princy-mincy
23.10.09, 16:30
Poszlismy dzis na jazde probna do salonu, myslimy nad kupnem
wiekszego samochodu, by mial naped 4x4 no i duzy bagaznik, by sie
zmiescil wozek, walizki itp.
Samochod typu Grand Vitara, Honda CRV czy Outlander.
Facet, z ktorym sie umowil narzeczony, mowi do nas tak- no to
poprosze Pana o prawo jazdy, bo Pani to pewnie nie bedzie jezdzic.
No i sie wkurzylam, bo niby dlaczego gosc zaklada, ze ja nie bede
jezdzic?
Wiec mu odparlam, ze wlasnie, ze sie myli, bo pani tez bedzie
jezdzic i wreczylam mu swoje prawko.
A potem tak gada przewiozlam i jeszcze pojechalam pod centrum
handlowe gdzie wcisnelam sie w najwezsze miejsce jakie znalazlam. A
co! niech sobie nie mysli, ze ten samochod to zabawka tylko dla
chlopow.
Skad sie bierze takie nastawienie? Gdy w zeszlym roku pojechalismy
do innego dealera wybrac samochod dla mnie, gosc od razu pokazal na
jeden z najmniejszych samochodow ze slowami- oo, tu mamy takie male
autko w sam raz dla Pani.
Kurna, czy ja jakis skrzat jestem, zeby 'autkiem' jezdzic?