Zony po rozwodzie...

29.05.09, 09:36
Tak po wątku o pobitej kochancesmile mi się nasunęło.

Skąd taka silna nienawiść do kochanki? Kurcze, męża z powrotem do
domu bez problemu przyjmą, a kochanka to jakaś straszna zdzira.
Nie rozumiem.

Tak samo nie rozumiem kobiet, które po rozwodzie ograniczają
kontakty dzieci z ojcem, dlaczego? Przecież w ten sposób krzywdzą
głównie dziecko. Rozumiem, że czują się skrzywdzone, ale mścić się
na dziecku?
I bardzo często nie pozwalają na jakikolwiek kontakt dziecka z
kochanką/partnerką/drugą żoną eks. Dlaczego? Nie mówię, że ona od
razu musi pokochać, ale pewnie może polubić to dziecko. Przecież
kocha się dzieci adoptowane, to nie można pokochać dziecka swojego
partnera z poprzedniego związku?

Ja mam przykład w rodzinie. Była zdrada, jest nowe małżeństwo eks-
męża. Ale żona nie zabraniała ani nie ograniczała kontaktów córki z
byłym mężem. Córka wiedziała, że zawsze drugi dom jej ojca jest i
będzie także jej domem. Wszystko było "normalnie" na ile się da w
takiej sytuacji oczywiście.
    • serei Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 09:39
      Mi się nasuwa tylko jedno słowo - niedojrzałość. Kobieta utrudniająca byłemu
      kontakt z dzieckiem nie pomyśli, że krzywdzi dziecko bo najważniejsze to dowalić
      temu który odszedł.
      Na temat bicia kochanek już się wypowiedziałam - żenada.
      • tabakierka2 Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 09:45
        a ja dodam : egoizm, bo jej własny ból i żal jest dla niej
        najważniejszy i dlatego krzywdzi wszystkich wokół i samą siebie.
      • bernimy Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 09:48
        "Kobieta utrudniająca byłemu kontakt z dzieckiem nie pomyśli, że
        krzywdzi dziecko
        bo najważniejsze to dowalić temu który odszedł."
        DOKŁADNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • magiczna_marta Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 10:17
      mikita10 napisała:
      >
      > Skąd taka silna nienawiść do kochanki? Kurcze, męża z powrotem do
      > domu bez problemu przyjmą, a kochanka to jakaś straszna zdzira.
      > Nie rozumiem.

      A ja nie rozumiem skad przeswiadczenie ze kobieta ktora przyjmuje
      faceta po zdradzie to tak bez problemu to robi, raz, dwa i zapomina
      o tym. Czasem sa to miesiace, lata odbudowywania relacji miedzy
      malzonkami, czasem to facet na rzesach staje zeby zona chciala go z
      powrotem. Wkurwiaja mnie takie stereotypy, nie kazda kochanka to
      sucz skonczona i nie kazdy facet ktory zdradzil zrobi to znowu.
      • mikita10 Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 10:33
        magiczna_marta napisała:

        > mikita10 napisała:
        > >
        > > Skąd taka silna nienawiść do kochanki? Kurcze, męża z powrotem
        do
        > > domu bez problemu przyjmą, a kochanka to jakaś straszna zdzira.
        > > Nie rozumiem.
        >
        > A ja nie rozumiem skad przeswiadczenie ze kobieta ktora przyjmuje
        > faceta po zdradzie to tak bez problemu to robi, raz, dwa i
        zapomina
        > o tym. Czasem sa to miesiace, lata odbudowywania relacji miedzy
        > malzonkami, czasem to facet na rzesach staje zeby zona chciala go
        z
        > powrotem. Wkurwiaja mnie takie stereotypy, nie kazda kochanka to
        > sucz skonczona i nie kazdy facet ktory zdradzil zrobi to znowu.


        OK, sorry, pojechałam za bardzo wg stereotypu "powrotu męża do
        żony".

        Każdy przypadek, mimo, że podobny do innych jest różny. wiem, że nie
        można uogólniać.
      • cudko1 magiczna 29.05.09, 10:41
        zgadzam się z tobą w całej rozciągłoścismile
    • demonii.larua Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 10:18
      Nie ma co generalizować, bo każdy przypadek jest odmienny, sporo z tych ojców,
      którzy tacy biedni są bo im się zabrania kontaktów zwyczajnie mają te kontakty w
      dupie. Neksia neksi też nie jest równa.
      Mój syn sam nie życzy sobie kontaktów z nową żoną ojca. Z ojcem tez wystarcza mu
      raz/dwa razy do roku, ale ojciec sam sobie na to zapracował smile
      Powiem jak wyglądało u mnie: przez pierwsze dwa lata po rozstaniu nie
      utrudniałam kontaktów, bo i po co - dobro dziecka ponad wszystko (dumy wtedy ja
      nie miałam, eks doszczętnie mnie jej pozbawił). Mało tego, dzieć tęsknił więc
      prosiłam, nalegałam by widywał się z dzieckiem częściej... Pan tatuś obiecywał
      dzieciakowi, obiecywał.. potem wkroczyła neksia (oficjalnie tak, bo
      nieoficjalnie to zanim się wyprowadziłam już była - tylko wtedy jeszcze nie
      wiedziałam, że jest) i dziecko zamiast spędzać czas z ojcem, coraz częściej
      spędzało ten czas z babką (młodzi sobie uwili gniazdko nawet blisko nas, ale z
      dzieciakiem i tak jeździli do babki). W końcu neksia zapragnęła być mamusią w
      dupę jej mać i w efekcie dziecko trafiło do obcego domu na trzy miesiące, nie
      wiem dokładnie gdzie było - nawet policja tego do końca nie ustaliła. Skurwiel
      oddał mi dzieciaka dopiero, gdy miałam sądowy nakaz wydania dziecka - wtedy
      policja mogła mu już go siłą odebrać, więc oddał dobrowolnie. A neksia... neksia
      w tym czasie oprócz tego, że nabijała się z młodego jak płakał z tęsknoty za
      mną, zażyczyła sobie dodatkowo by syn tytułował ją "mamusiu"... I się skończyło.
      W dupie miałam kontakty dziecka z takim ojcem. Młody widywał się z nim tylko
      wtedy kiedy sam chciał, a pierwszy raz chciał dopiero po roku. Teraz po latach
      ma już wyrobiona opinię o ojcu i jego nowej żonie. Wiadomość o tym, że się
      rozmnożą (gdyż nekstowa jest aktualnie zaciążona), skwitował "no i dobrze, może
      w końcu się ode mnie odczepi na zawsze".
      Znam kilka dziewczyn, które faktycznie po złości utrudniają kontakty ojcom, ale
      oni walczą, nie poddają się, byłe żony są karane grzywnami za utrudnianie
      kontaktów... ale więcej jest takich, którzy na około opowiadają jakie to byłe
      zony są "fuj i be", a w rzeczywistości maja własne dzieci zwyczajnie w dupie. I
      tego to ja nie rozumiem.
    • 18_lipcowa1 Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 10:42
      No jak skad? Meza kochaja nadal, probuja go usprawiedliwic, ze on
      nie chcial pewnie, ze to wina tej zdziry i takie tam.
      Gowno prawda. Sama bylam kochanka zajetego faceta, ktory sie tak za
      mna uganial, ze nie musialam go do niczego namawiac.
      Ale jego pani wini oczywiscie mnie, jego nie.
      Szczerze mowiac mam to w dupie.

      Sama kiedys tez bylam porzucona dla innej i jakos racjonalnie
      umialam skierowac zlosc w strone pana a nie pani.

    • pola.cocci Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 10:57
      Co do utrudniania kontaktow to dla mnie glupota jest i szkoda dla
      dziecka utrudnianie kontaktow z ojcem (chyba ze to patologia jest
      szkodliwa)
      Ale co do kontaktow dziecka z kochanka bylego meza, czy nawet druga
      zona to jestem w stanie zrozumiec, ze matki sobie nie zycza, bo to
      b. roznie bywa i b. czesto dzieci z poprzedniego zwiazku sa w pewien
      sposob krzywdzone prze nowe partnerki ojcow (albo partnerow matek) i
      rozumiem, ze matki chcialyby tego dziecku zaoszczedzic.
      Sama bym nie chciala tego dla mojego dziecka.
      Myle, ze to nigdy nie jest latwe i rozstaniom zawsze towarzysza
      wielkie emocje i roznie ludzie reaguja.
      • mikita10 Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 11:06
        Jaka krzywda? Kurcze, mam swojego męża za inteligentnego faceta i
        myślę, że gdyby coś tam i kiedyś był z inną, to wybrałby normalną
        babkę, a nie jakąś patologię.
        • pola.cocci Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 11:17
          po pierwsze nie wszyscy faceci sa inteligentni (kobity tez nie) a po
          drugie to nie musi byc krzywda fizyczna i patologia, ale psychiczna
          (ktorej ojcowie czesto nie sa swiadomi); wierz mi, bo wiem o czym
          mowie
          ludzie sa tak rozni, ze nie mozna wszystkich oceniac swoja miara
    • slimakpokazrogi Re: Zony po rozwodzie... 29.05.09, 11:12
      niestety większość facetów nie zajmuje się własnymi dziećmi z
      radością... i kiedy są po rozwodzie to wcale nie zależy im na
      kontaktach. mają dziecko "z głowy" i dobrze im z tym. I niestety są
      to wnioski wynikające z obserwacji.
Pełna wersja