melancho_lia
30.08.12, 07:39
Zaczęło się na wyjeździe. Nie mogłam zasnąć do 2-3 nad ranem potem parę godzinek snu i pobudka o 6 rano. Brak możliwości zaśnięcia dalej.
No ale teraz to jakaś masakra jest. W nocy z poniedziałku na wtorek w końcu usnęłam o 4 nad ranem i zaspałam do pracy, w środę lepiej bo około 2 i do 6 rano, Dzisiejszej nocy też usnęłam o 3 i teraz padam na pysk...
Ki czort? Zmartwień raczej nie mam, kawy na noc nie pijam...