magiczna_marta
05.06.09, 18:37
Bylam dzis na szczepieniach z moimi chlopakami, juz wylazlam z
gabnetu po wszystkim, ubieralam mlodszego i slysze ze mamunia sobie
gada przez tel, gada sobie to gada. Byla odwocona do dziecia
plecami, patrze a to taki malutel jak moj, moze nawet mlodszy, na
siedzaco w spacerowce. Sobie mysle, nie moja sprawa, lekarka jak sie
dowie to ja poinstruuje, no i tak bym to olala, ale to dziecko sie
po prostu nagle "zlozylo", glowa miedzy nogami wyladowala, dziec sie
zaczal miotac i wyc a tamta nawet nie zauwazyla bo tak byla
pochlonieta rozmowa. W 3 sekundy przelozylam mojego do wozka i
podnioslam dziecia, i wolam do niej ze dziec by sie jej udusil a ona
by nawet nie zauwazyla. Ona prawie ze z lapami do mnie wyleciala,
jak smialam dotykac jej dziecka, wiec jej wylecialam z tekstem ze
konferencje to sobie moze w domu urzadzac jak dziec spi a nie nawet
nie spojrzy na nie. Ofuknela mnie i wziela dziecia na rece i dalej
gadala. Nosz kurwa mac, oburzylam sie.