dlania
21.10.09, 20:24
Czy tez to jest jakis naturalny odruch, że jak sie komuś cos uda /lepiej
powiedzie to sie traci do niego sympatię?
Pół wakacji czlowiek zapierdala, żeby potem od niby dobrej koleżanki usłyszeć,
że sobie fuche załatwiłam dobrze płatną. A jak trzeba było chętnych to tej
fuchy to wszyscy jakos na urlop sie wybierali, / mieli dziecko chore / nie
potrafili. Za darmo mi kuźwa nikt nic nie daje.
Inny przykład: dobra znajoma, kasy maja z mężem w brud, chętna do pomocy i w
ogóle. Nie wątpię w jej dobre intencje wobec nas. Niemniej jednak informacja o
tym, że kupilismy nowy samochód wywołała 2-tygodniowe milczenie.
Może to jakis atawizm?