lysa.spiewaczka
13.11.09, 20:04
W pewnym mieście toczy się obecnie batalia polityczna o kawałek zielonej
przestrzeni w samym jego centrum.Napisałam już n/t co najmniej kilka tekstów.
Wczoraj dzwoni do mnie jakiś przemiły staruszek i proponuje spotkanie właśnie
w sprawie parku. Ok,temat już trochę przebrzmiały, ale jadę - może coś
ciekawego sie dowiem.
Umówiliśmy się, miałam dokładnie 1 h, bo moja córka w tym czasie była na
zajęciach. Pan spóźnił się 15 min( nie o to mam żal), siada i pyta mnie czy
się przygotowalam na spotkanie i jakie mam pytania...Bo on za kogoś artykułu
pisać nie bedzie....
wrrrrrrrrrrrrrrrrr - przecież to on miał mi coś ciekawego do powiedzienia.
Zagajam wiec, ogólnikami...ale i tak skończyło się na podziwianiu zdjęć dzieci
i wnucząt i historii o fiacie 125 na talon....
Staruszek przemiły, historie fragmentami ciekawe, ale niestety nic na
temat...Po córkę oczywiście się spóźniłam, stała sierota zdezorientowana.
W kwestii interesującego mnie kawałka zieleni pan nie mial mi nic do
powiedzenia, wiec kurde po co dzwonić...a potem pytać, jakie mam
pytania...
I jeszcze się na końcu zapytał czy wiem juz o czym napiszę tekst...
Ogolenie jestem wściekła ze czas zmarnowałam, spóźniać się nienawidzę wręcz
klinicznie...
Wiem, ze temat raczej małego kalibru, ale nienawidzę tracić czasu na
głupoty!!!! no i mnie teraz roznosi.
WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR