mathiola
31.05.09, 23:50
Sprawa wygląda tak:
dzisiaj robiłam urodziny dzieci (wspólne, bo prawie równo sie rodziły).
Zaprosiłam jak zwykle babcie, ciocie, chrzestnych, dzieci przyległe do rodziny.
Teściowej nie zaprosiłam, bo 1. wiem, że ma pod opieką niedomagającą mamę,
którą musi się opiekować 2. Zapraszałam ją rok w rok i nie przyjeżdżała z
dwoma wyjątkami.... No i kurde, no, nie chciałam jej problemów robić, żeby się
nie poczuła, że musi, a nie może i tepe. A przecież ją uwielbiam i kiedy mogę
to jeżdżę, kiedy może to nas odwiedza.... Mieszka daleko dość.
No i dzisiaj wyszło, że się obraziła. Że w odstawkę niby poszła

Noż kurwa
co roku zapraszam i co roku nie chce/nie może/nie ma siły/zdrowia/nie ma
sensu.... a w tym roku.... No pewnie błąd popełniłam, bo powinnam jak zwykle
zadzwonić, ona jak zwykle by odmówiła (a może nie? Może miała ochotę?) i by
było wszystko w porządku.
I tak se wymyśliłam, że ponieważ został jedne cały torcik dzieciowy, wezmę
jutro bachory zapakuję w samochód razem w tym tortem i pojadę do niej...
Przeproszę że nie zaprosiłam, zostaniemy 1 dzień.... Szkoda mi psuć relacje,
bo naprawdę dobra kobieta to jest. Tylko trudna. Ale ja też jestem trudna

Co wy na to?