mathiola
04.10.09, 20:21
"Przerwane objęcia" obejrzałam w 3/4 z małym znużeniem. Przez pierwszą godzinę
w ogóle nie wiedziałam o co chodzi i po co tu siedzę. Później akcja nabrała
rumieńców, ale do końca nie wbiło mnie w fotel. Wyszłam z kina z
przeświadczeniem, że obejrzałam w sumie ciekawą historię, która opowiedziana z
większą "kondensacją" i skrócona o jakąś godzinę mogłaby stać się poletkiem
głębokich przemyśleń na najbliższe kilka tygodni.
W tej formie niestety tylko mnie wkurzyła, bo się nie wyspałam i tyłek ścierpł
mi od siedzenia.
Za dużo Almodovara w Almodovarze.
Polecam tylko tym, którzy uwielbiają wysiadywać w kinowych fotelach, kto nie
lubi niech sobie daruje i poczeka na płytę, w domu można w każdym momencie
przerwać i wrócić po odpoczynku