fajnyrobal
17.07.13, 20:45
Dwa miesiące temu poprosiłam moją teściową o przypilnowanie nam mieszkania w czasie naszego urlopu. Mają nam ocieplać blok, w sierpniu miałyby być postawione rusztowania, no niebezpiecznie jest zostawić chatę bez chwilowego chociaż dozoru. Zgodziła się. I teraz, półtora tygodnia przed wyjazdem oświadczyła nam, że ona mieszkania nie przypilnuje, bo 3 sierpnia wyjeżdża z wnusiem (synem mojego szwagra) na tydzień nad jezioro, a potem idzie na dwa tygodnie mieszkać do domu tegoż szwagra, bo oni wyjeżdżają na wczasy na wyspy sruamotuiujwamwdoope "więc sami rozumiecie, musicie sobie poradzić".
No ciężki szlag mnie trafił!
Pomijając to, jakim tonem zostało to powiedziane, to trafiło mnie podwójnie, bo:
- My na pewno prosiliśmy ją o przysługę duuużo wcześniej niż szwagier - jej drugi synuś
-Zrobiliśmy to, bo naprawdę nie mieliśmy już innego wyjścia - moi rodzice są po osiemdziesiątce, trudno ganiać ich na trzecie piętro, poza tym okazało się, że wyjeżdżają na wczasy w tym samym terminie co my, mój brat też wyjeżdża w sierpniu, parę dni po nas, sąsiadom kluczy nie zostawię, jednym słowem kaaaaanał
- Ja naprawdę staram się w minimalnym stopniu angażować teściówę w nasze sprawy, proszę ją o przysługę kiedy już nie mam wyjścia,średnio raz na pół roku, nie pamiętam kiedy byliśmy na imprezie sami, w knajpie lub kinie. Szwagier korzysta bez umiaru, mamusia lata mu codziennie psa wyprowadzać, sprząta, gotuje , zajmuje się synciem (15 lat sic!) kiedy oni wychodzą na imprezy, jadą sobie na wczasy, był moment kiedy paliła w piecu, żeby synowej ciepło było w odwłok kiedy z pracy wróci...
- Już kilka razy w sytuacji podbramkowej usłyszałam to "musisz sobie poradzić, bo Wojtek, bo Sylwia, bo Maciek..."
Strzeliłam focha i się nie odzywam. Słusznie czy nie?