no właśnie - jak to jest z tą miłością do dzieci

22.07.09, 11:07
to pytanie zwłaszcza do wielodzietnych - czy na prawdę z ręką na sercu możecie
powiedzieć, że tak samo kochać swoje dzieci? że dajecie im tyle samo czułości?
bo ja mam z tym problem. jak byłam z drugim w ciąży, to się bałam, że nie będę
potrafiła go pokochać, jak się urodził to zwariowałam na jego punkcie (może
dla tego, że podświadomie bardzo syna chciałam).
popełniłam wiele błędów niestety, teraz muszę ze sobą bardzo mocno walczyć, bo
chociaż kocham straszą bardzo, to gdzieś w tym zalewie czułości do małego
zepchnęłam ją na boczny tor - tak bardzo, że aż osoby postronne mi uwagę
zwracałysad
a ja nie dostrzegałam problemu, bo przecież "ona jest już duża i to normalne,
że bardziej zajmuję się młodszym".
teraz zmieniam to, bo starsza jest bardzo wrażliwym dzieckiem, zresztą sama w
końcu się opamiętałam i zrozumiałam, że postępuję nie fer, bo ona może i jest
starsza, ale ciągle jest małym dzieckiem.
jak to jest u was - czy "sprawiedliwe" rozdzielenie miłości przychodzi wam
łatwo, czy też macie z tym jakieś problemy?
    • elske Re: no właśnie - jak to jest z tą miłością do dzi 22.07.09, 11:13
      Z ręką na sercu moge powiedzieć że kocham moje dzieci taką sama miloscią.Staram
      się poświęcić im taka sama ilosc czasu.Nie porownuje dzieci głośno do siebie.I
      ja i corka zwariowałyśmy na punkcie MłodegowinkAle pamiętam że mam dwoje małych
      dzieci i staram się ich nie wyróżniać.
      • grave_digger Re: no właśnie - jak to jest z tą miłością do dzi 22.07.09, 11:22
        hmm, ja mam syndrom pierwszego dziecka. jest taka naj. od urodzenia młodszej
        staram się jej zrekompensować to, że nie myślę o niej tak, jak o pierwszej. do
        tego stopnia, że mąż parę razy zarzucił, że lepiej traktuję młodszą. nikt inny
        mi tego nie zarzucił. naprawdę staram się być baaaaaaardzo sprawiedliwa.
        wszystko po równo. wszystko. jak wystawiam zdjęcia na nk to razem we dwie
        tongue_out ubieram podobnie, by któraś nie poczuła się, że jest 'brzydziej' ubrana - tak
        dzieci to widzą. robimy wszystko razem. chcę zacieśniać ich więź, by były dla
        siebie fajnymi siostrami.
    • joanna266 Re: no właśnie - jak to jest z tą miłością do dzi 22.07.09, 11:19
      zdecydowanie wszystkie moje dzieci kocham jednakowo.myslałam o tym
      juz z tysiac razy i jestem tego na 100%pewna.gorzej jednak z równym
      traktowaniem.z tym róznie bywa.zdaza mi sie byc kiepskim
      sedzią.potem zawsze przyznaje sie do błedu ,przepraszam i załagadzam
      ale niesmak mi zostaje.ciezko byc sprawiedliwym kiedy widzi sie
      wyjacego dwulatka i słyszy sie ze to on zacząłsmilekazdego dnia
      pracuje nad soba by matka byc coraz lepszasmile
    • zocha16 Kama u mnie dokładnie tak samo jak u Ciebie 22.07.09, 11:38
    • anorektycznazdzira Re: no właśnie - jak to jest z tą miłością do dzi 22.07.09, 22:01
      Mam podobnie, jak Ty, niestety, bo bardzo chciałam "kochać po
      równo". Pewnie kocham po równo, ale z pozycji mojej starszej córki
      pewnie można by to o kant dupy potłuc, skoro młodszym się więcej
      zajmuję, bardziej wzruszam i częściej martwię. Naprawdę NIE JESTEM W
      STANIE traktować ich identycznie lub choćby prawie identycznie, bo
      jest między nimi 8,5 roku różnicy. Jedno jest wczesną nastolatką a
      drugie przedszkolakiem z najmłodszej grupy.

      U nas jest nieco inaczej z tym, że nie zależało mi kompletnie na
      płci drugiego dziecka. Co więcej, na punkcie córki ześwirowałam od
      pierwszego wejrzenia po porodzie a na nownarodzonego syna patrzyłam
      jak na kosmitę (nic mi się od razu nie włączyło). Tylko, że on jest
      mocno innego usposobienia niż córka. Jest bardzo optymistyczny i
      radosny, bardzo bystry, otwarty i kontaktowy a do tego niezwykle
      logiczny w rozumowaniu- z nim się WSZYSTKO załatwi rozmową od samego
      początku. Nie ma po co krzyczeć czy dawać kar, jemu wystarczy
      wytłumaczyć. Jest niesłychanie samodzielny i pomysłowy. No i
      wszystkich stopniowo zawojował. Córcia tymczasem domaga sie bycia
      obsługiwaną (nie, nie odkąd on sią pojawił, tylko od zawsze) a
      wyjaśniać to jej można nawet z użyciem pisma obrazkowego a ona
      swoje. Uparciuch niesamowity, raczej pyskacz i obecnie, bo to już
      lat naście, pani obrażalska. No i co z tego, ze taka jest, to moje
      dziecko i ją kocham- ale kontakt z nią jest utrudniony. Wskutek tego
      wszystkiego powstaje kontrast między całokształtem rozmów i
      kontaktów z małym a z nią. Daje to bardzo negatywny efekt, ona jest
      zazdrosna. Ot i problem. A ja się martwię.
    • deela Re: no właśnie - jak to jest z tą miłością do dzi 22.07.09, 22:03
      kocham tak samo
      ale Julek zostal "pokrzywdzony" bo na nim sie uczylm a dla Benka juz obcykana
      jestem i mam w ogole ZDECYDOWANIE wiecej cierpliwosci
      ale kocham i jestem rownie czula dla obu
    • bei RÓWNO-nie oznacza SPRAWIEDLIWIE:):) 22.07.09, 22:44
      Kazdego kochamy inaczej- nie oznacza to zaraz, ze słabiej, mocniej !
      Gdy przychodzi na świat kolejne dziecko- nie oznacza to tego, ze
      starsze będziemy kochac mniej a młodsze więcej- przeciez tego nie da
      się porównac.
Pełna wersja