schiraz
04.05.09, 22:09
Mam dziś mega doła, mąż mi wyjeżdża z powrotem za granicę, przyjechał chwilę
przed urodzeniem córki, przyzwyczaiłam się do niego z powrotem, cieszyłam się,
że jest, a teraz znów mi znika

(( Oczywiście przegadaliśmy ten temat sto
razy, sama mu kazałam jechać, tam po prostu godziwie zarabia, a tu... szkoda
słów. Chcemy mieć swój dom, to już ostatni wyjazd, ale jednocześnie
najdłuższy, zobaczymy się w październiku, potem koniec tej pracy, taka umowa
między nami, a i tak ryczę od rana i tylko mu utrudniam wyjazd, bo strasznie
zakochał się w Malutkiej i widzę, że i jemu ciężko jest bardzo. W nocy
odlatuje jego samolot, będzie w Brazylii więc odpadają przyloty, teraz poszedł
do dzieciaków napatrzeć się na nich, jak mówi, ale pewnie też ryczy a jak tam
pójdę to już zrobimy koncert na dwa głosy i w ogóle... Jak pragnę zdrowia
rozpadnę się, po prostu pęknę na pół i jedną część zapakuję mu do walizki...
No jak mam przekonać te durne serce, że wytrzymaliśmy tak 4 lata, i te parę
miesięcy to już naprawdę niewiele... ech co za życie...