milva_barring
24.10.09, 12:11
we wkurwie.
Z tym, że ja z innych powodów.
1. Mała miała atak bólu brzucha. Jej płacz rozwala mnie na kawałki, nie potrafię patrzeć, jak pręży się z bólu i robi się sina na buzi. A ataki ma częste, choć krótkotrwałe. Teraz śpi zmęczona bólem i płaczem. I wkurwiają mnie pytania: "A co zjadłaś?" Według innych powinnam chyba non stop wpieprzać ryż i marchewkę. Co z tego, że po takiej diecie nie miałam siły podnieść się z łóżka, włosy leciały mi garściami, nie mówiąc o zębach.
2. Mamy zaproszenie do brata męża na parapetówę. Mąż od razu założył, że on jedzie sam. Nawet nie wziął pod uwagę opcji, że nie pojedzie w ogóle. Ja i tak bym nie jechała, bo dziecko jest wyłącznie na cycku. A nie jestem zwolenniczką uszczęśliwiania innych na siłę wyjącym niemowlakiem, więc nie zostawię małej moim rodzicom, ani nie będę jej ciągała kilkadziesiąt kilometrów samochodem w te i we wte. Ale mąż zdziwiony był, jak mu zasugerowałam, że mógłby nie jechać: "Jak to, do brata nie jechać?". Więc się wczoraj pokurwialiśmy.
3. Jebana pogoda. Nic mi nie schnie. Więc nie piorę. Bo gdzie wieszać? Mam już chyba ze 4 pralki zaległości.
4. Rzygać czy też żygać mi się chce jak wyglądam przez okna. Są brudne. Ale przy wyjącym dziecku nie jestem w stanie ich umyć. Jak już przyjeżdża mama albo siostra i mogłabym myć, to leje ten kurewski deszcz albo spadł jebany śnieg. A jak jest słońce, to mała wyje i idę na spacer, bo na wertepach się uspokaja.
Idę kurwa sprzątać. Chyba tylko do tego się nadaję. Chociaż i to chyba nie do końca prawda.