annabetka
24.10.09, 20:11
Sytuacja teoretycznie teoretyczna


(zrozumiecie jak chcecie) Jest facet,ma
żonę....kręci chachmęci ..żona dużo podejrzewa,ciągają się kłócą...wychodzi na
jaw wiele jego ukrytych spraw -ukrytych przed nią(długi,dziwne
znajomości,oczernianie swojej partnerki w smsach do znajomych itp.)Po wielu
kłótniach/dyskusjach i próbach porozumienia,atmosfera się
wycisza..Żona/partnerka w kolejnej już spokojnej rozmowie ,prosi -skoro
ustalili że nie mają/nie będą mieć przed sobą tajemnic ,żona prosi o hasło do
jego poczty,do Nk,do konta zahasłowanego na kompie.On się nie zgadza.Ona jest
w stanie mu dać swoje hasło-on twierdzi że nie chce.Ona argumentuje: skoro NIC
nie ukrywasz,nie ukrywamy przed sobą dlaczego boisz się ,że przez jakiś czas
będę sprawdzać czy jesteś uczciwy wobec mnie,zawiodłeś mnie i chcę się
przekonać ,że dalej mnie nie oszukujesz.Twarde NIE! bo tak i juś! No i co
byście zrobiły? wkurw,za to że jednak coś nadal ukrywa i dlatego nie chce
podać hasła,czy wogóle byście nie poprosiły o to hasło ,czy ....no właśnie co...?