jowitka345
18.01.13, 09:53
Chciałam się Was poradzić...
Kilka lat po skończeniu studiów mgr ( nigdy nie pracowałam w zawodzie ) zapisałam się na studia licencjackie- dzienne- Nauka trwa 4 dni w tygodniu czasami 11-20 a czasami 8-15. Problem polega na tym, że pracuję zawodowo, co prawda w zmianach i mogę sobie pozwolić na studia dzienne ale... mam dwójkę dzieci syn 1 SP córka przedszkole... z córka problemu nie ma bo nie ma lekcji, syn co prawda dobrze sobie radzi ale czasem ma lenia i trzeba go pilnować, żeby zrobił wszystko co ma do zrobienia. Dodatkowo chodzi dwa razy w tyg na basen i karate.
Mam teraz taki dylemat bo dopóki nie dostałam planu zajęć byłam pełna nadziei, że uda mi się to pogodzić a teraz już sama nie wiem.
Studia chcę mieć ze względu na chęć poprawienia sobie bytu i zapewnienia ciągłości zatrudnienia.
Nie jestem już nastolatką bez zobowiązań więc jak wrócę skonana z zajęć z miasta oddalonego ok 50 km to będę musiała jeszcze ogarnąć chatę, dzieci, męża. Mój mąż bardzo mi pomaga w domu i mnie wspiera w tym pomyśle ale ja sama jak zobaczyłam ten plan ( nie spodziewałam się, że zajęcia będą trwały czasem do 20.30 nawet a najwyżej do 16) to zaczęłam się bać czy podołam. Oczywiście dziadkowie pomagają, ale mam dylemat moralny czy mogę obarczać ich aż tak dużą odpowiedzialnością.
Powiecie jakieś dobre ( lub złe) słowo?