kama_msz
23.08.10, 17:22
dzisiaj się normalnie wściekłam - nawet nie wiem jak to nazwać, jak można być
takim egoistą i debilem

ale do rzeczy - pracujemy we 3 - ja mam etat, g. 3/4 a b. ma etat gdzie
indziej i dorabia sobie u nas, czyli generalnie my się dostosowujemy do jej
grafiku.
szef wyjechał na urlop pacjentów mniej, luzy totalne. pierwszy tydzień
nieobecności szefa - poniedziałek - b. nie pojawiła się w pracy. do czwartku
nie ma b. - nie ma też żadnego telefonu z informacją od niej o co chodzi i
gdzie się podziewa.
ja stwierdziłam, że jest dorosła a skoro jej się pracować nie chce i zadzwonić
nie raczy, to ja mam w dupie gdzie jest i dzwonić do niej nie będę.
w końcu w czwartek jeden z lekarzy każe g. zadzwonić do b. - okazuje się, że
b. zrobiła sobie wolne, ale nie uznała za stosowne powiedzieć o tym nikomu.
oznajmia, że przyjdzie w poniedziałek (czyli dzisiaj). po konsultacji z g.
dochodzimy do wniosku, że w tym tygodniu tez pacjentów mało, więc w sumie jak
chce to niech sobie dalej wolne robi.
zadzwoniłam - foch był wielki i straszny, że kombinujemy, że ona też musi
sobie zarobić (stawkę ma za godzinę) sru tu tu tu.
no to mówię - ok, przychodź.
dzisiaj rano - ja byłam na rano, g. na środek, b. miała być na popołudniu. o
11 telefon - b. - czy ona musi do pracy przychodzić, bo może ona sobie wolne
jednak zrobi.
nosz kurwa, zatrzęsło mną - po pierwsze g. niepotrzebnie przychodziła na 11,
bo mogła sobie przyjść na popołudnie normalnie. siedziałyśmy we dwie, a
pacjentów nie było, no i g. musiała zostać 8 a nie 5 godzin tak jak normalnie
pracuje.
no i na prawdę nie rozumiem - po chuj się oburzała, po co mąciła w grafiku,
skoro i tak nie miała zamiaru przyjść?
nienawidzę takich ludzi, którzy widzą tylko czubek własnego nosa i myślą, że
ktoś będzie za nich zapierdzielał.
no, tak się wygadać chciałam