dzieci nauczycieli

09.03.10, 09:48
no i pokłóciłam się ze znajomąsad
znajoma jest nauczycielką, ma córkę. żeby było jasne, córka chodzi do szkoły
podstawowej, znajoma uczy w gimnazjum na drugim końcu miasta.
w rozmowie z nią dowiedziałam się że dzieci nauczycieli nie są inaczej
traktowane niż reszta, panuje jedna wielka sprawiedliwość, a opinie, jakoby
nauczycielskie dzieci miały luzy są wyssane z palca. pewnie niekiedy tak jest.
tylko dlaczego gdy jej córka szła do pierwszej klasy od razu poleciała do jej
wychowawczyni pogadać jak nauczycielka z nauczycielką? dlaczego na różnych
uroczystościach klasowych przebywa w gronie nauczycieli a nie rodziców?
dlaczego jej córka, jako jedyna mogła zmieniać ławki i koleżanki z którymi
siedziała w ławce 4 razy podczas gdy inne dzieci miały zakaz przesiadania się?
dlaczego jej córka jako jedyna dziewczynka brała udział w przedstawieniu
klasowym, chociaż ma problemy z zapamiętaniem tekstu? znam inną matkę dziecka
z tej klasy i wiem, że dzieci sądzą że ta mała jej wyraźnie faworyzowana.
zresztą pamiętam jak ja chodziłam do klasy z synem nauczycielki. taka święta
krowa to była, robił rzeczy za które inne dzieci dostawały dwóję - on był
pobłażliwie głaskany po główce.
owa znajoma nauczycielka jeszcze chwaliła się jaką ma grzeczną zdolną córkę.
mnie to nie dziwi. na wycieczkach mała chodzi za rączkę z nauczycielką, pytana
nie jest, chyba że się zgłasza, inne dzieci już się zorientowały że ona jest "
pod ochroną" i starają się jej nie podpaść.
no. rozpisałam się. ale tak sie zastanawiam, czy moja znajoma jest głupia,
ślepa czy sprytna - skoro twierdzi że jej dziecko jest traktowane tak samo jak
reszta.
    • olinka20 Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 09:53
      Jako dziecko nauczyciela powiem ci tylko tyle, ze faktycznie nie
      było sprawiedliwie...
      Zwłaszcza w podstawowce miałam przerąbane, nauczyciele czepiali sie
      mnie o wszystko- bo ja to "powinnam" umiec, wiedziec, nie zapominać
      itd.itp.
      Jako jedyna w 1 klasie podstawowki nie miałam wzorowego zachowaniasmile
      A takie "lelije" jak córka twojej znajomej zawsze będą, nic nie
      poradzisz, ale błagam Moon, nie uogólniaj.
      • moonshana Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 09:57
        Olinka, ja nie wrzucam wszystkich do jednego workasmile ale uwierz, z tego co wiem,
        jesteś chwalebnym wyjątkiem a nie normąsmile
        • migotka-2 Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 10:00
          Z obserwacji klasowych moich dzieci powiem: różnie bywa!
          • asiaiwona_1 Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 10:03
            z przedstawionego opisu wynika, że koleżanka sprytna. I pewnie im
            głośniej i więcej będzie zapewniała, że córka jest traktowana na
            równi tym bardziej będzie to nieprawda. Uczniowie powinni w tym
            wypadku wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać koleżance, że nie tędy
            droga.
            Oczywiście nie uogólniam - pewnie zdarza się, że takie dzieci mają
            gorzej, ale faktycznie częściej słyszły się o przypadkach lepszego
            traktowania.
        • truscaveczka Re: dzieci nauczycieli 10.03.10, 08:58
          Moonshana, ja też jestem córką nauczycielki. Wiesz ile razy
          dostałam łomot od kolegów/koleżanek za to? Wiesz, ze każda moja
          ocena była ich zdaniem tylko zasługą mamy-nauczycielki? Wiesz, jak
          nauczyuciele mnie dociskali? A jednocześnie o byle pierdnięcie
          lecieli z jęzorem do mamusi?
          To jest przesrane, być dzieckiem nauczyciela. Zwłaszcza gdy ludzie,
          którzy nie zaliczyli tej radości, twierdzą, że to bajka i raj na
          ziemi uncertain
    • yminreb Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 10:04
      W podstawówce miałam kolegę syna nauczycielki od polskiego. Głupia sprawa,
      bo sama syna uczyła ale nigdy Go nie faworyzowała.
      On robił wszystko aby być gagatkiem a Ona Go nie kryła i nie tłumaczyła
      przed innymi. Chłopak przeżywał, bo koledzy jechali po niej, jak po każdej
      nauczycielce uncertain
      Pomimo beznadziejnej sytuacji uważam, że byli w porządku!

      Uważam, że ta nauczycielka-znajoma sama robi krzywde włąsnej córce jeśli
      Jej załatwia "tyły" bo dzieci są bardzo wyczulone na takie faworyzowanie!
      • mme_marsupilami Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 10:44
        Do mojego liceum chodzil syn dyrektora, niedlugo dolaczyla jego siostra. Bez taryfy ulgowej. Nie ma reguly.
        • ewa_mama_jasia Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 12:00
          Dokładnie tak miał mój kolega (może to ta sama sytuacja?) Nie mógł
          się zerwać z lekcji czy w ogóle zwagarować, bo zaraz tata - dyrektor
          się o wszystkim dowiadywał sad
    • magiczna_marta Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 10:38
      Mielismy w klasie syna nauczycelki od angielskiego i mial
      przegwizdane delikatnie mowiac.
      Jak tylko cos wyplywalo to bylo na niego, ze konfident, faworyzowany
      nie byl absolutnie. Ale roznie bywa.
    • jowita771 Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 10:46
      Twoja znajoma to cwabiara i tyle. Od początku planowała załatwić
      dziecku fory i stąd rozmowa "jak nauczycielka z nauczycielką". Moja
      najlepsza przyjacółka z dzieciństwa była córką nauczycielki, ale
      większość nauczycieli w naszej szkole chyba nawet o tym nie
      wiedziało (mama przyjacółki uczyła w innej szkole). Różnie bywa, ale
      ta Twoja znajoma zdecydowanie stara się, żeby jej córka nie była
      traktowana jak inne dzieci.
    • karolinek Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 11:16
      chodziłm do szkoły w którj uczyła matka, na dodatek byłam w klasie rownoleglej
      do tej w ktorej ona miała wychowawstwo.
      Te 5 lat od IV i VIII klasy wspominam jako koszmar.
      Z jednej strony nauczyciele, ktory starając się udowodnić jak bardzo są
      bezstronni cisneli mnie niesamowicie, z drugiej strony rowiesnicy, ktorzy byli
      przekonani, ze mam duzo latwiej, bo matka jest nauczycielką.

      A już najgorszą rzeczą było to, ze jak nie daj boze coś zrobiłam nie tak, coś
      niegrzecznie powiedziałam, nie tak zwróciłam sie do nauczyciela, to mialam 110%
      gwarancji ze na nastepnej przerwie, góra na 2 przerwie bede miała pogadankę z
      matką, bo któras nauczycielka polazła się poskarżyć na mnie.
      Koszmar.
      Nawet na wagary człowiek nie mógł spokojnie pojsc...
      • cudko1 no to cudak bije was wszystkich na głowe !!!!!!!!! 09.03.10, 11:21
        na 28 osób w klasie bodajze (podstawówka) miała 7 (słownie
        siedmioro) dzieci nauczycieli z mojej szkoły + jedno pani ze
        świetliwy, WSZYTSKIE były faworyzowane, WSZYSTKIE choć jedna
        dziewczyna się temu nie dawala tongue_outtongue_outtongue_out
      • olinka20 Karolinek! 09.03.10, 11:42
        Dokładnie prawie jak u mniesmile
        Tylko pogadanki mnie omijały, bo matka pracowala w innym budynku. Za
        to zamiast z matką miałam pogadanki na dywaniku u dyrektorki...
        Wagary, zapomnij.
    • teqilaa Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 11:23
      mysle ze w klasie 1-3 fawioryzowanie jest uskuteczniane i takiemy
      dziecku dobrze jest.W starszych klasach już sie nie da bo dzieciak
      nauczyciela ma przesrane. Mialam takiego w klasie w podstawowce,
      zawsze byl odstawiany na boczny tor.
      • corkaswejmamy Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 11:40
        miałam swoje prywatne dziecko w swojej grupie(przedszkole) i stwierdzam, że
        córka z tego powodu miała raczej przechlapane. I o ile w ogóle można było mówić
        o niesprawiedliwości, to dotykała ona mojego dzieciaka.
    • katarzyna.es Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 11:31
      Chodziłam do podstawówki z córką nauczycielki historii, która uczyła w naszej
      szkole i nikt mi nie wmówi, że dziecko było traktowane sprawiedliwie. Największe
      fory miała na języku polskim, np. podczas sprawdzania wypracowania: czytali je
      wszyscy po kolei, Martusia nie musiała nawet gębusi otworzyć i dostawała 6. Jako
      jedyna w klasie. A klasa była typowo humanistycznie uzdolniona i w grę wchodziły
      różnego rodzaju olimpiady i konkursy przedmiotowe. Analogicznie w-f. Rzuty do
      kosza, na 6 strzałów celność 2 więc wychodzi dopuszczający, Marta dostaje 5. Do
      tego upiera się, że przecież zasłużyła na 6 i musi dostać 6, bo jej średnią ta
      piątka zaniży. Po konferencjach na zakończenie semestru jej oceny też tajemniczo
      okazywały się wyższe. Atmosfera w klasie była fatalna, dzieci widziały jawną
      niesprawiedliwość i dziwiły się, że dorośli przecież nauczyciele maja problemy z
      zachowaniem fair w stosunku do uczniów.
    • emigrantka34 troche przesadzasz 09.03.10, 12:00
      Ja jestem dzieckiem nauczycielki.
      Moja mama uczyla w innej szkole niz ta, do ktorej chodzilam.
      Nigdy nie bylam traktowana wyjatkowo.
      Chociaz bylam czasami - lecz w odwrotnym kierunku.
      Wiecej ode mnie wymagano (szczegolnie, gdy chodzilo o historie).
      Kiedys mialam egzamin komisyjny z muzyki, gdyz nauczycielka tego
      przedmiotu nie lubila mojej mamy (znaly sie z kuratorium smile
      Wiec kazdy kij ma dwa konce, heheh.
    • slimakpokazrogi Re: dzieci nauczycieli 09.03.10, 12:45
      moonshana, akurat Twoja (a właściwie twojej znajomej) sytuacja nie
      ma wiele wspólnego z tym, ze jest nauczycielką, tylko z jej
      charakterem i specyficznie pojmowaną "obrotnością"... sama nieraz
      miałam w klasach dzieci nauczycieli i nie były faworyzowane, ale
      zdarzały się tez przypadki takiegio właśnie "zakręcania się" wokół
      nauczycieli innych matek, żeby dzieciom załatwić lepszą pozycję...
    • very.martini Re: dzieci nauczycieli 10.03.10, 00:58
      Ja chodziłam do szkoły,w której uczyła moja
      mama, i uważam, że posłanie mnie do tej
      instytucji było najgłupszą rzeczą, jaką rodzice
      mogli zrobić. Na szczęście nauczycielki były
      normalne i nie z tych, które leciałyby z
      opowieściami o mnie do mamy (miały przecież
      ciekawsze tematy do rozmowy), ale to się jakoś
      nie mieściło w mojej głowie - regularna mania
      prześladowcza...
      Dostawalam pały i piątki jak wszystkie
      dzieciaki, ale że byłam z tych momentami nieco
      bardziej zaangażowanych w życie naukowe, mogła
      do mnie przylgnąć łatka kujona. No trudno, na
      świadectwa z paskiem zapracowalam sama, a
      dobrnięcie do któregoś tam etapu w konkursie
      przedmiotowym raczej nie wynikał z faktu, że
      moja mama była nauczycielką w mnie w szkole -
      mogła mieć wtyki u dyrektorki, ale raczej nie w
      kuratoriumtongue_out.
      Unikałam korytarzy, na których mama miała
      dyżur, dziękuję Losowi, że nie zaliczyłam
      żadnej lekcji z nią. Wystarczyła mi jedna mama
      w domu, nie chciałam się potykać o drugą w
      szkole.
      No i wszystkie te komentarze o mojej piątce z
      polskiego i późniejszych sukcesach w
      konkursach: "No tak, mama polonistka..." - mama
      nawet okiem nie rzuciła na mój zeszyt do
      polskiego, odkąd się okazało, że sobie świetnie
      radzę w tej materii.

      16%VOL
      22%VAT

      --
      takie tam... forum homeopatia
    • zuzanka79 Re: dzieci nauczycieli 10.03.10, 09:18
      Ja chodziłam do klasy z chłopakiem, którego ojceic był dyrektorem
      podstawówki i nauczycielem fizyki i matmy jednocześnie, a mama
      uczyła biologi. Mieszkali w domu nauczyciela ( sąsiedztwo pani od
      muzyki, pani od georafi, chemmi, pana od polskiego i WOSU). Na
      każdym kroku był faworyzowany nie tylko przez rodziców na oczach
      całej klasy ale przez szerokie grono pedagogiczne. Sławuś to, Sławuś
      tamto. Jak ktoś zapomniał zmiennego, minus, a jak Sławuś zapomniał
      zmiennego - przecież blisko ma to nie musi. Zapomniałaś zeszytu czy
      ćwiczeń minus, a Sławuś leciał w czasie lekcji po klucze do mamy lub
      taty i ... donosił, bo przecież Sławuś ... No właśnie. Ale dobre
      czasy się skończyły. Jakimś cudem Sławuś dostał się do LO w innym
      mieście i co? Na półrocze prawie same tróje i mierne a potem został
      siedzieć z : maty, chemii i BIOLOGII, bo to zwykły cymbał był i
      tyle.
Pełna wersja