annabetka
26.03.10, 15:23
Przed widokiem biednych ,skrzywdzonych zwierząt? Już tłumaczę o co mi chodzi

Moja córka ma 4,5 lat .Ostatnio idąc z nią i swoimi znajomymi -zobaczyłam przy
ścianie budynku maleńkiego kotka ledwo trzymającego się w pozycji
siedzącej...z wydłubanymi oczami,pokaleczonego...razem z koleżanką zaczęłyśmy
się zastanawiać co z nim zrobić ..na co mój mąż mówi do mnie"oj weź przestań
bo...dziecko będzie myślało,przeżywało..." ,jedziemy autostradą na drodze duże
rozjechane zwierzę-pytam chłopa "co to było????" on mi na to "bóbr "(czy tam
inne tej wielkości zwierzę) Córka się pyta "tato a co tam było to zwierzak
jakiś?" a on "nie nie...to ktoś coś zgubił,jakiś worek czy coś i drugi
samochód to rozjechał"
No i do rzeczy,bo tych sytuacji jest sporo....Czy Wy też na siłę mydlicie
dzieciom oczy jak widzą jakieś zwierzę w stanie rozjechania,bąć skrzywdzenia
typu -zakrwawione,słaniające się na nogach? Bo ja Młodej oczu nie
zasłaniam,raz idąc do przedszkola spotkałyśmy na chodniku ,serio wielkiego,też
rozjechanego? zagryzionego? szczura.....bardzo się przejeła,ale tyle pytań mi
zadawała,że miałam poczucie ,że na prawdę wiele przy okazji o "życiu" mogę jej
przekazać,o tego kotka też pytała..mąż ciskał we mnie gromy oczami,a ja jej
tłumaczyłam..dlaczego taki biedny był ,dlaczego czasem tak się zdarza i
dlaczego go już nie było jak z pudełkiem po niego wróciliśmy.No i tak sobie
myślę...może ja przeceniam umysł i "pojętność" 4 latki? Może ją faktycznie
narażam na zbyt duże wrażenia,zbyt poważne rozmowy? Lepiej zasłonić oczy i
skłamać"oj nic tam nie było,wydawało Ci się"
Jak to widzicie?