jak traktujecie bycie chrzestną?

16.07.09, 20:01
no bo widzę, ze część osób podchodzi do tego tak - to taka
niewdzięczna fucha, gdzie trzeba wydawać kasę. Ja byłam wychowana
zupełnie inaczej. Poproszenie na chrzestną to dla mnie wyróżnienie,
zaszczyt prawie. Mój mąż w zeszłym tygodniu został chrzestnym u
naszych przyjaciół i był zachwycony. Poprzednia jego chrześnica już
prawie dorosła, ale jest jego oczkiem w głowie. Ja też jestem
chrzestną (nie w rodzinie) i również traktuję to jak wyróżnienie.
Kiedy zostałam poproszona byłam... wzruszona. Nie spodziewałam się.
    • eyes69 Ja sie zwyczajnie nie nadaje 16.07.09, 20:08
      Nie wierze w to i tyle.
      • elske Re: Ja sie zwyczajnie nie nadaje 16.07.09, 20:18
        Mam dwoje ochrzczonych dzieci.Wybierajac chrzestnych chciałam żeby to byli
        ludzie, z ktorymi utrzymujemy kontakt i żeby moje dzieci ich znały.I chrzestni
        sa potrzebni,bez nich nie bedzie chrztu.Nie oczekuje ,że beda co tydzień dzwonic
        i pytać o dzieci,że beda przysylać prezenty czy pamietac o wszystkich dniach
        dziecka,urodzinach czy tez innym zajaczku.

        Ja mam jedna chrzesnice,mąż także. Mieszkamy za granica (wcześniej mieszkaliśmy
        w mieście obok).Z moja chrześnica mam kontakt przez NK.Zawsze kiedy jestem w
        Polsce wpadam do niej w odwiedziny (jej mama jest chrzestna mojej corki).
        Prezenty zaworze raz w roku.Obie dziewczynki maja urodziny w grudniu,kupuje 2
        prezenty: na urodziny i drugi pod choinkę.Zawsze są to ubrania (dziewczyny juz w
        wieku,w ktorym chce się fajnie wygladać).Zawsze kupuję im takie same prezenty
        (rożnia się kolorem ,dziewczyny nie sa dla siebie rodziną wiec sie nie
        spotykaja), robie tak dlatego, że by nie wyrozniać żadnej z nich .
        • doral2 Re: Ja sie zwyczajnie nie nadaje 16.07.09, 20:22
          ja się tez nie nadaję, dla mnie bycie chrzestną to dodatkowe wydatki na prezenty.
          i w ogóle nie czaję sensu rodziców chrzestnych. nie mam pojęcia czemu ma to służyć.
          • karra-mia Re: Ja sie zwyczajnie nie nadaje 16.07.09, 21:45
            oj ja to podobnie jak doral
            trochę to dla mnie przestarzała instytucja, bo niby że co, jakby nam
            się coś stało, to chrzestni mają zaopiekować się dzieckiem?? hmmmm
    • slimakpokazrogi Re: jak traktujecie bycie chrzestną? 16.07.09, 20:55
      ale tu nie chodzi o wiarę. dla mnie to funkcja społeczna, kulturowa.
      Harry Potter też miał ojca chrzestnego, nie? A raczej o
      chrześcijaństwie tam nie ma mowy. A służyć ma poszerzeniu rodziny.
      Ale kurde może ja mam rodzine fajną i przyjęcie do niej też fajnebig_grin
      Mój chrześniak tez ma fajną rodzinę - ostatnio na 3 urodzinach
      chrześniaka mój młody dorobił się w związku z tym dwóch
      przyszywanych babć. Bawiły go w kółko. .Był zachwycony.
      • doral2 Re: jak traktujecie bycie chrzestną? 16.07.09, 21:08
        moja mama ma 9 chrześniaków, jakby chciała tak wypełniać te funkcje społeczną,
        to by jej na własne dzieci czasu nie stykło.

        ja swojego chrześniaka znam średnio i średnio lubię się z nim spotykać..a
        właściwie to chyba mam do niego stosunek obojętny.
        zostałam chrzestną tylko dlatego, że mnie o to poproszono (a podobno dziecku się
        nie odmawia), a wcale nie miałam na to ochoty.

        i teraz się ciągnie za mną ten chrześniak, jak smród za wojskiem, nie mam ani
        czasu ani ochoty go odwiedzać, a muszę.

        i wcale nie traktuję tego jak funkcji społecznej, tylko przymus robienia
        czegoś, na co nie mam ochoty.
      • eyes69 A o co chodzi? 16.07.09, 21:22
        Chrzest to sakrament.
        Dla mnie ma to ogromny zwiazek z wiara i tylko z nia.
        • cudko1 Re: A o co chodzi? 16.07.09, 21:33
          ja podobnie jak ślimak mało wiążę to z wiarą a więcej z taką włąśnie
          funkcją społeczną poszerzaniem rodziny, u mnie raczej zacieśnianiem
          więzów.

          sama jestem mamą chrzestną córki mojej siostry - dla mnie było to
          ważne i było właśnie wyróżnieniem, dbam o to żeby mieć z młodą
          kontakt - ma 10 lat, owszem dostaje również ode mnie prezenty,

          ja wybierając rodziców chrzestnych dbałam przede wszeystkim o to
          zeby byli to ludzie którzy będą faktycznie się młodą interesować,
          nie w sensie ze bedą codziennie wydzwaniać czy odwiedzac co drugi
          dzień, ale zeby w ogóle interesował ich jej los, aha i jeszcze że
          gdyby dla mnie coś się stało zajęli by się małą bez zadnego ale i
          wahania,
          • ololla Re: A o co chodzi? 16.07.09, 21:43
            Mam jednego chrzesniaka - najstarszy syn mojej siostry
            Dla mnie to był zaszczyt ponieważ Wojtek jest niepełnosprawny i wiem,że mojej
            siostrze zależało na chrzestnej która w razie czego zastąpi matkę a nie będzie
            tylko sypała kasą na odczepnego.

            Ja wybierając chrzestnych tez patrzyłam przez pryzmat jakby późniejszych nie daj
            Boże nieszczęśliwych wypadków. Moja siostra jest wspaniałą mamą dla trójki
            swoich dzieci więc na pewno nie zabraknie w jej sercu miejsca dla mojej niuni.
            A chrzestny mojej córki niestety okazał się nie trafionym wyboremsad
            • tomelanka Re: A o co chodzi? 16.07.09, 21:54
              mam jednego chrzesniaka (u siostry chlopa) ale to tak jakbym miala dwojke, bo
              oni sa blizniakami, widujemy sie kilka razy w roku bo mieszkaja za granica, dla
              mnie nie sa to tylko prezenty i wydawanie kasy, ja sie naprawde ciesze, jak moge
              z nimi pobyc, zajac sie, pobawic ale kasy tez na nich nie zaluje
              gdyby mieszkali blizej, to interesowalabym sie bardziej ich sprawami, tzn.
              interesuje sie i tak, ale bardziej bym w tym uczestniczyla

              dla mnie wazniejsze jest, zeby odwiedzac i miec kontakt, zeby dziecko mialo
              poczucie, ze moze na mnie liczyc i przyjsc ze swoimi roznymi sprawami

              tomka chrzesnica mieszka stosunkowo blisko, odwiedzamy ja dosc czesto, zabieramy
              nad jezioro, gramy w pilke i takie tam, zawsze cos przywozimy, wiadomo, jak to
              do malych dzieci-raczej nie jedzie sie z pustymi rekami, a to jakis ciuszek,
              drobna zabawka, albp choc czkolada, drobiazgi
              i moz az tak tej radosci jakos SUPER nie widac, ale pozniej wszystkim opowiada
              ze byl wujek z ciocia i ze nas kocha, ze bylismy tam, pokazalismy jej tamto i
              fajnie spedzilismy czas, a takie wyznania z ust 4 i pol latki to najwiekszy
              skarb dla chrzestnych smile
          • doral2 Re: A o co chodzi? 16.07.09, 21:48
            a znasz jakieś dziecko, którym zajęli się chrzestni po śmierci rodziców?? ja
            osobiście nie. i osobiście raczej bym się też tym swoim chrześniakiem nie
            zajęła. i sądzę że chrzestni moich dzieci też nie, bo jedna chrzestna rozwiodła
            się z naszą rodziną i lata świetlne jej nie widziałam, jeden chrzestny to
            sąsiad, zatem średnio z nimi da się zacieśniać więzy.

            to chrzest jest sakramentem, a nie chrzestni. uważam chrzestnych za relikt
            przeszłości. a właściwie uważam, że chrzestnych traktuje się jak jeleni do
            dawania prezentów i kasy. i to mnie wkurza. bo sam fakt że się dzieciaka do
            chrztu niosło, nie jest powodem do tego żeby robić za świętego mikołaja kilka
            razy do roku.
            • adkam77 Re: A o co chodzi? 16.07.09, 21:58
              Mam jednego chrześniaka mojego siostrzeńca. Zostałam chrzestną jak
              miałam 16 lat. Podobnie jak ślimak czulam sie bardzo tym wyróżniona
              tymbardziej, że byłam młoda. Dla mnie bycie chrzestną nie sprowadza
              sie do dawania prezentow ale do uczestniczenia w jakimś stopniu w
              życiu dziecka. Poniewaz to syn mojej siostry mam z nim bardzo częsty
              kontakt. Teraz ma już 16 lat i nadal jest dla mnie bardzo ważny,
              jestem dumna z jego osiągnieć, martwię się jego nauką, pomagam jak
              mnie poprosi, wymieniamy się muzyką. Kocham go i traktuję może nie
              jak syna ale jak młodszego brata. Więcej chrześniaków mieć nie będe
              gdyż jesem rozwódką ale nie żałuję. Uważam, że nie powinno się mieć
              wielu cherzśniaków bo wtedy nie można im poswięcić tyle uwagi ile by
              sie chciało.
            • makenzen Re: A o co chodzi? 16.07.09, 22:27
              > to chrzest jest sakramentem, a nie chrzestni. uważam chrzestnych za relikt
              > przeszłości. a właściwie uważam, że chrzestnych traktuje się jak jeleni do
              > dawania prezentów i kasy. i to mnie wkurza. bo sam fakt że się dzieciaka do
              > chrztu niosło, nie jest powodem do tego żeby robić za świętego mikołaja kilka
              > razy do roku.

              Masz rację, mnie też to wkurza, bywa, że rodzice dziecka wybierając kandydata na
              chrzestnego kierują się grubością jego portfela - czy będzie w stanie robić za
              tego mikołaja, a nie tym, czy ten chrzestny spełnia warunki określone w kan. 874
              § 1 (a zwłaszcza w drugiej części pkt. 3) Kodeksu Prawa Kanonicznego.
              • cudko1 Re: A o co chodzi? 16.07.09, 22:38
                makenzen ale ja się przyznałam że dla mnie chrzest jako sakrament
                nie był tak istotny - wiem wiem źle, hipokrytka ze mnie i w ogóle,
                ale nie wiem jak to wyrazić, jedno jest pewne wybierając rodziców,
                nie patrzyłam na to czymają pieniądze czy nie,

                ale są to dla mnie jdne z najbliższych osób, nie są to najbliższe
                dla mnie osoby zaraz po młodej i wiem ze oni traktują mnie i moje
                dziecko w ten sam sposób i to było dla mnie najważniejsze
                • makenzen Re: A o co chodzi? 16.07.09, 23:19
                  cudko1 napisała:

                  > makenzen ale ja się przyznałam że dla mnie chrzest jako sakrament
                  > nie był tak istotny - wiem wiem źle, hipokrytka ze mnie i w ogóle,
                  > ale nie wiem jak to wyrazić, jedno jest pewne wybierając rodziców,
                  > nie patrzyłam na to czy mają pieniądze czy nie,
                  >
                  > ale są to dla mnie jdne z najbliższych osób, nie są to najbliższe
                  > dla mnie osoby zaraz po młodej i wiem ze oni traktują mnie i moje
                  > dziecko w ten sam sposób i to było dla mnie najważniejsze

                  Tam zaraz hipokrytka wink po prostu masz swoje zapatrywania i tyle smile i sądzę, że
                  masz zdrowe podejście do sprawy smile
            • cudko1 doral 16.07.09, 22:34
              ja też nie znam - ale dlatego tez pewnie ze nie było ku temu
              potrzeby,
              i dlatego ja dla młodej swojej wiem ze wybrałam takich chrzestnych
              ze nie zostawiliby jej w domu dziecka, dlatego tez chrzestnymi są
              dwie osoby z mojej rodziny a nie rodziny ojca dziecka-bo wiedziałam
              juz wtedy ze tatus sie zmyje a razem z nim cała jego rodzina, i ze
              chrzestny byłby tylko na papierze

              mam nadzieje ze nigdy nie bede musiałą się o tym przekonać, ale
              wierze w moją rodzinę bo jesteśmy ze sobą mocno związani, dlatego
              też nie chciałąm za rodziców i sama nie chciałabym być chrzestą
              dziecka koleżanki (ba nawet przyjaciółki czy jak piszesz sąsiada)
    • 3-mamuska Re: jak traktujecie bycie chrzestną? 16.07.09, 22:02
      lubilam byc chrzestną, dopoki dziewczynka,nie zaczela ciagle mowic przy mie o
      pieniadzach, jak ja widze to tylo slysze: loda bym zjadla zapiekanke lub chipsy
      i patrzy na mnie (ona i mam materialistki sie zrobily)dlugo by pisac,szkoda bo
      mielismy kiedys sietny kontakt i bardzo sie lubilismy
    • annabetka Re: jak traktujecie bycie chrzestną? 16.07.09, 22:51
      Poproszono mnie o bycie chrzestną matką dwa razy,dwa razy tak jak dla Ciebie był
      to dla mnie zaszczyt.Dbam o swoje chrześniacze dzieciaki ,staram się utrzymywać
      kontakt,daję prezenty na okazję...nie zapominam ,że to są moje "dzieci" że
      zobowiązałam się w razie kłopotów je wychowywać,zająć się nimismile Finansowo i
      prezentowo...nie wiem jak rodzice to odbierają ale zawsze nawet jak kiepsko mi
      finansowo jest,staram się o nich pamiętać.Chociaż przyznam szczerze,że pamiętam
      ZAWSZE o urodzinach Młodego,a raz zdarzyło mi się zapomnieć o urodzinach Małejsad
      do tej pory mam moralniakasad
      • bryanowa-1 Re: jak traktujecie bycie chrzestną? 17.07.09, 00:41
        u nas w rodzinie to sie mówi ,ze chrzestni to wrazie co maja zastapic dziecku
        rodziców.ja jestem chrzestna u syna mojej kuzynki(dorastałyśmy w jednym domu i
        jestesmy jak siostry)obiecałyśmy sobie jak miałysmy 10 lat ,ze bedziemy
        chrzestnymi u swoich dzieci i tak jest.kuzynka kase ma,nawet sporo ale nie
        szaleja i nie rozpuszczają swego syna,dziecko czeka na mnie,na ciocie a nie na
        prezenty.co do prezentów to daje 2 razy w roku,na urodziny i na gwiazdke,bo
        kuzynka kazała mi sie ograniczyc do minimum.m s kolei ma chrześniaczke też z
        bogatego domu ale rodzice maja te same zasady jak moja kuzynka,wiec problemu z
        szastaniem przez nas kasa nie ma.oboje chrześniaków dostaje prezenty w tej samej
        kwocie,tylko róznia sie słodyczami,bo chrzesniaczka może wszystko jeśc a
        chrzesniak nie moze czekolady bo jest alergiczny.
        jezusie ale sie rozpisałamtongue_out
Pełna wersja