dezetta
02.01.11, 11:15
Umawiałam się z siostrą w Wigilię że w czwartek przed sylwestrem wpadnę do niej z mężem. Mieliśmy zabrać dla naszej małej łóżeczko i inne akcesoria po jej synu. W czwartek nie pojechaliśmy bo kiepsko się czułam, dzwoniłam w piątek i gadałyśmy coś o dniu dzisiejszym (sobota odpadła bo zaraz po sylwestrze), chłopaki mieli iść do piwnicy i odgrzebać graty. Dzwonię przed chwilą że możemy być za pół godziny i co?? Oboje praktycznie wyjechali na mnie z ryjem że oni pracują, że były święta i szwagier BY MUSIAŁ iść teraz do piwnicy. I w tym momencie przestaję rozumieć.. Pierwotnie umawialiśmy się na czwartek to raz, dwa - szwagier ma do piwnicy kilka kroków, trzy - mieli tam iść we dwóch żeby było łatwiej i szybciej. Ale NIE, bo szwagier musiałby wykonać jakąś czynność a to już kurwa problem. I zawsze tak jest że jak się ich o coś prosi (w tym przypadku SAMI proponowali bo chcą się gratów pozbyć) to kończy się tak samo. Jestem pewna że jakby to oni coś chcieli od nas to już od rana miałabym trzy telefony z pytaniami o to kiedy będziemy i czemu tak długo. Teoretycznie umówiłam się z nimi na następny weekend ale coś czuję że pojedziemy do Ikea i wszystko kupimy bo jak mam oglądać skwaszone gęby to wole zapłacić kilka stów i nie liczyć na ich łaskę.. Grrrrrrrrryźć mi się chceeeeee !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!