przez prawie
                                                    20 lat. I nie uwazam, ze model australijski jest idealny, ale ma tez
                                                    swe dobre strony, np. ow HECS.
                                                    A kase u nas wyloza banki, tyle ze panstwowe, np. Bank Gospodarstwa
                                                    Krajowego (BGK), ktory otrzyma ja od rzadu - rzad po prostu wplaci
                                                    te kase, ktora dzis jest marnowana na polskich wyzszych uczelniach,
                                                    do BGK, ktory bedzie z kolei finansowac nie uczelnie, a studentow i
                                                    naukowcow.
                                                  • charioteer1 Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 19:35
                                                    Krotko mowiac, idea kaganowych reform jest taka, ze ta sama panstwowa kasa
                                                    bedzie przekladana z jednej kieszeni do drugiej po to, zeby zarobil prywatny
                                                    wlasciciel.

                                                    Nasz ekonomista-fantasta nie rozumie, ze uniwersytet nie jest spolka akcyjna,
                                                    ktora placi dywidendy.

                                                    Ford, o ile dobrze rozumiem, twoj watek jest o tym, ze przy takim finansowaniu
                                                    to juz wlasciwie za chwile nie bedzie czego reformowac. Jezeli kaganowe pomysly
                                                    na cudowne rozmnozenie kasy ci odpowiadaja, to OK. Jezeli nie, to nie dawaj
                                                    wiecej zajecia naszemu etatowemu reformatorowi od wszystkiego. Sam sobie zajecie
                                                    znajdzie, nie trzeba go do tego specjalnie zachecac.
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 20:03
                                                    1) Nie, pieniadze na nauke maja byc pozyczane z banku, a nie
                                                    otrzymywane, jak dzis, za nic i bez potrzeby rozliczenia sie z nich.
                                                    A to wszystko po to, aby zwiekszyc odpowiedzialnosc naukowcow i
                                                    studentow za te fundusze, ktore otrzymuja oni od podatnikow. Student
                                                    bedzie musial odpracowac koszt studiow, a naukowcom umorzy sie
                                                    pozyczke, gdy beda mieli oni konkretne rezultaty (chyba, ze sami
                                                    zarobia na ekspertyzach i sprzedazy patentow i know how).
                                                    2) Uniwersytet ma zas przynosic dochody tylko jako calosc - wiadomo,
                                                    ze historia sztuki sie raczej sama nie utrzyma, ale utrzymac sie
                                                    moze i powinna medycyna, farmacja, nauki scisle (fizyka, chemia,
                                                    geologia) oraz utrzymac sie powinna sama ekonomia czy zarzadzanie
                                                    oraz oczywiscie prawo.
                                                    3) I czemu uniwerytet nie mial by przynosic spoleczenstwu wymiernych
                                                    korzysci? Uniwersytet jest dla calego spoleczenstwa, a nie tylko dla
                                                    jego studentow i pracownikow!
                                                    4) I czemu boisz sie merytorycznej dyskusji ze mna?
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 20:05
                                                    Charioter, rozumiem, iz uwazasz, ze obecny system jest dobry, i nie
                                                    nalezy go psuc. Tylko czemu polska nauka sie nie liczy dzis na
                                                    swiecie?
                                                  • charioteer1 Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 20:16
                                                    Kaganku,

                                                    1. zeby merytorycznie dyskutowac, trzeba sie trzymac faktow, a ty nie umiesz.

                                                    2. Co ja uwazam, to bylo na tym forum w innych watkach.

                                                    EOT z mojej strony.
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 29.03.09, 21:00
                                                    Brak ci kontrargumentow i tyle, a wiec rejterujesz...
                                                  • starywiarus Re: Reforma nauki polskiej 30.03.09, 15:10
                                                    herrkagan napisało:

                                                    > Znow ad personam? Ja placilem w Australii po kilkadziesiat tysiecy
                                                    > dolarow podatku rocznie (marginalna stawka ponad 50%) przez prawie
                                                    > 20 lat.


                                                    Po kilkadziesiąt tysięcy dolarow rocznie płaciłeś, niepoprawny
                                                    fantasto? Marginalna stawka ponad 50%? Opowiedz to w ATO jak
                                                    przyjedziesz następnym razem, może śmiech ich obezwładni i zdołasz
                                                    się wymknąć tylnymi drzwiami.

                                                    ===================================================
                                                    Tax Rates 2004/05
                                                    0 - $6,000
                                                    Nil
                                                    $6,001 - $21,600
                                                    17c for each $1 over $6,000
                                                    $21,601 - $58,000
                                                    $2,652 plus 30c for each $1 over $21,600
                                                    $58,001 - $70,000
                                                    $13,572 plus 42c for each $1 over $58,000
                                                    Over $70,000
                                                    $18,612 plus 47c for each $1 over $70,000
                                                    ===================================================
                                                    Tax rates 2005-06
                                                    $0 – $6,000
                                                    Nil
                                                    $6,001 – $21,600
                                                    15c for each $1 over $6,000
                                                    $21,601 – $63,000
                                                    $2,340 plus 30c for each $1 over $21,600
                                                    $63,001 – $95,000
                                                    $14,760 plus 42c for each $1 over $63,000
                                                    Over $95,000
                                                    $28,200 plus 47c for each $1 over $95,000
                                                    ===================================================
                                                    Tax rates 2007-08
                                                    $1 – $6,000
                                                    Nil
                                                    $6,001 – $30,000
                                                    15c for each $1 over $6,000
                                                    $30,001 – $75,000
                                                    $3,600 plus 30c for each $1 over $30,000
                                                    $75,001 – $150,000
                                                    $17,100 plus 40c for each $1 over $75,000
                                                    $150,001 and over
                                                    $47,100 plus 45c for each $1 over $150,000
                                                    ===================================================
                                                    Tax rates 2008-09
                                                    Taxable income
                                                    Tax on this income
                                                    $0 – $6,000
                                                    Nil
                                                    $6,001 – $34,000
                                                    15c for each $1 over $6,000
                                                    $34,001 – $80,000
                                                    $4,200 plus 30c for each $1 over $34,000
                                                    $80,001 – $180,000
                                                    $18,000 plus 40c for each $1 over $80,000
                                                    $180,001 and over
                                                    $58,000 plus 45c for each $1 over $180,000
                                                    ===================================================
                                                    Znaczy, te kilkadziesiąt tysięcy rocznie to od płac z tych posad?
                                                    Śmiechu kupa.

                                                    - Rachman & Stoltzmann International (Melbourne) Consultant (since
                                                    2001)
                                                    - University of Western Sydney – Researcher (1999-2000)
                                                    - Compaq Computer (Melbourne and Minneapolis) Consultant (1998-2000)
                                                    - Monash University (Melbourne) - Lecturer (1995-1998)
                                                    - The University of Melbourne Researcher (1993-1995)
                                                    - SBS Radio 3EA (Melbourne) Journalist (1991-1992)
                                                    - Australian Eagle Insurance (Melbourne and London) Project Leader
                                                    (1989-1991)
                                                    - ANZ Bank (Melbourne) Business Analyst (1986-1989)
                                                    - Telecom Australia (Melbourne) Project Leader (1985-1986)
                                                    - Logical Computer Systems (Melbourne & Sydney) Consultant (1984-
                                                    1985)
                                                    - Witwatersrand University (Johannesburg) Lecturer (1982-1984)
                                                    - Datapoint Corporation (Cologne & Johannesburg) Systems Analyst
                                                    (1982-1983)
                                                    - Fletcher Challenge Group (Auckland) Business Analyst (1981-1982)
                                                    - Impexmetal (Warsaw) Dataprocessing Manager (1980-1981)
                                                    - Institute of Organisation and Management (Warsaw) Researcher
                                                    (1976-1980)
                                                    - Warsaw School of Economics Research Assistant (1972-1976)

                                                    NB: Zanim zaczniesz szaleć, wołać o pomstę do nieba i pisać skargi:
                                                    Twoje CV jest twego własnego pióra. Pochodzi z twojej własnej
                                                    website, gdzieś je opublikował w celu autopromocji.

                                                    mywebpage.netscape.com/ljkel2/aboutme.html

                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 30.03.09, 17:57
                                                    Otoz to, moj mily wiarusie. Przytoczyles dane za lata 2004-2009,
                                                    kiedy to mnie juz od dawna nie bylo w Australii...
                                                    Placilem zas te marginalna stawke ponad 50%, kiedy pracowalem w Oz w
                                                    nastepujacych firmach (co zreszta sam raczyles zauwazyc):
                                                    - University of Western Sydney – Researcher (1999-2000)
                                                    - Compaq Computer (Melbourne and Minneapolis) Consultant (1998-2000)
                                                    - Monash University (Melbourne) - Lecturer (1995-1998)
                                                    - The University of Melbourne Researcher (1993-1995)
                                                    - SBS Radio 3EA (Melbourne) Journalist (1991-1992)
                                                    - Australian Eagle Insurance (Melbourne and London) Project Leader
                                                    (1989-1991)
                                                    - ANZ Bank (Melbourne) Business Analyst (1986-1989)
                                                    - Telecom Australia (Melbourne) Project Leader (1985-1986)
                                                    - Logical Computer Systems (Melbourne & Sydney) Consultant (1984-
                                                    1985)
                                                    I ps: podawaj aktualne linki:
                                                    Dear AOL Hometown user, We're sorry to inform you that as of Oct.
                                                    31, 2008, AOL® Hometown was shut down permanently. We sincerely
                                                    apologize for any inconvenience this may cause.
                                                    Sincerely,
                                                    The AOL Hometown Team
                                                    ___
                                                    Wyznanie Starego Kloszarda:
                                                    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
                                                    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
                                                    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
                                                  • starywiarus Re: Reforma nauki polskiej 31.03.09, 11:50
                                                    herrkagan napisała:

                                                    > Otoz to, moj mily wiarusie. Przytoczyles dane za lata 2004-2009,
                                                    > kiedy to mnie juz od dawna nie bylo w Australii...

                                                    Wyjechałeś dopiero w 2005, kiedy sąd nakazał ci wpłacić AUD 4520
                                                    kaucji na pokrycie kosztów dalszego pieniaczenia się z Monash Uni,
                                                    któremu usiłowałeś udowodnić, bez powodzenia, żeś był jego
                                                    pracownikiem. Szczegóły w AUSTLII.

                                                    > - University of Western Sydney – Researcher (1999-2000)
                                                    Marginalna stawka 1999-2000 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
                                                    ponad AUD50001 p.a.

                                                    > - Compaq Computer (Melbourne and Minneapolis) Consultant (1998-
                                                    2000)

                                                    Marginalna stawka 1998-1999 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
                                                    ponad AUD50001 p.a.

                                                    > - Monash University (Melbourne) - Lecturer (1995-1998)

                                                    Nigdy nie byleś etatowym wykładowcą Monash Uni, to już ustalono w
                                                    sądzie,szczegóły w AUSTLII. Marginalna stawka 1997-1998 wynosiła 47%
                                                    i naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001 p.a. Marginalna stawka
                                                    1996-1997 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001
                                                    p.a. Marginalna stawka 1995-1996 wynosiła 47% i naliczano ją od
                                                    nadwyżki ponad AUD50001 p.a.

                                                    > - The University of Melbourne Researcher (1993-1995)

                                                    Marginalna stawka 1994-1995 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
                                                    ponad AUD50001 p.a. Marginalna stawka 1993-1994 wynosiła 47% i
                                                    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001 p.a.

                                                    > - SBS Radio 3EA (Melbourne) Journalist (1991-1992)

                                                    Marginalna stawka 1991-1992 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
                                                    ponad AUD50001 p.a.

                                                    > - Australian Eagle Insurance (Melbourne and London) Project Leader
                                                    > (1989-1991)

                                                    Marginalna stawka 1990-1991 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
                                                    ponad AUD50001 p.a. Marginalna stawka 1989-1990 wynosiła 48% i
                                                    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001 p.a.

                                                    > - ANZ Bank (Melbourne) Business Analyst (1986-1989)

                                                    Marginalna stawka 1988-1989 wynosiła 49% i naliczano ją od nadwyżki
                                                    ponad AUD35001 p.a. Marginalna stawka 1987-1988 wynosiła 49% i
                                                    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD35001 p.a

                                                    Marginalna stawka 1986-1987 wynosiła 57.08% i naliczano ją od
                                                    nadwyżki ponad AUD35001 p.a - bingo, ale ostatnio w 1986 roku...

                                                    50% stawki marginalnej lub powyżej od zarobku powyżej AUD 35000
                                                    mogłeś płacić nie później niż w roku finansowym 1986-87. AUD 35000
                                                    mógł ewentualnie wtedy zarabiać szef twojego szefa...

                                                    Źródło: www.bendzulla.com/ref8.html
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 31.03.09, 23:00
                                                    I znow PUDLO, wiarus: wyjechalem z Oz dokaldnie na jesieni roku
                                                    2003, gdyz dostalem wowczas oferte objecia stanowiska Visiting
                                                    Professor na UMCSie w Lublinie, po czym otrzymalem po roku podobna,
                                                    ale finansowo ciekawsza oferte ze Szczecina (projekt LAMA - sam
                                                    sobie sprawdz na lama.edu.pl/sz/?a=f0f37).
                                                    A ze sądy pracy w Australii to tzw. Kangaroo Courts, to wie kazde
                                                    australijskie dziecko...
                                                    I sam napisales, ze marginalna stawka 1988-1989 wynosiła 49% i
                                                    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD35001 p.a. Marginalna stawka 1987-
                                                    1988 wynosiła 49% i naliczano ją od nadwyżki ponad AUD35001 p.a.
                                                    Marginalna stawka 1986-1987 wynosiła 57.08% i naliczano ją od
                                                    nadwyżki ponad AUD35001 p.a ... Solidna robote wykonales, wiarus,
                                                    ale jako bezrobotny na brak czasu przeciez nie narzekasz!
                                                    Tak wiec zdarzylo sie mi wtedy zarobic nieco ponad te 35K brutto.
                                                    Otrzymalem bowiem premie z okazji konca roku i Xmas w wysokosci AUD
                                                    ok. 1000, z czego ponad polowe zjadl podatek.
                                                    A co do Monash: bylem etatowym pracownikiem naukowym Monash
                                                    University, tyle ze na kontrakcie "od-do", a nie na tzw. "tenure" i
                                                    tylko to ustalil sąd pracy...
                                                    A kiedy ja zarabialem w ANZ ok. 35K, to moj szef zarabial na pewno
                                                    jakies min. 5K wiecej, a jego szef wiecej od niego o jakies
                                                    conajmniej natepne 5K, jak nie wiecej.
                                                    Jak widac wiarus, nigdy nie pracowales w Australii na stanowisku
                                                    wyzszym niz kierownik zmiany w tzw. restauracji firmy McDonald's...
                                                    Pozdrowka! :)
                                                    Kagan, twe nemezis ;)
                                                  • ford.ka Re: Reforma nauki polskiej 01.04.09, 16:56
                                                    Pytanie dla porządku: jaki związek ma ta radosna pyskówka z tematem
                                                    dyskusji? Czy moglibyście Panowie wziąć swoje maczugi, wyjść na
                                                    zewnątrz i załatwić sprawę jak mężczyźni - do krwi ostatniej?
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 01.04.09, 17:05
                                                    To nie ja ja to zaczalem. Ja tylko przedtawilem swe tezy na temat
                                                    koniecznych reform polskiej nauki. Atak ad personam to nie ja
                                                    zaczalem...
                                                  • adept44_ltd Re: Reforma nauki polskiej 01.04.09, 17:28
                                                    wierzę mu, dwa razy powtórzył to samo i jeszcze się zająknął, jest szczery
                                                  • herrkagan Re: Reforma nauki polskiej 01.04.09, 17:47
                                                    Znow nie na temat... :(
    • tocqueville Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 24.03.09, 08:33
      muszę się zgodzić z fordem.ka
      więcej nie napiszę, bo pewnie uderzyłbym w tony narzekanctwa
      i rzeczywiście zauważyłem, że o doktoracie myślą (a w każdym razie go zdobywają)
      osoby o pewnej ustabilizowanej pozycji, w której posiadanie mieszkania stanowi
      warunek podstawowy
    • herrkagan Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 25.03.09, 11:26
      A moja uczelnia zatrudnia na etacie zasadniczo tylko doktorow...
      Fordka napisala: Porozmawiałem ostatnio z moim nieco młodszym
      kolegom zatrudnionym na stanowisku lektora (mamy takie, bo dydaktyki
      sporo, a doktoranci nie nastarczą), który wytłumaczył mi, dlaczego
      nie zamierza pisać doktoratu. Bo razem z żoną odkładają na
      mieszkanie i za dwa lata powinni mieć już na wkład własny, a
      doktorat by to skutecznie uniemożliwił. Nie mógłby uczyć prywatnie,
      bo jednak czytanie, pisanie itd zajmuje czas i środki (lingwista,
      więc przynajmniej eksperymentów za wiele nie robi, ale sprzęt,
      oprogramowanie i trochę drogich książek potrzebuje), a może zarobić,
      bo uczy języka i robi tłumaczenia, potencjalne korzysci z
      osiągnięcia doktoratu są zaś śmieszne.
    • ford.ka bez komentarza 25.03.09, 11:31
      www.solidarnosc.org.pl/ksn/Bullet/2009/nr1_2(154_155).pdf
      "Dla 18 tys. doktorantów przewidziano finansowanie w wys. ok. 19 mln
      zł, czyli ok. 100 zł na głowę miesięcznie." Str. 6
    • niewyspany77 Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 12:04
      bzdura. imho i subiektywnie, ale mysle ze za habiltacja sa tacy jak ja: krotko
      po doktoracie i staraja sie cos robic, mimo ze ciagle w oczy wieje i wieje, a
      nawet nie zamierza przestac wiac. bo widzisz kagan, my nie chcemy profesorow
      doktorow bez dorobku ale z duzym stazem pracy akademickiej.
      • herrkagan Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 12:12
        Ja mam dporobek naukowy po doktoracie, wiec mnie twe ataki chyba nie
        dotycza. Wystarczy np. odroznic Research Professors od Senior
        Lecturers, jak np. w Australii: pierwsi prowadza glownie badania, i
        zarabiaja wiecej, a drudzy, ze relatywnie mniejsza kase prowadza
        glownie dydaktyke...
        • niewyspany77 Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 12:15
          nie atakuje nikogo tylko mowie, dlaczego sie z toba nie zgadzam.
      • charioteer1 Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 15:57
        niewyspany77 napisał:

        > bzdura. imho i subiektywnie, ale mysle ze za habiltacja sa tacy jak ja: krotko
        > po doktoracie i staraja sie cos robic

        To sie pokrywa z moimi obserwacjami. Mysle, ze druga liczna grupa to osoby
        krotko po habilitacji.
        • herrkagan Olbracht Jednokamieniec 25.03.09, 17:34
          Mozna bardzo wiele zrobic BEZ habilitacji! Ilu noblistow z fizyki,
          chemii, medycyny czy ekonomii mialo ostatnio habilitacje? Chyba
          ostatni dr hab., ktory cos naprawde znaczacego zrobil dla postepu
          nauki to byl niejaki Albert Einstein... ;) Po naszemu Olbracht
          Jednokamieniec.
    • adept44_ltd Re: Przestancie narzekac! 25.03.09, 12:32
      lesio, no to był skrót, nie masz go w PL, więc nie możesz pracować jako adiunkt,
      a jeśli pracujesz to poproszę o link do informacji o tym...
    • adept44_ltd Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 12:34
      lesio, to nie są ataki ad personam, one dotyczą twoich poglądów, bo u ich
      podstaw znajduje się the great swindle (no może nie rock and roll...). Bo to co
      tu piszesz, to może pisać albo ktoś, kto nie ma pojęcia, o czym pisze..., albo
      ktoś, kto se jaja robi...
    • adept44_ltd Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 12:45
      dobra, lesiu, ja tam z tobą się nie będę kłócił, mnie to już wystarczy do
      zweryfikowania twoich poglądów, miłego dnia, choć zimno dziś jakoś.
      • herrkagan Re: Kto jest za habilitacja? 25.03.09, 12:47
        Moje poglady sa ma prywatna sprawa. Moge je otwarcie glosic, gdyz
        gloszac je nie naruszam w niczym ani prawa, ani zasad moralnych
        obowiazujacych w PL czy w UE...
        Tez "have a nice day".
    • charioteer1 Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 25.03.09, 16:40
      Pare cytatow:
      wyborcza.pl/1,75248,6421966,Atak_na_place.html

      "Związki zawodowe Kompanii Węglowej - 16 kopalni, 40 tys. pracowników - domagają się podwyżek pensji o 8 proc. To średnio 464 zł brutto na górnika. Koszt: 372 mln zł."

      Prosze policzyc, ile srednio zarabia gornik i porownac z pensja profesorska.

      "Zarząd proponuje nam wzrost pensji tylko o 4,6 proc. Pod warunkiem że wykonamy plany wydobycia - narzeka Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce. - Uważamy, że podwyżka nam się należy, bo koszty życia rosną."

      "W PGNiG chcą wzrostu pensji o 11 proc. Przeciętne wynagrodzenie wynosi tu 4,5 tys. zł. W KGHM dwa największe związki chcą 8-procentowych podwyżek - 300-350 zł dla każdego pracownika. Przeciętna płaca: 7,9 tys."

      "O podwyżki walczy też branża energetyczna. W dwóch spółkach gdańskiej grupy Energa władze już zgodziły się na 8-procentowy wzrost płac. Średnia pensja to 4,5 tys. brutto. Do tego dochodzą gwarancje pracy i płacy do 2017 r., 80 proc. zniżki na prąd, deputat węglowy, trzynastka i bony świąteczne."

      "resort planuje jednak dofinansowanie kopalń w tym i przyszłym roku kwotą 859 mln zł. Jak wynika z projektu rozporządzenia, pieniądze mają pójść na inwestycje. Ministerstwo tłumaczy, że pomoc jest potrzebna, bo kopalnie nie dostają kredytów z banków - mają zbyt niską płynność finansową.
      - Tylko w 2009 r. górnictwo potrzebuje na inwestycje ok. 3 mld zł, by ludzie mieli pracę w kolejnych latach - przekonuje Szejnfeld."

      "- Inwestycje kopalnie powinny realizować ze swoich zysków - przekonuje Jeremi Mordasewicz z organizacji pracodawców PKPP Lewiatan. - Skoro zyski przeznaczają na podwyżki, pieniądze musi dać państwo, czyli my wszyscy. I rząd się na to godzi."
    • ford.ka Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 02.04.09, 19:55
      www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlo
      wna&dep=360416&data=&lang=PL&_CheckSum=-678093881

      Czy cokolwiek z tego wyniknie, nie wiadomo, ale miło mieć
      świadomość, że sprawa nie tylko mnie obchodzi ;)
      • herrrkagan Re: Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło? 02.04.09, 20:17
        Chcecie wiecej kasy od podatnikow? A co im w zamian mozecie UCZCIWIE
        zaoferowac?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja