milva_barring
16.02.10, 21:18
i chuj w dupę...
Jakiś tydzień mam do niczego.
W sobotę urwało mi jaja, znaczy okresu dostałam. Pierwszego od 16 miesięcy.
W niedzielę mieliśmy jechać do teściowej, to bym sobie troszkę odpoczęła, ale zadzwoniła, że osiedle zasypane śniegiem i nie ma gdzie parkować, a jak już ktoś znajdzie miejsce, to raczej musi prosić o pomoc przy wyjeżdżaniu. Trudno, siedzieliśmy w domu, bo śnieg sypał nieziemsko.
W grudniu rejestrowałam małą do neurologa. Wizyta w lutym. Nic to, państwowa służba zdrowia. Ale ja zapisałam sobie 19 luty - czwartek. No i teraz mam zagwozdkę czy jest to jednak 18 luty czwartek, czy 19 luty - piątek. Od dwóch dni wiszę na telefonie od 7.00 do 15.00 i albo nikt nie odbiera, albo jest zajęte. A na ogólnym do rejestracji włącza się poczta. Wczoraj przez te telefony nie wyszłam na spacer. Dzisiaj wyszłam. Kurwa mać!!!! Zaspy takie, ze nie da się wózkiem przejechać. Na chodnikach wydeptane wąskie ścieżynki. A żeby wjechać na chodnik, to trzeba pokonać skarpę sięgającą mi ponad kolana. Nic to, pojadę ulicą. Mała, spokojna uliczka osiedlowa, którą rzadko kiedy jeżdżą samochody... Nie dzisiaj, dwa nadjechały i musiałam wtargać wózek na chodnik. A z zawartością waży ponad 25 kg. Szarpnęłam aż mi coś trzasnęło w brzuchu. Myślałam, że szwy mi puściły po cc. Ale nic, w centrum osiedla odśnieżone ładnie. Chodziłam, dzwoniłam i się nie dodzwoniłam do tej jebanej przychodni. Ktoś tam jest, no bo czasami jest zajęte, ale żeby przez 2 dni nie można się było dodzwonić????
A wieczorem przy kąpaniu małej mąż stanął mi na palce stopy i trafił w jakieś czułe miejsce, bo zobaczyłam gwiazdy...
No i uświadomiłam sobie, że za niecałe dwa tygodnie idę do pracy, a do Kasi będą przyjeżdżały babcie. Więc muszę posprzątać w szafkach.
Co jeszcze mnie spotka????