karolina17w
05.09.12, 21:00
No nie powiem, ciśnienie mi i wychowawczyni ładnie dziś podskoczyło
Wczoraj gadałam z moją mamą, czy odbierze dziś młodego. Ona, że nie wie ale dziś zadzwoni do mnie i da mi znać. Do 15 nie odezwała się więc stwierdziłam, że widocznie go nie odbierze.
Ok, poszłam do przedszkola, około 15:30 wchodzę na salę, doby dobry, rozglądam się i:
ja - "Gdzie jest Albert bo go nie widzę?"
wychowawca - oczy jak 5 zł, rozgląda się, patrzy się na mnie czerwona się zrobiła, mi też ciśnienie podskoczyło wiec
ja - "Kto odebrał dziecko?"
wych - (oprzytomniała, zerknęła na jakąś kartkę) "Babcia"
ja - "Ale która?" (są 2 upoważnione do odbioru)
wych - "Pani mama"
ja - "A to w porządku, mama nie poinformowała mnie, że odbierze Alberta więc przyszłam po niego".
Ulga dla nas obu.
I jeszcze potem, już na zabraniu dyrektorowi przypomniała się anegdotka z ubiegłego roku.
Chodzi ksiądz po kolędzie, zaszedł do przedszkola, a któreś dziecko namawia go na modlitwę. Ksiądz chętny, dziecko składa rączki, mówi "W imię ..." i cisza. Ksiądz zachęca, podpytuje jaką modlitwę dziecko zna a chłopczyk na to (po chwili namysłu) "Wieczny odpoczynek racz im dać Panie..."


Dyrektor obiecał, że w tym roku postarają się nauczyć chociaż "Aniele Boże..."
I jeszcze ciekawostka - od poniedziałku syn chodzi do grupy 3-latków, ma zupełnie nową wychowawczynię, która nie zna dzieci, ale dziś na zabraniu zachęcała nas do zapisania syna na zajęcia dodatkowe w postaci tańca i gimnastyki korekcyjnej, twierdząc, że synowi bardzo się przydadzą
I tu akurat ma racje, bo syn non stop w ruchu, ciągle się kręci, wierci, nigdzie nie usiedzi na chwilę i ma mnóstwo energii. Mnie tylko zastanawia, co on robił od poniedziałku, że po 3 dniach wychowawczyni doszła do takiego wniosku, że przyda mu się jeszcze więcej ruchu