fajka7
23.07.11, 01:03
Po długich poszukiwaniach w necie, znalazłam w końcu placyk o jaki mi chodziło.
Zadzwoniliśmy, uzgodniliśmy cenę, montaż itd.
Pan dzwoni dzień wcześniej, że będą o 8 rano.
No to sobie pomyślałam, że wcześnie chłopaki będą wstawać tego dnia.
Wstaję ja dziś koło 9., faktycznie montują, 3 panów.
Kawę poprosili, ok, i pytam o której wyjechali z tym placem.
Pan na to, że o 22. poprzedniego dnia.
Ja: ??!! To ile panowie jechali?
Pan: 8 godzin, byliśmy o 6. ale poczekaliśmy do 8. bo tak było umówione. (tu szerzej oczy otwieram jak miło)
Ja: Ale to ile kilometrów??
Pan: 640.
Ja: !!??!! To skąd wy jesteście??
Pan: A z południa Polski.
Ja (ochłonąwszy): I tak jeździcie po całym kraju?
Pan: Kto nie robi, ten nie zarabia. W Gdańsku byliśmy już kilka razy. Wszędzie jeździmy. Dziś wracamy, a jutro znowu wyjazd.
Ja: Ile będziecie wracać? (piątek, ruch wakacyjno weekendowy)
Pan: No pewnie z 12 godzin. To co, dziękujemy za kawkę i lecimy.
Kurka. Szacun. Nie chciałabym być żoną tego pana ani córką, ale facet zrobił na mnie wrażenie. Od razu się z naszym "Maćkiem" związałam emocjonalnie. Nie spotykam wielu ludzi z takim podejściem do swojej pracy - a akurat z racji budowy domu przez ponad 2 lata, trochę takich różnych się jednak przewinęło i ekipa od placyku uplasowała się w zdecydowanej czołówce pod każdym względem.