chamstwo na mieście... :/

08.11.09, 17:03
Ostatnio coraz częściej zdarza mi się "awanturować" w miejscach publicznych wink
Np. stoję w sklepie na stoisku mięsno- wędliniarskim. Przede mną marudny
dziadek. 5 minut wypytuje sprzedawczynię: a po ile to, a po ile tamto, a ile
waży ten kawałek, a co to za mięso itp itd. Ostatecznie nic nie kupił. Facet
odchodzi i w tej samej chwili podchodzi laska i mówi: kilo mięsa proszę. No to
ja grzecznie: chwileczkę, teraz moja kolejka. Na co ona, że tu stała. Mówię,
że jej nie widziałam przez 5 minut. A ona, że stała, ale dziad marudny był,
więc odeszła na chwilę. No to ja jej, że albo się stoi w kolejce i czeka albo
odchodzi i stoi w kolejce drugi raz. Fuknęła coś, ale w końcu powiedziała:
proszsz, niech pani kupuje. No i kupiłam, ale już wkurw mnie dopadł.

Inna sytuacja: do kasy 10 osób, a ostatni "stoi" wózek z zakupami. No to mam
go w dupie i staję przed wózkiem. Przyłazi jakiś babsztyl z 5kg zakupów pod
pachą i furczy, że stała przede mną. No i dym, bo mnie gówno obchodzi
zajmowanie kolejki wózkiem i latanie po sklepie za zakupami. Rozumiem, że ktoś
zapomniał jakiegoś produktu i leci po coś. Też mi się zdarza. Ale nie, że
kolejkę zajmie i zapierdala po sklepie za zakupami.

Sytuacja trzecia: idę z dzieckiem po parkingu. Metr od nas kałuża.
Zapierdziela koleś samochodem (mimo, że parking, powinien zwolnić, ludzie
chodzą i kałuże są). Koleś wjechał w kałuże. Okazała się głęboka. Ja mam
upieprzone spodnie, młody kurtkę od góry do dołu. Zatrzymał się 10 metrów
dalej, więc podeszłam i naskoczyłam z ryjem, że cham bezczelny i powinnam mu
wystawić rachunek za pralnie. Facet okazuje się być kolesiem mojego męża. Mąż
mnie uspokaja, a ja dalej mordą kłapię, bo koleś nie koleś- cham i tyle.

Oczywiście wracam do domu i dopadają mnie wyrzuty sumienia, że buraczka i
chamka ze mnie. Że chodzę po mieście i się awanturuję. Szczególnie, że coraz
częściej takie sytuacje mi się zdarzają. Ja nie wiem czy społeczeństwo jakieś
chamowate, czy to ze mną na stare lata coś nie tak. Reagujecie w takich
sytuacjach czy odpuszczacie?
    • 18_lipcowa1 Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 17:08
      w Koszalinie takie chamstwo ?wink))


      Serio tak - w kazdej z opisanych sytuacji tez bym sie odezwala, tez
      awanturnica jestem jak ktos chamowaty jest, naprawde potrafie wiele
      zrozumiec, przepuscic, odpuscic ale potrafie tez sie odezwac i nie
      uwazam w tym nic chamskiego czy burackiego
      niektorym ludziom sie naprawde to przydaje
      • doral2 Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 17:18
        myślę, że czasami warto jest też zrozumieć drugą stronę i widzieć trochę więcej
        niż czubek własnego nosa....
    • beata985 Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 17:26

      zdarzają sie sytuacje różne, te przez Ciebie opisane też-wszystkie
      by we mnie obudziły wkurw...no może oprócz sytuacji z wózkiem przy
      kasie ale to też pewnie od nastroju...gdyby miała ze sobą drugą
      osobę to bys nawet nie zająknęła się a tak....ja odczekałabym
      chwilkę, gdyby ktoś od wózka pojawił się w niedługim czasie pewnie
      bym oko przymknęła ale gdyby przylazło tuz porzed moim podejsciem do
      kasy to nie ręczę...zresztą już wcześniej znalazłby się na wylocie
    • moonshana Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 19:07
      na wpychaczy kolejkowych mam metodę, działa na baby że hejsmile
      stoję sobie z siostrą w pasmanterii, przed nami kobitka wybiera
      nici, więc czekamy.podchodzi babsztyl, staje za nami ( stoisko
      pasmanteryjne w centrum handlowym, my stoimy przy "{głownej ladzie).
      kobitka nici wybrała, sprzedawczyni pyta nas co podać, a babsztyl
      stojący obok składa zamówienie. szlag mnie trafił z miejsca. ale
      nic, ale nic, kulturalnie zwracam jej uwagę że my też czekamy i
      byłyśmy pierwsze. a ona (damesa ach, ę, ą,och) - że nie wie po co my
      tam stoimy.
      wiadomo, że jak przy pasmanterii to pewnie z nudówsmile
      mówię: a jak pani myśli? po co my tu stoimy?
      baba : nie wiem
      i nawija do sprzedawczyni co chce.

      ożesz...
      milutkim głosikiem oświadczam: ja rozumiem że pani jest STARSZA i
      ciężko tak stać , więc proszę, niech pani kupuje.
      baba - total wkurwsmile pyta skąd wiem że jest starsza. a ja na to: to
      widać!~
      babsztyl był ode mnie starszy może 5 lat, może 10 a może wogóle. i
      tak się zapienił, pysk czerwony się zrobił, a mnie ... cholera, mnie
      ULŻYŁO!!!
      A co, czasem wyłazi ze mnie coś złegosmile
      • moonshana Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 19:11
        a mnie też wpienia jak stoję w kolejce a osoba stojąca za mną
        pokłada mi się na plecach. rzecz częsta na pocztach. zwłaszcza jak
        jestem druga do okienka. najwyraźniej powinnam przytulić się do
        osoby przy okienku, zaglądać jej przez ramię. bo jak stoję pół metra
        od niej to osoba stojąca za mną włazi mi na plecy.]
        kiedyś zapytałam głośno czy ja jestem niewidzialna.
        • aniuta75 Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 20:00
          Ja nie lubię jak ktoś mnie pyrga swoim wózkiem z zakupami w kolejce do kasy.
          Zawsze się odwracam i delikatnie acz stanowczo odpycham wózek w stronę
          właściciela tongue_out.
          • princy-mincy Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 20:27
            Kiedys stalam sobie w kolejce do kasy, wyjatkowo musialam jechac na
            zakupy w sobote przed poludniem, czego wrecz nie znosze.
            Za mna stanela taka buraczana rodzinka i co chwile mi wlazili na
            plecy bo osoba przy kasie (do ktorej brakowalo nam z 6 metrow)
            zrobila pol kroku. Co chwile tez popychali swoim koszykiem moj.
            W koncu nie wytrzymalam i zapytalam ich, czy naprawde sadza, ze
            popychanie mojego wozka i mnie rozwniez przy okazji faktycznie
            przyspieszy obsluge.
            Buraki oczywiscie na mnie z ryjem, ze sie nie przesuwam, a ja, ze
            gdzie mam sie przesuwac, skoro nie ma miejsca? ehhh, szkoda gadac
    • agni71 Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 20:14
      Rzadko, bo rzadko, ale zdarza mi sie zajśc do MacDonalda w centrum
      handlowycm. Biorę jedzenie na tacy i szukam miejsca, zeby usiąśc
      i.....chodze, i chodzę, jedna rundka, dwie. Nie ma miejsc. Tylko,
      kużwa, pełno ludzi siedzi przy stolikach bez jedzenia, bo druga
      polowa poszła kupić, a oni juz sobie zajęli miejsce. Noż do cholery -
      o to chodzi w takich jadlodajniach, żeby szybko zjeść! Normalnie
      miałam ochote takim zajmowaczom wywalić tego burgera na głupi łeb!
      Ochlapywacze kałużowi też sie doczekają kiedys, ze sobie kałasza na
      nich sprawię....
    • totorotot Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 20:29
      Tylko zrozum, że są osoby, które np. nie mogą stać w kolejce dłużej niż parę minut (np. problemy z kregosłupem, ciąża itp) i MUSZĄ zrobić rundkę chociaż do lodówki i z powrotem. W takim przypadku wystarczy, że podeszli przed Tobą do kolejki i nie muszą już w niej warować. Bo niby po co? Żeby sę nacierpieć tyle co i Ty? smile
    • figrut Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 21:15
      Szczególnie, że coraz
      > częściej takie sytuacje mi się zdarzają. Ja nie wiem czy społeczeństwo jakieś
      > chamowate, czy to ze mną na stare lata coś nie tak. Reagujecie w takich
      > sytuacjach czy odpuszczacie?
      Takie sytuacje zdarzają mi się średnio raz na kilka lat. Nie wiem od czego to
      zależy. Ja mało kiedy się nie uśmiecham i w zasadzie jestem bardzo życzliwie
      nastawiona do świata, więc może w tym tkwi tajemnica ? Po za tym takie drobiazgi
      nie byłyby w stanie doprowadzić mnie do awanturowania się. Czasami warto coś
      przemilczeć i uśmiechnąć się sama do siebie pod nosem, niż potem mieć cały dzień
      spartolony.
    • bernimy Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 21:38
      Syt. nr 1 - dziadki takie mnie wnerwiają, gotuję się, ale milczę.
      Babka jeśli chciała się wepchnąć, to oczywiscie nie byłabym sierotą
      i nie dałabym, ale
      ponieważ w Syt. nr 2 nie widzę nic złego a Tobie zdarza się
      niezauważyć, że jednak ktoś był przed Tobą tongue_out, to nie jestem pewna,
      czy tamta babka tam jednak nie stała przed Tobą.
      Jeśli ja muszę po coś wrócić, to czekam, aż ktoś podejdzie za mną,
      i "zajmuję" miejsce, mówiąc, że przepraszam, będę tu stała, ale...
      Syt. nr 3 - totalne buractwo i brak wyobraźnie, jeśli miałabym
      okazję, też bym (może) powiedziała, co o Nim myślę.

      Prawdę mówiąc to tylko 2 razy w życiu się odezwałam w tego typu
      sytuacjach, w obydwu przypadkach byłam w ciąży.
      Pierszy to jak mi stara babsztyla (niby och ach starsza pani, ale
      jednak buraczana) w tyłek wózkiem wjeżdżała, bo się niecierpliwiła,
      a ja już miałąm widoczny brzuch i naprawdę mnie to zirytowało!!!
      Drugi raz, to jak podeszłam do kasy dla kobiet w ciąży, bez kolejki,
      kasjerka mnie z daleka zawołała, a stary jurny dziadek komunistyczny
      się śmiał odezwać, "a skąd ja mam wiedzieć, że pani jest w ciąży"!
      Dzaidek bardzo krzepki, nie starowinek! Wtedy się odezwałam, że
      jakby nie patrzeć, ja mam większe prawdopodobieństwo być w ciąży niż
      On big_grin Dziadek darł paszczaka przez całe moje "liczenie" przy kasie,
      nie mógł się z tym faktem pogodzić!

      Zdecydowanie częściej gryzę w sobie i się cała gotuję, niż się
      odzywam
      • leluchow1 Re: chamstwo na mieście... :/ 08.11.09, 21:49
        To czy reaguję w takich sytuacjach zależy ile dni do miesiączki mi zostało smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja