kasia111177
02.04.09, 22:39
Odnośnie systemu matka i dziecko na porodówce, że dla mnie to głupi
system i narzucanie go obligatoryjnie wszystkim mamom zdrowych
dzieci to przesada i wygoda personelu. Wiem, że tysiące kobiet o to
walczyło, ale:
- pierwsze dziecko, 11 lat temu, 8 kobiet i ich wyjące dzieci na
sali. Po 18 godzinnym porodzie położona na łóżko bez słowa
instrukcji od położnej i zostawiona sama sobie. Była 4 w nocy,
komórek nie było - nie wiedziałam co robić z tym dzieckiem. Rano
zemdlałam z wycieńczenia - był wtorek, a ja od niedieli wieczór nie
miałam nic w ustach, a po "drodze" wydusiłam siebie 3630
szczęścia

W efekcie dzieckiem zajmowała się pani z łózka obok i
gdyby nie ona, młody nie miałby nawet pieluchy zmienionej. Dzięki
Basiu, gdziekolwiek jesteś - często Cię wspominam

- drugie dziecko rok temu. Sala dwuosobowa - więc ciszej. Okazało
się, że Młody ma żółtaczkę, leżał pod lampami. Przez 6 dni psiocha
mi się wygoiła, szwy zdjęli, a ja wyspałam się za wszystkie czasy.
Wyszłam do domu odkurowana i od pierwszych dni zajmowałam się Młodym
bez niczyjej pomocy.
Co9 więc myślę - że wyganianie kobiet po 2 dobach ze szpitala to
zbyt szybko. Ciało musi się zregenerować. Po drugie poród to nie
spacerek po parku i nie wszystkie mają siłę - dawanie matce po
cesarce na 12 godzin po porodzie dziecka to przesada - one często
nie mają siły się podnieść.
Wiem - kiedyś rodziło się dzieci na miedzy i szło dalej zbierać
żyto. Ale to było kiedyś i śmiertelność matek i noworodków była o
wiele większa. Uważam, ze pielęgniarki powinny zajmować się dziećmi,
a mamy odpoczywać. Z drugim dzieckiem wyszłam ze szpitala
szczęśliwa, wypoczęta. Z pierwszym - miałam depresję poporodową.
Czy tylko ja jestem wyrodną matką, co nie chce "tulić dzidzi po
porodziku", czy ktoś może jeszcze mnie popiera????