aga9001
27.07.10, 14:41
Moja córka od początku wakacji łazi ze swoją koleżanką całymi
dniami. Siedzą to u nas , to u niej. Wszytsko ok, ale przed
niedzielą do koleżanki przyjechała rodzina, dużo dzieci i dorosłych.
I momentami na tamtym podwórku robi sie nie byle jaki tłum: 8 dzieci
+ dorośli. Pomimo, że wszysycy mówią, iż ona nie przeszkadza, troche
mnie to stresuje i staram się ograniczać jej bytność u sąsiadów.
Dla opisu całości - jedna z tych rodzin co przyjechała przebywa
ciągle na podwórku sąsiadów, druga na innej ulicy u kolejnej
rodziny. A wszysycy oni są jedną wielką rodziną
Dzisiaj wracajac ze sklepu młoda poprosiła aby wejsc do koleżanki na
chwile, po negocjacji ustaliłyśmy , że na pół godziny wejdziemy. W
trakcie naszej bytności dzieciaki chciały iść do tej drugiej rodziny
na innej ulicy. A ja młodej nie chcialam puścić, bo :1. powiedziałam
pół godziny, 2. nie chce by obcy w sumie ludzie musieli pilnowac
mojego dziecka.
Gdy młodej powiedziałam , że idziemy do domu, i ona z nimi nie idzie
zrobiła mi scenę na pół ulicy. Darła gębę, tupała, wrzeszczała.
Myślałam, że mnie szlag trafi

Zaciągnęłam ją do domu, i
powiedziałam, ze do końca dnia siedzi dzisiaj sama, bez
towarzystwa
Jeszcze pół godziny wyła w domu, tupała a teraz siedzi w swoim
pokoju i cos tam robi.
Co byście zrobiły na moim miejscu?? Bo w sumie nie wiem w 100%, że
dobrze zrobiłam. Nadmienie , że jak ją cięgnęłam to miałam wielką
ochotę przyrżnąć jej w dupę. Ostatkiem sił się powstrzymałam.
I dla uzupełnienia, przed przyjazdem tych ludzi tłumaczyłam, że
koleżanka bedzie miała gości, ciocie, wujków i siostrzeńców,
siostrzenice, i że młoda nie będzie mogła tam cały czas siedzieć.
Mam nadzieję, że w miarę czytelnie to opisałam