elske
17.08.12, 00:43
Wczoraj jem sobie spokojnie śniadanie w pracy, a tu telefon do sklepu i proszą o rozmowę ze mną ( komórkę zostawiłam na pietrze). Dzwoniła opiekunka z przedszkola, że Młody ma temperaturę i gardło go boli. Powiedziałam że zaraz będę , dojadłam ekspresowo bułkę, spakowałam się , powiedziałam że może przyjdę do pracy w poniedziałek i pognałam do przedszkola.
Dzisiaj zabrałam do lekarza i Kluskę i Młodego. Pani doktor ,osłuchała zrobiła wymaz z gardła .Kilka minut pózniej mieliśmy wyniki wymazu ( w tym czasie udało się pobrać krew z palca rozhisteryzowanej Klusce). Młodemu krwi nie pobierano, bo akurat wyszły wyniki wymazu, oba pozytywne. Dzieciaki dostały antybiotyk na 7 dni, syrop na kaszel ( efedryne) .
Wieczorem u Młodego pojawił się biały nalot na języku i migdałach .
Dzieciaki do piątku przyszłego tygodnia będą siedzieć ze mną w domu ( wpadłam na chwile do pracy żeby powiedzieć że mnie nie będzie przez tydzień). Kluska w poniedziałek ma pierwszy dzień szkoły. Jutro podjadę do szkoły powiedzieć że jej nie będzie.
A wszystko dzięki mnie. Tydzien temu : mamo, możemy popływać w morzu? Nie, bo woda jest zimna . Ale mamoooo, proooooszę . No dobrze, możecie popływać. Tadaaaam : mamy anginę w domu . Ech.