grave_digger
20.12.09, 11:09
...bo wy mnie troszkę znacie
co byście zrobiły na moim miejscu?
A więc
Właśnie eks zabrał dzieci - jak co niedzielę. Ale... zrobił mi przy okazji
niezłą awanturę. Bo - jedno dziecko od wczoraj chore, poza tym siarczysty mróz
i poprosiłam/nakazałam, by siedział z dziećmi w domu, by gorzej nie
zachorowały. On mówi, że weźmie tę niechorą (jeszcze) na sanki - nie dałam mu
tych sanek. Mówię, że jest tak duży mróz, że może się przeziębić, może już się
zaraziła od
siostry, że idą święta i niech będą zdrowe.
Zwyzywał mnie przy dzieciach, wyśmiał, rzucał śnieżkami w okno - jak chory
umysłowo. Jestem załamana... tak na mnie eks wciąż działa. Właśnie od takiego
maltretowania psychicznego uciekłam. Wszystko ma być po 'jemu' a jak nie to
traktuje cię jak ścierwo.
Kiedyś nie byłam dłużna. Tym razem złego słowa na niego przy dzieciach nie
powiedziałam - to on sypał wiązankami. Pomyślałam, że już nie muszę... być
taka... taka jak on.
No i do czego zmierzam. Nie chcę dać mu dzieci na wigilię, póki mnie przy nich
nie przeprosi. Nigdy nie przepraszał... hehe to zawsze ja przepraszałam.
Anyway, jakbyście wy postąpiły?
Przecież to nienormalne i nieludzkie tak mieszać z błotem przy dzieciach ich
matkę. Co one sobie myślą. Chcę by mnie przeprosił. Czy za dużo żądam? Może
nie fair, że szantażem. Ale on ze mną się już od dawna nie liczył.
Nie da się być dobry. Do tej pory byłam łagodna, właściwie nie odzywałam się
do niego by nic nie wyszło. Dzieci najważniejsze. Tylko one się liczą. Już
sobie powiedziałam dość, występując o rozwód. Ale czy wciąż muszę tolerować
takie wystąpienia? ech