Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-)

24.05.09, 21:26
...wirtualna znajomość, miłość, flirt, podniecenie, oczarowanie...
bez poznawania kogos w realu oczywiscie, jedynie za pomoca netu,
czatu, forum,gg etc....?

ja taksmile)) i wspominam to niezmiernie milo,z nostalgią,wzruszeniem i
z zalem ze nie trwa dłuzej...

wszystko zaczelo sie na czacie 'mezowie i zony'..nick mialam
prowokujacy wiec pewnie dlatego zaczepiono mnie...do tego marynarz z
pomorza, w ktorych to mundurach kocham sie od zawsze i wciaz..
było romantycznie,milo i czasem rozmowy trwaly do 3 rano!!! bylam
mloda mezatka,bez dzieci wiec czasu mialam...hahah
byly i piekne slowka ale i pozniej nawet klotnie..przesylanie
fotek,liscikow milosnych,a w pozniejszym czasie sms-y i rozmowy
tel.....
bywalo i tak,ze o tej samej godzinie w nocy budzilismy sie nagle i
wysylalismy romantycznego sms-a...to bylo az niemozliwe!
moglismy rozmawiac o wszystkim i o niczym...
wiedzielismy o sobie moze nawet za duzo..trwalo to ponad 2
lata...moj M wiedzial o wszystkim,no moze o prawie wszystkim, jego
zona o niczym-do czasu...
mielismy "swoją" piosenke,ktora jak teraz słysze to az mi ciarki
przechodzą...
taka oto moja historia z netem...czy to juz zdrada? czy to nie
dziwne? ktora juz przezyla cos podobnego? ktora by chciala?
ciekawe jak skomentujeciewink
    • slimakpokazrogi Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 21:29
      ja się absolutnie zabujałam w maglu - też wirtualny, niesmile) mam
      nadzieję , że potrwa dłużej niż 2 lata. Acha, mój chłop też,
      niestety, o wszystkim wie...
    • beata985 Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 21:37
      to, że przezyłaś romans wirtualny jestem w stanie zrozumieć ale to,
      że Twój mąż o tym wiedział-ni cholery. nie był zazdrosny????
      • jk3377 Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 21:43
        hahha byl a jakze,a bylby jeszcze bardziej gdyby wiedzial o
        wszystkim co pisalismy lub jakich slow uzywalismy...ech,glupie mlode
        lata;-P
        raz odebral tylko sms-a i bylo ciezko...
      • guderianka Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 21:43
        tak
        było cudnie i
        skończyło się


        małżeństwem wink
        • jk3377 Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 21:47
          ajajjjjjjjjjj
          hahah witam 'czarodziejke'smile))))))

          a u nas skonczylo sie jak sie wystraszyl ze mu zona odejdzie przez
          takie cos...i dziecko mieli drugie w drodze wiec wolal nie
          ryzykowac;-P
          • haja197222 Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 22:05
            Ja to cały czas w jednym takim bośniaku zakochana jestem internetowo tongue_out
            • jk3377 widze,ze najbradziej kochliwe.... 24.05.09, 22:06
              to sa 'stare' czarownicesmile)))))))) hahahah pzdrsmile
              • haja197222 Re: widze,ze najbradziej kochliwe.... 24.05.09, 22:09
                Ja Ciebie też sedecznie pozdrawiam smile Rzuciłam urok na biednego chłopa wink
                • jk3377 Re: widze,ze najbradziej kochliwe.... 24.05.09, 22:10
                  i bardzo dobrze hahah..ale on pewnie wcale nie taki biedny hihihi
                  • guderianka Re: widze,ze najbradziej kochliwe.... 24.05.09, 22:12
                    ma się to coś .. wink
                  • haja197222 Re: widze,ze najbradziej kochliwe.... 24.05.09, 22:12
                    A gdzie tam, to prawdziwy anioł ino z rogami big_grin
    • deodyma Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 24.05.09, 23:15
      nie.
      zreszta ja realistka jestem, twardo stapajaca po ziemiismile
    • eva_mendez powiem ci tak 24.05.09, 23:26
      To się wydarzyło naprawde, nie klamie i mialo miejsce 7 lat temu.
      Wydarzyło się to na czacie 30-latki, podałam się za faceta zarówno z nika jak i
      w ogóle(dla zabawy). Poznałam laskę-wirtualnie. Kobieta 32 lata, poważne
      stanowisko (sprawdzałam), mieszkała jakieś 150 km ode mnie. Gadaliśmy w sumie 2
      lata. W między czasie było gg, czat big_grin, tel. sms-y. Tak telefony! Poprosiłam
      mojego kuzyna by z nią rozmawiał jako ja, mówiłam mu co ma gadać itp. Potem
      kuzyn przy piwie nabijał się ze mnie, że mam nierówno pod sufitem uncertain
      Babke zakręciłam na maxa, chciała się spotkać, wkręcałam co rusz coś nowego.
      BYły miłosne wierszyku, wspólne piosenki, rozmowy po 12 godzin ciągiem. Wspólne
      patrzenie w niebo w tym samym czasie. Oczy na zapałki, nie umyta dupa z powodu
      zmęczenia big_grin
      Opowieści, zapewnienia, łzy, rozmowy w stanie wskazującym. Wszystko łykała jak
      kaczka aż trudno uwierzyć.
      Aż padły słowa kocham cie z jej strony. Zrobiło się dziwnie nieswojo, zaczęłam
      ograniczać wirtualne spotkania, smsy, maile.
      Doszłam do wniosku, że to nie fair. Że bawię się czyimś kosztem, nerwami. Był
      nawet taki moment, że żałowałam że urodziłam się kobietą. Tak swietnie mi się z
      nią rozmawiało, czułam jakby była moją bratnią duszą. Chciałam ją poznać i być z
      nią jako facet .BYła przemiła, jakbym znała ją od urodzenia smile Napisałam
      długiego maila z wyjaśnieniem zaistniałej sytuacji, napisałam wszystko: całą
      prawdę, żE jestem kobietą i ją wkręcam. NIe uwierzyła, wyśmiała mnie i
      powiedziała, że to najgłupsza rzecz jaką w życiu słyszała. Widocznie miusiałam
      być bardzo przekonująca ,udając mężczyznę. Zrobiło mi się jej żal i już nigdy
      więcej się nie odezwałam. Zmieniłam nr tel, maila i więcej nie zalogowałam się
      pod tym nikiem.
      Do dziś o niej myślę jak musiałam ją rozczarować. Wszystko co pisałam było
      kłamstwem i wiem, że zachowałam się chujowo. Pojechałam kiedyś sprawdzić czy
      istnieje taka osoba na takim stanowisku o takim imieniu i nazwisku. Istniała.
      Więcej takich zabaw sobie na czacie nie urządzałam. Pojawia się pytanie czy ona
      mówiła prawdę? Czy osoba,którą widziałam, to faktycznie ona? Sądzę, że tak.
      Inaczej nie zabiegała by tak bardzo o spotkanie w realu. NIe podawała miejsca
      pracy, zamieszkania, imienia i nazwiska. Potem tak zagmatwałam się w tych
      kłamstach, że zrobiłam sobie notatnik i pisałam rzeczy, które jej mówię :te
      ważniejsze oczywiście. Znalazłam jakies zdjecia w necie jakiegoś faceta około 30
      i wysłałam jej, ze to niby ja. Tel.miałam na kartę bez aktywacji. Wszystko
      opracowane w najmniejszych szczegółach. Kiedy wykrecałam sie z kolejnego
      spotkania, wymyślałam coraz to nowe kłamstwa.
      Pytacie czy podając się za Eve jestem Eva? Nie! jestem Julka smile ale do Evy
      podobna smile no to teraz po mnie pojedziecie jak po dzikiej świni. zasłużyłam
      (kładzie uszy po sobie).
      • alesio23 Re: ja poznałam w necie małżonka 25.05.09, 10:08
        no prawie. Bo my mieliśmy historię jak z filmu. On mieszkał w bloku
        naprzeciwko mnie i widzieliśmy się czasami (oczywiście nie
        wiedzieliśmy że to mu big_grin). Pisaliśmy tez do siebie maile pare
        miesiecy. No i w końcu się spotkaliśmy. Reszte pominę milczeniem bo
        okazało się że to jednak nie będzie romantyczna hidtoria
    • marva Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 25.05.09, 10:18
      Nie, nigdy.
    • aurinko Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 25.05.09, 10:23
      U mnie taka wirtualna znajomość, miłość, flirt, podniecenie, oczarowanie... przeniosły się szybko w real i tworzymy teraz całkiem szczęśliwą i zgodną rodzinkę smile
    • krolowazla Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 25.05.09, 11:07
      U kresu mego małżeństwa, weszłam na czata. Dodam , ze była sylwesterowa noc.
      sama z dzieciem w domu, mąż na imprezie big_grin dziecię zasneło. Matak na czata
      regionalnego wskoczyła. Poznała tam Pana. Okazało się, że to fajny facet.
      Normalnie jak nastolatka, poczułam, że coś mnie ten gośc kręci. mówiłam mu o
      sobie, on mi o sobie.
      Miedzy czasie złozyłam pozew o rozwód, spotkałam się z panem z czata. Męża
      wymieniłam na lepszy model. jestem bardzo szczęśliwa z owym Panem big_grinbig_grin
    • ajike Re: Przezyłyście juz coś takiego kiedyś...?;-) 25.05.09, 11:17
      Kiedy NK stała się modna "odnowiłam znajomość" z osobami, których nie widziałam całe lata. Między innymi był tam chłopak, w którym kochało się pół szkoły. Zaczelismy "rozmawiać". ale tak właściwie o pierdołach. O studiach, o pracy, o współmałżonkach, o dzieciach. Nic szczególnego ani tym bardziej zobowiazujacego.
      I któregoś dnia dostałąm od niego wiadomość, że on zaczyna się gubić, że robi się za fajnie i może to być niebezpieczne, że on ma rodzinę. Kompletnie zdębiałam. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Nawet mi do głowy nie przyszło że z tej "znajomosci" moze być choćby drobny flircik. On chyba o tym pomyślał.
Pełna wersja