dlania
16.09.09, 19:57
Bo nie u mojej córki w szkole.
Trza sie było zglosic do czegos, to sie zgłosilam do Mikołajek. I pytam
szanownych zebranych, co sobie życzą, że ja proponuje ksiązeczke, zabawke i
jakis słodycz.
Najpierw odezwała sie wychowawczyni, stwierdzając: "Ale ksiązeczkę to dzieci
dostana za darmo na pasowanie". No i chuj, jedna na rok wystarczy przeciez.
Potem sie ozwał jakis napakowany łojciec, że najlepiej to słodycze, bo "dzieci
lubiom, co nie?"
Po czym sie odezwała jedna mama, ze "tak, tak, słodycz i zabaweczka".
Potem sie odezwała znowu nauczycielka, że "tak, tak, nawet mamy w klasie jedna
pania z kauflandu" (tu usmiechy do pani z kauflandu) i że "takie gotowe
zestawiki trzeba kupić".
No ja cie nie moge, ja tam chrzanie, kupie co chca, ja nie mam misji dbania o
zeby, układ pokarmowy i mózg obcych dzieci, a mojemu te badziewne słodycze
zabiore (nawet nie zauważy).
Tylko po co mydlic oczy dzieciom, że jakaś akcja "Zdrowa szkoła", że "Eko
program", i owoce, warzywa maja rozdawac... Po co to wszystko, skoro na koniec
i tak najlepiej, jak sie dziecko nawpieprza kilogram cukru i finito,
mikołajowa tradycja z glowy.
Czy wszystkie w miare zdrowo żywiące swoje dzieci matki siedza na maglu?

))))