anna_sla
04.10.12, 20:55
wstęp wolny w dniu otwarcia. Dwie laski wagi ciężkiej, po 90kg każda, jedna szersza od drugiej.. Postanowiłyśmy udawać niemoty by sprawdzić kompetencje trenerów. A trener? Ocenił nasze potrzeby po naszym wyglądzie, czyli potraktował jak dwie nieruchawe grubaski. Nie spytał nas czy w ogóle coś ćwiczymy, a to jest najważniejsza rzecz o jaką powinien pytać instruktor (na "naszej starej" siłowni pytają). Udawałyśmy, że nie wiemy jak włączać urządzenia, wsadził nas na orbitreki po 5 minut (na których obie ciskamy po godzinie), potem trochę różnych ćwiczeń, ciągle pytali czy dobrze się czujemy. Na koniec (po godzinie) wsadził nas na bieżnie i kazał chodzić 20 minut 4km/h (kiedy obie ciśniemy takie prędkości...) no i miarka z nudów się przebrała. Zaczęłyśmy kombinować, przełączać, zwiększać prędkość, nachylenie bieżni, moc itd. Po 20 minutach włączyłyśmy bieganie i tak przez 25 minut biegłyśmy a oni (2ch instruktorów i "kobieta zza lady" nie wiem jakie ma stanowisko

) chodzili tylko i gapili się, nie wiem czy patrzyli kiedy padniemy czy co??

Ubaw miałyśmy po pachy. Potem wskoczyłyśmy na rowerek, parę innych ćwiczeń, łącznie 2,5 godziny ćwiczeń i poszłyśmy sobie..