woezel_pip
10.06.13, 21:33
Nie udzielam się ostatnio gdyż mam depresję. Taką zdiagnozowaną, początki leczenia, trudno mi jest, noo.
Od 3 lat, odkąd mam dziecko, wcześniaka skrajnego wciąż walczę. Bo ciągle coś.
I jak uwierzyłam, że w końcu będzie dobrze, że dostała się do przedszkola, że ja wrócę do pracy to dziecko zachorowało na poważną chorobę hematologiczną, neutropenię. I nie mogę jej posłać do przedszkola. I mam izolować od dzieci.
I znowu ciągle jeździmy po szpitalach.
I boję się trepanobiopsji szpiku bo podono to bardzo bolesne.
I tak się bałam i boję, że rano mam problemy, żeby z łóżka wstać. Ciągle jestem zdenerwowana.
Tak tylko chciałam się wyżalić bo chyba nikt mi nic nie poradzi

Chociaż może...No może ktoś też tak miał ciężko i wyszedł z tego w miarę szybko? Z depresji, to mam na myśli. Nie poznaję siebie...Z kobiety z mnóstwem energii zrobiłam się leżącym do 13-14 człowiekiem. Jeszcze wstaję i posilki zrobię, książeczki poczytam. Ale już rano nie wyjdę na spacer. Do lekarza jak trzeba pójdę. Ale..tak to zero inwencji, zero chęci do działania. W weekend jak mąż się dzieckiem zajmuje to wstanę tak o 15 i zjem śniadanie...Eh. "Normalnie" dzialam tak po 16 ale rano...dramat