woezel_pip
20.06.13, 22:14
Pewnie milion razy o tym już rozmawiałyście ale mnie to nurtuje- gdzie leży granica kiedy można się wtrącić w czyjeś życie a dokładnie w sposób w jaki traktuje dziecko.
Byłam ze swoją w szpitalu, w tej samej sali był chlopiec na oko 2letni z tatą. Chlopiec z wenflonem, widać, że kilka razy mu krew pobierali bo w plastrach, gorąco jak diabli, dziecko placze. A tatuś do niego cały czas mówi w ten deseń:"przestań ryczeć, jesteś mężczyzną a nie mazgajem, wstyd mi za ciebie, jeszcze raz zapłaczesz to wyjdę i zostawię cię samego w szpitalu! Bądź mężczyzną!". I wyszedł. Może do wc, nie wiem. Wrócił po chwili.
Ale podczas tej "chwili" dziecko było tak przerażone, że aż mi się słabo zrobiło

Powiedziałam facetowi, że to co robi to jest przemoc psychiczna. Widać bylo, że zrobiło mu się głupio.
Naiwnie myślę, że ... no właśnie, że co? że zacznie myśleć?
Facet wyglądał normalnie, podobny nawet do mojego męża, nie patologia jakaś....
I tak zaczęłam myśleć- no fajnie, ale gdzie jest granica, że widzimy, że coś jest nie "halo" i reagujemy? większość społeczeństwa nie reaguje, to jasne...
Czy skoro nic nie zrobiłam więcej (nie wiem oczywiście co bym miała zrobić) to powinnam milczeć?