mathiola
11.08.09, 21:36
No szlag mnie trafi. Za każdym razem kiedy próbuję małżonkowi poskarżyć się,
że dzieci były dziś nieznośne, słyszę odpowiedź: przy mnie są inne.... W
domyśle: za dużo im pozwalam.
Nie trafiają do niego argumenty, że mnie mają na co dzień i tym samym traktują
jak zwyczajny element zwyczajnego życia, a jego mają od święta i zachowują się
jak na święto przystało. I że on będąc z nimi nie traci kurwa energii na
posprzątanie, ugotowanie, upranie, wypielenie, zakupy, lekarzy, urzędy, banki,
tylko... tylko jest. Do dyspozycji dzieci, do zabawy. I nawet kiedy zabawy
dosyć i czas na porozstawianie po kątach, większe wrażenie robi na nich męski
głos ojca, niż znane od urodzenia zakazy i nakazy matki....
Nie ulegam im, nie pozwalam sobie wchodzić na głowę, jestem raczej
konsekwentna (raczej, bo czasem sił brakuje i ochoty w tym codziennym
bałaganie) ale prawda jest taka, że to ja jestem od przytulania i całowania
"kuku", więc inaczej mnie traktują niż pana ojca.
I weź mu to wytłumacz, na pewno jestem niekonsekwentna po prostu i kropka. Bo
przy nim są inne.....
A może jednak ma rację? Jak jest u was?