dziewczyna_bosmana
05.06.13, 16:59
Chodzi o moich rodziców. Dzisiaj ojciec wiózł mnie do lekarza a mama odbierała młodą z przedszkola. Panna podobno pięknie zjadła, dobrze się bawiła i była grzeczna. No i w tym największy problem. Moja koleżanka pracująca w prywatnym przedszkolu (takim dla nadętych bogatych rodziców rozwydrzonych dzieci) napomknęła kiedyś że mają nakaz mówienia rodzicom samych superlatyw o dzieciach żeby rodzice byli zadowoleni i dalej płacili haracz za opiekę nad ich dziećmi. Rodzice oczywiście podchwycili sprawę i nasłuchałam się dzisiaj że pewnie tu gdzie chodzi Patrycja jest tak samo. Dziecko zabrane z przedszkola 5 minut po obiedzie i zapytane przez babcię czy jest głodne i czy zje pączka odpowiedziało "głodna, tak pączka" no i zjadło. Oczywiście w związku z tym pewnie albo nic nie zjadła w przedszkolu albo są głodowe porcje.. Które dziecko z nie zje pączka do cholery? Dodam przy okazji że słowo "głodna" jest młodej dość obce bo zwykle po prostu pytam czy będzie jadła. Moi rodzice są od zawsze niekwestionowanymi mistrzami zabijania w każdym wszelkich przejawów optymizmu, radości i pozytywnych myśli, potrafią człowieka zdołować w 5 minut i w każdym temacie. Nigdy w trudnej sytuacji nie pociesza tylko dołożą od siebie dalsze przykrości. Siedzę sobie z mocno zepsutym humorem i zaczynam mieć wyrzuty sumienia że posłałam dziecko do placówki. Pewnie ją tam kurde biją i stoi w kącie rycząc wniebogłosy. Szkoda tylko że tak jej się podobało że nie chciała wyjść do domu i odstawiła babce płacz na korytarzu..