slimakpokazrogi
29.05.09, 11:48
Czyli dywagacji ciąg dalszy.
Mam doświadczenie w innym spojrzeniu na sprawę, więc dlatego
zaczynam odrębny watek.
Tak się zastanawiam, czy żadna z Was nie była nigdy tą trzecią?
Przecież to jest dramat, a nie tylko poderwanie żonatego!
Dwójka moich najlepszych przyjaciół była przez kilka lat uwikłana w
związki z osobą związanaą w małżeństwie.
To było wieczne oczekiwanie, ciagłe cierpienie... starsznie im
współczułam. Kurde, nie współczujecie takim ludziom? To przeciez
masakra. I nie mówcie, że to na własne zyczenie. Nikogo się nie
kocha/ nie kocha według zyczenia.
Udało sie zakończyc te związki - na szczęście. Teraz są oboje
szczęśliwi w nowych związkach. A tamte osoby zdradzaja dalej.
Spróbujcie spojrzeć z innej perspektywy, nie tylko zdradzanej żony.