jakiś jebnięty dzień dzisiaj

05.05.09, 22:29
Dziecko mi ryczy bez powodu, pies szcza na podłogę choć nigdy tego nie robił.
Nawet olał mi nogę. Teściowi urwało się koło od przyczepki.Mojego męża
napierdalają plecy, że chodzić nie może (tutaj trzeba zaznaczyć, że od kiedy z
nim jestem czyli 6 lat, nigdy nie był chory i nic go nie bolało). Ja chodzę
jakaś podkurwiona, doła mam jak by mi cała rodzina wymarła. I jeszcze ta
pogoda- kropi, wieje , zimno. Niech pada w pizdu albo niech się rozpogodzi bo
się zdecydować nie może. Idę w kimę bo już dzisiaj nic pozytywnego mnie nie
spotka, no może poza paroma łykami piwka, które się ostało w kufelku. Dobranoc smile
    • alesio23 Re: jakiś jebnięty dzień dzisiaj 05.05.09, 22:38
      fakt pogoda chujowa. ale ja miałam dziś dobry dzień bo młoda
      pierwszy raz zawołała, że chce kupębig_grin
      • pinky_doo Re: jakiś jebnięty dzień dzisiaj 05.05.09, 22:40
        woooow i nie chowała się za firankę i nie dusiła po kryjomu? moja siostra jak
        była mała tak robiła smile ale bym za to dostała teraz opiernicz...
        • sylki oj rąbnięty 05.05.09, 22:49
          wstałam lewą nogą, zmęczona jakbym całą noc staniki sprzedawała.
          Cały ten wielki stan wkurwienny odbił się na moim aucie, które miało
          bliskie spotkanie z autem typu Żuk, efekt cały bok od strony
          kierowcy jest przerysowany na tyle mocno, że tylne drzwi się nie
          otwierają. Plusem twgo wszystkiego jest to, że mam AC.
          A w pizdu z tym dniem
    • mathiola e tam przesadzasz ;) 05.05.09, 23:06
      ja tam dzisiaj wypożyczyłam książkę, miałam siedzieć do góry wentylem i czytać,
      ale: posprzątałam w chałupie, przywiozłam bez do wazonu oraz cały bagażnik
      roślin ogrodowych od znajomych, posadziłam owe rośliny, podlałam wszystko
      KONEWKĄ, aha, wcześniej zrobiłam zakupy i kupiłam zaśmiardłą kurę na rosół więc
      potem musiałam jechać i ją wymienić, a wcześniej jeszcze byłam po farby, no a
      jeszcze wcześniej po syna i po zakupy, a tak bardzo wcześniej to zawoziłam syna
      do przedszkola..... No a potem robiłam obiad, nie, nie z tej śmierdzącej kury,
      tylko inny, bo kupiłam jeszcze inne rzeczy oprócz tej śmierdzącej kury. A potem
      jeszcze musiałam usiąść i sprawdzić jedną pracę, ale ciągle nie miałam czasu a
      jak w końcu znalazłam czas, to stwierdziłam, że to nie jest do sprawdzenia tylko
      do zmienienia i wszystko piszę od początku... książki nie wyjęła z torebki sad
      Może jutro..... tylko do skarbówki muszę jechać... No i coś na obiad zrobić bo
      miałam dzisiaj wieczorem gotować... ale kura śmierdziała..... Bosssszzzzz
Pełna wersja