pier....ole to rozwodze sie

22.05.09, 21:37
mój stary jest pierdolnięty. to tyle
    • karra-mia Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:38
      nie tylko twój alesio, także lajtsmile
      • alesio23 Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:39
        napewno wasi wszyscy nie sa tak pierdolnięci jak mój niestety.
        • karra-mia Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:40
          alesio załozyłabym się z toba, ale myślę, ze to jedna półka jestwink
          ja narazie muszę trwać...jak chwila
        • agamama123 Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:43
          A założymy się?
      • eva_mendez Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:40
        hahha przebij! mój też jest z leksza walnięty z w dekiel. Oni obydwoje mieli
        spięcie w inkubatorze! Leżeli pod jednym gniazdkiem 220V
    • aniuta75 Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:40
      Oj sad. A co się stało??
      • pati.kowalska1 Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:42
        alesio, ale Ty tak w nerwach zakrzyknęłaś czy na poważnie?
        bo eeee....ten...może się jeszcze zastanów?
    • guderianka Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:42
      Jeśli nie kochasz, jeśli ci źle
      Zrób to
      Im wcześniej tym lepiej

      p.s. ja to zrobiłam i nie żałuję
    • slimakpokazrogi Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:42
      to ja Cię wspieramsmile lepiej w życiu uszczęśliwić ośmiu niz
      unieszczęśliwić jednego (i siebie przy okazji). Potrzebujesz porad -
      wal jak w dym. Ja juz jedną przyjaciółkę rozwodziłam (ale to był
      baaardzo pokojowy rozwód, więc procedura banalna)
      • alesio23 Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:45
        jeżeli można jednoczesnie kochac i nienawidzić oraz chcieć zajebac
        w najbolesniejszy sposób to ja tak mam.
        Kurwa mając 21 lat czuję się jak stara kuchta służaca.
        • guderianka Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:51
          UUU-no to kiepsko
          Można nienawidzić i może sie wydawac że kochasz
          Bo miłość to nie jest
          Raczej jej toksyczna namiastka uncertain
        • eva_mendez Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:56
          można, miłość i nienawiść to jedno uncertain
        • lidia341 Re: pier....ole to rozwodze sie 22.05.09, 21:56
          Co takiego zrobił?
        • anorektycznazdzira Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 19:04
          > Kurwa mając 21 lat czuję się jak stara kuchta służaca.

          Aaaaa, czyli standardowa procedura "żona jest od tego". Kiedyś po
          takiej deklaracji zaczęły u nas w domu latać sprzęty kuchenne.
          To czasem sporo pracy nad chłopem trzeba, jeśli mamunia nie nauczyła
          i cięzkawo bywa. Życzę samozaparcia, konsekwencji i POMYSŁOWOSCIwink
    • bernimy Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 07:47
      Ja właśnie kocham i nienawidzę jednocześnie. Silnie powiązane! Ala
      nie zamienię tego na nic innego, bo nie potrafię żyć bez Niego tongue_out
    • agik82 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 07:53
      mój też pier....
      ja średnio 3 razy w miesiącu sie z nim rozwodzę
      • zuzanka79 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 08:37
        Ja też tak miałam, na początku, trzy w miesiącu to była norma, teraz
        owszem zdarza się burza z piorunami. Po tej burzy to mnie trza
        dłuuuugo przepraszaś i "udobruchowywać". Aż mnie kiedyś taki jeden
        k ...wa trafi i podeślę go mamusi na wychowanie na parę dni.
    • liwilla1 Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 08:00
      ja w chwilach maksymalnego wkurwu mowie mojemu M., ze jesli za niego wyjde za
      maż, to tylko po to by sie z nim rozwiesc wink
      ech, faceci potrafia zalac sadla za skore, nie? ale nie martw sie, wiadomo ze to
      uposledzona plec i nawet natura probuje juz wyeliminowac ja z obiegu (zanikający
      chromosom Y ma coraz krótszy "ogonek" :p - na serio!).
      • alesio23 Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 08:18
        mój stary to poza tym urodziny dzisiaj ma. kurwa prezent mu
        zrobiłam, dzisiaj chciałam robić tort a tu dupa.
        • deela Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 12:53
          no ale co on zrobil?
          bo moze damatyzujesz?????
          • alesio23 Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 14:19
            no wkurwia mnie poprostu maksymalnie. W sumie gdybym chciała życ na
            codzień z kimś kto jest tak czepialski a jednoczesnie leniwy to
            mieszkałabym z moim ojcem a nie z mężem.
            • deela Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 14:44
              no widzisz moj maz tez mnie dzisiaj wkurwil bo jego domyslnosc i pomocnosc mi
              siega ostatnio kurwa poziomu chodnika
              ale sie z tego powodu nie rozwodze
              tylko se posiedze porycze i mi przejdzie
              • alesio23 Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 15:19
                póki co ja też najczęsciej siedze i rycze,ale kurwa ile tak można.
                • nutka07 Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 15:25
                  Mozna i to dlugo. Sluchaj a moze jakies porozumienie?
                • karra-mia Re: hehehe alesiO :P 23.05.09, 15:32
                  wiesz alesio na kartce sobie spisz wszystkie za i przeciw i sama
                  zobacz czeo więcej, plusów waszego związku czy minusów, u mnie coraz
                  częściej jest wyrównane niestety, ale jestem póki co od niego
                  uzależniona niestety i kurwa ma!
    • osa551 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 16:11
      to może się zamienimy, mojego coś dzisiaj zakuło w boku, potem położył się na
      podłodze i stwierdził, że pewnie ma raka trzustki. Dodam, ze spał do 10 (to i
      tak krótko) i jedyne co dzisiaj zrobił to wyszedł z psami. Ja odwaliłam
      śniadanie, dwa parania, spacer z młodym i obiad. No i zajmowanie się młodym cały
      czas. A on leżał i przezywał. I jeszcze pewnie sobie myślał, że go nie żałuję.

      Teraz gra na XBoxie.

      Ręce i cycki opadają ...
      • deela Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 20:29
        > to może się zamienimy, mojego coś dzisiaj zakuło w boku, potem położył się na
        > podłodze i stwierdził, że pewnie ma raka trzustki.
        jakby moj tak zrobil to bym sie polozyla kolo niego ze smiechu
        • cura_domestica Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 20:39
          Czyli to nie tylko ja tak mam wink , oj poryczałam se dzisiaj za wszystkie czasy i
          mam nadzieję , że już więcej nie będę bo ledwo mi oczy widać . Czasem mam ochotę
          wyjść z tego domu i nie wracać sad Trzymajcie się dziewczyny i nie dajmy się , w
          końcu to my jesteśmy ta silniejsza płeć wink !!!
          • mikita10 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 21:06
            \eh, to się dołączę, choć nie powiem, że chętnie... Ale kuźwa dlaczego to my
            ryczymy? Ja się ostatnio wściekłam i powiedziałam, że przez żadnego h... już
            ryczeć nie będę!

            A poza tym póki jest miłość i nienawiść to nie jest źle. Gorzej jak zostaje
            tylko obojętność.
            • doral2 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 22:32
              iiitam, mój jest najmocniej pierdolnięty, nic tylko mu rypanie w głowie big_grinbig_grinbig_grin

              alesio, przyzwyczajaj się, te chłopy to głupy som uncertain
        • osa551 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 23:31
          > jakby moj tak zrobil to bym sie polozyla kolo niego ze smiechu

          no ja niestety musiałabym leżeć średnio ze trzy razy w tygodniu wink

          Chyba tylko mój mąż jak się zapatrzy na ratowniczkę i wpłynie łbem w ścianę
          basenu (stalową, nie betonową) to zalicza rentgena, chirurga, laryngologa i
          ortopedę. Po czym przez tydzień zastanawia się, czy jednak nie ma wylewu
          śródczaszkowego.
    • andziulec Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 18:59
      Zakładam się z Wami że mój jest najbardziej pierdolnięty, dzięki czemu już
      jesteśmy po rozwodziebig_grin Tylko zrobił się natrętny dupek jeden...
    • anorektycznazdzira Alesio 23.05.09, 19:00
      Wszyscy są pierdolnięci.
      Jeśli nie jesteś biseksualna to sie przyzwyczajaj...
      big_grin big_grin big_grin
    • yenna_m Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 19:53
      oni wszyscy jednakowo i zdrowo pierdolnieci

      tylko minimalnie sie obudową i oprogramowaniem roznia

      za to zasada dzialania - u wszystkich ta sama

      (tez sie rozwodze, a co)
      • jk3377 Re: pier....ole to rozwodze sie 23.05.09, 20:26
        kurcze,no musze sie przylaczyc do rozmowy.
        az mi sie wierzyc nie chce ze tak wiele z nas ma prawie tak samo.
        milosc i nienawisc.u mnie to samo.a od tygodnia do tego tylko
        rozmowa sluzbowa nt dzieci,zakupow ew polsłowka.
        i najgorsze,ze u nas najwieksze klotnie sa o pierdoły doslownie,a
        powazne tematy potrafimy wyjasniac na spokojnie i szybko.
        poza tym tu chyba chodzi caly czas o walke kto ma do konca
        rzadzic.ja sie nie daje a on sie poddaje z falami przyplywu ze on
        jest rzadca.no i niestety nie potrafi rozmawiac.zawsze braknie mu
        argumentow w dyskusji ze mna i sie wscieka.
        ale wszystko minie...trzeba przeczekac..raz jest dobrze raz zle.
        trzymajcie sie wszystkiesmile))))
    • aurinko Przepraszam bardzo, ale... 23.05.09, 23:18
      ...czy tylko mój facet jest normalny? Bo ja nie mam o co się do niego przyczepić choćbym chciała.
      Właśnie mnie przywiózł ze spotkania z koleżankami, był zdziwiony że na spotkaniu wypiłam tylko lampkę wina więc po drodze zahaczył o sklep i kupił butelkę takiego, jakie lubię (i nie musiałam mu przypominać jakie to moje ulubione), w chałupie posprzątane, kolacja zrobiona, dzieci śpią, pranie rozwieszone, pół dnia spędził ze mną na zakupach ciuchowych dzielnie biegając między przymierzalnią a półkami, pierwsze pół dnia zajmował się dzieciorami, podczas gdy ja siedziałam 3h u kosmetyczki, o co ja mam się czepiać jak on tak ma zawsze a nie od święta?
      Sorry ale aż mi się wierzyć nie chce, że wszystkie macie wyłącznie powody do narzekania tongue_out
      • nutka07 Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 07:58
        Moj jest podobny ale... sa inne 'ale'.
      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 10:52
        i nigdy Cie nie wkurza? nie wierze tongue_out
        i nie zachowje sie jednak inaczej? no, jak facet? wink

        moj czasami miewa podobnie jak Twoj (tylko czy jest podow do noszenia faceta na
        rakach z uwielbieniem w oczach, bo mam dostep do konta, moge wydawac wspolne
        pieniadze, nie bije, nie pije, czasem zabierze sie za robote w domu)? Mi sie
        wydaje, ze to pewien standard jednak.

        Co nie znaczy,k ze gosciu czasami nie ma ani jednej zalety wink

        No i dzis nadal nie ma tongue_out
        o!
        • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 12:02
          yenna_m napisała:

          > i nigdy Cie nie wkurza? nie wierze tongue_out

          Nie musisz smile

          > i nie zachowje sie jednak inaczej? no, jak facet? wink

          Owszem, zachowuje się jak facet - między innymi dba o mnie i rodzinę, to jest
          dla mnie zachowanie faceta. Zachowania na które narzeka większość dziewczyn na
          forach są dla mnie zachowaniami nie faceta tylko pasożyta, chama itd (nie chce
          mi się wypisywać dalej bo chyba każda wie o co chodzi).
          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 12:21
            ile lat po slubie? smile
            (mozliwe, ze moze to miec znaczenie,choc nie musi) wink

            poza tym nie wierze, zeby w zdrowym zwiazku ludzie nie wkurzali sie na siebie

            tlumione emocje sa gorsze niz te wywalane na biezaco wink

            co do zachowan - kazde z nas ma gorszy dzien, gdy idzie o obowiazki domowe. Mnie
            wkurza facetowatosc. Na przyklad specficzny sposob myslenia faceta (mowisz:
            wyrzuc smieci i ta prosba obejmuje konkretnie wyrzucenie smieci, ale juz nie
            obejmuje wymycia szafki, nie zawsze obejmuje wymycie kosza i te de). Facet
            potrzebuje scislych instrukcji co do zadania, ktore ma wykonac. Mnie to wkurza smile

            wkurza mnie facetowatosc a nie cechy charakteru konkretnego faceta smile

            bom damska szowinistka jest tongue_out
            • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 12:32
              yenna_m napisała:

              > ile lat po slubie? smile

              Po ślubie? Czy ja coś pisałam o ślubie?smile

              > poza tym nie wierze, zeby w zdrowym zwiazku ludzie nie wkurzali sie na siebie

              Myślę, że po prostu Ty inaczej pojmujesz pojęcie zdrowego związku niż ja. Dla
              mnie normalny, zdrowy związek to właśnie taki, w którym ludzie potrafią
              porozumieć się bez wkurzania się na siebie, kłótni i pretensji.

              > tlumione emocje sa gorsze niz te wywalane na biezaco wink

              Pozytywne emocje jak najbardziej uzewnętrzniamy, innych nie mamy więc nie ma
              czego tłumić smile

              > co do zachowan - kazde z nas ma gorszy dzien, gdy idzie o obowiazki domowe.

              Zgadza się, dlatego jak najbardziej w związku powinno funkcjonować partnerstwo.

              Mni
              > e
              > wkurza facetowatosc. Na przyklad specficzny sposob myslenia faceta (mowisz:
              > wyrzuc smieci i ta prosba obejmuje konkretnie wyrzucenie smieci, ale juz nie
              > obejmuje wymycia szafki, nie zawsze obejmuje wymycie kosza i te de). Facet
              > potrzebuje scislych instrukcji co do zadania, ktore ma wykonac.

              Stereotyp smile Rozumiem, że Cię wkurza że Twój facet np. nie wyrzuci śmieci (nie
              umyje szafki, kosza itp) jak mu nie powiesz, że ma to zrobić ale to nie powód,
              żeby przypisywać te same cechy innym facetom smile
              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:05
                > > ile lat po slubie? smile
                >
                > Po ślubie? Czy ja coś pisałam o ślubie?smile

                no to co Wy o zyciu wiecie wink
                slub baaardzo duzo zmienia smile
                mysle, ze bez slubu jest latwiej - mniej obciazen psychologicznych i takich tam
                roznych

                poza tym po jakims czasie jednak pojawiaja sie emocje inne niz pozytywne

                powiedzmy, ze do 7 lat po slubie jechalismy na totalnych endorfinach i
                praktycznie samych pozytywnych emocjach

                tak, jak dziecko potrafi wyprowadzic z rownowagi, tak i wlasny chlop potrafi

                no, ale mnie wprowadzic z rownowagi najbardziej moze osoba, doktorej mam
                osobisty stosunek. Reszte potrafie olac.
                • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:09
                  slub baaardzo duzo zmienia smile

                  Pitolisz
                  Na naszym ślubie bawiły się z nami nasze dzieci-jedno 6letnie (z
                  mojego poprzedniego małżeństwa adoptowane przez M i drugie wspólne
                  że tak powiem-mające 6mcy)
                  Ślub zmieniał wiele kiedyś-gdy ludzie nie mieli możliwości
                  sprawdzenia siebie, zamieszkania ze sobą, pochwąnia brudnych
                  skarpetek i gazów w wc itp. Teraz zazwyczaj decyzja o slubie
                  zostaje powzięta gdy już słynnego kota z worka się sprawdzi. W
                  takich przypadkach ślub nic nie zmienia na gorsze-na lepsze owszem smile


                  W naszym związku również nie ma kłótni ani wkurzania się-znamy
                  swoje emocje, znamy siebie, potrafimy konstruktywnie dyskutować ,
                  przedstawiać odmienne zdanie, szanować się. I nie ma złych emocji.
                  wink
                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:15
                    dziwne, ale slub jest zaliczany do stresorow (sytuacji powodujacych wystapienie
                    silnego stresu) i do sytuacji generujacych pierwszy powazny kryzys w zwiazku
                    potem - kryzys pierwszego dziecka (i kazdego kolejnego, ale pierwszego
                    najsilniejszy)
                    potem - kryzs stabilizacji

                    mieszkalam z facetem rok (zaledwie) - slub jednak wygenerowal (na szczescie
                    opanowany - i na szczescie wzmacniajacy nas) kryzys

                    moja kolezanka - tez twierdzila, ze slub nic nie zmieni (mieszkala z facetem
                    kilka lat, wychowywali wspolnie dziecko). O dziwo - w niekonfliktowym zwiazku
                    slub wygenerowal kryzys. Powazny kryzys.

                    Slub mase rzeczy zmienia, bo chocby nie mozna juz sobie wyjsc, trzasnac drzwiami
                    i nie wrocic. Jakas wieksza odpowiedzialnosc za drugiego czlowieka jest (ze tak
                    powiem: w normalnych tongue_out zwiazkach)
                    • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:18
                      Wydaje mi się jednak, że to nie ślub jest powodem kryzysów ale
                      niedojrzałość ludzi do niego. Problem tkwi w człowieku a nie w
                      sytuacji w której się znajduje ( z obrączką na palcu)
                      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 17:46
                        ale popatrz - podobno teraz ludzie coraz pozniej dojrzewaja emocjonalnie

                        poza tym mozna byc dojrzalym, ale przez endorfiny miec zupelnie niespojne z
                        rzeczywistoscia oczekiwania

                        zabojstwo w afekcie jest w poslkim systemie prawnym karane mniej niz zabojstwo
                        bez afektu
                        kodeks cywilny dopuszcza niewaznosc czynnosci prawnej w przypadku braku
                        swiadomosci lub swobody przy zawieraniu czynnosci prawnej wink

                        a tu oczekuje sie od czlowieka dojrzalej decyzji,podczas, gdy biologia robi
                        swoje wink i roznie wychodzi - raz fajnie, raz niefajnie. Chba trza miec tez sporo
                        szczescia w zyciu, zeby nie wdepnac (biorac pod uwage, ze zwykle wiaza sie
                        ludzie b. mlodzi z niewielkim doswiadczeniem zyciowym). Tak upraszczajac, rzecz
                        jasna.
                        • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 17:53
                          Kwestia jest nie w tym , że człowiek "bez rozumu" ładuje się w
                          związek
                          Ale w tym, że gdy emocje już opadną "jak po wielkiej kurz" ludzie
                          tkwią latami w chorych układach, w których nie ma śladu po miłości
                          Zauważ , że dyskusja nie dotyczy tego, czy brać ślub ale rozwodu a
                          więc kryzysu który się pojawia po x czasie w danym związku
                          I nie ma już endorfin
                          I nie ma zakochania
                          Ale nie ma też szacunku
                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:18
                            a ja myslalam, ze dyskusja jednak ma zartobliwy charakter,bo od deklaracji
                            "rozwodze sie" rzuconej w zlosci czy przy niskim cisnieniu (dla metereopaty) wink
                            do rozwodu to jednak imho daleka droga

                            a ze wszyscy faceci dzialaja na podobnej zasadzie - no coz, imho dzialaja wink
                            tak jak i kobiety wink (zapytajcie facetow, ich zdaniem tez wszystkiesmy jednakowo
                            wredne i zrzedliwe wink tongue_out )
                            • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:26
                              yenna_m napisała:

                              > a ja myslalam, ze dyskusja jednak ma zartobliwy charakter,

                              W pewnym sensie ma wink

                              > a ze wszyscy faceci dzialaja na podobnej zasadzie - no coz, imho dzialaja wink
                              > tak jak i kobiety wink (zapytajcie facetow, ich zdaniem tez wszystkiesmy jednakow
                              > o
                              > wredne i zrzedliwe wink tongue_out )

                              Coś się tak uczepiła tego stereotypowego myślenia?wink
                              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:31
                                no bo wlasnie istota polega na podejsciu do sprawy stereotypowo a nie
                                indywidualnie smile

                                stereotypowo jest bardziej przesmiewczo, nie uwazasz?
                                • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:43
                                  Ja zdecydowanie indywidualnie podchodzę do swojego partnera i naszego związku, może też powinnaś spróbować to nie powielałabyś tu stereotypów wink
                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:47
                                    jakie wspaniale uproszczenie
                                    urocze.

                                    tam, gdzie sie koncza argumenty merytoryczne, zawsze musza sie pojawic
                                    uszczypliwosci personalne

                                    ani eleganckie, ani madre, ani wiele wnoszace do dyskusji

                                    mam nadzieje, ze chociaz wywalilas negatywne emocje wink
                                    • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:50
                                      A podobno to dyskusja w żartobliwym tonie wink Cóż chyba sama nie wiesz w jakim tonie dyskutować wink Uwielbiam upraszczać pewne rzeczy, dzięki temu mam zapewne mniej stresów niż inne osoby i nie komplikuję sobie życia smile
                                      Negatywnych emocji nie mam, nawet w stosunku do Ciebie smile
                            • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:37
                              Każda z nas jak widać inaczej odebrała ton dyskusji
                              Dla mnie nie jest to powód do żartów- i takowego w treści dyskusji
                              nie zauważyłam
                              Może dlatego, że poważnie podchodzę do takich "deklaracji"?
                              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:51
                                nie wiem, dla mnie deklaracja w stylu "rozwodze sie, moj maz jest pierolniety"
                                to jeszcze nie powazna deklaracja rozwodu

                                co innego, gdyby pojawil sie post, co trzeba zrobic, zeby sie rozwiesc

                                sa rozne zwiazki i rozna dynamika tych zwiazkow

                                choleryk (na ten przyklad) wrzasnie "rozwodze sie" pokrzyczy, pokrzyczy i na tym
                                skonczy
                                i wlasnie na to trzeba brac poprawke
                                • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:59
                                  Dla mnie słowa "rozwodze sie, moj maz jest pierolniety" to nie
                                  deklaracja ale właśnie prośba o wsparcie i poradę. W poście tym nei
                                  było uśmieszków - odebrałam go jako rozpaczliwy.
                                  Może pojawia się tu moja jakaś cecha, że nie potrafię bagatelizowac
                                  takiego wyznania i traktować go jak coś żartobliwego? Może dlatego,
                                  że sama kiedyś tak mówiłam i mój eks nie był żartobliwie i pod
                                  wpływem emocji p......y ale naprawdę p........y ?
                                  Inną sprawą-na inny wątek -jest umiejętność wyrażania negatywnych
                                  emocji -nawet przez choleryka. W momencie gdy epitety są wyraźnie
                                  obraźliwe i chamskie spodziewam się nie żartów ale ewidentnego
                                  mocnego problemu-albo w komunikacji-albo ze sobą-albo z partnerem
                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:06
                                    guderianka, ale wiesz, jak pokazuje smutne doswiadczenie, forum to nie miejsce
                                    do szukania pomocy - bo rozni ludzie tu pisza

                                    jesli ktos chce pomocy, musi sie udac do osoby, ktora mu tej pomocy udzieli dobrze
                                    do psychoterapeuty albo kogos w tym stylu, kto mu pomoze poukladac priorytety i
                                    albo zawalczyc o zwiazek, albo godnie z niego wyjsc.
                                    • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:08
                                      Może to twoje doświadczenie ale na pewno nie moje
                                      Na forum można znaleźć dużo wsparcia i serca, zwłaszcza wtedy gdy
                                      adwersarze dyskusji poważnie podchodzą do problemów a nie traktują
                                      ich z przymrużeniem oka
                                      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:16
                                        na forum mozna znalezc duzo wsparcia, jednak nie zawsze odpisze ci ktos mądry,
                                        zauwaz, nie zawsze tez mądrze

                                        ciagle uwazam, ze forum to najgorsze miejsce na robienie sobie psychoterapii, bo
                                        mozna sobie naprawde niechcacy wielka krzywde zrobic
                                        od tego jednak jest psycholog/grupa wsparcia dzialajaca pod przewodnictwem
                                        psychologa

                                        jednak absolutnie nie forum

                                        masa watkow "kryzysowych" wzbudza tyle emocji, ze autor szukajacy pomocy
                                        dostanie jeszcze po lbie zamiast wsparcia. Przy niskiej samoocenie, wysokiej
                                        wrazliwosci, poczatkach depresji czy zalamania nerwowego autora - nietrudno go
                                        zranic i zrobic mu bardzo duza krzywde.
                                        • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:26
                                          > na forum mozna znalezc duzo wsparcia, jednak nie zawsze odpisze ci
                                          ktos mądry,
                                          > zauwaz, nie zawsze tez mądrze

                                          Tak jak w życiu, nie zawsze można napotkac na przychylność i
                                          zrozumienie

                                          ciagle uwazam, ze forum to najgorsze miejsce na robienie sobie
                                          psychoterapii

                                          A ktoś mówi o psychoterapii?Chyba za bardzo nadinterpretujesz i w
                                          przód wybiegasz.

                                          masa watkow "kryzysowych" wzbudza tyle emocji, ze autor szukajacy
                                          pomocy
                                          > dostanie jeszcze po lbie zamiast wsparcia

                                          czasem takie dostanie po łbie pomoże bardziej niż głaskanie


                                          Przy niskiej samoocenie, wysokiej
                                          > wrazliwosci, poczatkach depresji czy zalamania nerwowego autora -
                                          nietrudno go
                                          > zranic i zrobic mu bardzo duza krzywde.

                                          Skąd wiesz-z doświadczenia ? wink
                                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:34

                                            > > na forum mozna znalezc duzo wsparcia, jednak nie zawsze odpisze ci
                                            > ktos mądry,
                                            > > zauwaz, nie zawsze tez mądrze
                                            >
                                            > Tak jak w życiu, nie zawsze można napotkac na przychylność i
                                            > zrozumienie

                                            ale jesli sie szuka pomocy, lepiej szukac w bezpiecznym srodowisku, prawda?
                                            >
                                            > ciagle uwazam, ze forum to najgorsze miejsce na robienie sobie
                                            > psychoterapii
                                            >
                                            > A ktoś mówi o psychoterapii?Chyba za bardzo nadinterpretujesz i w
                                            > przód wybiegasz.

                                            dla mnie sformulowanie "wolanie o pomoc" zapala lampke, ze dzieje sie cos
                                            niedobrego i trzeba temu komus mądrze pomoc. Z forum jest roznie - zalezy na
                                            kogo sie trafi.
                                            Jak kaszlesz - idziesz do specjalisty. Jak masz powazne problemy osobiste i
                                            chcesz je dobrze rozwiazac - tez lepiej isc do specjalisty.

                                            >
                                            > masa watkow "kryzysowych" wzbudza tyle emocji, ze autor szukajacy
                                            > pomocy
                                            > > dostanie jeszcze po lbie zamiast wsparcia
                                            >
                                            > czasem takie dostanie po łbie pomoże bardziej niż głaskanie

                                            jednemu dostanie po lbie pomoze spojrzec swiezym okiem na problem, innego
                                            zalamie, dolozy mu i nie pozwoli sie podniesc, raczej pogrąży
                                            >
                                            > Przy niskiej samoocenie, wysokiej
                                            > > wrazliwosci, poczatkach depresji czy zalamania nerwowego autora -
                                            > nietrudno go
                                            > > zranic i zrobic mu bardzo duza krzywde.
                                            >
                                            > Skąd wiesz-z doświadczenia ? wink> Skąd wiesz-z doświadczenia ? wink

                                            z obserwacji, ale tak,z doswiadczenia tez wiem (jakies 6-7 lat temu mialam takie
                                            doswiadczenie)
                                            choc wolalabym nie wiedziec
                                            • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 20:40
                                              > ale jesli sie szuka pomocy, lepiej szukac w bezpiecznym
                                              srodowisku, prawda?

                                              Nieprawda. Osoba która szuka pomocy jest najczęściej tak
                                              zdesperowana że nie myśli racjonalnie, nie szuka środowiska
                                              bezpiecznego, szuka jakiegokolwiek w którym znajdzie choć cień
                                              zrozumienia


                                              > Jak kaszlesz - idziesz do specjalisty. Jak masz powazne problemy
                                              osobiste i
                                              > chcesz je dobrze rozwiazac - tez lepiej isc do specjalisty.

                                              Nieprawda. Jak kaszlę to kaszlę-i czekam aż kaszel przejdzie. Gdy
                                              nie przechodzi sama próbuję go przegonić-sposobami
                                              domowymi/babcinymi/forumowymi . Jak mam powazne problemy osobiste
                                              najpierw czekam aż się skończą. Potem szukam ich źródła, analizując
                                              swoje zachowanie, pytając innych m.in. na forum jak poradziliby
                                              sobie w danej sytuacji, zwracam się do bliskich o wsparcie. Na samym
                                              końcu gdy mimo wszystkich podjętych prób nadal mam kaszel/problemy-
                                              idę do specjalisty


                                              > jednemu dostanie po lbie pomoze spojrzec swiezym okiem na problem,
                                              innego
                                              > zalamie, dolozy mu i nie pozwoli sie podniesc, raczej pogrąży

                                              Jasne-ale czy to oznacza , że lepiej nie robić nic? Może dla ciebie-
                                              dla mnie z pewnością nie
                                              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 20:46
                                                jesli to jest kaszelek - ok, nie traktujesz tego powaznie i leczysz na wlasna reke

                                                jesli jest to kaszel budzacy niepokoj (per analogiam: jesli wolasz o pomoc bo
                                                nie wyrabiasz) idziesz do specjalisty bo forum to nie jest miejsce na
                                                rozwiazywanie problemow. rozwiazywac mozna sobie tutaj tylko problem na poziomie
                                                nieszkodliwego kaszelku a nie rozpaczliwego wolania o pomoc


                                                > > jednemu dostanie po lbie pomoze spojrzec swiezym okiem na problem,
                                                > innego
                                                > > zalamie, dolozy mu i nie pozwoli sie podniesc, raczej pogrąży
                                                >
                                                > Jasne-ale czy to oznacza , że lepiej nie robić nic? Może dla ciebie-
                                                > dla mnie z pewnością nie

                                                w jakiejs nowelce, pozcie, nie pamietam - Antek to byl? Tez chciano pomoc i
                                                wsadzono dziewczynke do pieca na 3 zdrowaski

                                                pomagac trzeba umiec, niestety na forum mozna znalezc tez takie osoby, ktore
                                                robia to bez wyczucia i bardzo nieumiejetnie
                                                chyba lepszy bylby juz ktos bliski a nie , za przeproszeniem, banda
                                                przypadkowych ludzi (i troli)
                                                • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 20:52
                                                  A my mówimy o kaszelku czy kaszlu ?
                                                  Bo w odniesieniu do wątku to ja potraktowałam jak kaszelek-czyli jak
                                                  coś co leczy się na własną rekę, szukając odpowiedzi na pewne
                                                  pytania wśród innych.
                                                  A Ty potraktowałaś to jako..hmm..nawet nie katar-bo odebrałaś jako
                                                  żart

                                                  I nie wiem co jest groźniejsze dla osoby kaszlącej..

                                                  pomagac trzeba umiec, niestety na forum mozna znalezc tez takie
                                                  osoby, ktore
                                                  > robia to bez wyczucia i bardzo nieumiejetnie
                                                  > chyba lepszy bylby juz ktos bliski a nie , za przeproszeniem, banda
                                                  > przypadkowych ludzi (i troli)

                                                  Ale to oczywista oczywistość. Dlatego ja powaznie pochodzę do
                                                  pewnych tematów a inni -nie umiejący pomagać- żartują sobie z nich
                                                  Ja w najgorszym przypadku-czyli gdy ktoś mówiąc krótko robi sobie
                                                  zwałę-wychodzę na prze-wrażliwca i tzw.głupka -i przyjmuję to na
                                                  klatę mając w głębokim poważaniu , ciesząc się że ktoś żartuje. Ty z
                                                  kolei żartobliwie przyjmujesz pewne kwestie, może ironizujesz i
                                                  nabijasz się i..w najgorszym przypadku gdy post jest wołaniem a nie
                                                  kawałem- ..no właśnie-co wtedy? Olewasz, żartujesz?
                                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 21:01
                                                    nie odebralam jak zart tylko nie do konca rozpaczliwy post

                                                    raczej wywalenie frustracji

                                                    mysle, ze frustracje najlepiej obsmiac najpierw, zeby sie napiecia emocjonalnego
                                                    pozbyc, a dopiero potem sprobowac myslec NA TRZEZWO

                                                    mam przyjaciolke
                                                    czasami faceci nas irytuja
                                                    siadamy sobie i zwykle smiejemy sie, ze dzis facet nie ma ani jednej zalety
                                                    potem druga dopowiada, ze dzis nie ma ani jednej zalety a za 2 tygodnie nie
                                                    bedzie miec ani jednej wady

                                                    cos w tym jest

                                                    pod warunkiem, ze powodem do spadku nastroju i irytacji na faceta nie jest cos
                                                    niezwykle powaznego

                                                    slowo "pierdolniety" w konwencji tego forum, gdzie sporo jest wyrazow mocnych
                                                    (zeby nie powiedziec wulgarnych) robi inne wrazenie niz na forum, gdzie nie ma
                                                    praktyki uzywania takiego slownictwa

                                                    kwestia konwencji po prostu
                                                  • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 21:20

                                                    > mysle, ze frustracje najlepiej obsmiac najpierw, zeby sie napiecia
                                                    emocjonalneg
                                                    > o
                                                    > pozbyc, a dopiero potem sprobowac myslec NA TRZEZWO

                                                    Może masz rację. Ale ja chyba tak nie umiem (ale w sumie nie wiem bo
                                                    nie pamiętam kiedy byłam sfrustrowana )

                                                    > slowo "pierdolniety" w konwencji tego forum, gdzie sporo jest
                                                    wyrazow mocnych
                                                    > (zeby nie powiedziec wulgarnych) robi inne wrazenie niz na forum,
                                                    gdzie nie ma
                                                    > praktyki uzywania takiego slownictwa
                                                    A to fakt
                                        • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:27
                                          Pomoc i wsparcie to nie wyłącznie psychoterapia. Poza psychoterapią istnieje
                                          jeszcze spory wachlarz możliwości wsparcia i pomocy w trudnych chwilach, trzeba
                                          tylko wiedzieć gdzie się idzie z problemem (w przypadku forum - trzeba wiedzieć
                                          na którym forum napisać aby otrzymać pomoc, wsparcie albo zwyczajne "pogłaskanie
                                          po głowie".
                                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:41
                                            nie wiem, czy matczyne forum to dobre miejsce
                                            szybciej zycie rodzinne (z psychologiem jako specjalista), bezseksie (choc
                                            ostroznie)
                                            • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 22:07
                                              yenna_m napisała:

                                              > nie wiem, czy matczyne forum to dobre miejsce
                                              > szybciej zycie rodzinne (z psychologiem jako specjalista), bezseksie (choc
                                              > ostroznie)

                                              Nie takie fora miałam na myśli.
                    • nutka07 Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:45
                      U nas slubi nic nie zmienil. Nawet jak sie urodzilo pierwsze dziecko to jakos
                      bardzo sie nie zmienilo, jezeli chodzi o klotnie. Brak czasu i zmeczenie owszem
                      ale nie darlismy kotow szczegolnie.
                      Przed slubem sie w ogole nie denerwowalam a w dniu slubu zaniepokoilam sie, gdy
                      bylismy w domu a za 10min. miala sie rozpoczac ceremonia wink
                    • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 14:35
                      yenna_m napisała:

                      > dziwne, ale slub jest zaliczany do stresorow (sytuacji powodujacych wystapienie
                      > silnego stresu) i do sytuacji generujacych pierwszy powazny kryzys w zwiazku

                      Zaliczany przez kogo?smile
                      > potem - kryzys pierwszego dziecka (i kazdego kolejnego, ale pierwszego
                      > najsilniejszy)
                      > potem - kryzs stabilizacji

                      W każdym związku może być kryzys pierwszego dziecka, drugiego, piątego i inne
                      kryzysy, niezależnie od ślubu bądź jego braku.

                      > mieszkalam z facetem rok (zaledwie) - slub jednak wygenerowal (na szczescie
                      > opanowany - i na szczescie wzmacniajacy nas) kryzys

                      To tylko Twój przykład, a nie dowód na to, że zawsze tak jest w każdym małżeństwie.

                      > moja kolezanka - tez twierdzila, ze slub nic nie zmieni (mieszkala z facetem
                      > kilka lat, wychowywali wspolnie dziecko). O dziwo - w niekonfliktowym zwiazku
                      > slub wygenerowal kryzys. Powazny kryzys.

                      j.w. - przykład na podstawie którego usiłujesz uogólniać.


                      > Slub mase rzeczy zmienia, bo chocby nie mozna juz sobie wyjsc, trzasnac drzwiam
                      > i
                      > i nie wrocic. Jakas wieksza odpowiedzialnosc za drugiego czlowieka jest (ze tak
                      > powiem: w normalnych tongue_out zwiazkach)

                      Bzdura.
                      W każdym związku odpowiedzialnych i dojrzałych ludzi trzasnąć drzwiami i
                      wyjść jest tak samo trudno, czy po ślubie czy bez ślubu.
                      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 17:47
                        zaliczany przez psychologow
                      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:16
                        nie wiem, czy ktos badal nieformalne zwiazki, ale czytalam kiedys prace jakiegos
                        dosc znanego psychologa, ktory wlasnie pisal o kryzysach w zwiazku malzenskim
                        byc moze malzenstwa tez sa lepiej przebadane niz nieformalne zwiazki - nie wiem

                        wklejam
                        dopoczytania
                        i troche innespojrzenie
                        oraz miloscw liczbach

                        nie wierze w malzenstwo/zwiazek , w ktorym nie pojawi sie kryzys

                        przeciez ludzie sie zmieniaja, rozwijaja, zmienia im sie hierarchia potrzeb,
                        zmieniaja sie w koncu czynniki zewnetrznei jakos z tym sobie trzeba radzic

                        inna kwestia,jak sie ten kryzys skonczy i czy da sie cos uratowac
                        • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:30
                          yenna_m napisała:

                          > nie wiem, czy ktos badal nieformalne zwiazki, (...)

                          Tak, to widać, że nie wiesz wink

                          > wklejam (...)

                          Dzięki, może kiedyś, po ślubie wink (tzn. nigdy)

                          > nie wierze w malzenstwo/zwiazek , w ktorym nie pojawi sie kryzys

                          Nikt Cię nie zmusza do wierzenia w coś, o czym nie masz pojęcia, naprawdę smile

                          > przeciez ludzie sie zmieniaja, rozwijaja, zmienia im sie hierarchia potrzeb,
                          > zmieniaja sie w koncu czynniki zewnetrznei jakos z tym sobie trzeba radzic

                          Oczywiście, że się zmieniają, co nie znaczy, że obowiązkowo musi się to kończyć
                          kryzysem.
                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:32
                            jesli masz namiar na badania kryzysow w zwiazkach nieformalnych - chetnie
                            poczytam (skoro juz zarzucasz niewiedze)
                            • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:35
                              Niczego Ci nie zarzucam, sama pokazujesz to w swoich wpisach.
                              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:39
                                jednak poprosze o literature, chetnie poczytam (chyba, ze opierasz swoje sady na
                                indywidualnych wink doswiadczeniach/braku doswiadczen/mijasz sie z prawda

                                na podstawie indywidualnych doswiadczen trudno zaobserwowac prawidlowosci, nie
                                sadzisz?

                                jak napisalam wyzej - kryzysy w malzenstwie/zwiazku to fakt stwierdzony przez
                                psychologow i socjologow
                                i nie ma sie o co obrazac
                                • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:48
                                  Nie obawiaj się, do obrażania mi bardzo daleko, zwłaszcza przy pisaninie na forum smile
                                  Literaturę sobie poszukaj, potrafisz prawda?smile Wszak nie jest moim celem
                                  udowadnianie Ci, że można żyć zupełnie inaczej niż Ty smile

                                  I żeby było jasne - nie twierdzę i nigdy nie twierdziłam, że nie ma czegoś
                                  takiego jak kryzys w małżeństwie, najwyraźniej dokonałaś nadinterpretacji moich
                                  słów, ale to nie mój problem wink
                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:57
                                    "> mieszkalam z facetem rok (zaledwie) - slub jednak wygenerowal (na szczescie
                                    > opanowany - i na szczescie wzmacniajacy nas) kryzys

                                    To tylko Twój przykład, a nie dowód na to, że zawsze tak jest w każdym małżeństwie.

                                    > moja kolezanka - tez twierdzila, ze slub nic nie zmieni (mieszkala z facetem
                                    > kilka lat, wychowywali wspolnie dziecko). O dziwo - w niekonfliktowym zwiazku
                                    > slub wygenerowal kryzys. Powazny kryzys.

                                    j.w. - przykład na podstawie którego usiłujesz uogólniać."

                                    nie, podane linki przytoczylam na poparcie tezy, ze istnieje kryzys slubu czy
                                    pierwszego dziecka

                                    nie pisze, ze zawsze - bo moga pewnie pojawic sie jakies odstepstwa od
                                    zaobserowowanej prawidlowosci

                                    ale co - jesli ktos jest w tej grupie (najwiekszej statystycznie, ktora te
                                    kryzysy ma za soba) - to co? zwiazek do dupy?
                                    ja powiem: w zyciu.
                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:35
                            > Nikt Cię nie zmusza do wierzenia w coś, o czym nie masz pojęcia, naprawdę smile

                            aurinko, przepraszam, ale czy 16 lat malzenstwa i 17 lat w zwiazku to
                            wystarczajaca legitymacja, zeby powiedziec, ze cos sie widzialo w zyciu/
                            przezylo/ masie pewne doswiadczenie zyciowe?

                            mi sie wydaje, ze tak.

                            po 17 latach razem (obserwujac dodatkowo zaprzyjaznione pary przez te wszystkie
                            lata) naprawde wiele mozna powiedziec o malzenstwie (imho)
                            • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:38
                              Wiele różnych doświadczeń można nabyć po roku życia w związku, po tygodniu pożycia małżeńskiego, a może też być tak, że po byciu 17 lat razem tak naprawdę ma się bardzo małe doświadczenie życiowe. Ilość lat wspólnego życia nie jest jedynym, ani nawet głównym czynnikiem wpływającym na ilość doświadczeń, lecz jednym z wielu.
                              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:44
                                i tu sie mylisz.

                                nie da sie porownac doswiadczenia zyciowego 40-latka i 20-latka

                                jak myslisz, dlaczego prezydentem w tym kraju moze byc czlowiek, ktory ukonczyl
                                35 lat?
                                dlaczego sędzią/prawnikiem mozna byc po kilkuletniej aplikacji a do niedawna
                                jeszcze kilkuletniej asesurze (wiec mnie wiecej ok 30 roku zycia)? dlatego, ze
                                sie ma wieksze doswiadczenie zyciowe

                                a to z kolei przeklada sie na kazda sfere zycia

                                oczywiscie, zdarzaja sie kompletni ibecyle, ktorzy w zyciu sie niczego nie
                                naucza i wiek na nic sie nie przelozy, ale chyba nie piszemy na forum, w ktorym
                                takie osoby to wiekszosc lub chocb polowa? wink
                                • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:54
                                  Dobrze, mylę się smile Masz rację, ludzie, którzy są razem mniej niż 17 lat oraz ci, którzy nie ukończyli jeszcze 40tki mają prawie zerowe doświadczenie życiowe wink
                                  Jak to mówią - Twoja racja a mój spokój smile
                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:01
                                    nie, nie mowie tak

                                    ale mowie: ludzie, ktorzy maja 50 lat maja wieksze doswiadczenie zyciowe od
                                    tych, ktorzy maja 40 i od tych, ktorzy jaja 30 czy 20.

                                    To samo ze stazem malzenskim - inne doswiadczenie sie ma po 30 latach malzenstwa
                                    a inne po 5.
                                    Kwestia zdobytych doswiadczen, przerobionych wspolnie problemow, zmierzenia sie
                                    z zyciem, chorobami, czasem smiercia najblizszych, dorastaniem dzieci i te pe.
                                    Po prostu.

                                    Nie ma sie co obrazac.

                                    I wiesz, jakmam problem z dzieckiem, to chetnie poslucham matki z wiekszym
                                    doswiadczeniem zyciowym. jak denerwuje mnie facet - chetnie porozmawiam z osoba
                                    z wiekszym doswiadczeniem malzenskim aby znalezc dobry pomysl na rozwiazanie
                                    problemu.

                                    nie wierze w zwiazki, w ktorych przez 50 lat nie pojawil sie zaden problem tongue_out
                                    • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:08
                                      > nie wierze w zwiazki, w ktorych przez 50 lat nie pojawil sie zaden problem tongue_out
                                      przez to chcialam powiedziec, ze kazdy zwiazek to wyzwanie
                                    • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:08
                                      yenna_m napisała:


                                      > ale mowie: ludzie, ktorzy maja 50 lat maja wieksze doswiadczenie zyciowe od
                                      > tych, ktorzy maja 40 i od tych, ktorzy jaja 30 czy 20.
                                      >
                                      > To samo ze stazem malzenskim - inne doswiadczenie sie ma po 30 latach malzenstw
                                      > a
                                      > a inne po 5.


                                      I tak właśnie powinno być, inne a nie większe czy mniejsze.
                                      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:11
                                        no jednak to "inne" zwykle jest wieksze

                                        po 5 latach zwiazku nie masz doswiadczenia usamodzielniania dzieci i nie
                                        przerabiasz kryzysu pustego gniazda - jestes na innym etapie zycia (przy
                                        zalozeniu, ze rozmawiamy o 20parolatce-30latce 5 lat po slubie i o 50-latce 30
                                        lat po slubie)
                                        • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:24
                                          Nie, inne jest po prostu inne. Czasem może być większe, czasem może być mniejsze. Licytować się można bez końca, jednak nikt mądry nie będzie tego robił, bo nie ma ściśle określonych kryteriów wg których inne osoby mogłyby słusznie mierzyć doświadczenie.

                                          Równie dobrze można przyjąć, że 50latce może zabraknąć wielu doświadczeń, które może mieć 20latka, i obserwując otoczenia a nawet forum, mogłabym śmiało przyjąć takie założenie.
                                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:44
                                            > Równie dobrze można przyjąć, że 50latce może zabraknąć wielu doświadczeń, które
                                            > może mieć 20latka, i obserwując otoczenia a nawet forum, mogłabym śmiało przyj
                                            > ąć takie założenie.

                                            oczywiscie
                                            nie bedzie miala doswiadczenia np zwiazanego z netoholizmem partnera, zdradami
                                            internetowymi czy ze zjawiskami,ktore pojawily sie niedawno

                                            mi chodzi o pewne uniwersalne wartosci
                                            o pewien model uniwersalnych zachowan - doswiadczenie zyciowe jednak cos wnosi i
                                            warto posluchac kogos obiektywnego z wiekszym doswiadczeniem zyciowym (imho)
                                            • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:45
                                              nie musisz sie ze mna zgodzic wink
                                            • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 20:42
                                              >
                                              > oczywiscie
                                              > nie bedzie miala doswiadczenia np zwiazanego z netoholizmem
                                              partnera, zdradami
                                              > internetowymi czy ze zjawiskami,ktore pojawily sie niedawno


                                              Błąd smile
                                              Generalizujesz i powielasz stereotypy. Znam masę kobiet i męzczyzn
                                              którzy z netem są "za pan brat". Moja mama poznała na czacie swego
                                              obecnego życiowego partnera a dziadek mojego męża mając 80lat biegle
                                              obsługiwał sieć wink


                                              > mi chodzi o pewne uniwersalne wartosci
                                              > o pewien model uniwersalnych zachowan - doswiadczenie zyciowe
                                              jednak cos wnosi

                                              Oczywiście- o ile to doświadczenie jest i wynika z tzw. mądrości
                                              życiowej a nie przeżytych lat wink
                                              • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 20:55
                                                > >
                                                > > oczywiscie
                                                > > nie bedzie miala doswiadczenia np zwiazanego z netoholizmem
                                                > partnera, zdradami
                                                > > internetowymi czy ze zjawiskami,ktore pojawily sie niedawno
                                                >
                                                >
                                                > Błąd smile
                                                > Generalizujesz i powielasz stereotypy. Znam masę kobiet i męzczyzn
                                                > którzy z netem są "za pan brat". Moja mama poznała na czacie swego
                                                > obecnego życiowego partnera a dziadek mojego męża mając 80lat biegle
                                                > obsługiwał sieć wink

                                                nie generalizuje, tylko statystycznie rzadziej starsi ludzie uzywaja internetu
                                                kupuję dom. Tam gdzie mieszkaja starsi ludzie netu niet (zwykle)

                                                moja mama (przed 60tka) korzysta z netu. Ojciec (po 60-tce) juz nie bardzo.

                                                nawet jesli przyklad nie w 100 procentach trafy (choc jednak jeszcze mlodsze
                                                pokolenie chetniej i czesciej korzysta z netu niz starsze) to sa obszary nowej
                                                wiedzy, gdzie mlodzi maja wieksze doswiadczenie. O to mi chodzilo. Dostrzegam
                                                roznice doswiadczen rowniez na korzysc mlodych.

                                                Milo mi, ze nie zauwazasz tych roznic, bowiem w ten sposob potwierdzasz teze,
                                                ktora wczesniej wysunelam, ze 50-tka ma wieksze doswiadczenie zyciowe niz
                                                30-latka (biorac pod uwage zbior doswiadczen), skoro na poziomie doswiadczen z
                                                nowinkami technicznymi sa mniej wiecej na takim samym etapie.
                                                Roznica doswiadczen przerobionych w zyciu jednakowoz przemawia na korzysc
                                                50-latki wink

                                                Choc przyznam, ze w tej chwili sklonna jestem przyjac teze, ze w pewnych
                                                sytuacjach "nowych kulturowo/socjologicznie" mlodsza osoba najprawdopodobniej
                                                bedzie miala doswiadczenie wieksze z racji wiekszej elastycznosci i wiekszego
                                                parcia na poznanie nowinek.
                                                • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 21:00
                                                  Inaczej brzmi "nie będzie miała doświadczenia" a
                                                  inaczej "statystycznie starsi ludzie rzadziej skorzystają z
                                                  internetu"- nie uważasz ? wink

                                                  A nowinki techniczne -wg mnie-nijak się mają do doświadczenia
                                                  życiowego.
                                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 21:03
                                                    internet jest nowinka techniczna (jeszcze) biorac pod uwage, ze masa ludzi
                                                    ciagle nie ma dostepu do netu

                                                    powiem tez tak: zadna ze znanych mi kobiet powyzej 50 r.z. nie ma doswiadczen
                                                    dotyczacych romansu w sieci
                                                    (chodzi mi o mezatki a nie panie stanu wolnego)

                                                    zmienia to postac rzeczy?
                                                  • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 21:21
                                                    Nie
                                                    Bo idąc za dr Housem -wszyscy kłamią
                                                    Która mężatka po 50-tce przyzna ci się do romansu w sieci ? wink
                                                  • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 22:13
                                                    guderianka napisała:

                                                    > Która mężatka po 50-tce przyzna ci się do romansu w sieci ? wink

                                                    Niejedna, przekonałam się o tym wink
                                                  • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 22:16
                                                    Wzbudzasz po prostu zaufanie
                                                    Mi się ani jedna nie przyznała wink
                                                  • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 22:13
                                                    yenna_m napisała:

                                                    > powiem tez tak: zadna ze znanych mi kobiet powyzej 50 r.z. nie ma doswiadczen
                                                    > dotyczacych romansu w sieci
                                                    > (chodzi mi o mezatki a nie panie stanu wolnego)

                                                    Cóż, ja znam kilka kobiet w wieku około 50 lat i kilku mężczyzn, którzy żyjąc w
                                                    długoletnich związkach (i po ślubie i bez ślubu) rozpoczęli nowe życie z
                                                    partnerem poznanym przez internet. Dwie pary w wieku 40 lat, w których osoby
                                                    zdradzone z osobami poznanymi w sieci wybaczyły zdradę i żyją nadal w tych
                                                    samych związkach.
                                • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:01
                                  A co o rozwodzie może powiedzieć kobieta z 17letnim stażem w jednym
                                  małżeństwie?
                                  Nic albo niewiele
                                  A co może powiedzieć 22latka, która przeszła rozwód?
                                  Więcej niż ta pani powyżej

                                  Wiek nie zawsze równa się doświadczeniu
                                  • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:04
                                    no oczywiscie - tu sie zgodze

                                    o rozwodzie tak
                                    ale o trwaniu w malzenstwie i walce o dobry stan zwiazku - juz mniej (choc tez
                                    nie zawsze)

                                    wiesz, mnie nie interesuje ten 1 procent odstepstwa od normy - bo nie czarujmy
                                    sie, zawsze znajdzie sie odsetek nie pasujacy do mechanizmu postepowania wiekszosci

                                    skupiam sie na zaobserowowanym mechanizmie zachowania sie ludzi w zwiazkach
                                    • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:11
                                      > skupiam sie na zaobserowowanym mechanizmie zachowania sie ludzi w
                                      zwiazkach

                                      pamietaj , że opisujesz mechanizm zaobserwowany w związkach znanych
                                      tobie
                                      Ktoś obserwujący inne otoczenie może miec odmienne wnioski
                                      • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:12
                                        dobrze, tylko na to sa badania przeprowadzone przez psychologow/socjologow

                                        wiec prostuje: skupiam sie na znanych mi wynikach badan
                                        • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:28
                                          A na jakich konkretnie-obejmujących jaką grupę badawczą, o jakim
                                          pochodzeniu? Jaka liczbnośc?
                                          Jak masz jakieś aktualne to podrzuć wink
                                          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 19:39
                                            obejrzyj linki wklejone wczesniej przeze mnie

                                            na temat szczegolow, dotyczacych grupy badawczej, wieku osob, ich osobowosci i
                                            te de - nie mam pojecia

                                            przytaczam juz gotowe wnioski

                                            jesli bede miala czas, sprobuje cos poszukac na ten temat
                          • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 18:39
                            > Oczywiście, że się zmieniają, co nie znaczy, że obowiązkowo musi
                            się to kończyć
                            > kryzysem.
                            >

                            Zwłaszcza jeśli zmiany , które w nich zachodzą są równoległe a para
                            idzie ze sobą przez życie ramię w ramię
                            Zwłaszcza, jeśli para stara się pielęgnowac związek i szanować
                            partnera
                • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 14:29
                  yenna_m napisała:

                  > no to co Wy o zyciu wiecie wink
                  > slub baaardzo duzo zmienia smile

                  Hahaha dzięki, że mnie rozbawiłaś smile)))

                  > mysle, ze bez slubu jest latwiej - mniej obciazen psychologicznych i takich tam
                  > roznych

                  Kwestia podejścia, dla nas to tylko kwestia papierka smile

                  > poza tym po jakims czasie jednak pojawiaja sie emocje inne niz pozytywne
                  >
                  > powiedzmy, ze do 7 lat po slubie jechalismy na totalnych endorfinach i
                  > praktycznie samych pozytywnych emocjach
                  > tak, jak dziecko potrafi wyprowadzic z rownowagi, tak i wlasny chlop potrafi
                  >
                  > no, ale mnie wprowadzic z rownowagi najbardziej moze osoba, doktorej mam
                  > osobisty stosunek. Reszte potrafie olac.

                  Rozumiem, że zbyt dosłownie bierzesz powiedzonko, że każdy sądzi wg siebie i nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, że są na świecie ludzie, którzy mają inaczej niż Ty i jest im po prostu dobrze.
          • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 12:26
            > Owszem, zachowuje się jak facet - między innymi dba o mnie i rodzinę, to jest
            > dla mnie zachowanie faceta. Zachowania na które narzeka większość dziewczyn na
            > forach są dla mnie zachowaniami nie faceta tylko pasożyta, chama itd (nie chce
            > mi się wypisywać dalej bo chyba każda wie o co chodzi).

            mysle, ze jednak wiekszosc facetow zachowuje sie, jak Ty to okreslilas
            "normalnie". Inaczej chyba wiekszosc z nas nie tkwilaby w malzenstwie latami?

            ale wkurzaja, oj wkurzaja ci faceci...

            (poza tym mam wrazenie, ze nie wyczulas zartu, ironii miedzy wierszami, tylko
            potraktowalas rzecz smiertelnie powaznie; no, za powaznie nawet)
            • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 12:34
              yenna_m napisała:

              > mysle, ze jednak wiekszosc facetow zachowuje sie, jak Ty to okreslilas
              > "normalnie". Inaczej chyba wiekszosc z nas nie tkwilaby w malzenstwie latami?

              Tego nie wiem, póki co, wszędzie czytam i słyszę same narzekania jaki to on
              bezmyślny, leniwy, nie pomaga, nie stara się itp itd.
              Kwestia tkwienia w takim związku to zupełnie inna sprawa.

              > (poza tym mam wrazenie, ze nie wyczulas zartu, ironii miedzy wierszami, tylko
              > potraktowalas rzecz smiertelnie powaznie; no, za powaznie nawet)

              A to już nie mój problem jakie odnosisz wrażenia wink
              • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 12:38
                Bo mi się wydaje że większość facetów właśnie jest takich..
                Tacy jak twój aurinko-normalni-to wyjątki, których szukać ze świecą
                Ja na szczęście-teraz również mam "normalnego" męża
                Gdy go poznałam nazywałam go żartobliwie dinozaurem, bo tacy jak on
                są na wyginięciu
                • yenna_m Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:11
                  popelniasz blad logiczny wink

                  > Bo mi się wydaje że większość facetów właśnie jest takich..
                  > Tacy jak twój aurinko-normalni-to wyjątki, których szukać ze świecą

                  skoro slowo normalny oznacza normę, to te wyjątki są poza normą wink nienormalni? wink

                  mysle, ze generaliujecie smile i tkwicie w stereotypie smile

                  PS: zwykle jest tak, ze po jakis 2 tygodniach od dnia, w ktorym facet ma same
                  wady, nastepuje okres, gdy ma same zalety (i ani jednej wady, no - ideal
                  chodzacy, nic tylko w ramki wziac i oprawic) wink
                  u mnie - dziwne - jest to dziwnie zbiezne z cyklem miesiaczkowym tongue_out
                  • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 13:23
                    Faktycznie smile-można uwikłać się w normę i określenie co nią jest a
                    co nią nie jest

                    W moim odczuciu normą jest - powinien być -facet dbający o
                    rodzinę/dzieci, szanujacy żonę i swoje potomostwo, dla którego
                    priorytetem jest bezpieczeństwo i stabliność założonej przez niego
                    komórki społecznej

                    Cykl miesiączkowy wpływa na odbiór danego męskiego osobnika jednak
                    nie zmienia jego podstawowych zachowań , zwłaszcza tych chamskich,
                    agresywnych, toksycznych
                  • aurinko Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 14:31
                    yenna_m napisała:

                    > mysle, ze generaliujecie smile i tkwicie w stereotypie smile

                    Myślę, że to właśnie Ty generalizujesz i tkwisz w stereotypach choćby używając
                    zwrotu "facetowatość" i twierdzenie, że coś tam jest typowe dla faceta smile
                    • guderianka Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 17:54
                      Podpisuję się wink
                • nutka07 Tak sie zastanawiam teraz, 24.05.09, 13:28
                  czy ja nie przesadzam z narzekaniem na meza.

                  Dba o nasza rodzine i dom. Zawsze stara sie, zeby niczego nie brakowalo. Pracuje
                  sam ja jestem z dziecmi w domu (sytuacja przejsciowa, jenak dosc dluzsza). To ja
                  nawalam z roznych wzgledow. Ja jestem bardziej nerwowa i wylewam zale on nie
                  lubi sie klocic i mysle, ze gdybym ja byla czasem bardziej opanowana to naprawde
                  bysmy sie nie klocili. Nigdy nie zaczal zadnej sprzeczki. Nie ma problemu ze
                  wspolnym spedzaniem czasu, chodzimy razem na kawe, po sklepach, spedzamy razem
                  wiczory robiac rozne rzeczy. On mnie namawia na wspolne wyjscia do 'jego'
                  znajomych. Z wakacjami nie ma problemow. Zaden podzial obowiazkow nie byl
                  ustalany poprostu samo sie uklada w zaleznosci od sytuacji. A z tym 'koszem' to
                  jest tak, ze ja wyjmuje smieci on wyrzuca. Zarzucil mi wink, ze od 2 dni mnie
                  prosi o wyjecie bo jak wychodzi do pracy to wyrzuci. Ostatnio jest tak (niestety
                  ja nawalam), ze jak ma wolne to razem sprzatamy cale mieszkanie. Nie ma
                  problemu, zeby cos ugotowal. Gotuje bardzo dobrze i czesto mnie zaskakuje wink Z
                  dziecmi tez nie ma wiekszego problemu.

                  ma tez wady wink wkurza mnie, ze musze cos powtarzac kilka razy bo on akurat sie
                  nad czyms skupil i nie slyszal. Skarpetki mnie nie wkurzaja i czasem
                  pozostawiona otwarta muszla tez nie. Ciezko z nim porozmawiac na tematy
                  uczuciowe (wiem, wiem wink ), no i zarzucam mu niestety ze nie kocha mnie, badz
                  nie kocha wystarczajaco mocno (mozliwe, ze to moje wymysly). On nie bardzo lubi
                  takie romowy (ja czasem daje czadu za bardzo wiec w sumie mu sie nie dziwie) i
                  jego niechec utwierdza mnie o braku milosci (brzmi to dosc... glupio(?) heh). I
                  sama nie wiem co myslec. Kto ma racje wink On twierdzi, ze okazuje milosc tylko
                  moze nie w taki sposob jaki ja chce smile.
                  No i niestety kiedys mnie oszukal dosc powaznie i stracilam do niego zaufanie.
                  Ja wiem czemu to zrobil i poniekad rozumiem, bo ja sama tez bym sie raczej nie
                  przyznala co nie zmiena faktu, ze mnie zranil.

                  Taki w skrocie jest moj 'ideal' wink
                  • guderianka Re: Tak sie zastanawiam teraz, 24.05.09, 13:30
                    Nutka-może narzekasz bo to jest trendy ? wink
                    • nutka07 Re: Tak sie zastanawiam teraz, 24.05.09, 13:37
                      Nie no cos Ty smile

                      Widzisz z roznych wzgledow trudno mi czasami ocenic sytuacje wlasciwie. Czy mam
                      racje czy poprostu przesadzam i odzywaja sie we mnie jakies zadry z przeszlosci.
                      Jestem niestabilna emocjonalnie.
                  • nutka07 Re: Tak sie zastanawiam teraz, 24.05.09, 13:40
                    Chwale go, zeby nie bylo ze taka zolza jestem tongue_out
      • jk3377 Re: Przepraszam bardzo, ale... 24.05.09, 10:55
        nie no,moj taki jest wtedy,gdy nie jest okropny...ja mam fale
        przyplywu i odplywu zwyczajnie...jak pisalam raz dobrze i cudownie
        raz okropnie ze az do rozwodu...
        a najdziwniejsze to ze najczesciej po wizycie u mamusi zmienia mu
        sie fala ;-P
    • demonii.larua Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 13:06
      Cy Ty wiesz ile roboty jest z rozwodem? big_grin
      • vredka Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 19:06
        demonii.larua napisała:

        > Cy Ty wiesz ile roboty jest z rozwodem? big_grin

        Nie tak dużo jak myślałam. Jedna wizyta w sądzie i 14 lat poszłoooooo
        wink
        • yenna_m Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 19:10
          czasem trzeba wiecej
          wszystko zalezy od tego, czy sie chce rozwodu z orzeczeniem o winie, czy tez nie
          czy jest konflikt o to, z kim dzieci beda mieszkac, czy tez nie
          czy jest konflikt o podzial wspolnego majatku czy tez nie
          czy ludzie potrafia mimo rozwodzenia sie rozmawiac sie soba, czy tez chca sobie
          dowalic nawzajem
          • aurinko Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 19:31
            Również od tego, czy są dzieci czy nie, czy jest jakiś majątek czy nie, czy sąd
            stwierdzi że potrzebny jest mediator, a czasem wpływ ma też "pms" sędziny ;P
            • yenna_m Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 19:36
              ano dokladnie

              poza tym od tego, czy adwokat robi dobre wrazenie, jest przystojny, czy kandydat
              na exa to czarus, czy sedzia nie wyznaje filozofii "solidarnosci jajnikow" czy
              "solidarnosci jader", czy sedzia dokladnie przeczytal akta, jaka jest pogoda i
              te de, i te pe

              masa, masa czynnikow
              • demonii.larua Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 20:46
                No własnie, u mnie trwało to w sumie 3 lata big_grin
                • guderianka Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 20:52
                  U mnie dwa "tylko"-i trzy rozprawy
                  Ale nawet gdyby były to cztery lata i sześć rozpraw-i tak warto było
                  • demonii.larua Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 21:56
                    U mnie pierwszy pozew odrzucony zwyczajnie po dwóch rozprawach, dopiero drugi
                    miał moc big_grin Gdyby miało to trwać i 10 lat, też warto by było smile
                    • aurinko Re: pier....ole to rozwodze sie 24.05.09, 22:15
                      U mnie wszystko zakończyło się na dwóch rozprawach smile I cieszę się, że tak
                      szybko poszło smile
Pełna wersja