Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca?

21.12.09, 17:46
Bo niby pusty talez im sie zostawia, ale nie znam chyba nikogo, komu zdarzyło
by sie kogos tak z nienacka ugoscic przy swiatecznym stole.
    • loolipop Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 17:54
      ja tez nie znam nikogo, ale kurcze chyba bałabym sie przyjąc tak
      kogos mimo wszystko. Ludzie są różni...
    • ez-aw Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 17:54
      U mnie talerz, ma dwa znaczenia:

      1) Oczywiście nakarmić wędrowca. Jakoś nikt nigdy nie zapukał, ani w inny sposób
      się nie trafił.
      Zdaję sobie sprawę, ze jakbym się postarała, to znalazłabym jakąś samotną lub
      bezdomną osobę. Ale nigdy się nie starałam na siłę, by ją znaleźć.

      2) U mnie ten talerz symbolizuje tez osoby które od nas odeszły, które nie mogą
      z nami usiąść.
      • hellious Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 18:05
        ez-aw napisała:

        >
        > 2) U mnie ten talerz symbolizuje tez osoby które od nas odeszły, które nie mogą
        > z nami usiąść.
        >

        U mnie to by stolu zabraklo niestetysad Malo nas zostalo z mojej strony rodziny.
        • ez-aw Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 18:58
          hellious napisała:
          > U mnie to by stołu zabrakło niestetysad Malo nas zostało z mojej strony rodziny.

          U mnie niestety też. Dlatego stawiam jeden talerz symbolicznie, dla wszystkich
          nieobecnych smile
      • tom.gorecki Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 17:18
        > 2) U mnie ten talerz symbolizuje tez osoby które od nas odeszły, które nie mogą
        > z nami usiąść.

        I słusznie, bo większość zwyczajów około-świątecznych to zwyczaje pogańskie.
        Talerz nie jest dla wędrowca, to obiata dla zmarłych.
        Podobnie jak potrawy, które są pożywieniem zmarłych:
        - są z lasu
        - są suszone
        - zawierają mak
        - symbolizują krew

        Jeśli ktoś obchodzi święta "bo tak jest tradycyjnie", "bo zawsze", "bo rodzina"
        to niech chociaż coś na ten temat wie a nie leci jak barany na rzeź...
    • alleo1 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 18:30
      A to to nie jest "tradycyjnie WOLNE miejsce przy stole"?! wink

      Nie przypominam sobie takiego zdarzenia w swoim otoczeniu, ale gdyby
      miało do niego dojść, to też, jak loolipop, bym miała obawy. Wątpię,
      że wpuściłabym kogokolwiek, gdybym świeta spędzała sama lub tylko z
      dzieciem...
      No ale ja nie chrześcijanka to nie muszę? wink
    • jowita771 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 18:45
      Nie znam nikogo, do kogo by ktoś zapukał w wigilię. Do mnie też akurat w wigilię
      nikt się nie zgłosił, ale czasami przychodzi ktoś prosić o jedzenie, przeważnie
      daję coś, raz zaprosiłam do domu młodziutką Romkę, która mówiła, że jest jej
      zimno i jest głodna. Dwa tygodnie wcześniej inne Romki mnie okradły i w
      pierwszej chwili powiedziałam, że nie mam, ale wyjrzałam przez wizjer i
      widziałam, jak schodzi z góry po schodach i płacze. Żal mi się jej zrobiło i
      zawołałam ją na fasolkę po bretońsku. Zjadła, skorzystała z toalety,
      podziękowała i poszła. Moja mama miała w łazience sporo kosmetyków, wstyd się
      przyznać, ale jak Romka zapytała o łazienkę, to przyszło mi do głowy, że coś
      buchnie, ale nic nie wzięła.
      Raz mi się zdarzyło odmówić komuś głodnemu jedzenia i do tej pory mam potworne
      wyrzuty sumienia, chociaż minęło ponad dziesięć lat. Gdyby można było cofnąć
      czas, to byłaby pierwsza rzecz, jaką bym zmieniła. Pieniędzy można nie dać,
      jedzenia nie powinno się odmawiać.
      • hellious Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 18:51
        U mnie jak chodza, to tylko po kase... Jakby jedzenie chcieli, tez bym dala,
        choc kiedys zostalam przez takie mlode Romki kurwiszczami obrzucona, bo chcialam
        sie jedzeniem podzielic. "Na chleb" chcialy, ale chleba juz nie.
        • jowita771 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 18:59
          Moja koleżanka dała kiedyś takim na dworcu drożdżówki dopiero kupione. Odeszły i
          wyrzuciły do kosza. Mnie kiedyś tez na dworcu bezdomny zaczepił i też chciał coś
          do jedzenia. Dałam mu kanapki i dosłownie rzucił się na nie. Musiał być naprawdę
          głodny. W sumie to przykre, jak ktoś wyrzuca coś, co dałaś mu odejmując sobie od
          pyska.
          • hellious Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 19:01
            Ode mnie nawet nie wziely. Tez na dworcu. Tylko stwierdzily, ze w dupe mam se
            wsadzic te kanapi i na koniec dodaly "kurwo jedna"... Coz... Ale mnie wtedy
            wqrwily! jakby jedna byla to bym ja chyba po ryju natrzaskala, ale byly trzy i
            sie balam tongue_out
            • alleo1 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 19:23
              W marcu (pamiętam, bo to były ostatnie moje dni w dawnej pracy i
              latałam na jedno takie "szkolenie") zaczepił mnie na ulicy pewien
              pan. Wcale nie wyglądał na bezdomnego, twierdził, że do Wawy trafił
              w pewnym sensie przypadkiem (nie wnikałam wink ) i że jest bardzo
              głodny, a nie ma kasy. W pierwszym momencie chciałam spławić,
              zresztą i tak nie miałam kasy przy sobie, ale w ostatnim momencie
              przypomniałam sobie, ze mam jeszcze jabłko, co mi ze śniadania
              zostało. Wyjęłam je z pewnym ociąganiem, bo było małe i zwiędnięte,
              ale... no nie zapomnę z jakim błyskiem w oku je przyjął! Podziękował
              i słychać było w jego słowach wdzięczność. I tak mi się miło
              zrobiło smile
              Normalnie od razu pożałowałam, że nie mam nic więcej... Wzruszył
              mnie, bo tak naprawdę było to takie byle co, a przyjął, jakbym go
              conajmniej obiadem ugościła.
              • doral2 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 19:53
                nie zdarzyło mi się.
                stawiam ten pusty talerz, bo taka u mnie w rodzinie tradycja. nie zastanawiałam
                się nad nią głębiej.

                z żebrzącymi to rożnie bywa. dzisiaj dwa razy pod marketem pozwoliliśmy
                odprowadzić wózek, raz chłopaczkowi z jakieś 11 lat, raz dorosłemu facetowi, na
                oko zdolnemu do pracy, prosił tylko o coś do jedzenia.
                normalnie tego nie robimy.
                o ile chłopaczkowi jeszcze bez wyrzutów sumienia, bo dzieciak w sumie ma mało
                możliwości zarobkowania, to przy dorosłym, zdrowym chłopie zawsze mi się włącza
                czerwone światło.
                ale idą święta, niech tam.
                • w_miare_normalna Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 17:30
                  nie zdarzyło się, chociaż talerz stoi.
          • barbaramd Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 24.12.09, 06:19
            Mnie kiedyś zawstydził 4-letni wnuczek. Nie dałam jakegoś grosza
            żebrakowi, bo mi się niechciało szukać. Witek zapytał - babciu,
            dlaczego mu nie dałaś? Zgłupiałam.
    • karra-mia Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 21.12.09, 20:43
      stawiam talerz, ale przyznam, ze nie wpuściłabym chyba żadnego
      wędrowca do domu. Poczęstowałabym, podzieliłabym się, ale do domu
      nie wpuściłabym i juz. Ostatnio przez okno zobaczyłam, że facet
      starszy wyciąga ze śmietnika chleb i je, zawołałam go, zrobiłam mu
      dwie bułki, dałam kiełbasę, jabłko i herbatę w butelce. Wiem, z eto
      niewiele, ale może pierwszy głód ujarzmi jakos.
    • moonshana Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 22.12.09, 10:24
      kilka lat temu tuż przed świętami kręciło sie po dzielnicy wiele podejrzanych
      osób. zdarzały się kradzieże i generalnie wszyscy mieszkańcy bardzo pilnowali
      swoich domów. rodzice pilnowali aby drzwi i furtka byly zawsze zamknięte.
      w Wigilię wszyscy siedzieliśmy już przy stole, to było tuż przed wieczerzą. mama
      biegała i kontrolowała czy wszystko jest na miejscu.nagle pyta:
      - talerz dla wędrowca jest?!
      jeszcze nie zdążyliśmy odpowiedzieć gdy pytanie zadał mój Tato:
      - a zamknęliście dobrze furtkę za sobą jak wchodziliście?!
      biedny Tato nie rozumiał co nas tak strasznie rozbawiłosmile
      • tabakierka2 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 22.12.09, 10:32
        My w zeszłym roku zaprosiliśmy naszego (teraz moich rodziców)
        lokatora (pisałam o nim, jak mu ktoś zdemolował samochód w innym
        wątku), żeby zjadł z nami kolację, ale twierdzil, że dziękuje i
        jedzie do domu. Do domu nie pojechał (mieszka jakieś 300km od
        Poznania), siedział sam...No ale przecież na siłę nikogo nie można
        zmusić, no nie?uncertain
    • truscaveczka Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 22.12.09, 10:56
      Hehe big_grin
      No tak.
      No.
      Jakby tu ująć.
      Miejsce przy stole zostawiało się dla zbłąkanych dusz/duchów, a dopiero później
      sobie religia nowa to wchłonęła i przekabaciła.
      Więc tak, dusze bywają u mnie regularnie smile
    • lehoo Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 12:12
      Tak. Na pamiątkę wziął sobie mój telefon komórkowy.
    • aga_sama Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 12:18
      Ja nie, ale moi przyjaciele regularnie raz na kilka lat mają przynajmniej kilku zbłąkanych wędrowców. Mieszkają w górskiej wiosce, ich dom położony jest najniżej, przy drodze, przed ostrym zakrętem. Jak mocno przysypie w samą Wigilię, nie ma szans, aby tamtędy przejechać, a następne domy są 2-3 km dalej (pod górę).
      Jak droga robi się nieprzejezdna, to ludzie wychodzą i kierują się do najbliższej chaty, czyli do nich smile Gospodyni na Wigilię zawsze przygotowuje więcej jedzenia, jak są sami, to robi "poświąteczne wyjadanie", zapraszając znajomych. Z kilkoma osobami, które trafiły do nich na Wigilię, przyjaźnią się do dziś.
    • madame_zuzu Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 12:22
      a mnie sie zdarzyło.. mieszkałam wtedy jeszcze w wawie z moim exsem.
      Znalismy z widzenia i z "dzien dobry" taką mozna powiedziec pare ( bo
      zawsze razem) ludzie bezdomni. czesto sypiali u nas na klatce
      schodowej. NIgdy nie widziałam ich pijanych itd. jak zbierali kase
      kolo sklepu to zawsze potem ( z tego co zaobserwowałam) kupowali
      jedzenie. Ludzie odemnie z bloku dawali im ubrania, koce itd.
      Jak przyszło mi i mojemu wtedy obecnemu spedzac swieta w wawie, to
      zaprosilismy tych panstwa do nas do domu. wykąpali sie, przebrali,
      najedli i...poszli spac smile obudzili sie po 3-4 godz. podziekowali i
      poszli. dalismy wałowe jeszce na droge. nic nie zgineło,. było miło.
      poznałam bardzo przykre historie tych dwojga ludzi. Teraz tez bym
      zaprosiła gdybym miała kogo.
    • atojaxxl Zdarzyło się 23.12.09, 12:27
      kilka lat temu, tuz przed wigilią, poprosiłam dzieci,żeby przyniosły kilka
      słoików z piwnicy (blok). Córka wróciła i powiedziała,że nie weszli do piwnicy,
      ponieważ siedzi tam ktoś obcy. Zeszliśmy z mężem. Rzeczywiście, siedział
      mężczyzna, lekko posiwiały, skromnie odziany. Przeprosił za zamieszanie,
      poprosił,żeby mógł zostać w piwnicy do rozpoczęcia pasterki, ponieważ kościół
      jeszcze jest zamknięty, a mróz był silny. Jakiś taki impuls zadziałał,że
      zaprosiliśmy go do stołu. Okazał się bardzo inteligentnym, oczytanym
      człowiekiem, któremu życie zagrało na nosie i stał się bezdomnym. Miał swoją
      rentę, wędrował pociągami od miasta do miasta, nocował w przytułkach i na
      dworcach. Zjadł wieczerzę, porozmawialiśmy, pośpiewali. W sumie przy stole było
      10 osób. Zapakowałam mu trochę jedzenia, poprosił jeszcze o czysty ręcznik.
      Razem z mężem i naszym synem wyszli na pasterkę. Nigdy więcej go nie
      spotkaliśmy. Dodam,że z własnej inicjatywy pokazał dokumenty, choć tego nie
      żądaliśmy. Tylko jedna ciocia była nadąsana, że nie wiemy kogo wpuszczamy do domu.
      • w_miare_normalna Re: Zdarzyło się 23.12.09, 17:25
        atojaxxl napisała:

        > kilka lat temu, tuz przed wigilią, poprosiłam dzieci,żeby
        przyniosły kilka
        > słoików z piwnicy (blok). Córka wróciła i powiedziała,że nie
        weszli do piwnicy,
        > ponieważ siedzi tam ktoś obcy. Zeszliśmy z mężem. Rzeczywiście,
        siedział
        > mężczyzna, lekko posiwiały, skromnie odziany. Przeprosił za
        zamieszanie,
        > poprosił,żeby mógł zostać w piwnicy do rozpoczęcia pasterki,
        ponieważ kościół
        > jeszcze jest zamknięty, a mróz był silny. Jakiś taki impuls
        zadziałał,że
        > zaprosiliśmy go do stołu. Okazał się bardzo inteligentnym,
        oczytanym
        > człowiekiem, któremu życie zagrało na nosie i stał się bezdomnym.
        Miał swoją
        > rentę, wędrował pociągami od miasta do miasta, nocował w
        przytułkach i na
        > dworcach. Zjadł wieczerzę, porozmawialiśmy, pośpiewali. W sumie
        przy stole było
        > 10 osób. Zapakowałam mu trochę jedzenia, poprosił jeszcze o czysty
        ręcznik.
        > Razem z mężem i naszym synem wyszli na pasterkę. Nigdy więcej go
        nie
        > spotkaliśmy. Dodam,że z własnej inicjatywy pokazał dokumenty, choć
        tego nie
        > żądaliśmy. Tylko jedna ciocia była nadąsana, że nie wiemy kogo
        wpuszczamy do do
        > mu.



        aż się wzruszyłam indifferent
        • mathiola Re: Zdarzyło się 25.12.09, 00:34
          >
          > > kilka lat temu, tuz przed wigilią, poprosiłam dzieci,żeby
          > przyniosły kilka
          > > słoików z piwnicy (blok). Córka wróciła i powiedziała,że nie
          > weszli do piwnicy,
          > > ponieważ siedzi tam ktoś obcy. Zeszliśmy z mężem. Rzeczywiście,
          > siedział
          > > mężczyzna, lekko posiwiały, skromnie odziany. Przeprosił za
          > zamieszanie,
          > > poprosił,żeby mógł zostać w piwnicy do rozpoczęcia pasterki,
          > ponieważ kościół
          > > jeszcze jest zamknięty, a mróz był silny. Jakiś taki impuls
          > zadziałał,że
          > > zaprosiliśmy go do stołu. Okazał się bardzo inteligentnym,
          > oczytanym
          > > człowiekiem, któremu życie zagrało na nosie i stał się bezdomnym.

          Mam ciary. To chyba wzruszenie smile
    • sapalka1 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 12:53
      Nie, żaden nie zawędrował do nas w czasie kolacji wigilijnej. Natomiast zdarzało
      się, ze przed świętami do drzwi pukali ludzie z prośbą o jedzenie - nigdy nie
      odmówiłam. Prośbom o jedzenie nie odmawiam, chociaż różnie się to kończy (np.
      powiedziano mi że chce pieniądze na jedzenie a nie jedzenie).
    • stackwaddy Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 19:20
      Do mnie wpadł kiedyś John Densmore. Było bardzo przyjemnie po chuju fest, a w
      niektórych momentach całkiem zabawnie.
    • epistilbit Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 19:30
      Apropos Romów
      Kiedyś w parku do mnie i mojego syna podeszłą Romka
      Młody lulał w wózku
      Poprosiła o pieniądze
      Zaproponowałam jedzenie a ona że nie chce kasę
      Ja na to że nie dam
      Ona na to nachyliła się nad wózkiem
      I powiedziała
      Zobaczysz ty kurwo twoje dziecko będzie cierpieć będzie chore i nieszczęśliwe
      całe życie
      Wiem że to bzdury
      Ale do dziś mnie trzepie na to wspomnienie
      • doral2 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 19:39
        daj spokój, cyganichy robią to specjalnie, żeby wydębić kasę, wiadomo bowiem, że
        każdy rodzic trapi się zdrowiem własnego dziecka.
        • epistilbit Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 22:54
          Wiem
          Dziś gdyby mi tak powiedziała zarobiłaby kopa i strzał w nos
    • mantha Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 23.12.09, 19:36
      Dodatkowe nakrycie jest dla bliskiego zmarłego.

      Co do wedrowca - kiedys taki zagoscil, ale w domu u moich dziadkow, taki
      rzeczywiscie nie wiadomo skad, poprosil o talerz zupy i poszedl.
    • strong.ben Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 24.12.09, 10:10
      taki wędrowiec musiałby być wyjątkowo bezczelny żeby tak psuć wigilię obcym ludziom
      • iskierka40 Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 25.12.09, 13:35
        nie i niewiem czy w obecnych czasach bym ugościła obcą osobę,dlatego
        u mnie nie ma dodatkowego talerza...
    • lena_madzia Re: Ugoscilyscie kiedys jakiegos wedrowca? 25.12.09, 18:14
      ze dwa lata temu oglądałam program -jakis dziennikarz chodził z
      ukryta kamerą jako ten wedrowiec i figa zapukał do kilku domów i
      mieszkań i nigdzie go nie wpuscili
Inne wątki na temat:
Pełna wersja