asiaiwona_1
29.07.10, 12:04
Niedawno byłyśmy u babci. Siedzimy na dworze, a babcia mówi, że jak
była tu na wsi ostatnim razem (czyli jakiś tydzień wcześniej) to
zgubiła na dworze igłę. Młoda chciałą na boso biegać po trawie, ale
w kontekście zaginionej igły zabroniłam jej. I wieci co? Ona ją
znalazła! Taką przeleżaną przez tydzień igłę, którą wiatr mógł
przegnać w dowolnym kierunku!!!!
A dziś? Rano miałam iść z Kudłatem do ortopedy. Wyszykowałam siebie,
dziecia. Nagle zonk - gdzie jest książeczka zdrowia???? Nigdzie nie
ma. Przeszukałam cały dom milion pięćset razy. Poleciałam sprawdzić
w aucie moim, męża. On zadzwonił do kolegi od którego auto
pożyczaliśmy na wyjazd (bo większe). No zapadła się pod ziemię.
Wymyśliłam, że na pewno zostawiłam u pediatry jak ostatnio byłam.
Zadzwoniłam do medicoveru, panie preszukała recepcję, archiwum,
gabinet lekarski. Nie ma. CHodzę wkurzona po domu, szukam dalej.
Młoda się pyta czego szukam. Mówię, że książeczki. A ona podchodzi
do półki z książkami i pyta czy to nie ta przypadkiem!!! No po
prostu podeszła i wyjeła książeczkę. A ja i mąż tyle razy tam
patrzyliśmy.
I teraz pytanie, czy mam córkę powiązaną z jakimiś ciemnymi urokami
czy córkę o sokolim wzroku?