Czy kochanka zawsze jest zła ???

    • triss_merigold6 E tam, najwyżej naiwna 26.08.09, 17:40
      W czasach singielskich zdarzało mi się sypiać z żonatymi/zajętymi,
      czysto rozrywkowo, bo żadnego z nich na stałe bym w domu nie
      chciała. Takie bezpieczne, żywe wibratory, aczkolwiek z jednym
      musiałam zakończyć znajomość, bo zaczął się niestosownie wylewnie
      zachowywać przy ludziach.
      Aktualnego wyjęłam pannie z którą mieszkał, młodszej ode mnie o 10
      lat. Nie, nie było mi jej szkoda, oficjalnie rozstali się z zupełnie
      innego powodu.

      Jeśli singielka wchodzi w romans z żonatym ze scenami z opery
      mydlanej to jej cholerny problem. takie rzeczy to na zimno.
    • semida Re: Czy kochanka zawsze jest zła ??? 26.08.09, 17:57
      Nie zakochalam sie nigdy w zonatym.
      Seks z takowym uprawialam,wiedzialam ze ma zone i dziecko(ja mialam wtedy 18 lat i bylam WOLNA).Seks taki sobie,nigdy wiecej goscia nie ujrzalam(noo,na NK go obejrzalam i jest niczego sobie).
      Nie mam wyrzutow sumienia wzgledem jego zony poniewaz wiem ze zdradzal ją juz wczesniej.
      • bei Re: Czy kochanka zawsze jest zła ??? 27.08.09, 00:57
        żonaty= trędowaty, kobiety kobietom nie powinny tego robić, gdzie
        solidarnosc?
        • eyes69 Re: Czy kochanka zawsze jest zła ??? 27.08.09, 09:49
          Ale nie tylko wolne kobiety sypiaja z zonatymi.
          Zamezne tez sypiaja z zonatymi, tak jak wolni mezczyzni z mezatkami.

          Jesli ktos sie decyduje na zdrade, to jego sprawa, nie osoby, z
          ktora zdradza.
    • anorektycznazdzira E-e 27.08.09, 17:42
      Ślimaku, mnie to nie przekonuje.
      Dramatem, to jest sie zakochać w kimś, kto nas nie kocha/nie będzie
      z nami bo: nie chce w ogóle, umrze, nie chce bo ma rodzinę. Takim
      osobom głęboko współczuję.
      Jednakowoż w pytaniu pada słowo KOCHANKA- to osoba, która osiagnęła
      duuuużo więcej niz tylko nieszczęsliwe się zakochanie. To osoba,
      która weszła w jakiś rodzaj zwiazku tudzież do łóżka kogoś tam
      majacego żonę. Dla mnie usprawiedliwione, i to w 100% (!), są TYLKO
      I WYŁĄCZNIE kochanki nabrane i wymanewrowane przez zdradzacza. Nie
      miałabym kszty pretensji do dzieczyny, której jakaś świnia nie
      powiedziała, że ma żonę i zaczeliby się spotykać.
      Ale: usłużne (dla obcych mężów) sąsiadki, współczujące (j.w.)
      przyjaciółki żon, przesympatyczne koleżanki z pracy, eks-narzeczone
      z sentymentem i tym podobne lafiryndy mogą się u mnie WALIĆ NA RYJ-
      nie, nie współczuje im, jeśli je ostatecznie pan w dupę kopnie. To
      juz bardziej współczuję żonom, jeśli taki koleś ostatecznie "wróci
      na łono rodziny" i z nimi zostanie... wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja