madziazi3
02.06.11, 12:22
Czekam z chłopakami na przystanku na autobus. Jest sporo ludzi, czeka też pani z chłopcem (na oko 14 mc.) i babcią. Chlopczyk ma zespół downa ale bardzo komunikatywny. Zaczepia ludzi, zagaduje dziewczynke na co ona zniesmaczona odchodzi do taty i cos szepcze mu na ucho. Ludzie się odsuwaja, patrzą z politowniem na "biedne chore dziecko". Mój młody 1,5 roku woła do kolegi cześc. Wsiadamy do autobusu, wózek obok wózka-normalka. Dzieciak zaczyna mnie zaczepiac więc chwile sobie "gadamy",pózniej chłopcy dają sobie rączki,oglądaja i bujają nawzajem wózkami,prowadzą meską rozmowe.Kolega wlada ręke w klamerki więc tłumacze że tu nie można bo sobie przytnie.Przy wychodzeniu robią sobie papa.Tylko co robią ludzie-patrzą na mnie jak na kosmite,ze pozwoliłam mu dotknąc swojego syna, że gadam z "takim" dzieckiem, komentarze mówione szeptem, trącanie sie i patrz patrz ze ona sie nie boi. Przeciez to nie jest zarazliwe,on tez jest człowiekiem tylko ma troche wieksze potrzeby, co w tym dziwnego. Nie rozumiem takich ludzi! Jak byście się zachowały w podobnej sytuacj, bo gdyby nie starszy syn to bym coś konkretnego tym ludziom powiedziała.
Wygadałam się