melancho_lia
04.02.12, 08:49
Syn w pt poszedł do przedszkola z cukierkami jako że ma dziś urodziny. paniom zostały te słodkości przekazane rano (taki zwyczaj u nas) z informacją, ze to z okazji jego urodzin. pani stwierdziła, że ok, po południu zostana rozdane. W przedszkolu jest też taki zwyczaj, ze jubilat jest "królem" w danym dniu, dostaje koronę, ma prawo w pewnym stopniu decydować o zabawach itp. Odebrałam dzieciaki i Młody już jak byli ubrani rozżalił się, ze nie rozdawał tych słodyczy i że korony nie mial i w ogóle panie o nim zapomniały... Mówi, ze próbował się przypomnieć, ale został zignorowany... Nie miałam jak porozmawiać bo miałam juz dzieciarnię ubraną na mróz, a sal młodego jest na piętrze. Młody płakał cały wieczór (nigdy jeszcze go nie widziałam tak przejętego), czuje się zignorowany, smutny i rozżalony na panie.
I teraz nie wiem, robić z tego większą aferę (nie jest to pierwszy przypadek takiego dziwnego traktowania dzieci), czy po prostu zanieść słodycze w pon i stanowczo zażądać by w poniedzialek zrobiły Młodemu urodziny?