jak dotrzec...

10.08.09, 17:45
Jak dotrzec do osoby, ktora... w zasadzie nie wiem, jak to nazwac.
Wiec moze opisze kilka zdarzen.

Sytuacja pierwsza

Osoba prasuje ubrania w pokoju, obok jest male, 2,5 letnie dziecko,
ktore bawi sie na podlodze. Osoba dostaje ostrzezenie (sama nie ma
malych dzieci) - nie zostawiaj dziecka samego w pokoju z goracym
zelazkiem, bo moze sie poparzyc. Jesli bedziesz wychodzila, to
postaw je wysoko, np. na szafe.

5 minut pozniej ta osoba zostawia dziecko z wlaczonym zelazkiem w
pokoju, nie zabezpieczajac sprzetu. Matka wbiega do pokoju i mowi z
wyrzutem: przeciez prosilam, zebys nie zostawiala dziecka z goracym
zelazkiem, bo moze sie poparzyc!

Osoba na to odpowiada: Przecież ja nigdy bym nie zostawila jej z
zelazkiem w pokoju!
A przeciez wlasnie to zrobila.

Sytuacja druga

Matka zostawiajac dziecko pod opieka tej wlasnie osoby,
zostawia szczegolowe instrukcje na temat jedzenia.
Zostawia jedzenie dla dzieciaka na polce i zapowiada - absolutnie,
pod zadnym pozorem nie dawac dziecku nic innego do jedzenia -
dziecko ma uczulenie na mleko krowie i na nabial generalnie.
Osoba przytakuje i mowi: Ja bym jej w zyciu nic nie dala!
Podam tylko to, co dziecko ma przygotowane.

Dziecko dodam jest chore, ma biegunke, lekko goraczkuje.
Matka idzie do pracy, wraca i widzi, ze dzieciak ma wysypke na buzi
i sie pyta: co jadla? Co dokladnie, o ktorej i dowiaduje sie, ze
opiekujaca sie dzieckiem osoba dala dziecku Activie.
Na zarzut: przeciez mowilam, zebys nie dawala! Ze jest chora i ze ma
uczulenie!

Osoba odpowiada: Przeciez ja bym jej nigdy nie dala! Ale ja bylam
glodna, zjadlam i dziecko plakalo, ze tez chce i jej dalam.
Troszeczke tylko zjadla - pol opakowania.


I tak generalnie jest non stop.
Musialam sie wyzalic, bo jestem po weekendzie z osoba, do ktorej
generalnie nic nie dociera. I nie przyzna sie do bledu, tylko w oczy
ci powie, ze w zyciu by tak nie zrobila, a przeciez wlasnie tak
postapila.
Ta osoba mi zapowiedziala, ze zbuduje sobie obok domu oczko wodne.
I jednoczesnie chce, zebym pozwalala mojemu dziecku spedzac tam
wakacje np. za rok (dzieciak bedzie mial wtedy 4 lata).

Dodadm jeszcze, ze nie jestem zdana na jej pomoc. Moge ja sobie
inaczej zorganizowac. Ta osoba to moja matka, babcia dziecka.
    • jowita771 Re: jak dotrzec... 10.08.09, 17:55
      A czy ta osoba ma coś z głową?
    • grave_digger Re: jak dotrzec... 10.08.09, 17:58
      o rany, nasuwa się tylko jedno - nie korzystaj z pomocy matki. po prostu.
      będziesz zdrowsza psychicznie.

      i pogadaj z mamą czemu się wypiera skoro robi tak a nie inaczej. o co w ogóle kaman.
      • madameblanka Re: jak dotrzec... 10.08.09, 18:01
        > i pogadaj z mamą czemu się wypiera skoro robi tak a nie inaczej. o co w ogóle k
        > aman.

        eee ja tak teściowej mówie już 10ty rok i nic.
    • deela Re: jak dotrzec... 10.08.09, 20:25
      nie docierac
      nie zostawiac z dzieckiem
    • mama-dzwoni Re: jak dotrzec... 10.08.09, 20:34
      z pewnością ta osoba jest sporo po 60 i robi się jej lekki Disneyland w główce.
      Pozostaje tylko współczuć, ludzie z takim podejściem się nie zmieniają, brną
      tylko ślepo w swój światek ,depcząc przy tym wszystko co zasadziły przez całe
      życie. Żadna rada i rozmowa tutaj nic nie da, albo się przyzwyczaisz do takiego
      postępowania albo przestań się z nią spotykać.
      • karra-mia Re: jak dotrzec... 10.08.09, 20:46
        dobrze prawicie kobieto

        nie dotrzesz do takiej osoby już, niestety
        nie zostawiaj z nią dziecka, organizuj sobie inaczej pomoc, bo tutaj
        będzie niestety coraz gorzej...
    • bernimy Re: jak dotrzec... 10.08.09, 21:29
      Ponieważ to matka, to jednak spróbowałabym dotrzeć i dopytać, czy
      naprawdę lubi patzreć jak Jej wnuczek/wnuczka cierpi czy też chce
      aby się znalzało w szpitalu??? Bo przy Jej postępowaniu prędzej czy
      później tak się stanie.
      Przy dalszym wypieraniu się, kłamaniu i brnięciu, delikatnie
      podziękowałabym za pomoc, ale tak by zbytnio tego nie odczuła (jeśli
      się by udało), aby sobie żyła w błogiej nieświadomości...
      • antyka Re: jak dotrzec... 11.08.09, 08:05
        Ta osoba ma 55 lat, ma osobie bardzo wysokie mniemanie
        (cyt. taki mezczyzna na pewno oglby byc dumny, majac taka zone jak
        ja), czyta duzo gazet - szczegolnie poradnikowych, na temat zdrowia,
        wychowania dzieci itp.

        Ale za kazdym razem, gdy cos zle zrobi, klamie.
        Mowi, ze by tak nigdy nie zrobila, albo, ze zapomniala.


        Klasyka byla w piatek. Odgrzalam na patelni pierogi - zostawilam 4
        dla corki - mowiac do matki: to sa pierogi dla Marysi. Zostawiam je
        tutaj, bo ona na razie nie jest glodna. Po prostu za duzo
        podsmazylam (ostatnie pierogi). Matka mowi: dobrze, nie bede ruszac.

        Po dwoch godzinach dziecko przychodzi do kuchni i mowi, ze jest
        glodne. Moja matka szybko mowi: ja zjadla te pierogi, co tutaj byly.
        Ja: Jak to? Przeciez dla dziecka zostawilam, mowilam ci!
        Ona: Zapomnialam, wiem, ze mowilas, ale zapomnialam.


        Nie zapomniala. Bala sie, ze sie zmarnuja i zeżarla mi pierogi
        przeznaczone dla dziecka.

        Jestem po prostu chora po takim weekendzie. Chodze i cala dygocze,
        wczoraj niepotrzebnie nakrzyczalam na opiekunke. Ech...
        Musze ja dzisiaj przeprosic.




        • antyka Re: jak dotrzec... 11.08.09, 08:10
          Chyba powoli luzuje, bo przypomniala mi sie sytuacja z przed kilku
          lat i strasznie chce i sie smiac. Moja siostra ma wegetarianskie
          dzieci, wszyscy o tym wiedza.
          Gdy siostra byla kiedys w Polsce, ja przylapalam matke, jak stala
          nad prodizem i karmila rocznego dzieciaka siostry pieczonym
          kurczakiem. Z brody siostrzenicy kapal tluszcz z kurczaka, matka
          trzymala w reku kurczaka i zapierala sie w zywe oczy, ze nie dawala
          dzieciakowi zadnego drobiu! Przysiegam! Mowila: Jak tu stoje!
          Przysiegam!

          Potem sie przyznala mowiac: Dziecko bardzo chcialo, troszeczke mu
          dalam.


          Ha ha ahah

          Siostra byla wkurwiona na maksa.
          • bernimy Re: jak dotrzec... 11.08.09, 08:43
            No szczerze, po pierwszym poście to z opisu była dla mnie jak moja
            teściowa kłamiąca w żywe oczy! Moja kłamie ze strachu. Teraz już
            mniej bo dziecko moje starsze, więc mniej problemów co jadła Mała.
            No i teściu normalny, więc do Niego z mężem mówiliśmy, co teściowa
            zrobiła i On w zaciszu dodmowym Jej jakoś tłumaczył... Ale miałam
            akcje np. z oblizywaniem łyżeczki dziecka przez Nią, massakra dla
            mnie!
            Ale to co napisałaś teraz, że najpierw przysięga, że nie dawała, a
            za chwilę, że dziecko tak bardzo chciało...
            Chyba jest niereformowalna! I zachowuje się jednak tak, jakby
            chciała na złość Ci robić. Więc ja bym jednak pogadała z Nią, aby
            wyjaśniła, dlaczego chce zrobić krzywdę dziecku (nabiał)? Jak się
            będzie wypierać, że nic nie daje itd. to JEŚLI masz inną możliwość,
            to powiedz Jej, że wybierasz jednak zdrowie swojego dziecka i
            zdecydowanie wolisz powierzyć Je obcej godnej zaufania kobiecie niż
            Jej, bo jej nie możesz zaufać.
            p.s.
            ja już nie mam problemów co Mała zjadła, ale ostatnio zaczyna się
            nocnikowanie. No i mamy ubaw, bo jak usłyszała teściowa, że przy
            mojej mamie (a siedzą naprzemiennie) Mała zrobiła siusiu do
            nocniczka, to ta sie odwinęła na nodze obrażona i fuknęła "przy mnie
            zrobiła dwa razy". Boskie, potraktowała to jak zawody i w dodatku
            zachowała się jakby konkurowała...
            Przy nas i przy mojej mamie Mała nie chce siadać za skarby swiata na
            nocnik, a przy teściowej co drugi dzień, robi (PODOBNO) siusiu i
            kupki do nocnika big_grinbig_grinbig_grin Uwierzyłabyś?
            • bernimy dodam tylko 11.08.09, 08:44
              że pomomo tych różnych zgrzytów z teściową i pomimo Jej kłamstw,
              wole z Nią zostawić niż z obcą babką, bo nie mam pewnosci na kogo
              bym trafiła, a Ją już znam i wiem czego mogę się spodziewać tongue_outbig_grin
              • antyka Re: dodam tylko 11.08.09, 10:49
                Ja mam zajefajna opiekunke wink No i jeszcze tesciowa,
                ktora nie klamie, troszke cipuje, ale przynajmniej prawde powie.

                Ale juz razem z mezem podjelismy decyzje, ze jak mala bedzie chora (od wrzesnia
                rozstajemy sie z opiekunka, mala idzie do przedszkola), to albo zostawimy
                dzieciaka z tesciowa, albo z sasiadka.

                I przynajmniej nie bede sie potem wkurwiac...

                A co do nocnika... Wiesz, moja matka mowi, ze moja dziecko przy niej nigdy nie
                placze. No cud nad cudami smile
    • kkokoszkaa Re: jak dotrzec... 11.08.09, 08:56

      dobrze zrozumiałm ta osoba-to babcia twej córkia a twoja mama.
      Jak czytam te anegdotki to jakbym to wszystko juz przerabiała.
      To rządząca autokratka która wie najlepiej zawsze będzie robiła po
      swojemu a złapana na goracym uczynku -nigdy prznigdy nie przyzna się
      do winy będzie szła w zaparte nawet jak by jej kasete z nagraiem
      pokazać ze dziecko karmi kasznka powie ze to nie jej ręka albo ze to
      nie kaszanka a marchewka. A jak to sie juz udowodni to za chiny nie
      zacznie bic sie w piers tylko jeszcze Cie zjebie ze kto to widział
      kaszneczki dziecku zakazywac przycież to dziecko az łzy w oczach
      miało tak pragnęło owej kaszaneczki.
      Wiesz zrób cięcie i tyle jak mam zateskni to powiedz ze moze se
      widywac ale na twoich zasadach ma postępować z dziećmi. zacznij byc
      stanowcza i przestan sie jej bać. Już jesteś dorosła i nie dawaj sie
      jej zbywac jak dziecko.Bo ona ci przytakuje a i tak robi po swojemu.
      Jak trzeba zrób awanturę- bo ona zdaje sie ciebie lekceważy. Jak nic
      sie nie zacznie zmieniac to niesty tylko na imieniny urodziny itd
      pod twoim nadzorem....
      Usmiałam sie strasznie z kadru wegadzieciaka z kurakiem w
      buzi...heheheh wiem ze to tragikomedia
      • antyka kkokoszka 11.08.09, 12:22
        No jakbys tam byla smile
        Zajebiscie to podsumowalas, a przyklad z kaszanka
        jest po prostu w deche.
        Siedze i sie rechole, chociaz w zasadzie powinnam plakac smile
    • osa551 Re: jak dotrzec... 11.08.09, 12:56
      Nie zostawiaj jej dziecka, skoro wiesz, że taka jest. Bezpieczeństwo dziecka to
      Twoja odpowiedzialność i z tego względu nie powinnaś go zostawiać pod opieką
      kogoś, kto jest nieodpowiedzialny i niereformowalny.

      To chyba proste?
    • moninia2000 Re: jak dotrzec... 11.08.09, 14:45
      Do takiej osoby po prostu nie dotrzesz. Nigdy!
      Jak najdalej od takiej opiekunki, nie polecam ryzyka.
      To, ze matka nic nie znaczy, ciekawe czy w innym domu (obcych)
      pozwalalaby sobie na takie zagrywki.
    • fajka7 Re: jak dotrzec... 12.08.09, 00:58
      Matke masz jaka masz i ja bym sobie darowala szukanie cudownych
      sposobow na to, zeby ja zmienic. Bo dotrzec znaczy zmienic ja.
      Ludzie sie tak latwo nie zmieniaja, szczegolnie na lepsze smile
      Wyglada na to, ze nie nalezy powierzac jej dziecka i trudno. No nie
      nadaje sie, bywa.
      Nie marnuj energii na dyskusje i przeprowadzanie dowodow, bo w ten
      sposob tylko ja upokorzysz, sama sie zdenerwujesz, a efektu nie ma
      zadnego z tego. Zapewne mama moze Ci wiele dac, ale akurat tego nie
      potrafi. Ale to nie jest koniec swiata. Po prostu nie wystawiaj ja
      na mine, czyli sytuacje, w ktorych wiadomo, ze sie nie sprawdzi, bo
      z jakichs powodow nie moze opanowac swoich ciagot do zrobienia po
      swojemu.
      Gdy bylam mloda mama i zaczynalam dawac dziecku sloiki, wszelkie
      instrukcje glosily, zeby dac tylko lyzeczke i patrzec - czy zje, czy
      uczulenie nie wystapi, czy nie zwroci itd.
      No i ja nie moglam opanowac sie po 1 zjedzonej lyzeczce, zeby nie
      dac drugiej - no bo zjadl, zyje, chce, to dam te druga, no bo co. A
      potem trzecia i tak konczylam w polowie sloika.
      Mialam wyrzuty, ale nie potrafilam nad tym zapanowac - no nie
      umialam dac tej jednej cholernej lyzeczki. Potem sie dowiedzialam,
      ze kolezanki mialy tak samo.
      To cos w tym stylu jest, prawda? bylabym chyba koszmarna babcia, a
      jakas dramatycznie glupia jednak nie jestem smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja