Patent na dziecko - lajt:).

21.02.10, 16:13
Wątek lajtowy. Wiadomo,ze kazde dziecko jest inne: jedno od poczatku bedzie
śpiaco-jedzace, drugie marudne i potrzebujące maksymalnej uwagi (nie ma czasu
nawet do toalety isc bo dziecko placzetongue_out ).Miałyście patenty na swoje dzieci?

Kiedy Kluska była mała ,spałam w dzień razem z nia (odsypialam długie
karmienia nocne).Ażeby miec czas na spokojne umycie zębów rano , umycie
włosów, wysuszenie,brałam ją ze soba do łazienki.Wkładałam do wanny miekki
recznik i kladłam tak Kluske + 2 zabawki.Ona ogladała jak myje zęby i sie
ubieram, a ja nie musiałam sie spieszyć. Póznej jak juz potrafiła
stać,chodziła sobie w wannie dookoła.

A jak chciałam żeby przez chwile siedziała w jednym miejscu i się soba zajęła
bez marudzenia (troche cięzkie u niemowlaka),wkladałam ja do kosza na
pranie.Pod plecy poduszka, na kolana kilka grzechotek. Kluska zadowolona ze
siedzi ( potrafiła juz siedziec sama , ale jeszcze niepewnie) nogami zaparta
o kosz, bawiła sie zabawkami.A ja spokojnie zajmowałam sie swoja praca smile.

Miałyscie jakies swoje patenty? tongue_out.
    • ez-aw Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 16:47
      - Gdy robiłam obiad młody był obok w leżaczku, a ja gadałam do niego co robię.
      Wyglądał na zadowolonego.
      - mycie się załatwiałam w czasie gdy spał (do dziś dnia ma drzemkę w ciągu
      dnia), lub przed wyjściem męża.
    • doral2 Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 16:54
      elske, ukradłaś mi patent na koszyk na pranie wink
      • grave_digger Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 17:05
        życie ratował mi leżaczek, tylko to.
        • d_dora Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 18:48
          moja córka była raczej z tych śpiących na tyle że czasem chciałam zeby się
          obudziła bo nie mogłam własnemu dziecku w oczy popatrzeć..

          no ale była (od pierwszych dni)mistrzynia w wyczówaniu mojego oddalania sie. jak
          tylko wychodziłam za próg pokoju darła sie w niebogłosy.a juz zupełnie nie wiem
          jak wyczówała że przysypiam-nawet jak ona już twardo spała w dzień to ja
          siadałam obok na wersalce i przymykałam oczy a ta...w ryk.kiedy się
          zrywałam...zasypiała jak aniołek.

          generalnie tak jak grave brałam córkę do kuchni czy łazienki(nawet do ubikacji
          to stawiałam w drzwiach)i sadzałam na foteliku z samochodu. i musiałam duzo do
          niej mówić żeby wiedziała że mam z nią kontakt
        • mme_marsupilami Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 21:10
          Nieuzywany fotelik samochodowy (ktos nam podarowal po swoich dzieciach). Przypinalam malucha i lazienkowalam sie do woli.
          Mycie: na poczatku nie uzywalam wanienki tylko sredniej plastikowej miski wlozonej do umywalki. Maluch zapieral sie z jednej strony nogami, wiec pozotawalo mi podtrzymywanie za barki i glowe, jedna reka wolna, wiec sprawnosc kapieli duuuuzo lepsza niz w wanience.
    • epistilbit Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 19:12
      Chusta!
      Zawsze i wszędzie był ze mną, a ja miałam wolne ręce. Jak się myłam to dzieć
      rezydował w leżaczku. Aha jak był większy strasznie go interesowała pralka,
      nastawiałam kolory do prania i cały cykl patrzył urzeczony smile
    • karra-mia Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 20:35
      leżaczek - stawiałam na stole, na podłodze, na pralce i młody
      obserwował wszystko, co matka robiwink

      Mam kuchnię razem z salonem, więc jak gotowałam opbiad, kładłam go
      na podłogę + kilka zabawek i on się tam "kulał" i albo mnie
      obserwował albo zabawkismile
    • mandziola Re: Patent na dziecko - lajt:). 21.02.10, 20:45
      Jak były małe to starszy lezaczek, a młodszy koc na podłodze bo wtedy juz miałam
      kuchnię z salonem. A jak starsze na tyle, że umiały siedziec, to koc na podłodze
      i trzy pudełka z zabawkami wymieniane co jakis czas - to starszy. Młodszy
      szuflada z kablami, starymi telefonami, przedłużaczami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja