a ja tak myślę...

02.04.09, 22:39
Odnośnie systemu matka i dziecko na porodówce, że dla mnie to głupi
system i narzucanie go obligatoryjnie wszystkim mamom zdrowych
dzieci to przesada i wygoda personelu. Wiem, że tysiące kobiet o to
walczyło, ale:
- pierwsze dziecko, 11 lat temu, 8 kobiet i ich wyjące dzieci na
sali. Po 18 godzinnym porodzie położona na łóżko bez słowa
instrukcji od położnej i zostawiona sama sobie. Była 4 w nocy,
komórek nie było - nie wiedziałam co robić z tym dzieckiem. Rano
zemdlałam z wycieńczenia - był wtorek, a ja od niedieli wieczór nie
miałam nic w ustach, a po "drodze" wydusiłam siebie 3630
szczęściasmile W efekcie dzieckiem zajmowała się pani z łózka obok i
gdyby nie ona, młody nie miałby nawet pieluchy zmienionej. Dzięki
Basiu, gdziekolwiek jesteś - często Cię wspominamsmile
- drugie dziecko rok temu. Sala dwuosobowa - więc ciszej. Okazało
się, że Młody ma żółtaczkę, leżał pod lampami. Przez 6 dni psiocha
mi się wygoiła, szwy zdjęli, a ja wyspałam się za wszystkie czasy.
Wyszłam do domu odkurowana i od pierwszych dni zajmowałam się Młodym
bez niczyjej pomocy.
Co9 więc myślę - że wyganianie kobiet po 2 dobach ze szpitala to
zbyt szybko. Ciało musi się zregenerować. Po drugie poród to nie
spacerek po parku i nie wszystkie mają siłę - dawanie matce po
cesarce na 12 godzin po porodzie dziecka to przesada - one często
nie mają siły się podnieść.
Wiem - kiedyś rodziło się dzieci na miedzy i szło dalej zbierać
żyto. Ale to było kiedyś i śmiertelność matek i noworodków była o
wiele większa. Uważam, ze pielęgniarki powinny zajmować się dziećmi,
a mamy odpoczywać. Z drugim dzieckiem wyszłam ze szpitala
szczęśliwa, wypoczęta. Z pierwszym - miałam depresję poporodową.
Czy tylko ja jestem wyrodną matką, co nie chce "tulić dzidzi po
porodziku", czy ktoś może jeszcze mnie popiera????
    • to.ja.kas Re: a ja tak myślę... 02.04.09, 22:45
      Ja tez jestem wyrodna.

      Zawsze mowie, ze wyspana matka to matka szczesliwa a szczesliwa
      matka to szczesliwe dziecko.
      I tego sie trzymam !
    • endi100 Re: a ja tak myślę... 02.04.09, 22:51
      Zgadzam się z Tobą. U mnie pierwszy syn miał żółtaczkę w I dobie
      więc leżał pod lampami. Miałam czas odpocząć i zregenerować siły.
      Drugie dziecko urodziłam o 5.20 rano, byłam wymęczona i marzyłam
      żeby się przespać. Ale gdzie tam... od razu przynieśli mi
      rozwrzeszczanego głodomora. Kimnęłam się dopiero jak mąż przyszedł.
    • aaadddaaa83 Re: a ja tak myślę... 02.04.09, 23:05
      Popieram twoją wypowiedź.

      Miałam koszmarny poród zakończony cesarskim cięciem, potem walnęli mnie na salę
      z pięcioma innymi kobietami, gdzie tylko ja byłam po cc i każda miała przy sobie
      swoje dziecko. Przez te 12 godzin jak trza leżeć plackiem to małą zajmowały się
      pielęgniarki, ale potem to siup do matki. Miałam komplikacje, gorączkę ponad 40
      stopni, przez 6 dni zwijałam się z bólu, mąż leżał w tym czasie w innym szpitalu
      po wypadku i cholernie ciężko było mi się nią zajmować w tym czasie. Panie
      pielęgniarki były niemiłe, na moje prośby czy pytania odpowiadały burczeniem pod
      nosem i wciąż mnie uświadamiały, że poród nigdy dla kobiet nie był niczym
      przyjemnym, ale zawsze jakoś sobie radziły, więc mam się nad sobą nie użalać.
      Masakra.
      • kama_msz Re: a ja tak myślę... 02.04.09, 23:28
        ja się zgadzam połowiczniewink
        bo nie chciałabym, żeby mi dziecko całkiem zabrali (no, chyba, że trzeba by
        było, to of kors inna bajka), ale nie chciałabym też, żeby mi dali i rób babo co
        chcesz;P
        ja rodziłam dwa razy w tym samym szpitalu właśnie ze względu na to, że jak
        chciałam to miałam dziecko przy sobie, ale jak byłam już wymęczona, to mogłam
        oddać bez problemu i się zdrzemnąć.
        położne były nawet takie fajne, że nawet jak się zadeklarowałam, że dziecię ze
        mną na noc zostanie, to jak się rozwrzeszczało fest i ani myślało skończyć same
        przychodziły i pytały, czy może jednak wziąć na parę godzinek, żebym mogła się
        kimnąć.
        przynosiły na cyca i jak chciałam to mogłam oddać malca spowrotem albo nie.
        oczywiście starałam się jak najmniej oddawać bo czułam potrzebę posiadania
        potomstwa przy sobie, ale jedną nockę miałam taką, że jak bym nie mogła wyjca
        oddać to bym chyba się przekręciła.
        no i panie w ogóle chętnie przebierały, kąpały i pomagały jak mogły.
    • marysienka44 Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 00:14
      a ja tak z innej beczki, Kasia jesteś z 11.11.77 ? tak jak masz w sygnaturce?
      Jak tak to daj grabę bo ja 11.11.78 smile
      • kasia111177 Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 07:27
        Tak - jak mawia moja mama cała Polska świętuje moje urodinysmile
    • fajka7 Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 00:53
      A ja mysle, ze grunt, zeby czlowiek mial wybor, a nie jakikolwiek
      sztywny system. Chcesz i masz sily - zajmujesz sie godzine po
      porodzie. Nie wiesz jak sie nazywasz i wijesz z bolu - mila pani cie
      wyreczy. Tak bym wolala. Ale to chyba utopia w naszych warunkach,
      chociaz nie wiem jak jest w prywatnych klinikach, a chetnie bym
      posluchala troche o cywilizacji.
      • vredka Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 01:02
        fajka7 napisała:

        > A ja mysle, ze grunt, zeby czlowiek mial wybor, a nie jakikolwiek
        > sztywny system. Chcesz i masz sily - zajmujesz sie godzine po
        > porodzie. Nie wiesz jak sie nazywasz i wijesz z bolu - mila pani
        cie
        > wyreczy. Tak bym wolala. Ale to chyba utopia w naszych warunkach,
        > chociaz nie wiem jak jest w prywatnych klinikach, a chetnie bym
        > posluchala troche o cywilizacji.

        Dość dawno rodziłam, bo 15 lat temu, ale właśnie wtedy dano mi wybór.
        Położna zapytała po prostu, czy dam radę zająć się dzieckiem.
        Tak - rzekłam pełna optymizmu ciut przed porodem.
        Nie - rzekłam tuż po porodzie.

        Dziecko mi przyniosła prawie dobę po urodzeniu( na moje życzenie)
        I wdzięczna jej jestem za tosmile
      • kama_msz fajka:) 03.04.09, 01:25
        >Ale to chyba utopia w naszych warunkach,

        ależ skądsmile toć właśnie ciut wyżej pisałam, że tak było w "moim" szpitalusmile
        a to był zwykły szpital, nie żadne tam kliniki czy cuś. wspominam go z
        rozrzewnieniem - jak rodzić to tylko tamwink
      • sanciasancia Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 13:03
        Stanowczo powinno być prawo wyboru.
        A teraz wydaje mi się, że wahadło wychyliło się po prostu w drugą stronę - w
        końcu niecałe 30 lat temu moja teściowa zobaczyła swojego pierworodnego po
        11-dniach (cc miała). Mnie ta druga ewentualność trochę bardziej przeraża.
    • gacusia1 Nie zgadzam sie z Toba 03.04.09, 04:18
      Dzieki temu,ze od chwili narodzin do wyjscia ze szpitala dziecko
      jest z matka,jest znikome prawdopodobienstwo zamiany noworodkow.
      • baracuda.beauty Re: Nie zgadzam sie z Toba 03.04.09, 06:33
        Uwazam ze matka powinna miec prawo wyboru.
        Tu gdzie rodzilam wychodzi sie do domu po 6 godzinach (jesli
        wszystko ok oczywiscie), ja wyszlam na drugi dzien a od chwili
        narodzin bylam z dzieckiem non stop, nigdzie go nie zabrali ani na
        moment. Mimo dlugiego porodu czulam sie swietnie wiec ten system
        calkem mi odpowiadal.
        Bardziej od porodu zawsze balam sie pobytu w szpitalu i mimo, ze
        opieke mialam rewelacyjna to i tak bylo to dla mnie trauma.
        Nastepne dziecko bede rodzic w domu - jesli wszystko bedzie ok.
    • inia33 Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 08:26
      po pierwsze i przede wszystkim: matka powinna mieć prawo wyboru!!!
      po drugie: dla mnie najlepszy jest układ-dziecko przy mnie,
      w jednoosobowym pokoju z łazienką, z nieograniczoną pomocą
      pielęgniarek, na moją prośbę i bez prośby, z własnej woli zaglądających
      do mnie co jakiś czas... no i możliwość nieograniczonego pobytu
      ojca dzieckasmile

      wiem, wiem, nierealne, albo raczej rzadko spotykane... (chociaż po
      drugim porodzie PRAWIE tak miałam, oprócz tej pomocy, hehe...)
      • aniuta75 Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 08:42
        Zgadzam się z tym prawem wyboru smile. Czujesz się na siłach masz dziecia 24/dobę,
        nie czujesz to nie.
        Dopiero po drugim porodzie doświadczyłam ludzkiego traktowania przez położne,
        odpowiadanie nawet na najdurniejsze pytania i takie zwykłe ludzkie odruchy (np
        byłam w pokoju z dziewczyną, która chyba nie do końca miała równo pod sufitem i
        położne zabierały mi córę czasami w dzień, czasami na część nocy, żeby mała się
        wyspała, bo laska chyba miała jakiegoś nerwa i non stop hałasowała smile). Jak
        widać można, trzeba tylko chcieć i tyle.
    • mathiola Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 08:39
      A ja myślę, że tu chodzi o wybór. Ty nie chciałaś, nie miałaś siły, a ja
      chciałam i cieszyłam się. Która miała więcej racji?
      • alesio23 Re: a ja tak myślę... 03.04.09, 08:46
        ja tez uważam, że powinien być wybór. Przez moje doswiadczenia z
        porodówki i sali po, gdzie byłam z wyjcem nie uciszonym przez trzy
        dopby, prawdopodobnie juz nigdy nie zdecyduje sie nadrugie dziecko.
        Nie wiem też czy to nie było jedną z przyczyn prawie półrocznej
        depresji poporodowej.
Pełna wersja