panna.migotka777
26.05.09, 12:01
Byłam wczoraj na próbę na pół dnia w firmie Y. Praca nie trudna, nic czego nie
robiłam wcześniej. Wiadomo, jak to w nowej pracy trzeba się przyzwyczaić do
nowych osób, wymagań, procedur, ale nic to strasznego. Przyszłam pół godziny
wcześniej i zastałam tam inną kandydatkę siedzącą i uczącą się przy biurku
obecnej sekretarki. Po chwili zajęłam jej miejsce i tak zostałam do 15.30.
Niby wszystko pięknie, obecna sekretarka szczerze przesympatyczna, bez
sztuczności i fałszywości. W ciągu czasu tam spędzonego dowiedziałam się że
zadzwonią do mnie dziś wieczorem bo na dzisiaj mają jeszcze 2 kandydatki tak
jak wczoraj ja i ta dziewczyna przede mną. Gdybym została wybrana miałabym
przyjść tam na na przyuczenie jutro w czwartek i piątek bo od 1 czerwca obecna
już nie pracuje. O tym powiedziała mi przypadkiem ona, nie osoba która ze mną
rozmawiała i będzie moją szefową, wypłynęło przypadkiem. I to mnie lekko
zraziło. Praca od czerwca zrobiła się trzydniowym siedzeniem za darmo,
pomijając czy mogę w te dni tam być czy nie (piątek odpada, mam w środku dnia
wizytę u lekarza i nie ma sensu jechać tam na 2 godziny czy to przed lekarzem
czy po). Od wczoraj staram się pokonać moje przeczucie które całym głosem
krzyczy mi żebym nie szła do tej firmy. Nie wiem czy to dlatego że od stycznia
siedzę w domu i mi tak wygodnie czy dlatego że czuję się robiona w trąbę z
tymi zatajonymi trzema dniami maja czy dlatego że 1 czerwca mam o 14.00
egzamin na prawo jazdy i że będę musiała w czerwcu wyjechać w związku z tym
błagać o 2 dni wolne w NOWEJ PRACY i boję się nawet pytać a ewentualna rozmowa
byłaby jutro. Od wczoraj mam nadzieję że nie zadzwonią a sama chyba nie
umiałabym odmówić mimo niechęci do tej pracy. Co mam robić cholera??!! Tak się
cieszyłam na nową pracę a teraz uciekłabym przed nią na Alaskę