kjut
31.05.13, 23:08
ło matko. Ale się wkurw***, laski, masakra po prostu.
Ojciec sobie wymyślił, że przecież jak to tak, bez tłuczenia butelek. Zwołał ch*** wie po co pół osiedla na wódkę. Co tam, że jutro wesele, że trzeba wstać, nic to. Największe buractwo się zlazło wioskowe (taka okolica). Wokół pełno szkła, wóda się leje strumieniami, a dookoła.... dzieci. Takie dwuletnie. No i się ciąć zaczęły. Bo tatusie chleją. No to chłop bierze i chce wynosić to szkło (w takiej wannie było, żeby mniej bałaganu). A koleś nie patrzy, że on blisko, tylko butelką rzuca. No i chłop se łapę rozciachał. A że pod wpływem to na szycie się namówić nie dał

A teraz dalej chleją na dole. Ja ich olałam, w ciąży, to się zwinęłam. Ale jak chciałam chłopa ściągnąć, to nagle go "teściowa" (a moja matka) pokochała, żebym "spokój mu dała, on jeszcze zostaje". A ja już widzę, że on dosyć ma i jutro będzie lipa. Na własnym ślubie z kacem. Bo odpuścić na tym etapie ciężko już

Makabra laski, zła jestem taka, że po prostu szok. Rozgoniłabym na cztery strony. A nie mogę, bo gospodarz to mój ojciec, nie ja. A że narąbany, to co tam

Ech, no nie wiem już po prostu... to koszmar jakiś jest. Za mało wyobraźni miałam zdecydowanie, że się na to decydowałam