antyka
15.09.09, 11:08
Maz odebral Marysie wczoraj z przedszkola
- wzial dzieciaka, zabral zasikana pizamke i poszedl z corka do domu.
Wieczorem dziecko cos wspominalo, ze jakas dziewczynka ja ugryzla,
pokazala na ramie - ale nic na nim nie bylo. (Marysia, jak to dziecko czasem
fantazjuje).
Wieczorem przy kapieli, okazalo sie, ze pogryzione jest drugie ramie - do
krwi. Slady zebow sa bardzo wyrazne, widac sino-krwawe odcisniecia zebow -
musiala ja bardzo porzadnie ugryzc.
Marysia nie chciala powiedziec, kto ja pogryzl - mowiac, ze to tajemnica
(dziecko ma trzy lata).
I sie wkurwilam na maska.
Bo nie poinformowano nas, ze miala miejsce taka sytuacja, pytalam Marysi, czy
rana byla jakos przemyta, zdezynfekowana, posmarowana czymkolwiek - nie byla
(tak wynika z relacji dziecka).
My ugryzienie zobaczylismy przypadkiem, do tego ta "tajemnica".
Dziecko nigdy wczesniej nie uzylo takiego okreslenia.
Wkurwieni jestesmy, bo naszym zdaniem to proba tuszowania sprawy.
Dziecko ugryzlo dziecko - pewnie nawet nie sprawdzono, czy jest slad. I
puszczono dzieciaka do domu.
Co Wy o tym sadzicie?